Audi A4 B6 — niechbyśmy wszyscy tak dobrze się starzeli!

Najczęściej spotykane opinie są dwie: pierwsza mówi, że warto kupować auto nowe, pojeździć parę lat — i sprzedać nie bacząc na ekonomię. Druga może brzmi nieco inaczej, ale wynika chyba z podobnych pobudek: kupić w miarę trzymające się kupy auto, jeździć i się nie przejmować, robić tylko to, co krzyczy — i się nie przejmować (aż będzie trzeba auto sprzedać).

Jest też trzecia reguła, chyba najrzadziej spotykana, którą można skwitować starym „jak dbasz tak masz” — ona mówi, że najlepiej kupić taki samochód, jakiego się potrzebuje, aby później o niego dbać jak należy. Nie wiem czy taka jest geneza popularności króla rynku wtórnego ostatnich lat — czyli Audi A4 B6, bo o tym aucie dziś będzie mowa — ale po blisko 7 latach eksploatacji mogę potwierdzić, że każda złotówka włożona w ten samochód zwróci się po wielokroć.


Audi A4 B6 test

Podróż Audi A4 B6 w góry to czysta przyjemność. Ten samochód po prostu łagodnie łyka kilometry (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Moja przygoda z testowanym Audi A4 zaczęła się wiosną 2011 r., kiedy to po niefortunnej przygodzie na lodzie pożegnałem się z Seatem Leonem I. Samochód kupiłem oczywiście używany (rocznik 2002, toć to już prawie youngtimer) — wszakże podróżując z psem na pokładzie wszystko inne wydawałoby się rozrzutnością. Stan licznika na początku 138 tys. km (sprawdzany przy zakupie), stan w chwili pisania testu tekstu wynosi przeszło 197 tys. km. Niby niedużo, ale trzeba też mieć na uwadze, że właściwie nie używam auta w tzw. codziennym ruchu miejskim — większość przebiegu to trasa, a przecież nie jestem w górach codziennie.

Przez ten czas udało mi się wydać na serwis i utrzymanie ładnych parę złotych (na szczęście większość to zwykła eksploatacja plus rzeczy, których uniknąć się nie dało, choćby ze względu na upływ czasu) — toteż przyszło mi na myśl, że podzielę się z P.T. Czytelnikami swoją opinią nt. tego czy warto się pakować w kilkunastoletnie auto takie jak Audi A4 B6.


Audi A4 B6 test

Mimo upływu kilkunastu lat pozbawione udziwnień nadwozie Audi A4 wygląda jakby zjechało z fabryki. To zalety konserwatywnego wzornictwa oraz naprawdę niezłego wykonania i lakierowania (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zacząć wypada od podstawowych danych technicznych testowanej A-czwórki: nadwozie typu sedan o długości 4547 mm i wysokości 1428 mm oraz rozstawie osi 2650 mm; bagażnik o pojemności 445 litrów; silnik benzynowy wolnossący, o pojemności 1595 ccm, wtrysk wielopunktowy (MPI), moc 102 KM / 5600 obr/min, maksymalny moment obrotowy 148 Nm / 3800 obr.; prędkość maksymalna 190 km/h; masa własna 1348 kg.

A w praktyce szczególnie doceniam następujące plusy dodatnie (dalej w punktach):

  • super prowadzenie — Audi A4 B6 kieruje się wyśmienicie, to zasługa oczywiście wyrafinowanego zawieszenia wielowahaczowego (na obu osiach) — auto idzie stabilnie, jak po sznurku, ale jak trzeba skręcać, to skręca też rewelacyjnie;
  • niezawodność i niskie koszty serwisu — trwały, wolnossący silnik i 5-biegowa skrzynia biegów to podstawa, zaś psujące się duperele (cewki zapłonowe, plastikowe przełączniki) są naprawdę tanie; nie można demonizować kosztów serwisu przedniego zawieszenia!
  • zabezpieczenie antykorozyjne — mimo upływu wieku elementy podwozia są zdrowiutkie, zaś nadwozie mogłoby startować w konkursach ze znacznie młodszymi przedstawicielami marek, które od rudej potrafią nieźle ucierpieć (niebite Audi nie ma prawa rdzewieć!);

Audi A4 B6 test

Silnik 1,6/102 KM świetnie współpracuje z instalacją gazową BRC. Na zdjęciu widać trawę? To dowód, że pod maską spokojnie mieści się znacznie większa jednostka (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


  • silnik 1,6 MPI — wolnossący, niewysilony (ledwie 102 KM), o nieskomplikowanej budowie, praktycznie niezniszczalny, świetnie nadający się do przeróbki na hybrydę (LPG);
  • niskie spalanie — nie wiem czy to za sprawą mojej łagodności, czy też niezwykle opływowego kształtu (współczynnik oporu powietrza Cx=28), ale osiągnięcie na szosie spalania na poziomie 7,5 l/100 km gazu nie jest niczym dziwnym; auto nie ma tempomatu, ale dla utrzymania prędkości 90-100 km/h pedał gazu wystarczy lekko muskać;
  • komfort i ergonomia — siadając za kierownicą czuć wszystko na swoim miejscu; fotel może bez bajerów, ale naprawdę można w nim spędzić kilka godzin; ba, w tamtym czasie najwyraźniej nie wszystkich dotknął fetysz samochodów na oponach rowerowych — fabryczny rozmiar 195/65 R15 oszczędza zawieszenie i koi nerwy;

Audi A4 B6 test

Sedany mogą być przepiękne, wygodne, zwinne — ale praktyczności (utylitarności) w nich za grosz. Psa jakoś da się wozić, ale już z większymi meblami z Ikei jest kłopot (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


  • elegancki wygląd — większe sedany, z wystającym kufrem są najpiękniejsze (czy dziecko, poproszone o narysowanie auta, nadal rysuje trój-bryłowy klasyczny kształt?) — plus możliwość zapakowania bagażnika bez wychładzania nerek pasażerom (szkoda, że cierpi na tym użyteczność bagażnika);

Nie chodzi jednak o to, by plusy przesłoniły nam minusy, zatem dla równowagi można mu wypomnieć takie cechy negatywne:

  • sedan — cóż z tego, że bagażnik jest dość duży, skoro niełatwo zapakować większy lub nieforemny bagaż do kufra; cóż też z tego, że taki rodzaj nadwozia uważa się za prestiżowy — skoro tyle w tym prestiżu, że oto do zaparkowanej przy leśnej ścieżce limuzyny ładuje się ekipa wracająca z wypadu w pobliskie góry? ;-)
  • znaczny zwis przedni — długi (921 mm), nisko zawieszony przedni nos może utrudnić manewry przy ciasnych krawężnikach; oczywiście pamiętam, że pod tą samą maską mieścił się zarówno — każda jednostka montowana jest wzdłużnie — trzylitrowy silnik V6, zaś w wersji S4 — 4,2-litrowy V8; trzeba mieć też na uwadze, że z krótszym nosem ten sedan utraciłby swoje proporcje, a co więcej mógłby utracić aerodynamikę;

Audi A4 B6 test

Wygoda. Tak chyba można skwitować to co dla kierowcy ma Audi A4 (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


  • niski prześwit — Audi A4 B6 jest wyśmienitym autem na długie trasy, na szosie czy autostradzie prowadzi się pewnie i wygodnie, ale już wjazd na średnie wertepy (nie do uniknięcia przy naszym trybie życia) może przyprawić o palpitację serca (pal licho prześwit — długi nos nieuchronnie kiwający się na wertepach, może ucierpieć najbardziej);
  • słabe plastiki — nie tyle kruche i łamliwe, ile wycierające się w często dotykanych miejscach; po czym poznać, że a-czwórka nie jest picowana? wytarty włącznik świateł, podarty mieszek dźwigni biegów oraz kiwające się przyciski to podstawa!
  • tylko 5-biegowa skrzynia biegów — tak precyzyjna i niezawodna, że mieszanie lewarkiem jest po prostu przyjemnością, szkoda jednak, że na piątce przy prędkości 100 km/h silnik osiąga aż 3 tys. obrotów; kabina jest przyzwoicie wyciszona, więc szczególnego hałasu nie ma, ale byłoby fajniej taką wartość silnik osiągał w okolicach 130 km/h.

Reasumując: nie ma samochodów idealnych, jednak to Audi bliskie jest temu jak ja rozumiem to pojęcie. Mamy oto pojazd nieco oldskólowy (w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu) — porządnie wykonany, bez zbędnych bajerów, w którym widać dobrą rękę konstruktorów (mniej programistów) — generalnie niezawodny mimo upływu przeszło 15 lat na drodze.

Aż dziw, że dziś już takich aut prawie się już nie robi…

PS disklajmer: szkic tego tekstu powstał przeszło rok temu, nigdy nie pamiętałem, żeby zrobić jakieś sensowne zdjęcie — a do druku poszedł dzień po podpisaniu umowy na całkiem nowy, równie oldskólowy automobil… cóż za koincydencja ;-)

  • Borek

    Wcale nie dziw że się już takich nie robi. Taki model korzystania z pojazdu jaki prezentujesz (i jaki ja również prezentuję) kompletnie nie opłaca się producentom. ;)

    Powiem szczerze, że gdyby trafił się nowszy samochód którego wnętrze mi się podoba (i który nie straszy systemami uprzykrzania życia) to bym uzbierał i kupił. Niestety w samochodach którymi fajnie się jeździ wnętrza zwykle są przekombinowane, nawet mój faworyt w postaci Jaga XJ się nie obronił, a w tych którymi człowiek się po prostu przemieszcza jest wieczny dramat.
    Dlatego też regularnie inwestuję w mój prawie pełnoletni bolid, i może jak nie pójdzie źle to na jego osiemnastkę będzie jak nowy i zrobię mu fotkę pod bramą fabryki, z której wyjechał. Bo tak. :)

  • prosemi

    Nowy i oldskólowy? Jestem bardzo ciekawy co wybrałeś.

  • Draculę Defender ;-P

  • prosemi

    To zgodnie z planem:)
    Mimo, że nie planuję zakupu tego modelu, to z ciekawością poczytam za jakiś czas opinie o nim.

    A propos zakupu samochodu to od dłuższego czasu zastanawiam się co kupić i mam spory dylemat. Ostatnio chodzi mi po głowie Kia Soul. W Ameryce Północnej to auto jest bardzo lubiane i popularne i często wskazywane jako najlepszy zakup w kategorii mini vanów czy mini SUV. U nas zupełnie na odwrót. Do tego stopnia, że Kia już nawet go nie sprzedaje.
    Boje się, że jak kupię to za parę lat kupca nie znajdę:)

  • Dobrze znam użytkownika Soula (1 gen.), który bardzo sobie chwali to auto. Pewnie gdyby sprzedawał, może nawet odkupiłbym go od niego, chociaż bagażnik jest ździebko za maluśki jak na nasze potrzeby.

    BTW czytając opinie w sieci o Draculi można się naprawdę przerazić. Przerażenie mija po jeździe próbnej — acz przyznam też, że model z 2017 jest ździebko inny niż nawet te z 2016 (nie mówiąc o początkowych egzemplarzach).

    Za czas jakiś coś skrobnę, obiecuję nie czekać ani 7, ani 15 lat ;-)

  • wojakrob

    7,5 litra gazu, to rzeczywiście mało. Mój Wagon zjada średnio 10 litrów, ale to wina tego, że sporo jest jednak miasta, a u rednacza to jednak trasa.

  • Szczerze ja mam właśnie dylemat między Kia Soul a Fiat Sedici (aka Suzuki SX4) w wer. 4×4 i też właśnie model ok. 10 lat.

  • b52t

    w wersji OPEN SCe 115 S&S LPG? ;-)

  • Laureat 115, ale bez LPG — ten silnik ponoć kiepsko znosi gaz, a regulacja zaworów rzekomo może zeżreć oszczędności.

    Odczekam do końca gwarancji i się zastanowię nad LPG :)

  • To oczywiście w warunkach optymalnych — mniej-więcej stała prędkość, te 3 tys. obrotów. Ale tankując 45 litrów zwykle przejeżdżam 550 km, co też nie jest złym wynikiem.

  • b52t

    zasugerowałem się testowanym.
    Podoba mi się za to, za to podobał mi się moja Thalia w dyzlu, którą sprzedaje – uczciwy, prosty, nieudający niczego samochód. Bez szmerów i bajerów.

  • No to Soula 4×4 nie było, jeśli napęd na cztery jest dla Ciebie ważny, to zostaje tylko włosko-japoński samochodzik :)

    BTW w poliftingowych Soulach silniki benzynowe miały bezpośredni wtrysk paliwa, dla mnie to deal-breaker (podobnie jak wszystkie turbo, etc.).

  • Nie jestem mechanikiem, o co chodzi z tym bezpośrednim wtryskiem paliwa?

  • Też nie jestem :) ale sprawdziłem i wiem, że taki wtrysk z czasem zwykle powoduje pewne komplikacje — większa usterkowość, zbieranie się nagaru, etc. Dlatego np. 1.6 FSI od Volksa to coś innego niż 1.6 MPI, dlatego Mitsubishi bardzo sparzyło się na swoim GDI, dlatego ja np. nie łykam opowieści Mazdy, która wprawdzie nie stosuje turbo, ale każdy benzynowy silnik ma wtrysk bezpośredni (oraz w dodatku zwiększony stopień sprężania — jak w dieslu).

    Wtrysk wielopunktowy to obejście wielu problemów dotkliwych najczęściej po 100 tys. km; feler taki, że dziś takie silniki stosuje coraz mniej producentów (m.in. Kia (np. 1,2 MPI oraz 1,4 MPI); Toyota (np. 1,33 oraz 1,6); Honda (np. 1,5 oraz 1,8; Suzuki (np. 1,6).

    Problem w tym, że ja naprawdę miałem decyzję o wyborze auta bardzo dobrze przemyślaną — nie ma przypadku nawet w tym, że decydując się na auto nowe (leasing) zdecydowałem się właśnie teraz i właśnie na ten model :)

  • Największym bajerem, jaki sobie zażyczyłem, jest aluminiowa płyta ochronna o grubości 6 mm pod silnik ;-)

  • Przemek

    W tym samochodzie najbardziej przerażają koszty zawieszenia. Przy bardziej agresywnej jeździe i nieco większych przebiegach (40-50 tyś km rocznie) trzeba liczyć nawet 4 tyś zł na wymianę miękkich, aluminiowych wielowahaczy co 2-3 lata. Silnik też klęknął przed 300 tyś km.

    Rdzy nie uświadczysz, prawda :)

    7,5l gazu to przy jeździe emeryta – przy 120-130km mamy normalne 10-11l, podobnie w spokojnym ruchu miejskim.

    Generalnie koszty części na poziomie Passata, trwałość także.

  • Chyba komplet markowych wahaczy nie kosztuje 4 tys. złotych (cały przód to może 2 tys. złotych), po przebiegu ok. 150 tys. km oczywiście będzie do wymiany i przód, i tył.

    Ale to nie są koszty, które mogą przerażać. Przerażać może LR Discovery, etc. ;-)

    Spalanie na autostradzie, jak to na autostradzie, rzeczywiście jest wyższe, aczkolwiek 11 litrów chyba nie zaobserwowałem (a rzadko jadę autostradą z prędkością 120 km/h ;-)

  • b52t

    Luxusy. Rozpasanie. ;-)

  • Tak :) Będę mógł z rozmysłem i rozpędem brać nawet większe bryły lodowe między koła i tra(k)tować je z rozpędem!

  • b52t

    Najgorzej jak człowiek musi, jechać.
    A jak nie musi, to spalanie może być miłe.
    Na wakacje jechałem prawie 1k km w jedną stronę, to w Ford II (2009) z silnikiem 1,6 duratec spalał średnio 6,5 l/100 km (wg. wskazania „komputera”). Tak można jeździć. Ale jak jechałem 2 tyg. temu 370 km i musiałem popędzać, to spalanie już w granicach 8,3-8,4 (nie pamiętam dokładnie).

  • b52t

    Brat rozwalił sobie miskę o wystający kamień na zjeździe, z którego się zjeżdżało i nie było się zatrzymać. Myślę, że wtedy byłby wdzięczny mając taką 6 mm aluminiową ochronę.

  • Osobiście autostrad nie lubię: jazda nudna jak flaki z olejem, paliwo drogie, opłaty + kolejki przy punktach poboru — a jak wypadek to wszyscy stoją (a na naszej A8 prawie wszyscy trzymają się kurczowo środkowego pasa).

    Najbardziej lubię, co tu kryć, kręte górskie szosy ;-)

  • Mike

    Drogę Stu Zakrętów wspominam bardzo miło… z przyjemnością jeździłem nią niemal codziennie będąc na wakacjach :-)

  • Przemek

    Wszystko zależy od wcześniejszych doświadczeń i punktu odniesienia. Faktycznie koszty LR mogą przerażać, ale one są dla bogatych ludzi ;)

  • Przemek

    Autostrady są nudne, to prawda. Tyle że jeżeli chcę dojechać, powiedzmy w Dolomity to jadąc zwykłym drogami zejdzie mi to 2 dni i będę mocno zmęczony. A tak docieram w 12 godzin.

  • Oczywiście, porównując koszty obsługi A4 z 2002 r. z choćby Leonem z 2003 r. okazuje się to, co się okazuje ;-)

  • Droga Stu Zakrętów jest przednia! To samo przejazd przez Przełęcz Woliborską, Jugowską, także droga ze Szklarskiej Poręby do Świeradowa jest fajna (Zakręt Śmierci).

    A w Czeskiej Republice to samo — przy czym nawierzchnia jest znacznie fajniejsza ;o)

  • Mike

    Jazda do Adrspachu nie była już tak przednia, bardzo wąsko i miałem wrażenie, że miejscowi jeżdżą ciut za szybko (choć sam mam ciężką nogę)

  • ajax

    pochwal się fotką

  • To może jeszcze dołożę zdjęcie gadżetu, z którego chyba się najbardziej cieszę: aluminiowa płyta o grubości 6 mm, chroniąca silnik i miskę olejową.

    http://czasopismo.legeartis.org/wp-content/uploads/2017/12/dacia-duster-plyta-6mm-silnik.jpg

  • b52t

    o paczcie, z Warszawki przyjechał i bedzi jeździł jak Pan Prezes.

  • Mike

    Pan Prezes jeździ Be-eM-We ;-)

  • b52t

    Bendzie jeździł jak Pan Prezes to do stylu jazdy książąt z Warszawy ;-)
    (tam jest kwintesencja jazdy polskiej – agresja i chamstwo do potęgi – spostrzeżenia po zeszło miesięcznej wizycie w stolycy)

  • No niestety, uroki lizingu ;-)

  • b52t

    niby tak, ale są spółki, które robią rejestracje w oddziałach, więc dalej można być „tutejszym” na blachach.

  • Obawiam się, że „mój” lizing (RCI) sam w sobie jest wystarczającym oddziałem; jakby nie był, miałbym jakąś FR 95 w najlepszym przypadku ;-)

  • Mike

    to ja mam szczęście nie natrafiać, a może auta na obcych blachach mniej są narażone
    acz zwykle udaję się do konkretnego miejsca i z powrotem najkrótszą możliwą trasą, tyle że centrum unikam jak ognia

  • ajax

    było brać stalową od dyzla. Zdecydowanie solidniejsza. Moja drakulka kilka razy na niej wisiała na kamieniach podczas brodów. Śladów nie ma

  • To jest oryginalne akcesorium Dacii? Przeszukiwałem katalog i znalazłem właśnie tylko to (758903088R) oraz oczywiście zabezpieczenia pod silnik (8201559730) i podwozia (8201559760).

    Stalowe są nieoryginalne, może i lepsze, na pewno tańsze ale — lizing.

  • o to to. Kuipiłem własnie 11letni samochód i jestem przekonany że co najmniej 40% ceny to są kombinacje wnętrza i urzadzeń bez których równie dobrze bym się obył – ale co zrobić skoro nie ma innych. A i tak mechanik który to sprawdzał mówił że to „biedna wersja”.

    A co do A4, to jest on niby nastepcą B4, którego zadowolonym posiadaczem byłem (ino się rozpadł :D). Cóż się jednak okazuje – A4 ma ciut mniej miejsca z tyłu, co powoduje że jak siądę za kierownicą, to się dziecko na foteliku nie zmieści. I musiałem pójść w luksusy, bo w A4 się nie zmieściłem :(.

    Jakby było takie 80 B4. Bez liftów, bez systemów nowszch niż ABS, tylko nie 25letnie a np. 10letnie, to bym kupił z przyjemnością.