Czy polityk może publicznie pleść androny?

Politycy mają predylekcję do plecenia trzy po trzy, czasem można odnieść wrażenie, że za to właśnie im płacą. Ciekawie się robi jeśli skutki bajdurzenia przychodzi weryfikować przed sądem — wówczas istotnie można postawić pytanie czy polityk może publicznie pleść androny, albowiem wszystko co ryzykuje to śmieszność (oraz aplauz i zaakceptowanie ze strony swoich akolitów)… (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 6 lutego 2017 r., sygn. akt I ACa 2122/15).

Jeden z posłów, w licznych wypowiedziach — w wywiadach, na konferencjach prasowych, podczas posiedzeń komisji sejmowych — bezpodstawnie zarzucił skarbnikowi konkurencyjnej partii pranie brudnych pieniędzy mafii pruszkowskiej, przy czym część zalegalizowanych środków miała być przeznaczona na sfinansowanie działalności politycznej partii. Źródłem informacji posła był skruszony gangster, który w zamian za status świadka koronnego plótł co popadnie.

Zdaniem pomówionego informacje były nieprawdziwe, zatem najsamprzód uzyskał prawomocny wyrok skazujący za przestępstwo pomówienia (art. 212 par. 2 kk w zw. z art. 12 kk) , a następnie wystąpił z powództwem o ochronę dóbr osobistych (czci, godności, dobrego imienia), żądając m.in. przeprosin oraz wpłaty 50 tys. złotych na cel społeczny.

(Pozostawione w uzasadnieniu okruszki wskazują, że pozwanym był Mariusz Kamiński, zaś powodem Mirosław Drzewiecki — por. „Kamiński skazany za zniesławienie Drzewieckiego”.)

Sąd prawomocnie uwzględnił roszczenie nakazując pozwanemu publikację, na własny koszt, przeprosin w tygodniku, w którym ukazał się wywiad, a także odczytanie stosownego oświadczenia przez lektora w telewizji oraz zasądził 30 tys. złotych na wskazany cel.

Ja, Mariusz Kamiński przepraszam Pana Mirosława Drzewieckiego za to, że pomówiłem go publiczne o to, że był zaangażowany w proceder legalizowania pieniędzy mafii pruszkowskiej i uczestniczył w rzekomym przekazywaniu części tych środków na nielegalne finansowanie Platformy Obywatelskiej, czym naruszyłem w bezprawny sposób dobra osobiste Mirosława Drzewieckiego w postaci jego dobrego imienia i godności. Mariusz Kamiński

Sąd przypomniał, iż prawomocne ustalenia sądu karnego skazującego sprawcę przestępstwa wiążą sąd cywilny (art. 11 kpc), zarówno co do kwalifikacji prawnej czynu, jak i stopnia winy oraz wszystkich okoliczności faktycznych zdarzenia. Nie ma przy tym znaczenia, iż różny jest reżim odpowiedzialności karnej (art. 212 kk) i deliktowej (art. 24 kc) — owszem, nawet po prawomocnym wyroku skazującym można obalić bezprawność naruszenia dóbr osobistych (wyrok SN z 29 marca 2012 r. sygn. akt I CSK 370/11), zatem sąd powinien rozważyć zaistnienie okoliczności bezprawność ową wyłączających — ale pozwany obowiązkowi temu nie sprostał.

Skoro zatem podnoszone przez pozwanego zarzuty prania brudnych pieniędzy mafii pruszkowskiej okazały się nieprawdziwe, to doszło do naruszenia czci powoda rozumianej jako jego godności i dobrego imienia. Działanie takie nie miało charakteru dozwolonej krytyki, która jest możliwa wobec osób piastujących różne stanowiska państwowe (powód był w tamtym czasie ministrem sportu), ani też nie służyły ochronie interesu społecznego (nb. określonego przez pozwanego jako „interesujące opinię publiczną aspekty działań wymiaru sprawiedliwości”).

PRZEPRASZAM MIROSŁAWA DRZEWIECKIEGO
Ja, Mariusz Kamiński oświadczam, że w wywiadzie, którego udzieliłem tygodnikowi (…), opublikowanym 23.05.2011 r., naruszyłem w bezprawny sposób dobra osobiste Pana Mirosława Drzewieckiego w postaci jego dobrego imienia i godności rozpowszechniając publicznie nieprawdziwe informacje sugerujące, że Pan Mirosław Drzewiecki był zaangażowany w proceder legalizowania pieniędzy mafii pruszkowskiej, z których część miała rzekomo zostać przeznaczona na nielegalne finansowanie Platformy Obywatelskiej, w czym Pan Mirosław Drzewiecki, jako skarbnik Platformy Obywatelskiej, miał uczestniczyć. W związku z powyższym, przepraszam Pana Mirosława Drzewieckiego za podanie do publicznej wiadomości nieprawdziwych informacji i bezprawne naruszenie jego dóbr osobistych. Mariusz Kamiński

Naruszenia dóbr osobistych nie można uzasadniać wolnością wypowiedzi, która nie ma charakteru absolutnego, albowiem ustąpić musi przed ochroną dobrego imienia i praw osób trzecich. Informacja okazała się nieprawdziwa, zatem przyjęcie, iż wypowiedź naruszyła dobra osobiste powoda nie ogranicza debaty publicznej — nawet polityk nie może korzystać z wolności słowa podając nieprawdę w publicznych wypowiedziach.

Nakazanie publikacji przeprosin w czasopiśmie oraz odczytanie w telewizji jest o tyle adekwatne do rozmiaru naruszenia dóbr osobistych, że pozwany wielokrotnie osobiście informował o rzekomym praniu pieniędzy mafijnych, może zatem ponosić tego rodzaju konsekwencje swoich słów. Natomiast podniesiony w apelacji zarzut, iż ogłoszenia te będą bardzo kosztowne okazał się o tyle nietrafny, że pozwany nie wskazał jaki jest koszt ich publikacji, zatem sąd nie miał możliwości oceny tej okoliczności.

Q.E.D.

  • b52t

    1) polityk może i będzie plótł trzy-po-trzy, bo może, bo wyrazistość jest ważniejsza niż prawda, rzetelność, uczciwość (te, zresztą, są nudne);
    2) niemal ustawowe domniemanie prawdziwości zeznań tzw. świadka koronnego pozwoliły zapewne zrobić nie jednemu prokuratorowi karierę na wyziewach „masy” i jemu podobnych – więc będziemy mieli jeszcze wiele takich akcji;
    3) już żaden polityk PIS i związany z obozem władzy nigdy więcej nie będzie skazany przez sędziów, którzy wydali wyroki w tych sprawach (karnej i cywilnej).

  • Tomek

    To ile już prawomocnych wyroków karnych ma na swoim koncie pozwany? Zaczynam się gubić…

  • Ciekawe czy sam on się umie w tym połapać ;-)

  • RG

    Pewnie Skończy się jak z tym politykiem z partii z prawem i sprawiedliwością w nazwie własnej, który ciepłym moczem olewa prawomocne wyroki sądów.
    Mowa o panu nie wykonującym wyroku z dnia 9 listopada 1993 r. wydanego przez Sąd Okręgowy w Przemyślu, o nazwisku Kuchciński aka marszałek.

  • Jeśli wyrok jest z 1993 r., to jego wykonanie mogło już ulec przedawnieniu…

  • RG

    I uległo. Do czego pan Kuchciński uparcie dążył. A wyrok też był z gatunku „pomówić i rżnąć głupa”. Artykuł z 2007: http://www.newsweek.pl/polska/kuchcinskiemu-sie-zapomnialo,11191,1,1.html

    Zakładam, że Kamiński pójdzie po nauki do kolegi i też doturla ten wyrok do przedawnienia :) Dobra, zmiana !

  • Mike

    androny jak androny, ale ludziom zapadło, że ten platformers prał pieniądze mafii… a po latach taki wyrok nic nie robi, bo już musztarda po obiedzie

    więc pleść będą, bo zanim dojdzie do przeprosin to przylgnie

  • Cóż, na to żaden wyrok nie poradzi.
    Zwłaszcza, że oskarżenia pewnie były newsem dnia, a o takim wyroku żadna TV się nie zająknęła.

  • Mike

    byłaby na to prosta metoda, zamiast przeprosin i tym podobnych nic nie znaczących pierdoletów wprowadzić zakaz sprawowania wszelkich funkcji publicznych (włączając spółki skarbu państwa) przez 10 lat, zakaz kandydowania do takowych i automatyczne wygaśnięcie mandatu posła/senatora/radnego itd.

    nic tak nie boli jak odcięcie od żłobu :-)

  • To by była kara drakońska.

    Inna sprawa, że obecnie skazani (ale nie za takie przestępstwo) do parlamentu kandydować już nie mogą.

  • b52t

    A kto miałby wprowadzić takie przepisy? Politycy ku własnej zgubie czy może referendum wiążące bez względu na frekwencje? ;-)

  • Ale gdybyśmy mieli prawo naturalne, które pochodzi od boga… ;-)

  • b52t

    Patrząc na to, co może personel naziemny boga (za często przy wiedzy swoich zwierzchników, również naziemnych), nie sądzę, żeby taka interpretacja wyszła nam, suwerenowi, na dobre.