Richard Pipes, „Rosja bolszewików” — o tym jak 100 lat temu…

Za kilka dni mija sto lat od początku jednego z największych nieszczęść jakie nawiedziło ludzkość w historii — od puczu bolszewików, kłamliwie zwanego „rewolucją” — to chyba dobra okazja by poświęcić kilka akapitów recenzji książki „Rosja bolszewików” autorstwa Richarda Pipesa.


Pipes Rosja bolszewików recenzja

Richard Pipes, „Rosja bolszewików”


Na początek słowo wyjaśnienia dla rozkojarzonych: „Rosja bolszewików” jest trzecią częścią trylogii, zaczyna się mniej-więcej tam, gdzie kończy „Rewolucja rosyjska” (a dokładnie od wojny domowej i wyjaśnienia jak to się stało, że alianci, a zwłaszcza LLoyd George, kompletnie porzucili Białych).
Richard Pipes poświęcił początkowi państwa bolszewickiego także „Czerwone imperium” (jedna z jego pierwszych książek) — różnica jest taka, że recenzowane dziś dzieło jest znacznie późniejsze i nieco bardziej obszerne. Widać, że autor przeznaczył kawał życia i czasu na dokładne zgłębianie tematu — chwała mu za to, bo wiedzą swą dzieli się bez najmniejszych ogródek i bez owijania w bawełnę.

Ano właśnie, jeśli ktoś dostaje febry od dzielenia włosa na czworo (jak np. w przypadku założenia, iż Lenin chciał dobrze, wszystko spieprzył Stalin), lektura „Rosji bolszewików” działa ożywczo intelektualnie.

Zaczynając od kłamstwa i manipulacji (czyli narzędzi, w których Rosja jest mistrzem i dziś): w ramach eksportu komunizmu Lenin twierdził, że „interesy światowego socjalizmu są ponad interesami narodowymi, ponad interesami państwa” — aby jednak stawiać interesy bolszewickiej Rosji nad interesy innych współwyznawców. Rychło okazało się, że komunizm to tylko przykrywka dla prostackiego nacjonalizmu (bardzo wyraźne za władzy pewnego Gruzina, który Gruzinów właściwie nienawidził).

Bardzo ciekawy jest rozdział, w którym Pipes porównuje komunizm, faszyzm i narodowy socjalizm — bez ściemniania dowodząc, że nazizm (który w pierwotnej fazie był traktowany jako szczep marksizmu-leninizmu — nieprzypadkowo członkowie NSDAP zwracali się do siebie per „Genosse”) mocno wzorował się na ideologii komunistycznej, zarówno w warstwie pojęć, jak i mechanizmów. (Na marginesie: autor wyjaśnienia też, dlaczego hasło żydokomuna jest nie do końca trafne — otóż czerwoni Żydzi, chociaż licznie reprezentowani we władzach partii bolszewickiej i w aparacie państwa, nienawidzili i rżnęli „swoich”, w ramach programowej walki z religią, nie mniej niż prawosławnych i katolików.)

Na tle tragedii (głód, mordowanie chłopstwa i duchownych, brutalne dławienie protestów przeciwko władzy komunistycznej) dość zabawnie może wyglądać rozdział poświęcony bolszewickiej kulturze-propagandzie — muzyka agitacyjna nie potrzebowała dyrygenta (wystarczał „zgiełkmistrz”), a za instrumenty najlepiej służyły gwizdki fabryczne, syreny okrętowe, karabiny maszynowe i aeroplany…

Pipes rozwiewa też jeden z mitów współczesnej lewicy — ten o dumnym i sprawiedliwym Trockim, który sprzeciwił się jedynowładztwu Stalina, przez co musiał uciekać, a na końcu zginął zamordowany przez siepacza NKWD. Tymczasem teza o jego wyższości moralnej jest nieprawdziwa: owszem, Trocki był względniejszy dla prawilnych kolegów-komunistów, ale w relacjach ze światem zewnętrznym (także członkami partii, którzy domagali się demokratyzacji) „Trocki był taki sam jak Stalin i Lenin” — aż w końcu po prostu „pomógł wykuć miecz, od którego zginął”, a którym wcześniej wymordowano eserowców, mienszewików, kadetów, członków wewnętrznej Opozycji Robotniczej, marynarzy z Kronsztadu, chłopów z Tambowa, etc. etc.

„Rosję bolszewików” zdecydowanie polecam, niekoniecznie tylko miłośnikom literatury historycznej, chociaż niewątpliwie warto do książki podejść po „Rewolucji…”

  • ajax

    „dumnym i sprawiedliwym Trockim, który sprzeciwił się jedynowładztwu Stalina” – ja jednak uważam, że mieliśmy (jako Polska i jako część Europy) i mieli (Rosjanie i Rosja) bardzo dużo szczęścia. Do władzy doszedł Stalin a nie Trocki. Uważam, że byłby duuuuuużo gorszy. Świat do teraz lizałby rany, o ile nie bylibyśmy kółeczkami w powszechnie zorganizowanej wszecharmii Trockiego. Jego bardzo ale to bardzo mdłym cieniem jest „Najwspanialszy Przywódca” w Korei. Na Trockim wzorował się też kolejny Azjata – niejaki Pol Pot i jego Czerwoni Khmerzy.
    Josif Wissarionowicz to był jednak ludzki psychopata.
    Rzekłem. Howgh! ;-)

  • Najprawdopodobniej terror wyglądałby nieco inaczej — i tak aż do 1939 (?) — tu nie wiadomo co by było…

  • ale czy wiesz, że Ameryki nie odkrywasz?