„Suburbicon” — bracia Coen by się tego nie powstydzili

Jeśli zasłyszeliście lub przeczytaliście, że film „Suburbicon” jest kiepski, że zetknięcie się George Clooney’a z braćmi Coen znów nie wypaliło — to najlepszy dowód, że plotkom wierzyć nie warto.


suburbicon recenzja

„Suburbicon” — krwawa satyra na obłudę i chciwość, której bracia Joel i Ethan Coen by się nie powstydzili


W pewnym skrócie i mam nadzieję nie paląc: podczas napadu na dom ginie matka Nickiego (w tej roli naprawdę bardzo dobry Noah Jupe — podkreślam, bo nieczęsto się zdarza, by dziecko „robiło” film dla dorosłych), rychło jednak chłopak dochodzi do przekonania, że coś tu nie gra. Wkrótce sytuacja na tyle się spiętrza, że… można ją rozwiązać wyłącznie w starym dobrym stylu braci Coen („Fargo” to nie jest, ale ten specyficzny ton Joela i Ethana Coenów — współtwórców scenariusza — cały czas wyraźnie czuć).

Dołóżmy do tego ciekawą scenografię, niezłą obsadę (Matt Damon w roli safandułowatego Makbeta — Julianne Moore prawie jakby przeniesiona z planu „Kingsman: Złoty krąg”), pewną nutkę napięcia — i mamy naprawdę całkiem niezły film kryminalny z posmakiem komedii.

Słowem: na „Suburbicon” śmiało i bez obciachu do kina można iść — oby tak dalej!