Czy sąd może moderować treść przeprosin za naruszenie dóbr osobistych — czy jest związany żądaniem pozwu?

Sąd jest związany żądaniem pozwu — to oczywista oczywistość — co oznacza, że powód musi dokładnie wyłuszczyć czego oczekuje od pozwanego, a sąd może dać mniej, ale nie może dać więcej (ani nie może dać nic innego). Pewną odmiennością są jednak sprawy o ochronę dóbr osobistych i to jest dobry przyczynek do pytania: czy sąd musi przyjąć lub odrzucić treść przeprosin za naruszenie dóbr osobistych z żądania pozwu, czy też ma prawo moderować żądanie i w tym zakresie? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 15 lutego 2017 r., sygn. akt VI ACa 1935/16).

Sprawa zaczęła się w 2006 r., kiedy to jeden z polityków, działając w warunkach obrony koniecznej, odepchnął mężczyznę, który miał zaczepiać jego żonę — powodując śmierć mężczyzny (śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci zostało umorzone właśnie ze względu na ocenę, iż była to obrona konieczna). W opublikowanym parę lat później tekście napisano, że przebieg zdarzeń znany jest jedynie z zeznań polityka i jego żony, bo nieliczni świadkowie (z którymi dziennikarz nie rozmawiał — oparł się wyłącznie na archiwalnych publikacjach) nic nie widzieli, zaś działanie nie miało miejsca w granicach obrony koniecznej.
(Nie trzeba okruszków by wiedzieć o którym polityku mowa, zatem spuśćmy zasłonę milczenia.)

Po publikacji o polityku pisano w komentarzach per „zabójca, morderca”, a obcy ludzie zaczepiali go tymi samymi słowy na ulicy. Wystąpił zatem z żądaniem opublikowania sprostowania (redaktor naczelny odmówił druku), a Rada Etyki Mediów oceniła tekst jako jednostronny, bo nie przedstawiono prawidłowo stanowiska prokuratury oraz zagrożonej rodziny polityka.

Zdaniem posła opublikowany artykuł naruszał jego dobra osobiste w postaci dobrego imienia, godności i czci oraz wizerunku, przeto wystąpił z powództwem żądając przeprosin (od autora tekstu i wydawcy prasowego), usunięcia tekstu z portalu internetowego oraz zasądzenia 100 tys. złotych na cel społeczny.

W pierwszej rundzie sąd I instancji uwzględnił częściowo żądanie: tekst w sposób nierzetelny przedstawiał nieprawdziwy — sprzeczny z ustaleniami prawomocnie zakończonego postępowania przygotowawczego — przebieg zdarzeń. Prasa uprawniona jest do oceny i krytyki działania osób publicznych, jednak nie może stawiać zarzutów wyręczających wymiar sprawiedliwości. Nie doszło jednak do naruszenia praw do wizerunku polityka, albowiem opublikowanie jego fotografii było zgodne z dyspozycją art. 81 ust. 2 pr.aut.
Stąd uwzględniono żądanie zapłaty kwoty na cel społeczny (15 tys. złotych), odmówiono natomiast przyznania ochrony niemajątkowej, albowiem treść przeprosin nie miała na celu wykazania jakie twierdzenia były nieprawdziwe — zmierzała raczej do zmuszenia pozwanych do przyjęcia stanowiska, iż powód działał w granicach obrony koniecznej — a sąd nie może ingerować w treść oświadczenia, ponieważ jest związany żądaniem pozwu (art. 321 kpc). 

Korzystny dla polityka wyrok został zmieniony w II instancji — sąd oddalił całość roszczeń.
Skuteczna okazała się jednak skarga kasacyjna powoda: Sąd Najwyższy zauważył, iż dopuszczalna jest ingerencja sądu w treść przeprosin za naruszenie dóbr osobistych — zatem oceniając, iż działania prasy naruszały dobra osobiste powoda, sąd powinien był nadać przeprosinom odpowiednią treść (wyrok SN z 11 sierpnia 2016 r., I CSK 543/15).

W związku z opublikowaniem w dniu 23 września 2010 roku artykułów mojego autorstwa pt. (…), przepraszam [powoda] za podane w tych artykułach nierzetelne, naruszające jego dobro osobiste w postaci dobrego imienia, przedstawienie okoliczności sprawy będącej przedmiotem prowadzonego postępowania karnego, zakończonego prawomocnym postanowieniem o umorzeniu postępowania z uwagi na niepopełnienie przestępstwa. [pozwany]

Rozpoznając sprawę ponownie sąd II instancji nie miał już wątpliwości: treść artykułu naruszała dobra osobiste polityka — bo autor pozwolił sobie na poddanie w wątpliwość ustaleń organów ścigania i stwierdził, że nie mogło być mowy o obronie koniecznej, lecz o zwykłym odwecie za wcześniejsze niepokojenie rodziny powoda, zaś wymierzony cios był celowy i umyślny. Do naruszenia dobrego imienia posła doszło zarówno wskutek użycia pewnych sformułowań, jak i poprzez wymowę całego tekstu. Zawarte insynuacje mogą bowiem narazić posła na utratę zaufania niezbędnego do prowadzonej działalności publicznej.

Bezprawności działania pozwanych nie wyłącza prawo do swobodnej wypowiedzi oraz wolność prasy, a zwłaszcza uprawnienia do kontroli i krytyki polityków (art. 41 prawa prasowego) — a to dlatego, iż warunkiem skorzystania z kontratypu jest staranność i rzetelność wypowiedzi (por. uchwała 7 sędziów SN z 18 lutego 2005 r., III CZP 53/04). Tymczasem autor tekstu wybiórczo sięgnął po archiwalne materiały prasowe, wyłącznie w celu udowodnienia stawianej tezy, że sprawa nie została należycie wyjaśniona (np. autor żąda sądowej kontroli umorzenia śledztwa — co miało miejsce).
Bezprawne jest także podważanie działania polityka w warunkach kontratypu obrony koniecznej — powołując się na to, że powód dopiero po pewnym czasie po agresji odszukał winowajcę i go „ukarał”, podczas gdy ustalenia prokuratury wskazywały, że poseł bronił się przed bezpośrednią agresją wymierzoną w siebie samego (pierwszy cios wymierzyła ofiara) — a prasa nie ma prawa wyręczać sądu w ocenie zarzutów.

Stąd też powód miał prawo oczekiwać przeprosin od wydawcy gazety i od dziennikarza, który był autorem artykułu — zaś sąd miał prawo dostosować treść przeprosin za naruszenie dóbr osobistych, a zmiana taka nie stanowi orzekania ponad żądanie pozwu.

  • gordon.shumway

    Jeden pan podobno został zaatakowany przez drugiego pana więc podobno musiał się bronić w wyniku czego drugi pan zmarł (bodajże w wyniku uderzenia tyłem głowy o podłoże co miałoby być skutkiem odepchnięcia przez pierwszego, broniącego się pana).
    Świadkami podobno napastliwej postawy drugiego pana jest pierwszy pan i jego żona.
    Pierwszy pan jest jest politykiem wówczas rządzącej partii, która obsadza stanowisko Prokuratora Generalnego.
    Prokuratura umarza postępowanie w sprawie, przyjmuje wersję polityka. Nie dochodzi do sprawy przed sądem, który jedynie akceptuje decyzję prokuratury.

    Sytuacja ta przypomina mi wypadek pani premier sprzed kilku miesięcy oraz natychmiastowe ustalenie policji i prokuratury odnośnie winy kierowcy seicento, który wjechał w samochód BOR’u podobno mający włączone sygnały świetlne i dźwiękowe.
    Szczęśliwie dla kierowcy seicento w tej sprawie znaleźli się świadkowie (znalezieni przez media, nie prokuraturę) którzy zaprzeczyli, że pojazd BOR miał włączone sygnały dźwiękowe.

    Jak widać prokuratura sporo może.

  • Ciekawsze, że ów poseł odszukał agresora po pewnym czasie (zaalarmowany przez żonę poszedł do szukać i znalazł!) — mnie zawsze interesuje ten wątek obrony koniecznej w sytuacji, kiedy ktoś szuka zwady.

    Bo w to, ze zaczepiony mógł machać rękoma, jestem w stanie uwierzyć.

  • b52t

    No właśnie, tutaj jest pies pogrzebany – obrona konieczna, gdy samemu szukało się zaczepki, obrona konieczna, gdy nie było bezpośredniości, a poszukiwanie zaatakowanego-atakującego, czyli nawet jeśli w emocjach, to planując działania (takie czy inne, słowne czy fizyczne). Groźba ataku i konieczność obrony najbliższych minęło jak tylko oddalił się autobusowy słowny napastnik.
    Ale stało się, zadziałało prawo (i sprawiedliwość).

  • Mike

    a wystarczyło jak w USA, poczekać żeby napastnik wszedł na posesję i nie wystawał poza trawnik ;)
    a potem tylko przeładować

  • Nie ma czegoś takiego jak USA ;-) co najwyżej są poszczególne stany — i tak może być w niektórych stanach ;-)

  • Po drugie napastnik jechał autobusem, a broniącego swej rodziny nawet przy tym nie było. Ot, głośna sprawa sprzed lat.