Czy skazanie dziennikarza za zniesławienie medialne wiąże sąd w sprawie o zadośćuczynienie od wydawcy?

Po pierwsze: generalnie prasa nie odpowiada za napisanie nieprawdy, prasa może odpowiadać za niezachowanie należytej staranności dziennikarskiej. Po drugie: czy prawomocny wyrok skazujący autora tekstu za zniesławienie medialne wiąże sąd cywilny w sprawie o naruszenie dóbr osobistych przeciwko wydawcy i redaktorowi naczelnemu?

wyrok Sądu Najwyższego z 29 marca 2012 r. (I CSK 370/11)
Skazanie dziennikarza prawomocnym wyrokiem za tzw. przestępstwo zniesławienia medialnego (art. 212 § 2 kk), polegające na opublikowaniu w dzienniku ogólnopolskim serii artykułów pomawiających powoda o postępowanie i właściwości, które mogły poniżyć go w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu, nie przesądza w sprawie o naruszenie dóbr osobistych bezprawności działania wydawcy i redaktora naczelnego tego dziennika.

Spór dotyczył konsekwencji opisania w gazecie wyników śledztwa dziennikarskiego, z którego wynikało, że mężczyzna nagrywa filmy pornograficzne z udziałem dzieci i pomaga bratu w pedofilskich praktykach („Ręce precz od dzieci”). Przeciwko braciom wniesiono akt oskarżenia, ale skazujący wyrok został uchylony, a sprawę przekazano do ponownego rozpoznania.

Po kolejnych 4 latach (i, jak sądzę, po prawomocnym oczyszczeniu mężczyzny z zarzutów) autorka serii artykułów została skazana za przestępstwo zniesławienia medialnego (art. 212 par. 2 kk), zaś pomówiony wystąpił przeciwko wydawcy i redaktorowi naczelnemu z powództwem o ochronę dóbr osobistych (czci, dobrego imienia, godności osobistej, wizerunku i nazwiska), żądając zadośćuczynienia w wysokości 1 mln złotych.

Sąd prawomocnie oddalił powództwo: publikacje naruszyły dobra osobiste powoda, bo użyte wobec mężczyzny sformułowania (pedofil, zboczeniec, zwyrodnialec molestujący małoletnie dzieci, osoba uprawiająca proceder od wielu lat, osoba utrwalająca treści pornograficznych z udziałem dzieci) są odbierane jako zniesławiające lub dyskredytujące. Jednakże dziennikarze działali w uzasadnionym interesie społecznym, zaś przed drukiem tekstów zweryfikowali (w prokuraturze i Ministerstwie Sprawiedliwości) informacje o powodzie — zaś w przypadku opisywania tak doniosłych wydarzeń wystarczy, by dziennikarz opierał się na wiarygodnych źródłach. Drastyczna wypowiedź (pedofil, zwyrodnialec) może być użyta przez dziennikarza w opisywaniu tak drastycznych zdarzeń, bo piętnowanie działań osoby naruszającej elementarne normy wyłącza bezprawność działania. Nie ma przy tym znaczenia, że dziennikarka została skazana za przestępstwo — bo prawomocne ustalenia wyroku skazującego dziennikarkę nie oznacza automatycznego udzielenia ochrony prawnej.

Powód nic nie wskórał i w Sądzie Najwyższym: pozwani skuteczne uchylili się od odpowiedzialności za delikt prasowy, albowiem wykazali, iż opublikowany artykuł miał na celu ochronę uzasadnionego interesu społecznego. Przemawia za tym zarówno waga zjawiska obyczajowego (seksualnego wykorzystywania dzieci) oraz zamiar wywołania społecznego nacisku na działania organów ścigania dla wyjaśnienia tej sprawy. Celem publikacji nie było szykanowanie i szkalowanie powoda lub wzbudzenie sensacji, zaś informacje zostały rzetelnie zweryfikowane w stosownych organach, co oznacza, że dziennikarze działali w dobrej wierze. Oceny tej nie zmienia zarzut powoda, iż w tekstach formułowano oceny powoda, chociaż postępowanie karne nie zostało jeszcze zakończone.

Sąd badający odpowiedzialność wydawcy i redaktora naczelnego (art. 38 prawa prasowego) nie jest także związany prawomocnym wyrokiem skazującym dziennikarkę za zniesławienie w opublikowanym tekście — inne jest ujęcie bezprawności w prawie karnym (sąd ocenia, czy napisano prawdę) i prawie cywilnym (sąd ocenia, czy zachowano należytą staranność). Stąd też zastosowanie sankcji karnej nie może skutkować odmową zastosowania kluczowej instytucji prawa prasowego (art.12 ust. 1 pkt 1 ustawy).

Od siebie dodałbym jeszcze, że trudno by sąd był związany ustaleniami dokonanymi w sprawie przeciwko całkiem innej osobie, ale to tylko taka moja dygresja na marginesie.

Q.E.D.