Sprawa Wellman-Piekara: co to znaczy, że sąd „klepnął” wyrok zaoczny — i skąd 500 tys. „kary”?

Poprosił mnie P.T. Czytelnik o komentarz do głośnego wyroku wydanego w sprawie Doroty Wellman przeciwko Jackowi Piekarze — czyli co ja sądzę o tym, że sąd cywilny, bez procesu, „klepnął” wyrok, w którym nakazał „- 360 tys – przeprosiny – 75 tys – kolejne przeprosiny – 25 tys – wpłata na fundację – 6 tys – jej koszta procesowe”?


Wellman Piekara wyrok zaoczny


Dalej będzie teoretyzowanie w punktach — bo tak krócej i sprawniej; w punktach, bo samego orzeczenia nie znam, więc po części mogę tylko zgadywać:

  • po pierwsze: co to jest ten wyrok zaoczny? to akurat bardzo proste — w przypadku braku aktywności pozwanego, który nie przychodzi na rozprawę (albo przychodzi, ale nie bierze w niej udziału — czy to możliwe?), albo też nie udziela odpowiedzi na pozew, sąd wydaje wyrok zaoczny, uwzględniający rozsądne argumenty i żądania powoda (art. 339 kpc);
art. 339 kpc
§ 1. Jeżeli pozwany nie stawił się na posiedzenie wyznaczone na rozprawę albo mimo stawienia się nie bierze udziału w rozprawie, sąd wyda wyrok zaoczny.
§ 2. W tym wypadku przyjmuje się za prawdziwe twierdzenie powoda o okolicznościach faktycznych przytoczonych w pozwie lub w pismach procesowych doręczonych pozwanemu przed rozprawą, chyba że budzą one uzasadnione wątpliwości albo zostały przytoczone w celu obejścia prawa.
  • przyczyny braku aktywności pozwanego mogą być różne — albo po prostu olewa sprawę i odebrane wezwania, albo też wezwania nie odbiera, bo przecież urban legend mówi, że „list polecony nieodebrany nie liczy się”;
  • tymczasem prawo jest nieubłagane: powód ma obowiązek podać adres pozwanego, sąd pod ten adres wysyła pozew i zawiadamia o rozprawie, nieodebrane przez pozwanego pismo z sądu podlega dwukrotnej awizacji, a jeśli adresat nadal jego nie odbiera, uważa się je za doręczone (art. 139 par. 2 kpc);
art. 139 par. 2 kpc
Jeżeli adresat odmawia przyjęcia pisma, doręczenie uważa się za dokonane. W takim przypadku doręczający zwraca pismo do sądu z adnotacją o odmowie jego przyjęcia.
  • tak czy inaczej nawet wyrok zaoczny jeszcze raz doręcza się „nieaktywnemu” pozwanemu (art. 343 kpc), od tego momentu ma on kolejne dwa tygodnie na złożenie sprzeciwu. W takim przypadku wyrok zaoczny jest instancją „zerową”, tj. po rozprawie sąd wydaje wyrok, od którego przysługuje normalna apelacja;
  • mało tego: jeśli rzeczywiście jest tak, że Jacek Piekara nie wiedział o procesie, bo sąd wysyłał korespondencję na „adres, pod którym nigdy nie mieszkał”, to można żądać wznowienia postępowania z powodu jego nieważności wskutek pozbawienia możności działania (art. 401 pkt 2 kpc) — ta okoliczność rzecz jasna musi być udowodniona (art. 6 kc);
  • co do samej wysokości „kary”: po pierwsze sąd cywilny (a skoro sprawa dotyczyła ochrony dóbr osobistych, to niewątpliwie zajmował się nią wydział cywilny sądu okręgowego) nie zajmuje się karaniem, lecz rozstrzyganiem prywatnych sporów;
  • po drugie skoro powódka (Dorota Wellman) przedstawiła takie żądanie, a pozwany (Jacek Piekara) nie ripostował — ani co do istoty sporu, ani co do żądań — to sądowi właściwie nie pozostało nic innego jak właśnie „przyklepać” treść żądań;
  • co my tu jednak mamy: „- 360 tys – przeprosiny – 75 tys – kolejne przeprosiny” — zaraz, zaraz, sąd pewnie nakazał (bo Wellman o to wniosła, a pozwany się nie sprzeciwił) opublikowanie przeprosin w określony sposób (np. na określonej stronie jakiejś gazety) — a przecież ogłoszenia gazetowe kosztują pieniądze — jednak na pewno sąd nie orzekł ile te przeprosiny mają kosztować (zapewne pisarz ustalił te koszty biorąc pod uwagę cennik ogłoszeń w tych mediach, jak uzyska 99% rabat, to ani sądowi, ani Dorocie Wellman nic do tego);


  • gdyby Jacek Piekara nie przyjął strategii strusia, lecz pozew odebrał i raczył odpisać, że się nie zgadza, bo złośliwy przytyk, nawet jeśli narusza dobra osobiste, to nie jest działaniem bezprawnym — może i udałoby się uzyskać orzeczenie oddające powództwo, a wówczas to Wellman zwracałaby mu koszty;
  • mało tego: biorąc pod uwagę, że żądany sposób usunięcia skutków naruszenia (publikacja płatnego ogłoszenia) nie jest adekwatny do samego naruszenia (wpis na Twitterze o ograniczonym zasięgu), na sto procent udałoby się oddalić powództwo w tej części (albo też ograniczyć przeprosiny do Twittera);
  • to jednak wymaga aktywności procesowej — pozwany, który jest bierny, który nie odbiera listów, musi liczyć się z tym, że sąd przyjmie słowa powoda za dobrą monetę — wyda wyrok zaoczny, w którym w 100% przyzna rację powodowi (o tym czy wyrok zaoczny można wydać w sprawie o ochronę dóbr osobistych już pisałem).

Słowem: tylko tyle i aż tyle, bo za gapiostwo trzeba płacić.

PS wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 19 lipca 2017 r., sygn. akt XXV C 1810/16 — tak przynajmniej podaje BIP sądu.