W telewizji pokazali… nie tego, kogo trzeba

Czy wykorzystanie pomylonego wizerunku osoby w reportażu telewizyjnym — w sytuacji, kiedy materiał dotyczył Jana Kowalskiego z Kowalewa, ale w programie pokazali zdjęcie innego Jana Kowalskiego z Kowalewa — może być oceniane jako naruszenie dóbr osobistych, za które można żądać zadośćuczynienia? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 13 grudnia 2017 r. sygn. akt V ACa 740/17).


wykorzystanie pomylonego wizerunku osoby

Wykorzystanie pomylonego wizerunku osoby w reportażu telewizyjnym narusza jej dobra osobiste (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


W telewizji wyemitowano reportaż o mężczyźnie, który za 5 tys. złotych zlecił własne zabójstwo (w celu uzyskania odszkodowania z polisy), a następnie został zabity. Materiał został zilustrowany rzekomym zdjęciem zmarłego — rzekomym, ponieważ w istocie ukazano wizerunek innego człowieka, o tym samym imieniu i nazwisku — ale nadal żyjącego. 

Autor reportażu, całkiem po prostu wyszukał w Facebooku zdjęcia kilku osób z tego samego miasta, o tym samym imieniu i nazwisku, mniej-więcej odpowiadające wiekiem zmarłemu, a chociaż miał kontakt z ojcem ofiary, nie zweryfikował swojego znaleziska; ba, nie doszło nawet do niego, że szukał osoby chorej, po udarze — a znalazł twarz człowieka silnego, zdrowego, aktywnego nawet po dacie rzekomej śmierci…
Mało tego: po emisji reportażu ojciec zmarłego powiedział dziennikarzowi, że pomylił zdjęcia, ten jednak nic z tym nie zrobił — aż z żądaniem usunięcia swej fotografii zwrócił się sam zainteresowany.

Sprawa trafiła do sądu, który prawomocnie nakazał odczytanie przeprosin na wizji oraz zapłatę 40 tys. złotych zadośćuczynienia.

Telewizja (…) spółka z ograniczoną odpowiedzialnością przeprasza [powoda] za naruszenie jego dóbr osobistych w postaci wizerunku, prawa do bycia postrzeganym jako osoba żyjąca i dobrego imienia poprzez wykorzystanie w dniu 30 grudnia 2014 roku w serwisie informacyjnym, reportażach (…) jego fotografii jako ilustracji materiału dotyczącego osoby, która zleciła zabójstwo samego siebie. Zarząd Telewizji (…) sp. z o.o.

Telewizja naruszyła prawa do wizerunku powoda, który nie jest osobą powszechnie znaną, zaś ujęcie nie stanowiło szczegółu większej całości (art. 81 ust. 2 pr.aut.). Oznacza to, że na publikację jego wizerunku wydawca powinien otrzymać zgodę. Owszem, wydawca uzyskał od ojca zmarłego prawa do publikacji wizerunku syna — jednak skoro pomylono zdjęcia, to zgoda nie dotyczy osoby, której fotografia została pokazana w programie.

Ukazanie twarzy powoda w kontekście zlecenia własnego zabójstwa naruszyło jego dobra osobiste w postaci dobrego imienia. Odbiorcy audycji mogli dojść do przekonania, iż jest on osobą niezrównoważoną psychicznie — co spowodowało liczne złośliwe komentarze — a oczywistość pomyłki była jasna tylko dla widzów, którzy naprawdę dobrze znali powoda.

Strona pozwana nie wykazała braku bezprawności naruszenia dóbr osobistych. Obowiązkiem prasy jest rzetelne informowanie o zjawiskach (art. 6 ust. 1 pr. pras.), obowiązkiem dziennikarza jest zachowanie szczególnej staranności i rzetelności, a zwłaszcza sprawdzenie zgodności z prawdą uzyskanych informacji (art. 12 ust. 1 pr. pras.) — jednak telewizja nie dopełniła żadnych tych powinności (zwłaszcza, że autor powinien wiedzieć, że na Facebooku może być wiele osób o tych samych danych).

Reportaż pokazujący wizerunek powoda w kontekście śmierci innej osoby o tym samym nazwisku został wielokrotnie pokazany wielomilionowej publiczności (sam jeden program obejrzało od 0,9 do 1,7 miliona widzów) — zaś z racji niezwykłej tematyki u powoda i jego rodziny pojawił się silny stres (dzieci bały się, że umrze im ojciec, sam mężczyzna miał problemy z zasypianiem i koncentracją).

Reasumując: wtopa wyjątkowa, aż wierzyć się nie chce, że przygotowujący reportaż (w orzeczeniu nazwany dziennikarzem) mógł wykazać się aż taką indolencją, żeby nie wiedzieć, że internet jest pełen osób o tym samym imieniu i nazwisku…

4 comments for “W telewizji pokazali… nie tego, kogo trzeba

  1. kjonca
    22 stycznia 2018 at 09:34

    Nie trzeba w Internecie szukać. W Połańcu, skąd pochodzę, (jakieś 10K ludnośći) podawałem kartę na stacji benzynowej i … sprzedawca miał bardzo zdziwioną minę. Okazałlo sie, że tak samo się nazywamy …

    • 22 stycznia 2018 at 10:33

      Na szczęście to nie jest zakazane :)

      (Jeśli ktoś dostaje korespondencję od Miles & More, to podpisana osoba ma takie same dane jak panieńskie mej Małżonki.)

  2. sjs
    22 stycznia 2018 at 14:09

    Tak to jest jak się szuka zdjęć w necie…

    http://prawo.vagla.pl/files/roman_dmowski_510.jpg

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.