Tajemnica dziennikarska a ujawnienie danych informatora prasowego

O aferze podsłuchowej i wczorajszym zajeździe ABW na redakcję tygodnika „Wprost” (miejmy nadzieję, że to ostatni zajazd za Donalda Tuska) powiedziano już prawie wszystko, myślę jednak, że pewne sprawy mogą być jaśniejsze — przynajmniej od strony teoretycznej — jeśli przybliży się P.T. Czytelnikom parę niuansów związanych z tajemnicą dziennikarską. Owszem, pisałem o tej tematyce nie tak dawno temu (por. „O ochronie tożsamości twórcy materiału prasowego”), ale wydaje mi się, że warto kilka zdań skreślić i tutaj.

 Będzie w punktach, dla przejrzystości wypowiedzi:
  • zachowanie w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację m.in. autora materiału prasowego, osób udzielających opublikowanych informacji, jeśli taka osoba zastrzegła ich nieujawnianie jest obowiązkiem — właśnie: obowiązkiem, nie prawem — dziennikarza (art. 15 ust. 2 pkt 1 prawa prasowego);
  • podkreślę, że przepis wyraźnie nakłada na dziennikarza obowiązek zachowania w tajemnicy wszystkich danych  pozwalających na ustalenie tożsamości informatora — nie odnosi się on wyłącznie do jego imienia i nazwiska bądź innych danych o charakterze osobowym;
  • niezależnie zatem od tego czy rację ma Niebezpiecznik pisząc o tym, że autora nagrania można określić na podstawie różnych technicznych kruczków pliku lub nośnika — dziennikarze „Wprost” muszą, z ostrożności, przyjąć, że udostępnienie choćby oryginalnych nagrań może ujawnić tożsamość ich informatora — a więc mają obowiązek bronić sprzętu;
  • proszę zwrócić uwagę na innego rodzaju konsekwencje przejęcia laptopa Latkowskiego przez agentów ABW: naczelny mógł mieć w swoim komputerze dane bezpośrednio identyfikujące informatora (nie ma przecież zakazu bezpośredniego kontaktowania się prasy z autorem podsłuchu, nawet jeśli jest to przestępca) — w takim przypadku służby miałyby sprawcę na tacy i tak jak psim obowiązkiem służb jest ustalić kto popełnił przestępstwo, tak psim obowiązkiem prasy jest ochrona tajemnicy informatora. Z tym, że służby mają to robić z poszanowaniem przepisów (w tym tych o tajemnicy dziennikarskiej), a dziennikarze — z poszanowaniem swoich przepisów;
  • zresztą stanowisko takie nie budzi wątpliwości doktryny, która przyjmuje, że to nie dziennikarz „może ujawnić informatora”, lecz „informator może ujawnić się”. Jak pisze Antoni Bojańczyk: „Wyłącznym dysponentem danych umożliwiających identyfikację informatora prasowego, chronionych tajemnicą, jest informator dziennikarza, a nie dziennikarz, który jest bezwzględnie związany obowiązkiem zachowania tych danych w tajemnicy; dane te zaś przestają być chronione tajemnicą ustawową wówczas, gdy (a) wyrazi na to zgodę informator prasowy lub autor materiału, który zastrzegł sobie anonimowość lub (b) gdy przekazane informacje dotyczą jednego z poważniejszych przestępstw wskazanych w art. 254 k.k. z 1969 r.” („Karnoprocesowe znaczenie zgody dziennikarza na składanie zeznań co do okoliczności objętych tajemnicą zawodową (wokół postanowienia Sądu Najwyższego z 15 grudnia 2004 r.)”, „Palestra” 2005 nr 9-10);
  • dołóżmy do tego jeszcze art. 12 ust. 1 pkt 1 prawa prasowego, ten, że dziennikarz jest obowiązany „chronić dobra osobiste, a ponadto interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie” — a okazuje się, że Latkowski nie mógł, nawet gdyby bardzo chciał, wydać ludziom z bezpieki urządzeń, które mogłyby ich naprowadzić na informatora „Wprost”;
  • mało tego: tajemnica zawodowa dziennikarza jest jego osobistym obowiązkiem — zgodnie z art. 16 ust. 3 prawa prasowego redaktor naczelny powinien być poinformowany o tych sprawach wyłącznie w  n i e z b ę d n y c h  g r a n i c a c h  — a zatem mogłoby się równie dobrze okazać, że redaktor nie wie, naczelny nie wie, a wie dziennikarz — i to na nim spoczywa ciężar owej powinności;
  • oraz art. 49 prawa prasowego („Kto narusza przepisy (…) 15 ust. 2 (…) — podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”) i okazuje się, że autentycznie nie było innego wyjścia; a poczytajcie jeszcze ustawę i wyjdzie na to, że popełnianie przestępstw dziennikarzom bardzo się nie opłaca, a to ze względu na dodatkowe sankcje (np. art. 22, art. 25 ust. 3);
  • dla jasności: tajemnica dziennikarska nie ma charakteru bezwzględnego. Kończy się ona tam, gdzie każdego z nas obarcza tzw. społeczny obowiązek zawiadomienia o przestępstwie (art. 304 par. 2 kpk) „wzmocniony” sankcją karną określoną w art. 240 kk (art. 16 ust. 1 prawa prasowego odsyła do art. 254 kk z 1969 r., ale wybaczmy ustawodawcy, że zajęty różnymi cudami zapomniał o tej jeszcze jednej nowelizacji ustawy). Trzeba jednak mieć na uwadze, że karalne jest niezawiadomienie organów ścigania o niektórych szczególnie ciężkich przestępstwach (ludobójstwo, stosowanie środków masowej zagłady, zamach stanu, zabójstwo, porwanie samolotu, wzięcie zakładnika, szpiegostwo obcego wywiadu… o proszę, czyżby ABW jednak sugerowała szpiegostwo?) — i dopiero w takich przypadkach dziennikarz ma obowiązek ujawnić swoje źródło;
  • nadto art. 180 par. 2 kodeksu postępowania karnego zezwala na zwolnienie dziennikarza z tajemnicy zawodowej, jednak znów warunkowo: tylko jeśli jest niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, tylko jeśli na daną okoliczność nie można przeprowadzić innego dowodu oraz tylko na podstawie postanowienia sądu (które jest zaskarżalne). Ale znów: sąd może zwolnić dziennikarza z tajemnicy dziennikarskiej wyłącznie co do  f a k t ó w objętych tą tajemnicą, nigdy co do danych umożliwiających ustalenie tożsamości informatora (chyba że rzecz dotyczy przestępstwa z art. 240 kk — por. art. 180 par. 3-4 kpk). Pogląd ten potwierdzony jest także w orzecznictwie Sądu Najwyższego, który m.in. w uchwale z 22 listopada 2002 r. (I KZP 26/02) miał się wyrazić, iż „Sformułowany w art. 180 § 3 kpk zakaz zwalniania dziennikarza od obowiązku zachowania w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również identyfikację osób udzielających informacji opublikowanych lub przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie tych danych – konkretyzuje treść tajemnicy dziennikarskiej określonej w art. 15 ustawy prawo prasowe. Zakaz ten ma charakter bezwzględny i nie może być naruszany poprzez zastosowanie art. 2 § 1 pkt 1 kpk i art. 9 kpk”;
  • ważne: o tajemnicy dziennikarskiej musi pamiętać sam dziennikarz, organy procesowe nie muszą mu się o tym przypominać (bo i nie muszą wiedzieć, że informacje, którymi on dysponuje, mogłyby podlegać tego rodzaju ochronie, tak postanowienie SN z 15 grudnia 2004 r., III KK 278/04).

Reasumując w krótkich słowach: jeśli Sylwester Latkowski otrzymał nagrania z podsłuchów z zastrzeżeniem zachowania w tajemnicy danych swojego informatora, to miał i ma obowiązek zabezpieczenia ich przed ujawnieniem organom ścigania. Oznaczałoby to, że od momentu powiadomienia o tej okoliczności smutni panowie powinni byli odstąpić od swoich czynności — zaś szarpanie naczelnego „Wprost” i siłowe wyrywanie mu komputera z rąk powinno spowodować zajęcie się organów ścigania czynnościami w kierunku przestępstwa przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Co innego jeśli postępowanie prowadzone w sprawie podsłuchów dotyczy przestępstwa szpiegostwa (art. 130 kk), jednak nawet w takiej sprawie wymagane będzie postanowienie sądu, a i mimo tego dziennikarze tygodnika będą mieli obowiązek ochrony tożsamości informatora.

PS tak mi się spodobał odnaleziony w internetach obrazek, że postanowiłem nim umaić ten felieton. Pasuje jak ulał!

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

18 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze