O rzekomej powinności zawierania pisemnych umów „na wszystko”

Nie słabnie fala korespondencji, w której powraca motyw wielkiej chucpy — oraz wątek, który mógłbym skrótowo nazwać „przecież nie mam umowy, bo jej nie podpisałem?!”Dziś będzie krótko, bo chociaż deszcz pada, Max Hastings czeka.Jeden z najczęściej powracających argumentów w sprawie naciąganych umów (którymi po prostu nie warto się przejmować) brzmi: jeśli nie ma mojego podpisu pod dokumentem umowy, to umowa nie jest wiążąca. Każdy wie, że umowy się podpisuje, a bez podpisu — a co dopiero w ogóle bez papieru! — nie istnieje obowiązek stosowania się do jej postanowień.

Niestety (a może raczej: bardzo stety) pogląd ten jest błędny, wynika najprawdopodobniej z niezrozumienia tego czym w ogóle jest umowa i co oznacza forma pisemna czynności prawnych.

W największym skrócie (uprzedzam, że piszę dla laików): do zawarcia umowy dochodzi w momencie, kiedy strony złożą zgodne oświadczenia o jej zawarciu. Może to nastąpić poprzez przyjęcie złożonej oferty („bierzesz? biorę!”) lub przystąpieniu do wykonywania umowy (art. 70 par. 1 kc) — wówczas uznaje się, że umowa została zawarta przez to, że jej strona zaczęła robić, co zaproponowano jej w ofercie („oświadczeniem” jest wówczas czynienie). W biznesie bywa jednak nieco inaczej: milczenie oznacza zgodę na ofertę, o ile jesteśmy związani z partnerem jakimiś stałymi więzami gospodarczymi (art. 68(2) kc) — oznacza to, że musimy się sprzeciwić propozycji, żeby nie doszło do zawarcia umowy (podkreślam: brak sprzeciwu oznaczać będzie zgodę na propozycję).

(Są jeszcze inne tryby zawarcia umowy jak np. aukcje czy przetargi, ale pomińmy je dziś.)Już z powyższego akapitu widać, że szereg umów może zostać zawartych niejako mimochodem — acz nigdy przypadkiem! — po prostu żyjąc, wchodząc w interakcje z otoczeniem, kasując bilet w trolejbusie, kupując napój w automacie, etc. Każda z tych umów jak najbardziej nadaje się do zawarcia ustnie albo poprzez inną codzienną czynność.Dopiero czymś innym są szczególne formy czynności prawnych, do których zaliczyć można w szczególności: (i) formę pisemną bez rygoru nieważności, (ii) formę pisemną pod rygorem nieważności, (iii) formę pisemną z podpisem notarialnie poświadczonym, (iv) formę aktu notarialnego (ten katalog też nie jest pełen — nie piszę monografii, lecz z założenia krótki felietonik ;-)

Pierwsze i chyba kluczowe wyjaśnienie: nawet jeśli przepis prawa mówi o formie pisemnej jakiegoś rodzaju czynności prawnej, to generalnie jej niezachowanie nie powoduje nieważności czynności (np. nieważności zawartej umowy)! Wynika to z art. 73 par. 1 kc, w myśl którego dopiero zastrzeżenie formy pisemnej pod rygorem nieważności zmusza nas do pamiętania o spisaniu umowy aby w ogóle traktować ją jako ważną (wiążącą, etc.). Jeśli jednak zawierając umowę, która wymaga od nas formy pisemnej pod rygorem dowodowym zapomnimy o jej spisaniu, „jedyną” konsekwencją będą pewne utrudnienia dowodowe (art. 73 par. 2 kc — wyraz jedyną celowo napisałem w cudzysłowie, ponieważ te trudności raczej nie powinny być lekceważone).

Do umów, które muszą być spisane pod rygorem nieważności należą m.in.: umowa o przejęcie długu (art. 522 kc), umowy o podwykonawstwo budowlane (art. 647(1) par. 4 kc), leasing (art. 709(2) kc), poręczenie (art. 876 par. 2 kc), umowa o zakazie konkurencji pracowniczej (art. 101(3) kodeksu pracy). Plus kilka czynności prawnych nie będących umowami (pełnomocnictwo ogólne, prokura).Na przeciwnym biegunie są te czynności, w przypadku których kodeks cywilny lub inna ustawa mówi wprawdzie o sporządzeniu jej na piśmie — ale nie uzależniając jej ważności od zachowania tej formy: umowa o pracę i zmiana warunków umowy o pracę (art. 29 par. 2 oraz par. 4 kodeksu pracy), umowa o świadczenie usług telekomunikacyjnych (art. 56 par. 2 ustawy prawo telekomunikacyjne), przelew wierzytelności (art. 511 kc), zastrzeżenie własności przy sprzedaży na próbę (art. 590 par. 1 kc), umowa dostawy (art. 606 kc), kontraktacja (art. 616 kc), umowa o roboty budowlane (art. 648 par. 1 kc), najem nieruchomości na okres przeszło 1 roku (art. 660 kc — z ciekawym skutkiem niezachowania formy pisemnej), pożyczka na kwotę przeszło 500 złotych (art. 720 par. 2 kc), spółka cywilna (860 par. 2 kc). Jest też wcale niemały katalog czynności jednostronnych, w przypadku których też „lepiej pamiętać” o dokonaniu ich na piśmie (na przykład odwołanie darowizny, wezwanie najemcy do zapłaty zaległego czynszu, pracowniczy wniosek o udzielenie urlopu wypoczynkowego, etc.).
(Stosunkowo najłatwiej jest z umowami notarialnymi lub tymi, które wymagają notarialnego poświadczenia podpisu. Jeśli przepis nakłada na strony umowy zachowanie takiej formy, to zawsze następuje to pod rygorem nieważności. Dotyczy to na przykład umów przenoszących własność nieruchomości (art. 158 kc), oświadczenie o darowiźnie (art. 890 par. 1 zd. 2 kc wprowadza jednak interesujący wyjątek), czynności dotyczące zbycia lub wydzierżawienia przedsiębiorstwa (art. 75(1) kc), umowa spółki z o.o. (art. 157 par. 2 ksh), zbycie udziału w sp. z o.o. (art. 180 ksh) — tak, wiem, że upraszczam wrzucając do jednego wora dwie różne formy, które jednak mają jeden wspólny mianownik: trzeba się pofatygować do rejenta.

Reasumując (warto zbliżać się do konkluzji, bo Max Hastings czeka…): co do zasady nie ma przymusu zawierania umów na piśmie — co najwyżej można mówić o takim imperatywie wewnętrznym. Istnieje jednak olbrzymia ilość rodzajów umów, przy których nawet nie pomyślelibyśmy o formie pisemnej: przede wszystkim będą to drobne umowy dotyczące codziennego życia (czy ktoś żądający „bezwzględnej nieważności każdej umowy niezawartej na piśmie” potrafi sobie wyobrazić codzienne uciążliwości: chlebek, soczek, serek — a na wszystko umowa w 2 egzemplarzach, podpisy, parafy, etc.?). A Fejsbók i inne umowy o świadczenie usług drogą elektroniczną, częstokroć zawierane taką samą drogą elektroniczną? Przecież nawet wpisanie swoich danych w formularzu i akceptacja „per klik” nie oznacza zachowania formy pisemnej. A transport? Nawet uciążliwe fruwanie aeroplanem nie wymaga formy piśmiennej…

(Jest też pewnego rodzaju urzędnicza szara strefa, a mam na myśli sprzedaż pojazdu mechanicznego. Co do zasady umowa sprzedaży wszystkich rzeczy ruchomych może mieć podstać ustną — nie wymaga zachowania formy pisemnej nawet pod rygorem dowodowym — to jednak już inne przepisy mogą nam skutecznie utrudnić życie. Przychodzi mi tu na myśl zwłaszcza art. 72 ust. 1 pkt 1 prawa o ruchu drogowym, podług którego rejestracji pojazdu dokonuje się na podstawie dowodu własności pojazdu, którym może być d o k u m e n t  umowy sprzedaży, u. zamiany, u. darowizny (art. 4 par. 1 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 2002 r. w sprawie rejestracji i oznaczenia pojazdów) — no i okazuje się, że chociaż przepisy kodeksu cywilnego zezwalają na przeniesienie własności automobilu na gębę, to już wypowiedziane słowa nie tworzą „dokumentu”, a zatem wydział komunikacji odeśle nas z kwitkiem… po kwitek…)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

19 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze