Motocyklem 125 ccm z prawem jazdy na osobówkę?

motocykl 125
Ten kierowca motocykla na pewno miał prawo jazdy jak należy.  (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-3.0)
A teraz coś z całkiem innej beczki.
Udało mi się niedawno odbyć pewnego rodzaju dyskusję na temat niedawnej zmiany w przepisach prawa o ruchu drogowym — tj. zezwoleniu kierowcom osobówek o nieco dłuższym stażu prowadzenia niewielkich motocykli (pojemność 125 ccm, ograniczenia co do mocy silnika).
Traf chciał, że jak to często bywa: w rozmowie przyszło mi zająć pragmatyczne i raczej liberalne stanowisko, podczas gdy moi interlokutorzy byli zdecydowanie na nie, przedstawiając przy tym oczywiście bardzo racjonalne, trzeźwe i rozsądne argumenty (no co ja poradzę, że dość często poglądy liberalne bledną przy tych zdroworozsądkowych i wyglądają po prostu jak wygłup? a może parcie na utrzymanie status quo jest tak silne, że po prostu nie potrafimy zastanowić się nad innymi rozwiązaniami?).
Rozsądek przeciwników dopuszczenia prowadzenia niewielkich motocykli przez osoby uprawnione wyłącznie do prowadzenia aut opiera się na jasnym założeniu: motór to nie automobil, wprawdzie wszyscy mamy jeden kodeks drogowy, to jednak są różnice względem różnych rodzajów pojazdów, a w dodatku inna jest sztuka prowadzenia i nie da się przenieść nawyków z samochodu na jednoślad.
Moja odpowiedź brzmi: tak, tak, może i mają rację — ale co z tego:
  • po pierwsze ów brak umiejętności to argument połowiczny: wszakże nierzadko się zdarza, że kierowca zdobywa upragnione prawo jazdy, aby następnie na wiele lat odłożyć je do szuflady. Po takiej karencji nabyta zdolność rozpływa się w czasoprzestrzeni, co nie zmienia faktu, że formalnie wolno mu w każdym momencie zasiąść na fotelu kierowcy i ruszyć w nieznane. Jeśli zatem przeciwnik prowadzenia stodwudziestekpiątek przez kierowców z prawkiem kategorii B — tak, to może być dokładnie taka sama osoba, wychodząca z założenia, że wprawdzie od 10 lat nie siedział za kółkiem, ale teraz kupi sobie motorek — zamierza brać pod uwagę takie ryzyko, to trzeba zacząć od kierowców-śpiochów;
  • już dziś funkcjonuje w ruchu drogowym pewna liczba kierujących, którym nikt do papierów nie zagląda: to przede wszystkim cykliści, ale przecież i osoby pełnoletnie, którym wolno tylko za ową dorosłość wsiąść na motorower. Owszem, można polemizować — są tacy, którzy powiedzą, że skuterkiem o pojemności 50 ccm też powinno się jeździć tylko na kartę motorowerową — ja jednak pozwolę sobie mieć stanowisko odwrotne. A przecież, co istotne, nikt nie zwalnia tych osób z obowiązku znajomości reguł ruchu drogowego (podobnie jak pieszych, którzy też są użytkownikami naszych dróg);
  • i ostatni argument, natury raczej filozoficznej: nasza codzienność pełna jest sytuacji życiowych, które wymagają od nas znajomości prawa i surowo rozliczają za brak znajomości tych przepisów. A jednak nikt nie postuluje by wprowadzać obowiązkowe kursy z zakresu prawa pracy (dla pracowników zatrudnionych na umowę o pracę), kodeksu cywilnego (dla zatrudnionych na tzw. „umowy śmieciowe” — nie lubię tej nazwy, ale niech będzie), prawa bankowego (dla zakładających konta i lokaty), prawa prasowego (dla blogerów i wydawców serwisów internetowych), prawa ochrony środowiska (dla kupujących kosiarkę do trawy), etc. A ja szczerze mówiąc — tak, znów odzywa się we mnie liberał-prowokator — nie widzę różnicy ;-)
subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

5 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze