Robot zabił człowieka. Autonomiczny samochód spowodował wypadek. Kto za to odpowie?

No właśnie: jak podaje Wyborcza.pl robot zabił człowieka w fabryce Volkswagena. Po prostu mu się omskło ramię, którym pochwycił człowieka i zmiażdżył. Ma to być pierwszy taki przypadek w Europie, ale jestem pewien, że na pewno nie ostatni.


Robot zabił człowieka. Odpowiedzialność za wypadek spowodowany przez samochód autonomiczny.

Tym razem jeszcze wina kierowcy. Czy niedługo za wypadki samochodowe będą odpowiadać programiści? A kierowcy tylko jeśli nie ściągną najnowszej wersji oprogramowania na swoje auto? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Bardziej interesujące — bardziej nawet od tego czy oto zaczyna się bunt maszyn — jest inny element historii. Rzecznik producenta aut mówi, że wypadek był efektem błędu nieszczęsnej ofiary, która znalazła się za blisko machiny, jednak „prokuratorzy na razie nie zdecydowali, czy postawią w tej sprawie zarzuty, a jeśli tak, to komu”.

No właśnie: maszyny nie można postawić w stan oskarżenia, więc kogo? Inżyniera, który ją zaprojektował? Programistę, który być może pomylił kilka linijek kodu? Wdrożeniowców? A może winny jest facet, który zadecydował o kupnie tego a nie innego robota? A może jest jednak ktoś, kto opiekuje się maszynami w tej fabryce? Gdyby to była standardowa, ręcznie obsługiwana tokarka, sprawa byłaby prosta, ale tak…

W ostatnim numerze The Atlantic jest niezły tekst o świecie z kurczącymi się zasobami pracy (A World Without Work). I chociaż zawsze czytając takie elaboraty mam na końcu języka uwagę a błąd maltuzjański, sire? — przychodzi mi na myśl ponoć nieodległa przyszłość. Ta z autonomicznymi samochodami Google czy Tesli: pasażer sobie siada, jakoś tam programuje traskę — komputer i GPS go wiodą do celu, wygodnie, bezpiecznie, automatycznie…

Kto zatem: płaci mandaty z fotoradaru? czy mogę powiedzieć, że nie wiem kto się woził moim autem? a jeśli wjadę do rowu, bo się GPS pomylił — czy będę mógł żądać odszkodowania od kogoś? a jeśli puknę inne auto? w dodatku też autonomiczne — kto będzie winny zderzenia? współwinny? ;-)

Nie do końca rozpoznaliśmy jeszcze pewne tematy związane z rozwojem biotechnologii — czekamy na etyków i bioetyków — a już na horyzoncie pojawiają się nowe tematy…
…tak, wszystko wychodzi na to, że Lege Artis w nowej odsłonie mogę ciągnąć nawet na emeryturze. Tematów na pewno nie zabraknie :-)

49 comments for “Robot zabił człowieka. Autonomiczny samochód spowodował wypadek. Kto za to odpowie?

  1. Adam314
    5 lipca 2015 at 15:29

    Bunt maszyn istnieje tylko w wyobraźni pisarzy, scenarzystów i dziennikarzy.

    Natomiast prawo odnośnie karania za autonomiczne decyzje – tu jest duże pole do popisu. Z technicznego punktu widzenia maszyna kieruje się programem, który ktoś zaprogramował. Ale czy ten ktoś ma odpowiadać za niewłaściwe jej użycie?

    Podobnie zatrudniając pracownika, który ma dostęp do wrażliwych danych firmy ponosi się ryzyko. Pracownik musi przejść szkolenie ze znajomości procedur itp. Również może popełnić błąd z opłakanymi skutkami.

    Sprawa z maszynami jest więc prosta – albo odpowiada pracownik, jeśli popełnił błąd. Albo też odpowiada firma produkująca maszynę jeśli szkolenie było niewystarczające.

    Autonomiczne samochody to inna bajka. O ile wiem, w prawie nadal posiadają kierowcę, który w każdej chwili może przejąć kontrolę. Tak jak z tempomatem – dotkniesz lekko gazu lub hamulca i tempomat się wyłącza.

    Gorzej z ludźmi. Skoro sam GPS ogłupia ludzi na tyle, że potrafią wjechać do jeziora to autonomiczny pojazd jeszcze bardziej wspomoże głupotę. Będzie więcej spraw o odpowiedzialność za wypadki.

    • 5 lipca 2015 at 15:45

      > Autonomiczne samochody to inna bajka. O ile wiem, w prawie nadal posiadają kierowcę, który w każdej chwili może przejąć kontrolę. Tak jak z tempomatem – dotkniesz lekko gazu lub hamulca i tempomat się wyłącza.

      Nie jechałem nigdy auto-autem, ba, nawet nie prowadziłem auta z tempomatem, ale coś mi mówi, że jednak jest to coś kompletnie innego. Pojazd samojezdny ma umieć sam sobie wybrać trasę, ustalić warunki i poprowadzić Cię na miejsce (ciekawe jak będzie z wożeniem się po 3 piwkach — czy programowanie trasy pod wpływem będzie wykroczeniem? ;-) Tymczasem tempomat to taki sam bajer jak automatyczna skrzynia biegów (nigdy się nie obronisz „a bo panie władzo, przerzucił mi bieg”).

      W lotnictwie pewnie mają to już jakoś rozstrzygnięte, aczkolwiek z poprawką na to, że ruch lotniczy jest super-regulowany: kontrolerzy lotu, korytarze, procedury, no i jednak przy starcie i lądowaniu pilot steruje maszyną.

  2. Art
    5 lipca 2015 at 15:57

    W zwykłym samochodzie mogą wysiąść hamulce i wówczas też kierowca nie będzie odpowiedzialny za przekroczenie prędkości lub spowodowanie wypadku. Błąd popełniony przez autonomiczny samochód jest skutkiem wady fabrycznej produktu.

    • 5 lipca 2015 at 16:52

      Jeśli sytuacja będzie klarowna (nieco bardziej niż afera Toyoty sprzed paru lat), to tak. Ale jeśli zaniedbasz przeglądów albo zignorujesz wezwanie serwisowe, to już nie.

      W przypadku samojezdka możliwości jest nawet więcej:
      – zawiniony brak aktualizacji softu,
      – niezawiniony błąd w aktualizacji softu,
      – błąd w komunikacji z satelitą,
      – „komputer się pomylił”,
      – bezsensowny wybór trasy („panie oskarżony, z Wrocławia do Krakowa jeździ się A4, sądu nie interesuje, że chciał pan oszczędzić na opłatach, jest faktem notoryjnie znanym, że pod Turawą jest dziura magnetyczna i GPS wariuje”),
      – atak hakerów.

      Plus dodatkowe pytania:
      – jakie obligatoryjne OC?
      – jak z ruchem międzynarodowym?

      i bóg jeden wie ile jeszcze opcji i możliwości.

      Oczywiście ustawodawcę — pewnie raczej międzynarodowego (konwencja o ruchu drogowym) — czeka dużo roboty zanim takie pojazdy pojawią się na naszych ulicach, ale nawet najlepsza regulacja nie uchroni nas przed ciekawymi tematami…

      • Borek
        5 lipca 2015 at 17:09

        Oooo, ruch międzynarodowy w przypadku samochodów autonomicznych to dopiero będzie złoty interes. Roaming! :D

        • 5 lipca 2015 at 20:55

          Jeszcze pobieranie mapek to pal licho ale niech się okaże, że jesteś za granicą a tu wielki apgrejd nadchodzi…

      • Art
        5 lipca 2015 at 20:11

        To co wypunktowałeś to jest ustalanie stanu faktycznego, a z tym jest od zawsze problem, bo nawet teraz, przy tradycyjnych samochodach, ustalenie jak doszło do wypadku i kto zawinił jest trudne. Teraz np. po śladzie hamowania eksperci muszą oceniać prędkość z jaką jechał pojazd uczestniczący w zderzeniu.

        Ustalenie kto ponosi winę za błąd samochodu autonomicznego nie będzie trudniejsze od ustalenia tego czy kierowca zachował należytą ostrożność, czy wymusił pierwszeństwo, czy dostosował prędkość do warunków panujących na drodze itp. Problemu dochodzenia do prawdy żaden nowy przepis nie rozwiąże, a przynajmniej nie powinien, bo byłoby to niesprawiedliwe.

        Zatem błąd auto-samochodu powinien być traktowany tak jak teraz traktuje się awarie zwykłych samochodów. Oczywiście osobną kwestią jest kto ponosi winę za tą awarię, ale nie jest to nowy problem.

        • 5 lipca 2015 at 20:54

          Mnie się wydaje, że PoRD (i kodeks karny) będzie musiał uwzględniać takie rzeczy na sztywno. Prosta sprawa — jak uregulować zakaz prowadzenia pojazdów? Czy jestem prowadzącym pojazd w rozumieniu art. 178a kk? etc. etc.

          Na dziś to jest miła gdybologia ale pewnie ktoś już nad tym duma (na razie jest to zgryz dla producentów, którzy mogą wpaść na rafę kolejnej Red Flag Act).

          • Art
            5 lipca 2015 at 22:13

            Myślę że autonomiczne samochody będą idealnym rozwiązaniem dla osób, które mają zakaz prowadzenia pojazdów.

            Oczywiście pewne zmiany trzeba wprowadzić, zwłaszcza do definicji, bo nasze prawo na definicjach stoi. Nie wydaje mi się jednak, aby był to trudny do rozwiązania problem.

            • 6 lipca 2015 at 08:44

              Technicznie trudny nie będzie, wymyślić jakieś zasady dalibyśmy radę do końca dnia.

              To jest chyba jednak taki biznes, taka kasa, że tak łatwo nie pójdzie. Koncerny moto — a teraz i IT — będą musiały stanąć na głowie, żeby pokazać, że to jest killer app (przepraszam: killer car).

              Plus przyzwyczajenia. Osobiście ostrzę sobie zęby (nieodmiennie) na Caterhama 7, więc w jaki sposób przekonać takich oldskólowców, że autko z komputerkiem za kierownicą jest lepsze?

              • b52t
                6 lipca 2015 at 09:33

                Caterham 7 to jest ciekawa maszyna, ale (1) drogi jeszcze nie są u nas tak dobre, (2) torów jak na lekarstwo, a i (3) pogoda nie sprzyja. Ja się nakręcam na go kart w wersji cywilnej, czyli Mini Cooper (classic)

              • 6 lipca 2015 at 09:42

                Caterham nie tylko na tor, mnie jest potrzebny na dojazdy do kina, do teatru, może nawet na lody (może nawet polubiłbym lody z tej okazji ;-)
                Jeśli nie to Mazda MX-5 :)

                Chociaż żaden pod psa nie podchodzi, więc pewnie przerzucę się na marzenia o L.R. Defenderze 90 :)

              • b52t
                6 lipca 2015 at 10:00

                Podjechać C7 do teatru czy kina to na pewno zrobiłoby wrażenie.
                MX-5 jest ciekawą opcją i do tego silnik Wankla. W sumie to MX-5 to jest alternatywa dla Mini Cooper, tylko, że Mini jest przez bardziej klasyczny silnik łatwiejszy w obsłudze; w Mini tylko wycieki i zużywające się elementy gumowe zawieszenia stanowią znany temat obsługi. O MX-5 mało wiem, poza tym, że mordka się cieszy jeżdżąc nim podobnie jak w Mini i, że „właściwości jezdne” ma bardzo dobre.
                Defender ponoć tylko wyglądają ciekawie (jak dla kogo), mają dobrę renomę, ale są cholernie nie praktyczne i nie skręcającem, a i z niezawodności bywa różnie. Tu znów jakiś stary Hilux z zabudową.

              • 6 lipca 2015 at 10:11

                OIDP ostatnią Mazdą z Wanklem był model RX-8, natomiast MX-5 z silnikiem rzędowym jest jak najbardziej dostępny (chyba były jakieś wersje z silnikiem Wankla ale raczej na zasadzie bajeru).

                Ale to wszystko furda, za mało jeżdżę autem, żeby porywać się na takie zabaweczki, może na emeryturze (a może wtedy złożę sobie rower na ramie Lynskey i będę gwizdał na wszystko).

              • b52t
                6 lipca 2015 at 10:23

                Czyżby mi się coś pomieszało, mając w głowie obraz MX-5, napisałem o RX-8? Możliwe, w RX-8 nawet elementy wnętrza imitują kształt tłoka.
                Jeśli prosty silnik to i to jest dobre.
                To samo mam u siebie, a nawet bardziej, póki co bardziej racjonalne i praktyczne wybory na horyzoncie, a szaleństwa jak będzie kasa. Jakiś Ford Focus Mk I cicra 2006.

              • b52t
                6 lipca 2015 at 10:57

                Zobaczyłem sobie ceny rurek Lynskey – 2 k $ bez przesyłki. No, ale tytan jest tytan. (Na emeryturze to może kolana [najprędzej], albo biodro będę miał z tego metalu). ;-)

              • 6 lipca 2015 at 11:16

                No niestety, taka rama kosztuje mniej-więcej tyle co pełnoletnia MX-5, więc wybór może być trudny :)

              • b52t
                6 lipca 2015 at 11:22

                Jest jakaś nadzieja, że do tego czasu spadną ceny samochodów (bo ropa będzie na ukończeniu, a elektryczne wózki będą powszechne), albo rurek, bo wynajdą inny materiał, a tytan będzie już taki de mode i powszechny ;)

              • Art
                6 lipca 2015 at 13:26

                RX-8 to ciekawy przykład na to, jak prawo psuje motoryzację. Mazda specjalizowała się w silnikach Wankla, ale nie spełniały one norm emisji spalin i dlatego obecnie nie jest produkowany żaden samochód z tym silnikiem. Unijne normy zabiły tą technologię. Podobno Mazda pracuje nad RX-9, może Wankel w technologii Skyactiv będzie mógł mieć jeszcze mniejszą pojemność (ze względu na redukcję masy) i dzięki temu jakoś spełni wymogi prawne.

                A wracając do pytania jak przekonać oldschoolowców: rodzaj samochodu zależy od celu jaki ma realizować. Samochody sportowe są, jak sama nazwa wskazuje, dla sportu. Natomiast zwykły samochód służy do oszczędzania czasu. Dotychczas oszczędzanie czasu polegało na pokonywaniu trasy z punktu A do punktu B w jak najkrótszym czasie. Teraz natomiast dojdzie możliwość wykonywania w tym czasie czynności innych niż kierowanie pojazdem. Przeglądania dokumentów, pisanie na komputerze, czytanie książek, jedzenie, malowanie paznokci itp. w trakcie jazdy samochodem to jest spora oszczędność czasu. Autonomiczny samochód to to samo co zwykły samochód z szoferem, tylko że szofer na dłuższą metę jest droższy. Poza tym koncepcja autopilota jest dobrze znana z samolotów.

              • 6 lipca 2015 at 13:36

                > Poza tym koncepcja autopilota jest dobrze znana z samolotów

                Nieszczególnie znam się na ruchu lotniczym ale mam wrażenie, że jest istotna różnica — aeroplan frunie wyznaczonym korytarzem, zawsze według planu lotu, nad ruchem jest sprawowana kontrola.
                Ruch samochodów jest chyba zbyt chaotyczny i masowy, żeby dało się go wpasować w te same reguły.

                Inna sprawa, że pewnie znów wyjdzie, że tam gdzie krakałem — nie miałem racji, a tam gdzie się zapalałem — też nie miałem racji ;-)

                PS silnik Wankla umarł chyba nie tylko ze względów eko, ale i za sprawą dość dużej awaryjności — problem z utrzymaniem szczelności?

              • Art
                6 lipca 2015 at 14:30

                Autopiloty w samolotach pojawiły się jakieś pół wieku temu. Ruch samochodów jest bardziej chaotyczny i masowy, dlatego autopiloty w samochodach będą osiągalne dopiero pod koniec drugiej dekady XXI wieku. Na tym polega rozwój techniki, że z czasem pokonujemy coraz większe trudności.

                Pierwsze silniki Wankla rzeczywiście były bardzo awaryjne i nieszczelne, ale wynikało to z ówczesnych ograniczeń technologicznych, a nie z samej koncepcji silnika. Ostatnia generacja silników Wankla, zwłaszcza ta z RX-8 w wersji poliftingowej, była już bardzo dopracowana i nie sprawiała większych problemów. Oczywiście silniki Wankla zawsze będą trochę bardziej awaryjne od zwykłych silników, ale różnica w awaryjności jest mniej więcej taka jak między manualną a automatyczną bezstopniową skrzynią biegów (CVT), która jak wiemy jest powszechnie stosowana w samochodach luksusowych.

              • 6 lipca 2015 at 14:57

                > Oczywiście silniki Wankla zawsze będą trochę bardziej awaryjne od zwykłych silników, ale różnica w awaryjności jest mniej więcej taka jak między manualną a automatyczną bezstopniową skrzynią biegów (CVT)

                Czyli kaszana ;-) tylko wyje i się psuje.

                Z tego co wiem nad Wanklem zachwycano się w polskich szkołach technicznych w połowie l. 60-tych. Bodajże później przylgnęła nazwa „ślepy zaułek” ;-)

              • Art
                6 lipca 2015 at 18:07

                No cóż, właśnie mocno pojechałeś po niemieckich inżynierach z Audi ;). Mutlitronic w samochodach Audi to przykład rozwiązania technicznego, które jest statystycznie nieco bardziej awaryjne, ale też daje coś w zamian. Tak jak koncern Volkswagena nie zrezygnował z multitronica, tak samo Mazda nie zrezygnowałaby z Wankla gdyby nie te głupie normy emisji spalin. Polecam obejrzeć recenzję Clarksona:
                https://youtu.be/g5FNjyaLfC8

              • 6 lipca 2015 at 20:16

                > No cóż, właśnie mocno pojechałeś po niemieckich inżynierach z Audi ;). Mutlitronic w samochodach Audi to przykład rozwiązania technicznego, które jest statystycznie nieco bardziej awaryjne, ale też daje coś w zamian.

                Nie jest „nieco” bardziej awaryjne, jest mega-awaryjne, w zamian dając wysokie koszty serwisu. To prawda notoryjnie znana wśród użytkowników aut z czterema kółkami:

                http://autokult.pl/6806,skrzynie-multitronic-w-audi-jest-sie-czego-bac

                > Tak jak koncern Volkswagena nie zrezygnował z multitronica

                http://superauto24.se.pl/moto-news/audi-rezygnuje-z-rozwoju-skrzyn-bezstopniowych-multitronic_413654.html

              • Art
                6 lipca 2015 at 21:55

                Nie wiedziałem o tym, że wycofują te skrzynie. Tak się składa, że akurat miesiąc temu miałem okazję być w salonie Audi, a tam pełno multitroniców. Nawet siedziałem w nowiutkim A4 z multitroniciem. Nie sądziłem że to ostatnia szansa na taki zakup ;). Słyszałem o tym, że te skrzynie często się psują, ale pod względem awaryjności wciąż daleko im np. do skrzyni selespeed z Alfy Romeo i kilku innych konstrukcji. Multitronic jest demonizowany głównie dlatego, że od klasy premium oczekuje się ponadprzeciętnej niezawodności, a tymczasem nawet najlepsze CVT są poniżej przeciętnej, co jeszcze nie znaczy, że to jakaś totalna porażka. Skrzynie te mają też swoje zalety.

              • 7 lipca 2015 at 08:38

                Niestety mnie się CVT kojarzy wyłącznie z jazgoczącym skuterem. W salonie mogło być pełno aut ze skrzyniami multitronic ponieważ… nikt nie chce tego kupować? ;-)

                Co do Defendera — tak, wiem. To przecież pojazd z epoki dinozaurów a przynajmniej polowań na słonie.

              • b52t
                6 lipca 2015 at 13:47

                Argument z taką oszczędnością czasu jest szczególnie słuszny i widoczny jak się jedzie z suburbiów co centrów miast (albo mieszka we Wrocławiu – najwolniejszym mieście w Polandii). Też nie zawsze da się dojeżdżać rowerem, a i komunikacja zbiorowa nie jeździ kiedy na to czasowo odpowiada. Ale jest jeszcze wiele wątpliwości prawnych, technicznych. Inny argument przeciwko to danie kolejnego narzędzia do auto-inwigilacji tak koncernom jak i służbom specjalnym. Coś za łatwo oddajemy to pole na rzecz wygody.

  3. mall
    5 lipca 2015 at 16:01

    Czyż nie na tym polega sukces korporacji- efektywne zarządzanie ryzykiem i o ile to możliwe przenoszenie go na inne podmioty? W przypadku oprogramowania kwestia jest o tyle skomplikowana, że w licencjach często jest wyłączenie odpowiedzialności za szkody (to przeniesienie ryzyka na użytkownika). Może czas tego typu odpowiedzialność za dostarczaną usługę/oprogramowanie wprowadzić przepisami? A jakoś trzeba będzie to zrobić, bo nie do zaakceptowania jest sytuacja gdy użytkownik zmuszany jest dochodzić wszelkich szkód drogą sądową.

    • Art
      5 lipca 2015 at 16:08

      To o czym piszesz dotyczy odpowiedzialności cywilnej. Oprócz tego jest jeszcze odpowiedzialność karna i to o nią chodziło Olgierdowi.

      • mall
        6 lipca 2015 at 08:00

        Dlatego korpy zrobią wszystko by sprowadzić sytuację do „ten wypadek to błąd oprogramowania”, za które zgodnie z licencją nie odpowiada. Odpowiedzialność i ryzyko przerzucone jest w takiej sytuacji na użytkownika. Mam nadzieję, że tak nie będzie

        • 6 lipca 2015 at 08:47

          Z tym, że umowne przerzucenie odpowiedzialności nie zawsze musi być skuteczne — bo umowa zawsze ustępuje przed ustawą.

          W tym przypadku wystarczy, że ustawodawca ureguluje zasady odpowiedzialności za wypadek spowodowany przez auto-auto i chwatit’.

          • mall
            6 lipca 2015 at 13:22

            Obawiam się, że wtedy wystarczy, że megakorp od auto-aut wylobbuje zapisy w ustawie i chwatit’. A może nawet tego nie będzie musiał robić bo zapisy zostaną narzucone w traktacie międzynarodowym o współpracy handlowej USA-UE. Za ewentualną ustawę mniej liberalną niż analog w USA przyjdzie zapłacić państwu.

  4. CommentsCommunicationMajor
    5 lipca 2015 at 16:25

    Dlaczego nie można oskarżyć maszyny? Rozmontować mordercę!

    • 5 lipca 2015 at 16:45

      Kajtkiem będąc widziałem ten film w kinie, dużo już nie pamiętam, ale bodajże o tym właśnie był on (ten film):

      • CommentsCommunicationMajor
        5 lipca 2015 at 18:34

        Jaka obsada: Harvey Keitel, Kirk Douglas i Farrah Fawcett.

  5. Marcin
    5 lipca 2015 at 21:56

    Polecam bardzo ciekawy felieton pt. „Skonfiguruj etykę samochodu: w erze samoprowadzących się aut decyzje nie będą nasze”:

    http://www.dobreprogramy.pl/Skonfiguruj-etyke-samochodu-w-erze-samoprowadzacych-sie-aut-decyzje-nie-beda-nasze,News,57341.html

    Cytat: „Co w sytuacji gdy zostaną stworzone jakieś odgórne założenia np. uznające za „mniejszą stratę” osoby starsze, a za konieczne do ratowania młode. Takie, które nie będą dbało o motocyklistów bez kasków, podobnie jak i pogodzą się ze śmiercią samochodów spalających duże ilości paliwa i zanieczyszczających środowisko? Idźmy dalej: można przecież wziąć pod uwagę różnice rasowe, stan konta bankowego, czy wyznawaną religię. To nie jest abstrakcyjne rozważanie, ale problemy, które już niebawem będą na nas czekały.”

  6. Adam314
    6 lipca 2015 at 03:17

    Pobawię się jeszcze w futurologa prawniczego. Przewiduję dwa scenariusze:

    1. Prawo uzna, że to kierowca prowadzi i odpowiada za pojazd.
    2. Prawo uzna, że pojazd jest autonomiczny i nie trzeba mieć uprawnienia kierowcy, być trzeźwym itp.

    Opcja 1 gdy auta wejdą do normalnego użytku. Opcja 2 gdy najpierw paru posłów kupi sobie takie zabawki. :)

  7. b52t
    6 lipca 2015 at 09:05

    No to nowa część terminatora nie mogła mieć lepszej reklamy. ;-)

  8. sjs
    6 lipca 2015 at 14:26

    Wygląda na to, że to podstawowy problem z BHP. Może była tylko tabliczka by nie podchodzić zbyt blisko, a dla bezpieczeństwa potrzebna była barierka.

  9. mall
    6 lipca 2015 at 22:44

    Właściwie to nie trzeba czekać na auto-auta. Ot przykład Forda: http://antyweb.pl/ford-zaprasza-kierowcow-bo-sprzedal-buga-w-oprogramowaniu/
    A co gdyby usterka doprowadzała do zagrożenia życia?

    • 7 lipca 2015 at 08:41

      Gdyby coś się komuś stało, a błąd producenta był bezsporny — problem ma producent. Oczywiście o ile kierowca zachował jeszcze parę zdroworozsądkowych zachowań (wierzę, że nawet samochód z automatyczną skrzynią można jakoś zdławić).

      Inna sprawa, że nadmiar elektroniki w autach coraz bardziej zaczyna być odczuwalny.

      • mall
        7 lipca 2015 at 09:38

        Kluczowe w tym wszystkim jest „błąd producenta był bezsporny”. Czy jest? A co jeżeli soft był pisany przez podwykonawcę, który zatrudniał programistów do pisania po kawałku przez ten system automatycznego wyszukiwania zleceń? W przypadku gdyby producent aut kiepsko by sobie radził finansowo miałby bardzo silny bodziec do unikania odpowiedzialności.

        Ciekawe, czy soft w autach też jest licencjonowany nabywcy auta?

        • b52t
          7 lipca 2015 at 10:05

          To nie ma znaczenia, bo producent końcowy odpowiada. Można oczywiście próbować dzielić włos na stu-pięćdziesięcioro-czworo, ale ewentualny błąd podwykonawcy, to ewentualna kwestia rozliczeń między producentem samochodu, a tego jego elementu.
          To jest analogiczny przypadek do wielu wypadków czy błędów spowodowanych przez części mechaniczne – dzisiaj samochody są robione przez wielu podwykonawców, hamulce robi jedna firma, sprężarki druga, drążek kierowniczy (jeśli jeszcze jest, a nie został zastąpiony elektroniką) trzecia, etc., etc. Gdy dojdzie do wypadku i okaże się, że jest wina producenta auta, to odpowiada on, a nie podwykonawca.

          • mall
            7 lipca 2015 at 12:25

            Owszem. Tyle, że w przypadku konkretnej części masz przekazanie własności. W przypadku softu nie masz własności a jedynie prawo do używania na licencji. Owszem- teraz producent reaguje PR-owo. A co w sytuacji gdy w umowie sprzedaży jest/zostanie umieszczony jest zapis o dalszym udzieleniu licencji na użytkowanie softu? Odpowiedzialność producenta auta będzie więc wyłącznie z dobrej woli.

            • b52t
              7 lipca 2015 at 13:23

              Ale to jest gdybanie, bo nie wiadomo jaką treść ma umowa z poszczególnym producentem auta. Nie musi być licencja, a jeśli licencja, to nie wiadomo jak odpowiedzialność umowna. Jeśli kupujący nie dostanie drobnym drukiem, że za części mechaniczne to producent, ale za soft, to kto inny, to moim zdaniem nie na podstaw do wyłączenia odpowiedzialności producenta (w sumie to mam problem z wyłączeniem nawet, gdy dostanie tym drobnym druczkiem, bo skoro sprzedaje kompletną rzecz, to ni jak wyłączyć odpowiedzialność; póki co kupuje się samochód, który ma/może mieć oprogramowanie, a nie na odwrót).

  10. b52t
    17 lipca 2015 at 09:00

    So, it begins:
    (Skynet zyskał samoświadomość).

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18378760.html#MTstream

  11. DzyngisKhan
    1 czerwca 2018 at 23:15

    Olgierd, czy jeśli pracownik (np. biurowy lub sprzątacz) dostał ad hoc polecenie pracy na nie swoim stanowisku (np. proszę pomóc kierowcy rozładować towar) i zrobił sobie krzywdę (np. wpadł między rampę a TIRa), to można powiedzieć, że to nie był wypadek przy pracy, bo nie zdarzył się na umownym stanowisku? Taką rewelację usłyszałem od znajomego, bo podobno ubezpieczyciel odmówił odszkodowania. Jak dla mnie JAJA.

    • Olgierd Rudak
      2 czerwca 2018 at 07:01

      Uważam, że to był wypadek przy pracy, zaś wykonywanie pracy nie na swoim stanowisku nie jest niczym dziwnym (art. 42 par. 4 kp).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.