„Właścicielem listu” jest jego adresat — nadawca nie może się sprzeciwić opublikowaniu korespondencji

I jeszcze jedno ciekawe orzeczenie, o którym możemy przeczytać w Gazecie Prawnej — o tym, że „właścicielem” wysłanego listu jest jego adresat (a właściwie listu otrzymanego, nie wysłanego). Tak orzekł Sąd Okręgowy w Warszawie kilka dni temu (wyrok jeszcze nieopublikowany, no i nieprawomocny, a jego sygnatura to IV C 140/15).

Oczywiście dla mnie nie jest to żadna sensacja — art. 82 pr. aut. jaki jest każdy widzi — jednak zawsze miło się przekonać, że miało się słuszną rację (lepsze to niźli tkwić w mylnym błędzie).

art. 82 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:
Jeżeli osoba, do której korespondencja jest skierowana, nie wyraziła innej woli, rozpowszechnianie korespondencji, w okresie dwudziestu lat od jej śmierci, wymaga zezwolenia małżonka, a w jego braku kolejno zstępnych, rodziców lub rodzeństwa.

Nieprzekonanym wyjaśniam:

  • nie ma znaczenia, że przepis umieszczony został w regulacji dotyczącej prawa autorskiego — niewątpliwie dotyczy on każdej korespondencji, nawet tej, która nie ma charakteru utworu;
  • nie można się też sugerować „śmiercią” adresata w przepisie i mówić, że nie ma nic o decydowaniu o rozpowszechnieniu otrzymanego listu za życia odbiorcy korespondencji — pośrednio wynika z normy właśnie to, że rodzina wchodzi do gry dopiero po śmierci adresata, zaś wcześniej decyduje sam adresat.

Oczywiście z powyższego nie należy wnosić, że nie art. 82 pr. aut. zwalnia adresata listu, który zamierza go opublikować, z ewentualnej odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych (nadawcy lub osób trzecich) — na przykład jeśli treść listu ujawnia jakieś pikantne sekrety z życia osobistego — jak też z ryzyk związanych z zachowaniem tajemnicy (zawodowej, państwowej, etc.). No i będzie też nieco inaczej jeśli korespondencja ma charakter utworu (albo zawiera utwór, co do którego o rozpowszechnieniu decyduje twórca).

Natomiast na pewno nie jest tak, iżby „właścicielem” korespondencji pozostawał jej nadawca. Niespecjalne znaczenie mają też elaboraty, które zbiorczo określam jako Corporate Email Bullshit.

Wniosek: jeśli obawiacie się, że ktoś zechce opublikować wasze listy — trzeba zacząć je pisać wierszem ;-)

O tematyce pisałem już wcześniej, por. Kto jest dysponentem otrzymanej korespondencji? oraz Tajemnica korespondencji a publikacja otrzymanego listu — polecam także tekst o wyroku dotyczącym praw do książek Józefa Mackiewicza.

PS Narzekałem jakiś czas temu na Twittera, a tu proszę: o sprawie dowiedziałem się via Twitter (podobnie jak o omawianym rano wyroku dot. braku odpowiedzialności za niezabezpieczone WiFi).

PS2 Z tego co widzę sprawę prowadził (i wygrał) adw. Michał Kluska z kancelarii adw. Rafała Olesińskiego, którego miałem sposobność poznać osobiście. Toteż gratuluję i dziękuję (za potwierdzenie moich tez ;-)

13 comments for “„Właścicielem listu” jest jego adresat — nadawca nie może się sprzeciwić opublikowaniu korespondencji

  1. Nottenick
    11 września 2015 at 11:28

    Jak zdefinować pojęcie „utworu”? Jeżeli pisząc do kogoś listy, odbiorca je zbierze i wyda kiedyśtam te listy w formie „zbiór pięknych listów” to rozumiem, że żadne majątkowe prawa autorskie nie będą się autorowi listów należały?

    Choć z drugiej strony to przecież wypracowanie z pracy domowej gimnazjalisty jest już swego rodzaju dziełem, a więc i utworem więc należą do twórcy. Dlaczego zatem twórca z automatu pozbywany jest prawa to swojego dzieła tylko dlatego, że wysłał to w formie „listu” a nie np „eseju” ?

    • 11 września 2015 at 13:10

      Co do definicji utworu — wystarczy „iskra boża” z art. 1 ust. 1 pr.aut. (dostateczne zindywidualizowanie, kreatywność). I nie, autorowi listów nie będzie się należało wynagrodzenie za wydanie jego pięknych listów (byle nie były utworami). A „pozbawiony” praw jest dlatego właśnie, że nie utworzył utworu lecz zwykły list. Jakby w liście był poemat — nie byłoby gadania :)

      • Nottenick
        11 września 2015 at 15:05

        Rozumiem, że nawet poświęcając mnóstwo czasu i wysiłku opisując w obszernym tekście piękno przyrody wysp Samoa, nie stanowi to żadnej „iskry bożej”, ale już pstryknięcie przypadkowego zdjęcia z jakimśtam widoczkiem z tejże wyspy, już taką „iskrę bożą” stanowi?

        • b52t
          11 września 2015 at 15:45

          Jeśli to tylko opis przyrody, a załączone zdjęcie zrobione w pełni na opcji „automat”, to może być różnie, z przewagą na nie. Ale, zdjęcie stanowi załącznik do listu nie list i co do zasady kłóciłbym się czy podlega wyłączeniu spod ochrony publikacji.

      • maho
        20 stycznia 2016 at 20:15

        w którym momencie pojawia się iskra boża w listach? weźmy takie listy Mrożka do Lema i odwrotnie, wydane ostatnio w formie książkowej. Mogę sobie brać dowolnie i cytować obszernie wykraczając poza dozwolony użytek własny, bo prawa autorskie w ogóle tego nie dotyczą?

  2. 18 stycznia 2016 at 18:15

    Czy ma to zastosowanie do korespondencji otrzymanej od prawnika? Dostałem zastrzeżenie, że wiedząc o mojej działalności blogerskiej nie zezwala na „na jakiekolwiek formy cytowania jej, zamieszczania kopii całości bądź jej fragmentów ani też jej streszczeń itp. ”
    Oczywiście chodzi o publikację po usunięciu wszystkich danych.

    • 18 stycznia 2016 at 20:59

      Typowy straszak, zapewne w formie corporate email bullshit.

      Natomiast warto pamiętać, że rozpowszechniając treść takiej korespondencji można naruszyć czyjeś dobra osobiste — nadawcy, osoby trzeciej. Jednak nie po prostu poprzez publikację treści listu, lecz ze względu na treść listu.

      • 18 stycznia 2016 at 21:17

        Dzięki :) Czyli nie istnieje takie cudo jak „że całośc korespondencji kierowanej do Pana objęta jest prawami autorskimi, ” jest bzdurą :)
        Myślę, że usunięcie wszelkich danych mogących zidentyfikować podmiot sporu oraz mocodawcę i prawnika wystarczy.

        • 19 stycznia 2016 at 08:44

          Nie jest to nawet konieczne, o ile treść listu nie narusza, etc.

          Aczkolwiek tak, lepiej usunąć :) można mocniej zasnąć :)

          • sjs
            19 stycznia 2016 at 10:39

            „O ile treść listu nie narusza”, czego? Chyba tylko praw osób trzecich lub jakiejś umowy dwustronnej? Bo jeżeli nadawca napisał coś o sobie (czy o reprezentowanym kliencie) lub o adresacie to chyba można?

            • 19 stycznia 2016 at 10:43

              Raczej nie sądzę, hipotetycznie: „w skrytości Ci wyjawię, że lubię młodych chłopców”

  3. Adrianna
    13 grudnia 2018 at 15:30

    Wyrok został uchylony – VI ACa 1875/15 Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, z dnia 16 lutego 2017 r.
    Zarówno nadawca, jak i adresat korespondencji mogą nie wyrazić zgody na jej rozpowszechnianie, powołując się na ochronę swoich dóbr osobistych, a zwłaszcza tajemnicę korespondencji, ochronę prywatności, ochronę czci. Artykuł 82 u.p.a.p.p. wydłuża ochronę dóbr osobistych adresata korespondencji post mortem przez okres 20 lat, albowiem członkowie rodziny mogą domagać się zakazu rozpowszechniania korespondencji w przypadkach, w których doszłoby do naruszenia dóbr osobistych adresata, jak gdyby był on osobą żyjącą. Natomiast po upływie tego okresu mogą oni powoływać się jedynie na naruszenie wskutek rozpowszechnienia korespondencji ich własnego dobra osobistego, np. kultu pamięci po zmarłym.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.