Kawa mielona we własnym młynku — czyli o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad dniem powszednim

Jak już publicznie pisałem: jestem nałogowym kawoszem, a to oznacza, że każdego dnia wypijam nie mniej niż trzy filiżanki kawy (chyba że czuję się chory — wówczas zamiast kawy piję herbatę, której spożywam bardzo mało).


kawa mielona w młynku

Pełen industrial. Jak patrzę na te żarna to przychodzi mi na myśl jakaś lepsza bondowska scena — po krótkiej walce 007 wpycha tam pomagiera Bloefelda… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA. 3.0)


Ale nałóg ten ma jeszcze jeden dość wymierny wymiar: tak jak każdy miłośnik prawdziwego piwa w pewnym momencie zaczyna wydziwiać (a może jakaś IPA za 9 zeta za butelkę? a może taki stout lepiej smakuje w takim pokalu? a może sam sobie uwarzę piwo?) — w podobny trans wchodzi część kawoszy. A to jakaś makinetka (spodobało mi się to słowo) albo inny AeroPress — a może jeszcze coś innego.

Mnie naszło, nie tak dawno przecież, bo przecież jeszcze w czerwcu się głośno zastanawiałem jaki młynek kupić, na mielenie własnoręczne. Pachnąca steampunkiem stalowa machineria pojawiła się niecały miesiąc później — i wsiąkłem.


kawa mielona w młynku

Szczerze? Nie rozumiem jak się można ekscytować elektro-gadżetami: komóra, telewizor, to tylko parę scalaków. Ale fajny rower, pióro, nóż albo młynek… To chyba jakiś atawizm — że szabla, koncerz i dwururka? (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Być może jest ze mnie zwykły neofita, ale picie kawy, którą sam sobie chwilkę wcześniej zmieliłem przywodzą mi na myśl — w porównaniu do tej fabrycznie zmielonej — skecz o wyższości Świąt Bożego Narodzenia, z tym, że nie nad Świętami Wielkiej Nocy — lecz nad dniem powszednim; a #mianowicie:

  • kawa mielona własnoręcznie pozwala na przygotowanie jej dokładnie tak jak się lubi — na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, ale nawet kawa ze zwykłego spożywczaka będzie miała różny smak jeśli zmielimy ją grubo lub cienko (no i można też różnie ją parzyć). Zresztą to się dzieje w każdym elektrycznym ekspresie — tyle, że tego gołym okiem nie widać;
  • przechowywanie zmielonej kawy powoduje jej wietrzenie. Pal licho jeśli ktoś półkilową torebkę wypija w dwa tygodnie, ale dla osób, które mają mniejsze spożycie różnica może być wyraźna;
  • przyjemna jest sama czynność mielenia kawy! — nie, nie porzuciłem areligijnej agnostycyzmu na rzecz lamaizmu, ale jeśli praca fizyczna uszlachetnia, to nie ma nic lepszego niż trzy minuty z młynkiem w garści ;-)

kawa mielona w młynku

Dalej, Olgierd, dalej mielić kawę! (fot. M. Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Reasumując: mieląc kawę siłami własnych mięśni naprawdę doskonale się bawię; może mielenie nie daje mi aż tyle frajdy jak pisanie różnych rzeczy (ba, nawet picie kawy nie daje mi tyle frajdy), ale przyjemność jest naprawdę duża.
Czego sobie oraz P.T. Czytelnikom ze szczerego serca życzę :-)

PS Tekst oczywiście sprzedajny, ale może komuś się opłaci, bo Świeżo Palona przygotowała specjalną ofertę dla P.T. Czytelników — tylko z tym linkiem!

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

21 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze