O tym skąd brać sędziów Trybunału Konstytucyjnego (a może to sądy powszechne powinny mieć uprawnienie do badania konstytucyjności norm prawnych?)

Finalizując już (mam nadzieję) serial grozy pt. „wybory-i-odwołania sędziów TK” przyszedł chyba czas na garść postulatów de lege ferenda — czyli co ja sobie w ogóle myślę, żeby w Polsce było dobrze ;-) Czyli w jaki sposób powinni być obierani sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, żeby takich cyrków było jak najmniej — a może w ogóle zrezygnować z czegoś takiego jak odrębny Trybunał d/s oceny norm prawnych?

Będzie w punktach bo tak mi wygodniej, a i zdań wielokrotnie złożonych mniej dzięki temu tworzę:

  • zaczynając od niezakończonego jeszcze tematu zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego (tej trójki, co do której mamy już wyrok, że prezydentowi nie przysługuje prerogatywa w postaci blokowania nominacji — czyli kogo Sejm wybrał, ten stał się sędzią) — niezależnie od tego czy prezydent Duda nadal będzie stosował obstrukcję czy jakoś ulegnie, jestem pewien, że ta zadyma skończy się jak każda inna — czyli rozejdzie po kościach. Coś jak ze sprawą Olina, w której na pewno ktoś coś złamał, ale nikomu włos z głowy nie spadł;
  • (słówko komentarza do głosów, że prezydent, skoro już znamy już sentencję wyroku K 34/15, jest w zwłoce: tak, mógłby, bo kto mu zabroni? ale oczywiście wyrok obowiązuje z dniem opublikowania w Dzienniku Ustaw, na co możemy poczekać ;-)
  • skoro spór dotyczy próby przeciwdziałaniu upolitycznieniu Trybunału przez poprzedni parlament (przeciwdziałanie oczywiście polegało na wyborze jawnie nie-politycznych i wybitnie niezawisłych osób) — to nie ma się co łudzić: wybór dokonywany przez parlament zawsze będzie wynikał z politycznych konotacji;
  • trójpodział trójpodziałem — ale przecież nie da się zapomnieć, że legislatywa i dwugłowa egzekutywa pochodzą z aktu politycznego (wyborów), zatem ich decyzje są polityczne. Upolitycznienia wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie zmieni nawet ustanowienie jakiejś kwalifikowanej większości koniecznej do wyboru sędziego TK;
  • nie jest także rozwiązaniem upolitycznienie obsady stanowisk w judykaturze: powszechne wybory sędziów (w tym sędziów TK) to byłby jakiś koszmar-koszmarów — już widzę tę kampanię…
  • sęk w tym, że we wszystkich sądach powinni orzekać prawdziwi sędziowie (wyjąwszy sądy pokoju, które powinny być ustanowione jako sądy oceniające najdrobniejsze sprawy w pierwszej instancji) — a dotyczyć powinno to także oceny konstytucyjności i legalności norm prawnych. Rozumiem dlaczego w przypadku Trybunału Konstytucyjnego postawiono na inny model — ale jak widać on się generalnie nie sprawdza;
  • tymczasem nie ma lepszej gwarancji niezawisłości i niezależności jak status sędziego — nieusuwalnego, nieodwoływalnego, niepodlegającego żadnemu przełożonemu w zakresie orzekania; obecnie powołani sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, jakby na to nie patrzeć, są ex-posłami lub ex-ministrami, albo ministrami in spe, albo liczą na posadę w jakimś innym organie (choćby i sądowym), który może zależeć od poparcia rządu — niestety to z istoty sprawy nie sprzyja niezależności;
  • mnie się wydaje, że — ach ta fascynacja systemem amerykańskim i ich judical review — badanie konstytucyjności aktów prawnych powinno spoczywać w gestii sądów powszechnych. Niechby i tylko w sprawach, które w pierwszej instancji idą od sądów okręgowych, niechby i tylko jako zarzut w apelacji (w ten sposób orzekać o niekonstytucyjności norm mogłyby sądy apelacyjne) — niechby i z możliwością wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego — ale to chyba lepsze niż nasza skarga konstytucyjna (która przysługuje tylko po wyczerpaniu drogi instancyjnej, przymus adwokacki, w podstawie tylko naruszenie konstytucyjnych praw i wolności);
  • ja się mitycznego braku jednolitości w orzecznictwie nie boję: po pierwsze nie zapewnia go nam i obecna konstrukcja Trybunału Konstytucyjnego, który czasem sam nie wie co mówi, i nieunikniony czasem rozdźwięk z orzecznictwem sądów powszechnych (por. Stosowanie niekonstytucyjnego przepisu w okresie odroczenia utraty mocy czy Co WSA myśli o skutkach orzeczenia Trybunału w sprawie „janosikowego” — przypominam, że skoro sędzia jest niezwisły, to ani Sąd Najwyższy ani jakiś Trybunał nie może mu „kazać” orzekać tak czy inaczej!), po drugie jednolitości nie ma także w przypadku orzekania w „zwykłych” sprawach, a po trzecie chyba od jednolitości lepsza jest możliwość szybkiej oceny zgodności przepisu z ustawą zasadniczą;
  • oczywiście powinien zostać jakiś tryb „prezydencko-sejmowy” — ale tu doskonale sprawdzić mógłby się Sąd Najwyższy i procedura podejmowania uchwał w pełnym składzie (który się ździebko nudzi).

A jeśli dla kogoś było tl;dr, to streszczam: nawet jeśli zgadzamy się, że sąd nad prawem jest czymś innym niż proces sensu stricto, to nic nie stoi na przeszkodzie by ocenę konstytucyjności prawa powierzyć prawdziwym — niezależnym i niezwisłym — sędziom. Nie ma możliwości uniknięcia upolitycznienia wyboru o ile sędziowie Trybunału Konstytucyjnego będą wybierani przez polityków.

Natomiast skąd w ogóle powinni brać się sędziowie, o, to jest temat na inny felieton. O tym za jakiś czas — dopiero w tym momencie wszystko się pospina w logiczną całość.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

21 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze