Nieważność umowy o opcje walutowe ze względu na niedoinformowanie klienta o ryzyku — czyli sprzeczność z zasadami współżycia społecznego (art. 58 par. 2 kc)

A skoro niedawno było o tym, że lada dzień wchodzi w życie ustawa o podatku bankowym, a później gruchnęło, że mBank ma zapłacić 6,5 mln kary za brak uwzględnienia ujemnego LIBOR, to dziś warto skreślić kilka akapitów poświęconych interesującemu wyrokowi dotyczącemu obowiązkom banków w zakresie informowania o ryzykach wynikających z oferowanych instrumentów finansowych — oraz ryzykiem uznania takiej umowy za nieważną ze względu na naruszenie zasad współżycia społecznego (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 7 maja 2015 r., sygn. akt I ACa 1262/14).

Sprawy miały się mniej-więcej następująco: pewien przedsiębiorca prowadzący działalność w branży meblarskiej wniósł do sądu pozew przeciwko bankowi żądając zwrotu ok. 1,2 mln złotych tytułem zwrotu kwoty wpłaconej na depozyt oraz zwrotu różnic kursowych wynikających z umów opcji walutowych. W odpowiedzi bank wniósł o zasądzenie od klienta przeszło 1,5 mln złotych (powództwo wzajemne) oraz o ustalenie, że nie jest zobowiązany do zapłaty klientowi przeszło 700 tys. złotych.

Wcześniej powód co prawda zawarł trzy umowy na piśmie, każda po kilkadziesiąt stron, w każdej znajdował się obszerny słowniczek pojęć, terminów, lecz żadna z nich nie wyjaśniała istoty transakcji, jakie zaproponowano mu w lipcu 2008 r., nawet nie zawierały takich pojęć, jak: tarn forward, extendible tarn forward, extendible count forward, czy chociażby złożone opcje walutowe. Wyłącznym źródłem informacji o zaoferowanych przez pozwanego konkretnych parametrów (kursu umownego, asymetrycznego nominału dwustronnych opcji oraz wartości bariery wyłączjącej), a więc o tym co najistotniejsze, były rozmowy telefoniczne. Ich treść, a także zeznania świadków – pracowników pozwanego Banku, nie pozwala na przyjęcie, że powód został wyczerpująco i jasno poinformowany o zaletach i wadach proponowanych transakcji. Z zeznań pracowników Banku wynika, że mieli oni niewielką wiedzę na temat proponowanego powodowi produktu i sami nie odróżniali różnych rodzajów złożonych opcji walutowych jakie były powodowi oferowane. Nie potrafił tego uczynić także W. Ż., który był doradcą powoda i to on przedstawiał mu różne wersje opcji. Żadnej wiedzy w zakresie instrumentu w postaci extendible tarn forward nie posiadała J.C. – bezpośredni opiekun powoda, który był dla niej jedynym klientem.

Po dość skomplikowanym postępowaniu uwzględniono żądanie powoda: sąd ustalił, że od 2007 r. bank bardzo usilnie starał się pozyskać przedsiębiorcę jako klienta, obiecując mu m.in. kredyt, którego firma nie potrzebowała, a także opcje walutowe „bez żadnych zabezpieczeń”. Tylko pod wpływem tych nalegań powód zawarł z bankiem szereg umów: o prowadzenie rachunku oraz „ramową, dodatkową i zabezpieczającą”, przy czym bank nie dostarczył mu regulaminu opcji walutowych (z lektury orzeczenia wynika, że w ogóle w banku był niezły serdel z papierami — właściwie to powód nigdy nie dostał ostatecznej wersji umów). Natomiast na pewno cały czas namawiano go na różne transakcje walutowe.

Aż w końcu powód wyraził zgodę na takie transakcje — w lipcu 2008 r. będąc na wakacjach, przez telefon („kupił serię 12 opcji EUR put PLN call o nominale 100.000 EUR na 12 dat”, „wystawił serię 12 opcji EUR call PLN put o nominale 200.000 EUR na 12 dat”). A ponieważ już w III kwartale 2008 r. doszło do osłabienia złotówki, bank zażądał dopłat. W odpowiedzi klient złożył bankowi oświadczenie o uchyleniu się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu, co zdaniem banku oznaczało naruszenie umowy ramowej, więc umowa została przez bank rozwiązana, a następnie zażądał prawie 2 mln złotych.

Z zeznań świadków wynika nadto, że pracownicy banku mieli niewielką wiedzę na temat proponowanych powodowi produktów. Gdy zeznawali nikt nie pamiętał szczegółów, a jedynie — co z kolei wszyscy doskonale zapamiętali — że to powód był dobrze zorientowany w transakcjach walutowych, mimo, że bezsporne jest, iż wcześniej takich produktów, jak proponował mu pozwany, nie nabywał.

Sąd stwierdził, że wprawdzie uchylenie się od błędu było bezskuteczne, albowiem nie dotyczyło oświadczenia woli (był to błąd co do oceny ryzyka), jednak cała umowa została zakwestionowana jako obiektywnie niekorzystna dla klienta banku, albowiem została ona zawarta przy wykorzystaniu przez drugą stronę swojej silniejszej pozycji.

(Przewijając do przodu): bank przegrał proces z trzech podstawowych przyczyn:

  • brak ekwiwalentności świadczeń stron umowy — otóż bank zastrzegł na swoją korzyść opcje call o wartości dwukrotnie wyższej, niż opcje put na rzecz klienta, albowiem „w razie bowiem trendu rynkowego korzystnego dla Banku (spadek wartości PLN względem EUR) uzyskiwałby on zawsze dwukrotnie wyższy zysk niż w przypadku trendu odwrotnego”;
  • znaczna rozbieżność konsekwencji dla stron w zależności od charakteru zmian wartości waluty — plus zastrzeżenie tzw. „wyłącznika” wyłącznie na rzecz banku („w razie korzystnego dla powoda trendu kursowego i osiągania przez niego zysku, cała struktura ulegała rozwiązaniu z chwilą osiągnięcia ogólnego zysku w wysokości 30.000 złotych, niezależnie od okoliczności, że czas trwania umowy był określony”), natomiast w przypadku trendu odwrotnego, klienta nie zabezpieczała żadna konstrukcja, jeśli zysk banku szybował nie tylko ponad 30 tys. złotych, ale jakkolwiek wyżej;
  • brak równości stron co do ryzyka poniesienia straty„zważywszy na element ryzyka i niepewności co do nastąpienia zdarzenia skutkującego realizacją opcji (poziom kursu walutowego), niekiedy umowy opcyjnie określane są jako umowy losowe, a nawet ujmowane w kategoriach gry i zakładu”;
  • zlecenie opcji (w lipcu 2008 r.) nastąpiło pod wpływem presji banku — podczas rozmowy telefonicznej klientowi przedstawiono tylko plusy dodatnie, pomijając elementy ryzyka, a w dodatku pracownicy banku dłuższy czas pracowali nad klientem przekonując go o korzyściach płynących z oferty.

Wszystko to przesądziło, że cała umowa na opcje z lipca 2008 r. została uznana za nieważną ze względu na sprzeczność z zasadami współżycia społecznego (art. 58 par. 2 kc) — bank nie dochował standardów wymaganych przy oferowaniu instrumentów finansowych.

Banki jako instytucje zaufania publicznego, w stosunkach z klientami powinny działać w granicach dobrze pojętego nie tylko interesu własnego, ale i z uwzględnieniem interesu klienta. Bez poinformowania bowiem klienta o ryzykach związanych z usługą, klient nie będący profesjonalistą w dziedzinie finansów i bankowości, nie ma możliwości dokonania właściwej analizy ryzyka, jakie związane jest z danym produktem bankowym i dokonania właściwego (świadomego) wyboru usługi (produktu bankowego). 

Zabawne, że bank — profesjonalista na rynku usług finansowych — nie dysponował nawet sprzedawcami znającymi się na skomplikowanym oferowanym produkcie. Z uzasadnienia wynika, że momentami to klient wiedział o opcjach walutowych więcej niż jego opiekun klienta. Wynikało to m.in. z tego, że pracownicy banku mieli za sobą tylko jedno szkolenie poświęcone transakcjom walutowym, klientowi nie dostarczano też dokumentów, na które później powoływał się bank.

Natomiast tak czy inaczej „rozumieć więcej” o strukturach finansowych to niekoniecznie znać granice ryzyka, a przecież

Każda umowa opcji niesie ryzyko uzyskania przez strony korzyści albo poniesienia strat, zależnie od wahań wartości walut na rynku, a więc okoliczności niezależnych od stron. Natura prawna umowy opcji walutowej wymaga, aby strony miały świadomość możliwości odniesienia korzyści oraz poniesienia strat i ich rozmiaru. W sprawie niniejszej ta świadomość nie była jednakowa, gdyż powód nie miał jednakowego rozeznania, co do stopnia ryzyka ponoszonego świadczenia oraz obiektywnie nieekwiwalentnych wzajemnie świadczeń stron. Bank zaproponował powodowi umowę o treści jedynie akceptowanej przez powoda i w istocie tylko bank mógł ocenić rzeczywiste znaczenie składanej propozycji, gdyż zakres przygotowania merytorycznego odnośnie treści i skutków umowy opcji walutowej po stronie powoda zdecydowanie odbiegał od przygotowania pozwanego. Tymczasem oferowany produkt był złożonym instrumentem finansowym i powinien być oferowany jedynie klientom uświadomionym w przedmiocie wiążącego się z nim ryzyka i zamierzającym świadomie podejmować takie ryzyko. Bezsporne było, że powód do takich klientów nie należał, nie zawierał wcześniej tego rodzaju umów o czym pracownicy pozwanego wiedzieli, a to z kolei pozwala na ocenę, że Bank działał jedynie we własnym interesie, wykorzystując swój profesjonalizm i naruszając interes klienta.

Q.E.D.

18
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
mall
Gość
mall

Jak fajnie, że tylko 7 lat zajęły te ustalenia. Dzięki takiemu ekspresowemu procedowaniu w sądownictwie polska gospodarka narodowa jest silna wewnętrznie i odnosi sukcesy na zewnątrz.
ps.: zaskakująco miły wyrok :)

Olgierd Rudak
Gość

Nie pierwszy taki, który mam zakonotowany. Za jakiś czas (paś się Góglu, paś) opiszę ten drugi (nieco starszy).

7 lat do prawomocności… to nie jest rekord. To nawet nie jest wicerekord.

b52t
Gość
b52t

Tak gwoli ścisłości, pozew został złożony w 2009 (sygnatura sądu I instancji XVI GC 245/09; wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie z 6 maja 2014 r.). Same sprawy o opcje niejako „muszą” się tyle wlec w pierwszej instancji, bo: opinie biegłych, zeznania świadków, którzy nie zawsze przychodzą na terminy, i et cerata. Sprawy o opcje rzeczywiście zaczęły się pojawiać i wyroków pewnie będzie jeszcze więcej. Ale opis tej sprawy przedstawiony w tym tekście – Granda Bank spółka akcyjna niedouczonych chciwych wujów, przykład tego za co banki można kochać jak dżumę. (Tak wiem, druga strona też liczyła, że może coś zarobi, a… Czytaj więcej »

mmm777
Gość

Nie wchodząc w bezczelną asymetrię odpowiedzialności, można mieć istotne zastrzeżenia:
`powinien być oferowany jedynie klientom uświadomionym w przedmiocie wiążącego się z nim ryzyka’
– czyli co? Bank powinien urządzać klientom egzamin? Czy wystarczy podpis, że wiedzą że mogą stracić?
`nie zawierały takich pojęć, jak: tarn forward’
Czy te nie wymienione w słowniczku pojęcia były w umowie używane w znaczeniu innym, niż ogólnie przyjęte?
Bo jeżeli nie, to o co chodzi? Czyli, że sąd może mieć pretensję, że w słowniczku nie podano objaśnienia terminu `podpis’?
Zdaje się, że sądy odbijają w drugą stronę… I robią to z takim wdziękiem:
http://pawelpollak.blogspot.com/2016/01/sadowa-wolnoamerykanka.html

b52t
Gość
b52t

Ryzyko: klientowi powinno się opisać ryzyka związane z zawieraniem tego typu umowy. Nie przeginajmy z tym ładnym chwytem o egzaminie. Chodzi tylko o to, żeby powiedzieć rzetelnie jakie są ryzyka, żeby klient mógł na spokojnie ocenić czy chce je wziąć na siebie (czyli z pełną świadomością). Podpis pod różnego typu oświadczeniami potwierdzają jedynie to, że klient je podpisał. Jeśli poprzez dowody zostanie wykazane co innego, to oświadczenie to ma taką samą moc jak moje, że jestem królem świata. Jeśli jakieś pojęcia, szczególnie te specjalistyczne są stosowane w umowie, to ich wyjaśnienie powinno znaleźć się w treści umowy, a to właśnie… Czytaj więcej »

Art
Gość
Art

Bank zachował się nieetycznie, natomiast klient zachował się głupio. Podstawowa zasada brzmi: nie podpisuj jeżeli nie rozumiesz. Zawarcie umowy, której się nie rozumie, jest jak podpisanie umowy, której się nie przeczytało.

mmm777
Gość

`… wszyscy doskonale zapamiętali — że to powód był dobrze zorientowany w transakcjach walutowych, mimo, że bezsporne jest, iż wcześniej takich produktów, jak proponował mu pozwany, nie nabywał’
Klient zdaje się, że rozumiał…

Art
Gość
Art

Cytujesz pracowników banku, zaś ustalenia sądu są zgoła odmienne, czyli że klient nie rozumiał na co się godzi.

Olgierd Rudak
Gość

Ad vocem, bo o tym nawet jest w moim tekście:

Z zeznań świadków wynika nadto, że pracownicy banku mieli niewielką wiedzę na temat proponowanych powodowi produktów. Gdy zeznawali nikt nie pamiętał szczegółów, a jedynie — co z kolei wszyscy doskonale zapamiętali — że to powód był dobrze zorientowany w transakcjach walutowych

czyli mogło być tak, że człowiek coś tam wiedział, w dodatku opierał się (nie chciał tej umowy!), ale go podeszli (na wakacjach) — ściemniając.

Art
Gość
Art

Dlatego właśnie uważam, że bank zachował się nieetycznie, a klient zachował się głupio. Zresztą zauważ, że klient próbował „uchylić się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu”, a sąd uznał to za nieskuteczne, czyli okoliczność wakacji itp. nie miała tu decydującego znaczenia.

b52t
Gość
b52t

Co do zasady zgoda. Jednak: bank (jego pracownicy, dla prowizji, bo przecież nie z miłości) nęcili gościa, sprzedawali mu – prawdopodobnie – złote góry, więc ten dał się zwieźć i podpisał głupio tę umowę, przeczytawszy coś tam uprzednio o samych opcjach.

maho
Gość
maho

czy rozumiesz wszystkie umowy które zawierasz?

Art
Gość
Art

Jeżeli coś przeczytam i nie zrozumiem, to nie podpisuję. Czasami jednak popełniam grzech wyrywkowego czytania, bo brak mi czasu lub samozaparcia do przeczytania dokładnie wszystkiego co usługodawca przygotował w długiej na kilometr umowie. Nie zwalnia mnie to jednak z odpowiedzialności i w razie kłopotów mogę mieć pretensje jedynie do siebie. Dlatego zawarcie umowy, której się nie rozumie, porównać można do podpisania umowy, której się nie czytało. W praktyce jest to kwestia ryzyka. Gdy przedmiot umowy ma małą wartość, to mogę sobie pozwolić na lekkomyślność, ale nie gdy chodzi o opcje walutowe na ponad milion złotych.

Olgierd Rudak
Gość

Zwłaszcza, że żargon stosowany w pewnych branżach niekoniecznie musi mieć przełożenie normatywne. Rozśmiesza mnie czasem jak widzę (w słowniczkach w umowach) definicję kodeksu cywilnego lub definicję dnia wolnego, ale już nawet dość powszechnie używane pojęcia (dochód, zysk) warto definiować.

Art
Gość
Art

Bank dał ciała jeżeli chodzi o poinformowanie klienta o ryzyku, ale te trzy pierwsze punkty (rzekome powody przegranej banku) odnoszą się do istoty opcji walutowych, a nie do polityki informacyjnej banku. Albo rednacz źle nam streścił uzasadnienie wyroku, albo sąd okazał się równie niekompetentny co bank. Wyjaśniam: „znaczna rozbieżność konsekwencji dla stron w zależności od charakteru zmian wartości waluty” oraz „brak równości stron co do ryzyka poniesienia straty” to istota wszelkich kontraktów opcyjnych! Nie trzeba znać szczegółów umowy lub znaczenia anglosaskich terminów, by wiedzieć czym jest opcja. Otóż sam fakt, że nabywca opcji ma jedynie prawo (nie obowiązek!) jej realizacji… Czytaj więcej »

Olgierd Rudak
Gość

Linka do wyroku faktycznie nie dałem (już uzupełniłem), ale teraz i tak nie działa strona…

Tak czy inaczej na pewno chodzi o to, że bank sprzedaje produkt, którego tak naprawdę nie wyjaśnia (nie informuje klienta w żaden sposób jaka jest jego istota), zaś sama w sobie umowa jest nieczytelna i niezrozumiała (nawet dla pracowników banku). Na tym ma się opierać brak ekwiwalentności świadczeń stron.

Dokładny cytat z uzasadnienia znajdę jak tylko Ziobro włączy serwer.

Olgierd Rudak
Gość

„W wyroku Sądu Najwyższego z dnia 19 września 2013 r., I CSK 651/12, trafnie zostało przyjęte, że ustalenie okoliczności świadczących o niezachowaniu zasady ekwiwalentności świadczeń obu stron umowy opcji, w szczególności wskutek zastosowania asymetrycznych nominałów opcji put do call w stosunku 2/1 na korzyść banku nie musi świadczyć o jej nieważności ze względu na naruszenie zasady swobody umów z art. 353 1 k.c. Jej zakres, jak zaznaczono, obejmuje bowiem możliwość naruszenia równości kontraktowej przy ustaleniu świadczeń obciążających strony, podkreślone jednak zostało, że granicą, której przekroczenie wiąże się z konieczności uznania umowy za nieważną, jest przyjęcie w treści umowy takich zapisów,… Czytaj więcej »

Art
Gość
Art

OK, wygląda na to, że nie były to typowe opcje i że ich dziwaczność polegała na tym, że nie mogły spełniać funkcji hedgingowej (zabezpieczającej) dla klienta banku (choć niewykluczone, że spełniały taką funkcję dla banku). Mój sprzeciw budzi to, że według sądu funkcja spekulacyjna (hazardowa) tych opcji jest niezgodna z naturą tego rodzaju transakcji. Nawet okoliczności zawarcia umowy świadczą o tym, że klientowi nie chodziło o redukcję ryzyka kursowego w jego działalności gospodarczej, bo w takiej sytuacji klienta nie tylko nie trzeba długo namawiać, ale wręcz klient sam chodzi od banku do banku z prośbą o zabezpieczenie jego importu lub… Czytaj więcej »