Ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście

Gwoli przypomnienia, bo ten przepis jest nagminnie olewany, a o nieszczęście nietrudno:

  • prowadząc automobil zawsze mamy obowiązek sygnalizować każdy skręt, nawet skręt w prawo (art. 22 ust. 5 PoRD) — nawet jeśli wydaje się, że skręt w prawo z korka, celem „przeskoczenia” via stacja benzynowa nie jest skrętem;

ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście

Ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście jest obowiązkowe przy skręcie w drogę poprzeczną (art. 27 ust. 5 PoRD), (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


  • jeśli skręt następuje w drogę poprzeczną, obowiązkiem kierującego pojazdem — każdym pojazdem — jest ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście, który jedzie na wprost po drodze dla rowerów (art. 27 ust. 1a PoRD);
  • definicja ustąpienia pierwszeństwa to nic innego jak powstrzymanie się od ruchu, jeżeli ruch mógłby zmusić innego kierującego do zmiany kierunku lub pasa ruchu albo istotnej zmiany prędkości, a pieszego — do zatrzymania się, zwolnienia lub przyspieszenia kroku (art. 2 pkt 23 PoRD) — nie jest zatem ustąpieniem pierwszeństwa chamskie poganianie klaksonem rowerzysty;
  • jeśli się zdarzyło (a zdarzyć może się każdemu), warto przeprosić, choćby kiwnięciem ręką — natomiast nie ma co uciekać samochodem, bo uciekające (!) auto nie ma szans w wyścigu z normalnym wysportowanym rowerzystą przez tę stację benzynową;
  • nie ma co kręcić, że użycie klaksonu było odpowiedzią na bluzg, który „odczytało się z ust rowerzysty” (!) — kierowca ma patrzeć na drogę, nie na usta rowerzystów, zaś sygnał dźwiękowy może być użyty tylko w przypadku niebezpieczeństwa (art. 29 ust. 1 PoRD) — no dobrze, chyba że podejdziemy do tego w ten sposób, że lebiega spowodowała niebezpieczeństwo, a później ostrzega przed samym sobą;
  • nie ma też co kręcić, że rower jest nieoświetlony (ja o tym akurat nie tylko piszę, ale się też stosuję, por. Obowiązkowe oświetlenie roweru: co ma prawo do lampek rowerowych) — a jak sie okazało, że Olight S10 jest na miejscu, bajdurzyć, że „się nie widziało” (bo się patrzy dookoła, także przy skręcie);
  • jak już rower dogania auto, nie ma co się pietrać — nie każdy rowerzysta to marksistowski terrorysta — i nie ma co w panice próbować manewrować.

Z dedykacją dla brodatego młodzieńca w Skodzie Octavii na tablicach DZL, który o mało mnie wczoraj po 17.00 nie ściął — a później pojechał na Kozanów. Wstydź się!

77 comments for “Ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście

  1. 27 stycznia 2016 at 02:45

    To ja mam trudne pytani.
    Kto ma pierwszeñstwo:

    a) auto skręcające z drogi głównej w poprzeczną
    b) rowerzysta skręcający z drogi rowerowej w poprzeczną (w ruchu ogólnym).

    • Borek
      27 stycznia 2016 at 07:34

      Twoje pytanie rozumiem tak (koryguj jeśli źle):
      – samochód jedzie drogą, obok której jest droga dla rowerów – na skrzyżowaniu postanawia skręcić w drogę poprzeczną przez którą poprowadzono przejazd dla rowerów, powiedzmy że w prawo,

      – rowerzysta jedzie wspomnianą drogą dla rowerów i na wspomnianym przejeździe postanawia z niego zjechać, aby dalej podążyć drogą poprzeczną, powiedzmy że również w prawo.

      Kierowca skręcając i tak musi ustąpić pierwszeństwa rowerzyście widząc, że ten wjeżdża na PDR. Ponieważ kierowca samochodu nie ma szans zauważyć wyciągniętej prawej ręki rowerzysty – sygnału że ten chciałby skręcić na tym przejeździe w prawo na jezdnię (co akurat nie wiem czy jest dozwolone, ale zakazu nie znalazłem) – to musi założyć, że rowerzysta normalnie przejeżdża. Nie widzę podstaw by to potraktować jako włączenie się do ruchu, tudzież by kierowca samochodu miał szansę tak ocenić ten manewr, więc puszcza rower przodem. Zresztą i tak go pewnie zaraz wyprzedzi. Najważniejsze, żeby się nie pozabijali.

      Gdyby wprowadzić inne kombinacje kierunków jazdy obu prowadzących (rowerzysta nadjeżdża z naprzeciwka a nie „zza pleców”, skręca w lewo, kierowca skręca w lewo) to zawsze wyjdzie albo tak, że kierowca widzi sygnał rowerzysty ale i tak w momencie „spotkania” rowerzysta jedzie nadal prosto przez PDR, albo w ogóle nie zachodzi kolizja torów jazdy. Osobiście trochę mnie mierzi że jest tak szerokie pole do przeróżnych interpretacji tych przepisów, ale myślę że lepiej będzie ostro edukować wszystkich uczestników ruchu (i ja mówię o edukacji w postaci np. dawania dobrych przykładów, a nie mandatów) niż regulować prawnie każdy jeden najdrobniejszy manewr.

      • 27 stycznia 2016 at 09:14

        > Nie widzę podstaw by to potraktować jako włączenie się do ruchu, tudzież by kierowca samochodu miał szansę tak ocenić ten manewr, więc puszcza rower przodem.

        A jednak wjazd z DDR na jezdnię jest włączaniem się do ruchu — art. 17 ust. 1 pkt 3a — czyli cyklista ma obowiązek zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa.

        Czyli mamy taką sytuację, że automobil ustępuje pierwszeństwa rowerowi, bo ten jest przecina (przynajmniej z perspektywy kierowcy), zaś rowerzysta ustępuje pierwszeństwa samochodowi — bo włącza się do ruchu.
        Nomen-omen oznacza to pewnego rodzaju kolizję (na szczęście nie kolizję drogową), gdzie dobrą odpowiedzią jest — rozsądek.

        Ja-jako-rowerzysta w takich sytuacjach przepuszczam auta (chyba że jest taki sprytny wjazd z DDR na jezdnię, we Wrocławiu znam 1 takie miejsce:

        http://bit.ly/1PD5kpN

        • b52t
          27 stycznia 2016 at 09:34

          Ta rozjechana cegła wygląda dość wymownie w tym miejscu.
          A sam, ten, wjazd jest bardzo dobrze wyprofilowany i trzymając się prawej krawędzi można, przy samochodach osobowych, wjechać bezkolizyjnie. Niemniej skręt szyi przy włączaniu się/zjeździe z DDR jest.

        • Borek
          27 stycznia 2016 at 20:31

          Oj, pozwolę sobie być w kontrze – wspomniany przepis dotyczy zjazdy z DdR na jezdnię, a omawiamy sytuację gdzie rowerzysta zjeżdża z PdR. PdR nie jest zaś fragmentem DdR tylko powierzchnią jezdni (lub torowiska) przeznaczoną do przejeżdżania przez rowerzystów. Zatem znajdując się na PdR rowerzysta formalnie jest już na jezdni i do tego jest już uczestnikiem ruchu.

          Ja wiem, że to nie jest zdrowe myślenie i jako nie-rowerzysta i zapalony kierowca pojazdów silnikowych powinienem raczej głosić pogląd przeciwny, niemniej tak widzę przepisy. Mam tylko nadzieję, że tym tekstem nie zacisnę pętli na własnej szyi…

          • 27 stycznia 2016 at 20:53

            Pytanie dotyczyło DDR :)

            Natomiast PDR oczywiście jest częścią jezdni zatem mięśniojazd poruszający się tamże podlega wszelkim regulacjom „jakby był duży” — i tu już art. 27 ust. 1a PoRD oczywiście nie ma zastosowania.

            Uważam, że także przy „niknięciu” PDR rower powinien ustąpić pierwszeństwa automobilom, ale nie wynika to z włączania się do ruchu lecz z zasady „puszczam skoro zmieniam pas”. Skoro mój pas niknie, to muszę zmienić pas, więc puszczam pojazdy na tamtym pasie.

            • Borek
              28 stycznia 2016 at 08:01

              No właśnie trochę inaczej interpretuję przecięcie DdR (takiej oddzielonej od jezdni) z „drogą poprzeczną” – innej opcji niż poprowadzenie przejazdu dla rowerów nie widzę. Musimy też uważać co rozumiemy jako PdR bo ja się teraz trochę pogubiłem – Przejazd czy Pas dla rowerów? :D

              • 28 stycznia 2016 at 08:45

                Przejazd. I tylko przejazd jest „kolizyjny” w rozumieniu art. 27 ust.1a PoRD — pas dla rowerów (w tym sensie pisałem PDR) powinien być obsługiwany jak każdy inny pas ruchu dla pojazdów.

      • 30 stycznia 2016 at 23:18

        #Borek, spoko to działa do czasu, gdy kierowca i rowerzysta mają ten sam kierunek i zwrot. Problem, pojawia się, gdy rower jedzie z naprzeciwka, bo wtedy kierowca jest w stanie dostrzec sygnały rowerzysty.

  2. Robal
    27 stycznia 2016 at 08:14

    Zdecydowanie powinno być odwrotnie. Rowerzysta powinien ustąpić pierwszeństwa samochodom skręcającym i przecinającym przejazd dla rowerów. Bo rowerzysta łatwiej może zauważyć samochód (ma go przed sobą!) niż kierowca, który musi rozglądać się, szczególnie w prawo do tyłu, aby zobaczyć czy coś nie jedzie ścieżką. A przy obecnej konstrukcji samochodów (im noeszy tym ma mniejsze okna….) jest to trudne.

    • b52t
      27 stycznia 2016 at 08:44

      Dobry żart tymfa wart.

    • 27 stycznia 2016 at 09:06

      Słuszna racja.
      Ale należy rozwinąć: samochód miejski przepuszcza kompakty, które przepuszczają klasę średnią, które przepuszczają klasę wyższą, które przepuszczają TIR-y.
      Gdzieś w to należy zmieścić średnie SUV-y (raczej nie powinny przepuszczać kompaktów) i większe SUV-y (chyba należałoby je traktować jak auta klasy wyższej).

      • ajax
        27 stycznia 2016 at 15:37

        Kogo w takim razie powinien przepuszczać poruszający się po jezdni samolot? Może pytanie wygląda kretyńsko, ale spotkałem się z czymś takim przy lotnisku w Alexandrupolis przed kilku laty i ze zdziwienia mało nie wjechałem do strumienia przy samej drodze

        • 27 stycznia 2016 at 15:52

          Zależy jaki samolot. Jakiś Dżambo jest jak słoń, więc pewnie ma tyle praw co słoń. Dla odmiany awionetka niech ucieka nawet przed rowerem.

          Ale niechby się pojawił A-10… przed nim wszyscy się będą rozstępować (którzy rozpoznają).

          • Borek
            27 stycznia 2016 at 20:34

            A-10 raczej trudno pomylić z czymkolwiek innym. A jeśli ktoś pomyli… no one will un-BRRRRRRRT him. ;)

            • 27 stycznia 2016 at 20:59

              A ponieważ nie wszyscy Czytelnicy mogą być w temacie, zapraszamy na krótki filmik instruktażowy:

              • 30 stycznia 2016 at 23:21

                Ostatnio czytałem fajną opinię. Iż w przetargu na nowe ciężki śmigłowce bojowe polska wojsko powinno kupić (nawet używane) A-10 :>

            • ajax
              27 stycznia 2016 at 22:31

              :-D and „Hasta la vista baby”

          • ajax
            27 stycznia 2016 at 22:28

            tzw dyspozycyjny wielkości mniej wiecej Cessny Corsair’a

      • Robal
        27 stycznia 2016 at 15:38

        Jak się nad tym tak poważnie zastanowisz to nie jest głupie.
        Generalnie to rowerzysta powinien BARDZIEJ uważać bo to ON jest bardziej narażony na uszkodzenie i śmierć w przypadku kolizji/zderzenia z samochodem. Proste, logiczne i zgodne z instynktem samozachowawczym. Który jest systemowo i z premedytacją niszczony przepisami.
        Jadąc rowerem przez przejazd rowerowy zwalniam i UPEWNIAM się, że kierowca mnie widzi. Bo to leży w MOIM interesie. Kto lepiej zadba o moje bezpieczeństwo niż ja sam? Na pewno nie inni, którzy mają swoje problemy i mają mnie, ogólnie rzecz biorąc, gdzieś.
        Nie mam problemu z ustąpieniem pieszym przechodzącym przez przejście ( ale nie przebiegającym!). Mam problem ze ścieżkami rowerowymi, bo rowerzyści poruszają się dużo szybciej a widoczność ze środka samochodu jest ograniczona, szczególnie po skosie do tyłu. Także dla bezpieczeństwa rowerzystów to oni powinni ustąpić samochodom.

        No. :)

        • 27 stycznia 2016 at 15:51

          Oczywiście, że zdroworozsądkowy rowerzysta powinien mieć oczy wokół głowy (i nie tylko). Natomiast przekładanie tego do prawa oznaczałoby, że każdy kierowca auta miałby najłatwiejszą w świecie wymówkę w „starciu” z rowerzystą — on nie widział, bo nie musiał, bo to rower MUSI uważać.

          Ja zaś uważam, że uważać musi ten, kto może zrobić większą krzywdę (samemu będąc bezpiecznym) — to takie jakby przełożenie art. 436 kc na język prawa o ruchu drogowym.

          • ajax
            27 stycznia 2016 at 22:35

            O ile dobrze zrozumiałem turecki odpowiednik kodeksu drogowego, to pieszy potrącony na jezdni [oczywiście tureckiej] jest sprawcą. Choćby był na pasach i zielonym. Ale może to tylko takie moje male rozumienie wynużeń miłego tureckiego policjanta przez misia o bardzo małej znajomosci tureckiego. W każdym razie piesi czują tam respekt przed samochodami, a kierowcy życzliwie przepuszczają pieszych. I odbywa się to z uśmiechem i bez wszechobecnej w Najjaśniejszej agresji
            To tak jako ciekawostka. Zresztą jest i druga – rondo (bez dodatkowego oznakowania) w tymże kraju funkcjonuje jako skrzyżowanie równorzędne – obowiązuje reguła prawej ręki – parę razy się naciąłem – nie trąbili i jeszcze miejsce zrobili widząc obcokrajowca

            • ~
              28 stycznia 2016 at 15:00

              Rondo – bez znaku „ustąp pierwszeństwa” w Pol też jest jak skrzyżowanie równorzędne – było kiedyś takie jedno w Częstochowie, ale była masa wypadków i im przeszło.

              • 28 stycznia 2016 at 15:10

                Ale czy problemem ma być zasada prawej ręki czy dosłownie brak tego znaku?

                Bo ronda, gdzie jeden wjazd jest z pierwszeństwem ale inny już nie chyba mnie nie dziwią (ale teraz bym nie powiedział gdzie takie widuję we Wrocławiu — na pewno nie koło stadionu).

                O, jeszcze są takie klimaty:

                http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/670179,moj-reporter-dlaczego-rondo-przy-stadionie-olimpijskm-ma-tak-dziwna-organizacje-ruchu,id,t.html

              • ~
                29 stycznia 2016 at 06:45

                Problemem była inność ronda, bo brak znaku skutkował zastosowaniem reguły prawej ręki, czego normalnie na żadnym innym rondzie nie ma i co w rezultacie zaskakiwało kierowców.
                Niemcy to rozwiązali tak, że oba znaki – rondo i ‚ustąp…’ muszą zawsze być razem.

              • maho
                29 stycznia 2016 at 10:36

                a czy u nas nie ma też takiego (głupiego IMHO) rozwiązania?

              • ~
                29 stycznia 2016 at 15:32

                Nie wiem, jak teraz, ale kiedyś nie było – p. podany przeze mnie przykład Częstochowy.

                Głupiego? Hmmm… w sumie jednokierunkowość nitek autostrady też jest głupia, nudna i przewidywalna – dla urozmaicenia od czasu do czasu pojedźmy sobie pod prąd. Z uzasadnieniem, a jakże – bo zaspałem i zapomniałem zjechać.

                Tylko w Niemczech, przy tych ich „głupich” rozwiązaniach, liczba ofiar na drodze na milion mieszkańców jest 2 razy mniejsza, niż w Polsce.

              • maho
                29 stycznia 2016 at 16:35

                nie wiem dlaczego rondo, takie jakie stosuje się często w świecie stawiasz w jednym rzedzie z jazdą pod prąd autostradą.

                Uważam że ronda powinny być różne, raz takie – raz takie, w zależności od okoliczności. Znam kilka miejsc gdzie właśnie „wjeżdżający ma pierwszeństwo” by się lepiej sprawdzało. A w Częstochowie było wiele wypadków właśnie dlatego że ludzie nie nawykli że może być inaczej niż od dziada pradziada …

              • ~
                31 stycznia 2016 at 11:03

                Często w świecie? A gdzie? Niemcy – nie, GB – nie, Austria – nie, Szwajcaria – nie, NZ – nie. Podaj przykład, proszę.
                Nie wiesz, dlaczego łączę jazdę pod prąd autostradą i „rondo”? OK, tłumaczenie:
                piszesz, że „A w Częstochowie było wiele wypadków właśnie dlatego że ludzie nie nawykli że może być inaczej niż od dziada pradziada …”. Gdyby w Katowicach na A4 pozwolono cofać na autostradzie, też byłoby wiele wypadków „właśnie dlatego że ludzie nie nawykli że może być inaczej niż od dziada pradziada …”. Mogę do tego dołączyć jeszcze np. światła: gdyby w Poznaniu ustalono, że zielone znaczy „stój” a czerwone „jedź”, też byłoby „wiele wypadków właśnie dlatego że ludzie nie nawykli że może być inaczej niż od dziada pradziada …”. Dlatego.

                Na drodze liczy się przewidywalność. Dlatego nitki autostrady są jednokierunkowe, dlatego mają pasy do zjazdu i wjazdu, dlatego należy włączyć kierunkowskaz przy skręcie, dlatego czerwone znaczy „stój” nie tylko w Warszawie, ale również w Tokio. I dlatego rondo ma pierwszeństwo dla jadących rondem.

              • maho
                29 stycznia 2016 at 10:35

                O, to jest dobre. Nasz wyjątek od reguły (czyli znak http://static1.money.pl/i/moto/znaki/c12.gif występujący tylko i wyłącznie z http://static1.money.pl/i/moto/znaki/a7.gif ) został nazwany rondem klasycznym, a przecież ponoć rondo klasyczne, występujące często na świecie to jest właśnie rnak C-12 bez znaku A-7 i pierwszeństwo dla wjeżdżających.

                Wydaje mi się że w ogóle mamy w krwi to że jest ulica główna i ulice poboczne i że ulica główna ma pierwszeństwo. Tak jak na parkingach przy markecie, ludzie instynktownie dzielą ulice na szersze i węższe i po szerszych poginają jakby tam stał znak „droga z pierwszeństwem przejazdu”.

              • 29 stycznia 2016 at 10:43

                > Wydaje mi się że w ogóle mamy w krwi to że jest ulica główna i ulice poboczne i że ulica główna ma pierwszeństwo.

                Przy czym nie tyle „to” ile „ta” — „ta, którą właśnie jadę ja”. Większość kierowców uważa, że jeśli jedzie szerszą, to na pewno mają pierwszeństwo.

              • b52t
                29 stycznia 2016 at 11:45

                Zdecydowanie coś w tym jest. Szczególnie teraz w czasach ludzi przyspawanych do ekranów szmartfonów koncentracja na drodze i obserwowanie otoczenia leżą razem ze wspomnianym coraz rzadszym sygnalizowaniem manewrów.

              • 29 stycznia 2016 at 11:52

                A przykład, który obaj dobrze znamy: ul. Ścinawska od nasypu ku Poznańskiej — i wszystkie skrzyżowania z prawej. Ileż razy musiałem tam dość gwałtowanie przyhamowywać…

              • b52t
                29 stycznia 2016 at 11:59

                Ano, tak jeździć, szczególnie, tak tam są zastawione ulice i słabo widoczne skrzyżowania, to miłe zadanie. W sumie to dobre miejsce dla ludzików wyciągających odszkodowania.

              • maho
                29 stycznia 2016 at 15:39

                Raczej bym to wiązał z tym że można było zrobiwszy prawo jazdy, przez dekadę np. nie natknąć się na skrzyżowanie równorzędne. To i nie dziwne że ludność odwykła.

              • 29 stycznia 2016 at 15:59

                I ja tego braku równorzędnych skrzyżowań nie rozumiem.
                Uważam, że każde nie-pierwszorzędne skrzyżowanie powinno być równorzędne.

              • 31 stycznia 2016 at 07:58

                Wydaje mi się, że tego się nie robi — tj. nie dość, że rządzi sygnalizacja, to nawet na wypadek jej wyłączenia stawia się jakieś znaki z grubszymi i cieńszymi paskami.

              • b52t
                29 stycznia 2016 at 20:04

                Jak można było nie trafić na skrzyżowanie równoległe? Jak? gdzie?

              • sjs
                29 stycznia 2016 at 20:31

                No właśnie. W końcu równorzędnych jest na pęczki.

              • maho
                30 stycznia 2016 at 00:20

                Prawo jazdy zrobiłem w 96′, pierwsze świadomie zauważone przeze mnie skrzyżowanie równorzędne to jest rok 2005. Wcześniej nawet najmniejsze skrzyżowania wewn osiedla były co najmniej upstrzone znakiem „ustąp pierwszenstwa”. Fakt, ostatnimi laty jest coraz więcej skrzyżowań równorzędnych, ale to są co najwyżej właśnie skrzyżowania pod marketem (ostatnio już mniej) i skrzyżowania osiedlowe.

                A dziesięć lat wcześniej, kiedy robiłem kartę rowerową, *wydaje mi się* że skrzyżowanie dwóch głównych arterii komunikacyjnych mniejszego miasta było równorzędne. I że zdarzały się skrzyżowania równorzędne dróg krajowych trzycyfrowych.

              • sjs
                30 stycznia 2016 at 17:01

                Może kluczowe jest tu słowo „świadomie”? :)

                Albo w Twoim rejonie był jakiś szalony inżynier ruchu.

              • maho
                31 stycznia 2016 at 02:07

                Może, niestety nie znam metody na sprawdzenie czy tych skrzyżowań nie było czy tylko ich nie widziałem. Tak czy inaczej – rejon to Lublin i okolice a potem Poznań. I w rzeczonym poznaniu w połowie poprzedniej dekady zaczęły się pojawiać, jak pojedyncze wisienki na torcie, równorzędne skrzyżowania.

                A co do tego co jest teraz – może ktoś sfalsyfikować tezę że ważnych skrzyżowań równorzędnych nie ma i podać link do skrzyżowania które łączy jakieś większe drogi?

              • Mike
                31 stycznia 2016 at 20:56

                Z tym, że pierwszeństwo dla wjeżdżających jest wbrew logice, bo w takiej sytuacji można z łatwością rondo zakorkować na amen.

              • ajax
                3 lutego 2016 at 20:06

                Przyzwyczajenie. ;-)

        • 30 stycznia 2016 at 23:25

          I nic więcej w tym temacie:

      • Adam314
        29 stycznia 2016 at 12:17

        Nie zapominajcie o pojazdach, które mają nadpierwszeństwo: https://www.youtube.com/watch?v=BQEsFEUTEKk

  3. b52t
    27 stycznia 2016 at 08:55

    Miałem kiedyś lepszą sytuację. Plac Orląt lwowskich, do Podwala, jadę spokojnie prawym pasem po prawej stronie, stosując się do sygnalizacji świetlnej (przy czym jednocześnie denerwuje się i czuję jak frajer, bo światła na końcu Braniborskiej do Orląt są generalnie olewane przez innych rowerzystów). Pan, który jechał skrajnym lewym, przypomniał sobie(?), że chce jechać Tęczową, więc bez kierunkowskazu zmienia dwa pasy i przy tym obrtrąbił mnie, jadącego prawidłowo. Potem jadąc koło Dworca Świebodzkiego patrząc na mnie puka się w głowę, w odpowiedzi – autentycznie odruchowo – zobaczył mój środkowy palec.
    A temat olewania używania kierunkowskazów jest nagminny i widać to nie tylko znad kierownicy, ale też zza niej. Teraz nie stosuję zasady ograniczonego zaufania, ale założenia, że jadę przed kierowcą, który jest nieprzewidywalny. (Mimo to nie będę rzucał kamieniem, bo i mnie zdarza się zasygnalizować za późno, tudzież na ostatnią chwilę).

    • 27 stycznia 2016 at 09:23

      > A temat olewania używania kierunkowskazów jest nagminny i widać to nie tylko znad kierownicy, ale też zza niej.

      Ja bym powiedział, że przepis o kierunkowskazie w prawo ogólnie słabo się przyjął. Np. ludzie chętnie sygnalizują skręt przy wjeździe na rondo (niepotrzebnie), nie sygnalizują przy zjeździe z ronda (niewłaściwie) — ale czasem nie patrzą, że to, co w nazwie ma „rondo”, rondem nie jest (np. Rondo Reagana).

      • b52t
        27 stycznia 2016 at 09:29

        Np. Rondo Żołnierzy Wyklętych.
        Ronda to cały czas czarna magia dla kierowców.

        • 27 stycznia 2016 at 09:36

          A, fakt RŻW też — nieczęsto tam jeżdżę, nie pamiętałem. To miejsce nawet z daleka nie przypomina ronda.

          • b52t
            27 stycznia 2016 at 09:37

            Ale coś okrągłego na środku jest.

            • 29 stycznia 2016 at 11:53

              No dobra, mój błąd (logiczny):

              – rondo to rondo,
              – ruch okrężny to ruch okrężny.

              W tym ujęciu rondo to twór architektoniczny, wokół którego może ale nie musi być puszczony ruch okrężny.

              • b52t
                29 stycznia 2016 at 14:29

                Nie chodziło mi o to, żeby wykazać moją rację, ale, nawiązałem to tego przeświadczenia, że dla ludzi fragment jezdni, gdzie jedzie się po okręgu, to rondo (popr. skrzyżowanie o ruchu okrężnym) bez względu na znaki.

              • 29 stycznia 2016 at 19:07

                Nigdy nie mam problemu z P.T. Komentatorami dowodzącymi swej racji :)

      • b52t
        27 stycznia 2016 at 09:37

        I tak po prawdzie, to są różne szkoły sygnalizowania kierunku jazdy na rondach. Jedni podają, żeby przy wjedźcie sygnalizować inni, że dopiero zjazd.

        • 27 stycznia 2016 at 09:53

          Do mnie przemawia stanowisko, że wjazd na skrzyżowanie z ruchem okrężnym nie jest zmianą kierunku czy pasa, który uzasadnia włączenie migacza. Ale fakt, że włączenie migacza nie jest olbrzymim błędem — nawet jeśli jest zbyteczne, to nie powinno nikogo zmylić (chociaż sam na własne oczy widziałem niedawno auto, które na rondzie pojechało w lewo…)

          Nb. to jest ciekawe:
          http://www.prawko-kwartnik.info/ronda.html

      • Borek
        27 stycznia 2016 at 20:51

        Jeszcze mniej osób ma pojęcie, że „rondo” w ogóle nie występuje w prawie o ruchu drogowym, a „skrzyżowanie o ruchu okrężnym” jest jakkolwiek określone wyłącznie w definicji znaku C-12. To już więcej jest pomysłów jak się na nim poprawnie poruszać, a najbardziej mnie bawią te z rozwijaniem ronda w serię skrzyżowań T. ;)

  4. Adam314
    29 stycznia 2016 at 12:19

    Jestem ciekaw dlaczego sz. Rednacz nie podaje pełnego numeru rejestracyjnego? W tym przypadku ustawa o ochronie danych osobowych chyba nie obowiązuje. Są nawet serwisy gdzie można znaleźć wyczyny kierowców z pełnym numerem.

  5. b52t
    18 lutego 2016 at 09:54

    Dzisiaj jadąc do pracy miałem okazję praktycznie zapoznać się z problemem z tego artykułu. Skrzyżowania ul. Braniborskiej z ul. Strzegomską i pl. Strzegomskim – ja jadący prosto na zielonym, pan skręcający z pl. Strzegomskiego na ul. Strzegomską. Ja go widziałem, jak dwa samochody, które zdążyły przejechać, on mnie – nie. Na szczęści mój mózg zadziałał lepiej niż mózg kierowcy i skończyło się na lekkim odrapaniu jego lusterka i moich nerwach. I właśnie dlatego nie muszę pijać kawy z rana.

    • 18 lutego 2016 at 10:02

      Ach, te skręty, to zawsze taka trudna sprawa jest…

      • b52t
        18 lutego 2016 at 10:22

        Ano, ale Pan był w nerwach nie mniejszych niż ja.
        Wina jego, że odpuścił sobie obserwowanie, skoro był na kolizyjnym. Widać nawet światła nie pomogą.
        Choć może gdybym na wierzchu miał pomarańczowy soft shell, który miałem pod kurtiełką w cammo, to miałby utrudnienie w niewidzeniu. Z drugiej strony pisząc tak traktuje siebie blisko do kobiety, której zarzuca się, że gwałt był wynikiem jej „prowokującego” ubioru (ale ubiór to jedyny punkt wspólny w tym zdaniu, nie sytuacja). Jakby patrzył to by widział, nie przejeżdżałem mu pod lusterkiem.

        • maho
          18 lutego 2016 at 15:07

          Z tym patrzeniem i widzeniem to nie takie proste i nie zawsze jedno się przekłada na drugie. Np. kilka dni temu, na rondzie spotkałem się z rowerzystą. Było ciemno, on miał kilka migających lampek, które widziałem ale dłuższą chwilę (ok. 2 sek) zajęło mi zinterpretowanie widoku, że to coś migające to jest rowerzysta tuż tuż niedaleko mnie.

          Dzięki Bogu nie byliśmy na kolizyjnym kursie.

          • b52t
            18 lutego 2016 at 15:40

            Wieczór, czy noc to trochę co innego (sam wczoraj w obcym mieście, gdzie było słabe oświetlenie wyprzedzałem dwóch rowerzystów), tu był dzień, widno, bez mgły, tylko zachmurzenie. Jechałem prostą. Gość nie popatrzył dokładnie, jeśli w ogóle to zrobił, to istotnie przede mną i za mną było akurat pusto. Ale tak, faktem jest, że czasem trudno. Jeszcze gorzej – a to widziałem z pozycji pasażera – jak inteligentny rowerzysta, jadący czarnym rowerem, w czarnym ubraniu, na nieoświetlonej drodze powiatowej, popyniał nocą, bez jakiegokolwiek odblasku czy światła. Jakby dostał, to pretensje mógłby mieć tylko do siebie.

          • b52t
            18 lutego 2016 at 15:54

            I tak swoją drogą, rowerem poinam kilkanaście, może 20 km/h, nie jest to prędkość ścigacza, którego istotnie można nie zobaczyć jak mknie przez drogi mając gdzieś ograniczenia.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.