On-One Groove Armada: zębatka rowerowa po 17 tys. kilometrów (4 zęby wyrwane po 4 latach jazdy)

Chociaż moja afektacja ku cyklizmowi nie ma nic wspólnego z miłością, niech będzie, że dzień Św. Walentego jest dobrym dniem na nieoficjalną zapowiedź sezonu rowerowego (oczywiście nadal przypominam, że prawdziwi twardziele nie spadają z roweru tylko przez to, że śnieg i mróz).


On-One Groove Armada

Zębatka rowerowa On-One Groove Armada straciła 4 zęby w ciągu 4 lat dość ciężkiej jazdy. To naprawdę fenomenalny wynik! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zanim jednak przyjdzie czas na kolejne testy sprzętu rowerowego (por. On-One Inbred 29er oraz test opon Schwalbe Kojak) — dziś krótka pokazówka: tak oto prezentuje się zębatka On-One Groove Armada po ok. 17 tys. kilometrów.
(Dla porównania obok na zdjęciu taki sam egzemplarz, ale nowy — czyli o regulaminowej liczbie 16 zębów; używka jest lżejsza o cztery zęby, czyli po jednym na każdy rok jazdy ;-)

A skoro to test, to godzi się rozwinąć wątek w choćby jednym akapicie: chociaż to na pewno nie jest produkt dla miłośników totalnego odchudzania roweru, to w przedbiegach wygrywa trwałością i odpornością na trudne warunki jazdy (i zaniedbania serwisowe). Rzecz w pancernej, stalowej konstrukcji oraz bardzo szerokim pierścieniu opierającym się na bębenku piasty — założenie do singla pojedynczego trybu z rozebranej kasety wydaje się prostym sposobem na zdekapitowanie bębenka. Dość rzec, że skoro ów promienisty uśmiech uszczuplił się o cztery ząbki — po jednym za każdy rok ciężkiej jazdy — to chyba śmiało mogę polecić Groove Armadę miłośnikom Hattoriego Hanzo i innych prostych lecz skutecznych rozwiązań.

(Nb. nie wierzcie fotografii: obecnie do mojego mieszczucha trafił podobny produkt, ale w wersji o 14 ząbkach — większa prędkość, ale też i większe siły… zobaczymy. Ta nowiutka szesnastka musi jeszcze troszkę poczekać.)

I dla jasności, bo pewnie wśród P.T. Czytelników są tacy, którzy myślą, że „dobry rower ma 27 przerzutek”, a lepszy nawet więcej — ta zębatka służyła w rowerze typu singiel, bo do miasta przerzutka w ogóle nie jest potrzebna.

A poza tym nadal się zastanawiam na ile układ 2-3 takich zębatek, choćby z łańcuchem przekładanym palcem, wystarczałby się do rekreacyjnego kulania po podwrocławskich łąkach… Ale to już całkiem inna historia.

14 comments for “On-One Groove Armada: zębatka rowerowa po 17 tys. kilometrów (4 zęby wyrwane po 4 latach jazdy)

  1. Mateo-Biker
    14 lutego 2016 at 15:43

    Nie rozumiem tych 2-3 zębatek i łańcucha z palcem w ostatnim akapicie. Wyjaśnisz?

  2. b52t
    14 lutego 2016 at 20:24

    4250 km na jedną zębatkę. No, ale poza tym co coś więcej o tej zębatce?
    Nowa po 9,99 pałndów, czyli też nie drogo.

    • 15 lutego 2016 at 09:12

      … na jeden ząbek :)
      Poza tym trudno coś powiedzieć o zębatce używanej w singlu — mocna, trwała, ma bardzo wysokie ząbki, łańcuch nie spada.

      • b52t
        15 lutego 2016 at 10:01

        Tak, ząbek, czeski błąd.
        No, i to są jakieś informacje.

  3. maho
    15 lutego 2016 at 09:49

    > bo do miasta przerzutka w ogóle nie jest potrzebna.

    Kiedyś też tak myślałem (no z grubsza – uważałem że w mieście potrzebne mi są 2, góra 3 przełożenia), jednak moje kolana mnie wyprowadziły z błędu.

    • 15 lutego 2016 at 09:58

      Więc albo lubisz się spieszyć albo masz często pod górkę ;-)

      Kiedyś jeździłem na przełożeniu 32:16, było fajnie i nawet w lekkim terenie rower dawał radę. Później zmieniłem na 36:16 i tu już teren odpadł. Dziś pojechałem na 34:14… i co z tego, że średnia przelotowa wzrosła mi o 10% (aż strach się bać co będzie jak założę Kojaki…) — skoro tak się wkurzyłem, że chyba wieczorem założę blat 32T. Wolę jednak miękką jazdę, z wysoką kadencją, a średnia przelotowa 20 km/h całkowicie mnie satysfakcjonuje.

    • b52t
      15 lutego 2016 at 10:05

      Ostatnio też kolana dają się ze znaki, ale nie wiążę tego tylko z rowerem, bo przecież jeżdżę na nim od dłuższego czasu, a ostatnio przerwę miałem 2,5 tyg., ale mam wrażenie, że problemem może być (1) zaniedbany, a zatem stawiający większy opór sprzęt, (2) może muszę coś pokombinować z ustawieniem siodełka, (3) czynniki sezonowe, bo jak się miało w młodości chore kolana, to wczesny quasi-artretyzm może wychodzić co jakiś czas, szczególnie w mieście tak podmokłym i wilgotnym jak Wrocław.

      • 15 lutego 2016 at 10:20

        > szczególnie w mieście tak podmokłym i wilgotnym jak Wrocław

        I teraz czas na tę urban-legend, jak to pruski urzędnik co 5 lat miał przeniesienie, właśnie ze względu na niesprzyjający klimat miasta ;-)

        • b52t
          15 lutego 2016 at 10:37

          A tej leganedy to nie znałem.
          Żyję tutaj kilka lat, a lata w naszej polskiej Kalafiornii to okropieństwo wilgoci, dobrze, że z komarami (chwilowo) poradzono sobie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.