Jak to jest z tym „zwykłym przepraszam to za mało” — i zadośćuczynieniem — w kontekście nieusunięcia przez bank informacji o spłaconym długu z BIK (I CSK 868/14, I ACa 2267/15)

Czytaliście niedawno w Wyborcza.biz o wyroku Sądu Najwyższego, zgodnie z którym bank, który omyłkowo nie wykreśli z BIK spłaconego zadłużenia, to „w takim przypadku zwykłe „przepraszam” ze strony banku już nie wystarczy” — bo „klient może żądać odszkodowania i zadośćuczynienia” (por. Bank się pomylił? Niech płaci!). Ja czytałem — i tak jak Samcik prześwietla różne oferty, postanowiłem prześwietlić ów wyrok.

Zatem dzisiejsze pytanie brzmi następująco: jakie konsekwencje poniesie bank, który nie usunie z BIK informacji o nieistniejącym już długu? Czy SN rzeczywiście postanowił, że „zwykłe przepraszam” to za mało, przez co klient dostanie i odszkodowanie, i zadośćuczynienie? (Bazując na wyroku Sądu Najwyższego z 11 lutego 2015 r., I CSK 868/14 — oraz wydanego w jego następstwie wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 10 grudnia 2015 r., sygn. akt I ACa 2267/15).


bank bik bzwbk

Fota czysto ilustracyjna. Nie chodziło o ten bank, chodziło o inny bank. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawy miały następujący przebieg: ex-klient banku wystąpił z pozwem o zapłatę zadośćuczynienia (5,8 tys. złotych) i odszkodowania (4,2 tys. złotych) za naruszenie dóbr osobistych (godności, prywatności) oraz (nieokreślonych co do treści) przeprosin — a naruszenie miało polegać na nieusunięciu z BIK informacji o zadłużeniu z dawno spłaconej karty kredytowej. Wysokość dochodzonego odszkodowania powód uzasadniał m.in. utratą zdolności kredytowej, wskutek której powód nie mógł wziąć pożyczki na zakup sprzętu komputerowego za 4 tys. złotych (słowem bank miał zapłacić tyle pieniędzy, ile powód miał zapłacić za komputer).
Zdaniem banku roszczenie było bezzasadne: wprawdzie informacja o spłaconym zadłużeniu nie została usunięta z BIK po uregulowaniu należności, to jednak stało się to zaraz po wpłynięciu reklamacji. Natomiast ponieważ nieprawdziwa informacja nie skutkowała utratą zdolności kredytowej, do naruszenia dóbr osobistych w ogóle nie doszło.

Sąd I instancji zasądził od banku na rzecz powoda symboliczne 100 złotych odszkodowania (za koszty uzyskania raportu z BIK, koszt korespondencji oraz koszty związane z reklamacją; podstawą był art. 415 kc). Nie podzielono jednak poglądu, iżby delikt ten oznaczał także naruszenie dóbr osobistych powoda, ponieważ „informacje zawarte w BIK nie wpływają na sposób postrzegania człowieka w społeczeństwie z punktu widzenia moralnego”. Zdaniem sądu nieusunięcie informacji o długu (270 złotych) i limicie kredytowym (4900 złotych) nie narusza czci powoda; a nawet jeśli ktoś tak myśli, to bezzwłoczne usunięcie informacji z BIK po wpłynięciu reklamacji powoduje, że roszczenie o zadośćuczynienie (art. 448 kc) nie przysługuje.
Odmówiono też przyznania odszkodowania za brak uzyskanej korzyści (lucrum cessans) w postaci niezapłacenia ceny za niekupiony komputer.

Powód apelował do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, ale było w II instancji dokładnie nie wiemy — bo wzmiankowanego w uzasadnieniu wyroku z 19 listopada 2013 r., (sygn. akt I ACa 823/13) po prostu nie ma. Na szczęście ślady sprawy znajdujemy w uzasadnieniu wyroku Sądu Najwyższego z 11 lutego 2015 r. (I CSK 868/14) — wynika z niego, że w apelacji jako podstawę obowiązku zapłaty odszkodowania wskazano art. 430 kc, jednak poza tym przyjęto, że wcześniejszy wyrok był prawidłowy (zatem apelację oddalono).

Skargę kasacyjną od tego wyroku (od części, w której odmówiono ochrony niemajątkowej — z uzasadnienia wynika, że spór o odszkodowanie został zakończony ugodą pozasądową) wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując, że dane dotyczące umowy kredytowej są objęte równocześnie tajemnicą bankową, a także podlegają ochronie jako dane osobowe — zatem z przepisów o zachowaniu szczególnej staranności w przetwarzaniu danych osobowych wynika obowiązek ich prawidłowości, adekwatności i zgodności z prawem przetwarzania.

Sąd Najwyższy przyjął, że bank nie aktualizował danych w BIK przez kilka miesięcy, przez co inne banki mogły wziąć powoda za niesolidnego klienta — i odmówić mu udzielenia kredytu — więc doszło do naruszenia godności jednostki poprzez wytworzenie przekonania o niesolidności i nierzetelności (w oczach instytucji sprawdzających w BIK). Powodowi przysługuje więc uprawnienie do żądania podjęcia działań o charakterze niemajątkowym wynikających z art. 24 kc.

Spór wrócił zatem do sądu II instancji, który tym razem doszedł do przekonania (związany orzeczeniem SN, art. 398(20) kpc), iż żądania w części, która dotyczyła ochrony niemajątkowej — „godności, prawa do prywatności i autonomii jednostki” — były trafne.

I tu jest kolejny ciekawy zwrot akcji: okazuje się, że dopiero podczas powtórnego rozpoznania sprawy przed sądem II instancji dostrzeżono, że powód, ani w pozwie, ani później, nie określił treści przeprosin od banku (sic!) — uczynił to dopiero na żądanie sądu, w czerwcu 2015 r. (i to nie jest przytyk pod adresem powoda, to jest przytyk pod adresem sądów, że nie widziały dość konkretnego błędu). A ponieważ strony ugodziły się co do treści przeprosin, to sądowi nie pozostało nic innego jak przyklepać takie ustalenia, z tą jednak różnicą, że chociaż powód oczekiwał zarówno publikacji przeprosin na stronie internetowej banku jak i przysłania ich listownie do domu, stanęło na tym, że bank będzie musiał wyłącznie wysłać list podpisany przez osoby uprawnione do jego reprezentacji.

W wykonaniu wyroku z dnia 10 grudnia 2015 r., wydanego przez Sąd Apelacyjny w Warszawie w sprawie I ACa 2267/15, (…) Bank (…) S.A. z siedzibą w W. — jako następca prawny S. A. (SA) w P. oddział w Polsce — przeprasza Pana R. Ż. i wyraża ubolewanie za naruszenie jego dóbr osobistych, w tym godności, oraz narażenie na przykrości i niezasadne rozczarowania w związku z błędnym przetwarzaniem danych osobowych R. Ż. w Biurze Informacji Kredytowej S.A.

Podsumowując: sprawdzenie wyroków potwierdziło, że tekst na Wyborcza.biz to Radio Erewań:

  • SN nie orzekł, że „zwykłe przepraszam to za mało” — wręcz przeciwnie: wyrok SN mówi, że oprócz symbolicznej stówki odszkodowania należą się jeszcze przeprosiny (których sądy niższych instancji odmówiły);
  • jednak nawet takie orzeczenie SN nie skutkuje, że powód dostanie wszystko czego chciał — oczekując m.in. przeprosin na stronie internetowej banku, powód musi zadowolić się listem przysłanym w kopercie do domu;
  • całe odszkodowanie, które powodowi udało się uzyskać to… 100 złotych — bo taką szkodę udało się wykazać (koszty uzyskania raportu z BIK, koszt korespondencji oraz koszty związane z reklamacją).

PS Dzisiejszy tekst dedykuję tym, którzy myślą, że na zwalczaniu zła można się wzbogacić, bo w amerykańskim filmie przyznali wielomilionowe odszkodowanie, więc w Polsce też puści się w skarpetkach.

23 comments for “Jak to jest z tym „zwykłym przepraszam to za mało” — i zadośćuczynieniem — w kontekście nieusunięcia przez bank informacji o spłaconym długu z BIK (I CSK 868/14, I ACa 2267/15)

  1. b52t
    2 marca 2016 at 10:00

    5,2 k zł, w tej sprawie, raczej trudno uznać za chęć wzbogacenia się, ale intencje są jak najbardziej słuszne – ludzie za bardzo chcą zamerykanizować polskie prawo.

    • 2 marca 2016 at 11:58

      Skoro sąd nie zasądził, to pewnie chodziło o „dolegliwą symbolikę” ;-)

      Natomiast w ogólności widać, że sądy naprawdę trzeźwo podchodzą do różnych finansowych żądań w zakresie zadośćuczynienia krzywdzie. Pełnomocnicy nie muszą być szczęśliwi, ale dobrze, żeby poszkodowani mieli tego świadomość :)

      • b52t
        2 marca 2016 at 12:15

        Akurat w tym konkretnym przypadku, czytając o tym już wczoraj, miałem mieszane uczucia, bo przecież, dobrym imieniem przedsiębiorcy jest też to (czy raczej przede wszystkim), że jest rzetelny, że poprawnie realizuje swoje zobowiązania, a zatem, że płaci w terminie, nie ma zaległości, które wymagają podjęcia jakiś większych działań. Stąd, bycie wpisanym do BIK jako dłużnik, z której informacje mogą pobierać nie tylko banki i instytucje finansowe (proszę mnie poprawić jeśli się mylę, czytałem ustawę, ale pod innym kątem), a jako informacja nieprawdziwa może godzić w dobre imię osoby fizycznej będącej przedsiębiorcą. Też kwota żądania nie byłe niebotycznie wysoka. Być może przy odpowiedniej argumentacji dałoby się wybronić takiego stanowiska i w sądzie.

  2. Adam314
    2 marca 2016 at 12:42

    Jaką realną wartość mają przeprosiny wysłane listem do poszkodowanego i to wskazujące, że są wymuszone przez sąd? Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której poszkodowany mógłby ich użyć celem skompensowania błędnej (i już skorygowanej) informacji o nim w BIK.

  3. Żuraw
    2 marca 2016 at 23:21

    A ja uważam, że w sporze mały żuczek kontra wielkie korpo, jeżeli sąd przyznaje żuczkowi rację, to wielkie korpo powinno bulić tyle, żeby tą sumę odczuli. Tylko dlatego, żeby tak radośnie nie dymali milionów innych małych żuczków.

    • 3 marca 2016 at 08:59

      Ale to jest socjalistyczna sprawiedliwość (a może chrześcijańska „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”).

      Mnie się natomiast wydaje, że każdy powinien płacić za realne zdarzenie — realną szkodę, etc. Bo stosując tę samą logikę ale abarot’ — zwróć uwagę, że np. jazdy internautów po korpo mogą je kosztować miliardy. To co, ma internauta za złośliwy komentarz płacić setki milionów?

      • 3 marca 2016 at 09:00

        W sprawie ważne jest też to, że się pomylili (zapomnieli), ale jak im zwrócono uwagę, to nie było ściemniania, lecz od razu błąd został naprawiony. Jest to inny przypadek niż np. firmy, która olewa zgłoszenie problemu (casus skanu dowodu osobistego opisywany parę dni temu).

      • b52t
        3 marca 2016 at 10:08

        Pytanie czy jazdy po Wielkich Korpo są uzasadnione czy wyssanymi z palca bredniami pijanego idioty. Jeśli prawda, to co najwyżej można oburzać się na formę. Jeśli brednie – ścigać.
        Natomiast czy Wielkie Korpo powinny płacić więcej niż jedynie realna szkoda czy też udowodnione lucrum cessans? Niewątpliwie mieszanie celów prawa cywilnego (wyrównanie) i prawa karnego (kara, prewencja) jest sprzeczne z istotą. Jeśli chcemy karać Wielkie Korpo to od tego jest UOKiK. Co prawda przy takich kompetencjach i zakresie ingerencji jaki ma ten organ, sprawa jednostki zginie i nie będzie takiego oddziaływania na to konkretne Wielkie Korpo. Mam też wrażenie, że pewne kary są wliczone w koszty, wykalkulowane, spodziewane, przewidywane, wpisywane w biznesplan danej jednostki, produktu (w branży finansowej tak się dzieje), zatem nie obejdzie ich taka zwykła kara, bo jej wysokość jest niższa niż zyski. Czyli jak dla mnie powinno zostać zmienione coś, tak, żeby Wielkie Korpo nie mogły olewać sobie naginanie swojej pozycji, ale to raczej przez UOKiK. Niekoniecznie poprzez sądy cywilne, bo to istotnie będzie nabijać nieuczciwie kabzę osobom, które nie koniecznie powinny na tym zyskiwać, a na pewno prawnikom.
        Z drugiej strony jest bicz, który na ogół zostawia drobne rany (ludzie dość szybko zapominają; co z pewnością też jest wykalkulowane) – media, które opisują takie sprawy.

        • 3 marca 2016 at 10:40

          Jazdy bywają uzasadnione, niemniej należy mieć staranność w rozróżnieniu zdarzenia i skutku. BIK może być bolesny, ale zważywszy, że bank się raz-dwa wycofał to zgadzam się, że sprawa ma nieco inny kształt.

          Natomiast w ogólności uważam, że nie byłoby sprawiedliwe patrzeć na sankcję/odszkodowanie przez pryzmat „bogatemu — dużo, biednemu — mało” (kazać, bo dać to odwrotnie ;-) Zawsze liczyć powinna się realna szkoda, także UOKiK powinien brać pod uwagę nie jakieś obroty za roki ubiegłe, lecz np. intensywność naruszenia — inaczej jeśli na 100 osób, inaczej jeśli na 100 tys. osób, etc.

          Ale jeśli każda z tych osób ma szkodę na 100 zł, to obliczenia też są łatwe 100 x 100 =/= 100 x 100000.

          • 3 marca 2016 at 10:47

            Natomiast jak ten Katon powiem: nie dopuszczać do tworzenia takich molochów. Nie zgadzać się na skupowanie jak leci. (Inna sprawa, że ten akurat bank to żaden moloch, a karta kredytowa to AURA, którą wydawano w sieciach sklepów jako plastik do systemów ratalnych — i stąd duża liczba „przekrętów”, bo z produktu korzystali klienci, którzy generalnie o kartach płatniczych mają pojęcie ujemnie zerowe ;-)

            • b52t
              3 marca 2016 at 11:21

              Co prawda to fakt, ale te giganty już tak urosły i mają taki wpływ na władzę (czasem eufemizm: lobbowanie), że chyba tylko przewrót ludowy mógłby to zmienić ;-)

            • b52t
              8 marca 2016 at 10:14

              Gdzieś na marginesie rozmowy o tym jakie powinny być kary.
              technologie.gazeta.pl/internet/7,104530,19733463,apple-stworzylo-kartel-wraz-z-wydawcami-wspolnie-zawyzali-ceny.html#MTstream
              Oczywiście z tego tekstu nie sposób wywiedzieć się jaki jest sposób wyliczania kary, ale wynika z niego, że jest powiązanie ze szkodą jaką ponieśli konsumenci. Ale znów, to tylko odszkodowanie bez dodatkowych kwestii, bo i trudno o nie w takiej sprawie.

              • 8 marca 2016 at 11:25

                No z tym, że odszkodowanie powinno być równe poniesionej szkodzie trudno dyskutować. Jeśli jednak sankcja nie będzie wiązać się z naprawieniem szkody, a zyska na tym tylko jakiś budżet — a zapłacą de facto klienci — to jest to właśnie jeden z tych schematów działania regulatorów, który mi się nie podoba.

              • b52t
                8 marca 2016 at 12:04

                Mowa o kosztach, które zgniłe jabłuszko ma zapłacić na rzecz dep. skarbu US of A?
                Toż to wygląda na koszty zastępstwa, które tam są zdaje się sky-is-the-limit. A przy wps 450 mnl. $ te 20 wygląda niemal jak nasze 5% wpisu (co też może być rozwiązaniem).
                W kontekście tej firmy – ona i tak zarabia ponad miarę na tym co robi, a przynajmniej ponad miarę logiki i racjonalności, bo szapoba za umiejętności marketingowe.

              • 8 marca 2016 at 12:13

                Cóż, tylko w gospodarce niedoboru marketing się nie liczy — poza tym wygrywa się zwykle najlepszym marketingiem. A decyzje ludzkie nieczęsto są bardzo racjonalne.

              • b52t
                8 marca 2016 at 12:28

                Niewątpliwie. Stosy książek napisano na temat tego jak bardzo nieracjonalni są ludzie przy wielu wyborach. Tę nieracjonalność wykorzystują oczywiście marketingowcy. Mimo szydery szczerze podziwiam zgniłe jabłuszko za taki właśnie marketing, wielu chciałoby zbudować swoją pozycję równą niemal pozycji kościoła (tego czy innego wyznania) i mieć takie przywiązanie klientów. W przypadku ważny jest też pożyczany design (przegrana sprawa ze Szwajcarami, pożyczki od Brauna).

          • b52t
            3 marca 2016 at 11:24

            Czyli jednak wykalkulowanie tego jakie można ponieść straty, porównanie tego do spodziewanego zysku; jeśli przewidywany zysk większy niż przewidywane kary – robimy ludzi w bambuko.
            Natomiast jestem zdania, że UOKiK powinien mieć prawo do stosowania kar o charakterze prewencyjno-wychowawczym, to czy wysokość kary jest słuszna przedsiębiorstwa mogą, w razie wątpliwości ustalać na drodze sądowej.

  4. RYBY
    3 marca 2016 at 10:18

    Oj Panie RedNacz! Ależ mi Pan narobił zamieszania w głowie.
    Tekst o banku > zdjęcie placówki BZWBK > a w wyroku „… Bank … SA z siedzibą w W.”
    Dopiero po chwili, jak zacząłem od początku, to doczytałem podpis pod zdjęciem.
    Mogą Pana mecenasy bankowe ciągać za wprowadzanie w błąd i szarganie opinii ;-D

    • 3 marca 2016 at 10:51

      Muszę cyknąć parę nowych zdjęć generyczno-rodzajowych, pamiętam :) Ale pogoda słaba, szkoda błony :)

  5. TenFacet
    3 marca 2016 at 13:33

    Czy w takim razie, w tego typu sprawie jest realna szansa na uzyskanie finansowego odszkodowania o jakiejś sensownej wartości? Nie chodzi mi o to wzbogacanie się i wygrywanie milionów na błędzie korporacji, tylko o to jaką właściwie wartość mogą mieć te straty, jak np. nieudzielenie kredytu, bo ‚bik’? Czy można to jakoś wycenić?

    Dzięki za prześledzenie sprawy nieco głębiej niż ‚po dziennikarsku’.

    • 3 marca 2016 at 13:49

      Szkoda będzie miała taką wartość, jaką ją poniesiesz :) Generalnie odszkodowanie nie służy wzbogacaniu się (IMHO nie dotyczy to ubezpieczenia majątkowego, bo tam dopuszczalne jest nad-ubezpieczenie).

      Prościej jest wykazać „zniszczenie” czy też „uszczuplenie tego co mam” (damnum emergens) — miałem rower, nie mam roweru, muszę kupić nowy rower. Jeśli do tego poniosłem jakieś wydatki (jechałem tramwajem), to też.

      Gorzej z szkodą w postaci nieosiągniętej korzyści (lucrum cessans) — tu oczywiście nie wystarczy hipotetyczne zdanie „kupiłbym komputer, dzięki któremu założyłbym konto w banku, więc mógłbym kupić totka i wygrał milion” albo „mogłem napisać książkę, za którą wydawca zapłaciłby mi milion”.

      Natomiast czymś jeszcze innym jest zadośćuczynienie (za szeroko pojęte „krzywdy moralne”). I tu się okazuje, że marzenia o 10 tys. złotych za jakieś bzdety należy włożyć między bajki. Płaci się za realne rzeczy: pozbawienie wolności, długotrwałe i celowe zniszczenie reputacji (ogólnie ciemiężenie).

      Każdy tekst poświęcony spamowi kończy się pytaniami o możliwość wyciągnięcia odszkodowania. Zawsze wtedy mam pytanie: ale co cię naprawdę złego spotkało przez to, że musiałeś skasować niechcianą wiadomość? jaką krzywdę poniosłeś? jakie wydatki z tym związane masz?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.