Pech a uchybienie terminu na złożenie wniosku o uzasadnienie wyroku

Takie przypadki godzi się omawiać tylko o 13.13, w piątek 13 — zaraz sami zobaczycie dlaczego. A będzie o tym czy wywołana pechem dwumiesięczna niemożność dodzwonienia się do sądu może być przesłanką do wnioskowania o przywrócenie terminu na złożenie wniosku o uzasadnienie wyroku? (na bazie postanowienia NSA z 21 marca 2013 r. (II GZ 114/13).

Sprawy miały się następująco: Krajowa Rada Radców Prawnych odrzuciła wniosek kandydata o wpis na listę radców prawnych. W toku postępowania odwoławczego prawnik złożył do WSA skargę na uchwałę odmawiającą wznowienia postępowania w sprawie tego wpisu, skarga została oddalona (wyrok WSA w Warszawie z 2 października 2012 r.VI SA/Wa 856/12)

Już 11 grudnia 2012 r. prawnik złożył wniosek o doręczenie tego wyroku z uzasadnieniem — i równocześnie złożyć wniosek o przywrócenie terminu do dokonania tej czynności.

Skarżący argumentował przy tym, iż do uchybienia terminu doszło wskutek odległości dzielącej miejscowość, w której zamieszkuje, od siedziby sądu: nie mógł przyjechać na rozprawę, która była 2 października, zatem od października do listopada 2012 r. wielokrotnie próbował się dodzwonić do sądu (bezskutecznie), zarazem „pozostawał również w uzasadnionym przekonaniu, że sentencja wyroku wydanego pod nieobecność skarżącego na rozprawie będzie doręczona z urzędu, bowiem wynika to z przepisów prawa i doświadczenia zawodowego skarżącego, zatrudnionego na stanowisku asystenta sędziego w sądzie karnym” (sic!). Po jakimś miesiącu prawnik doszedł do przekonania, że skoro nie dostał żadnego pisma, to wyroku na pewno nie ma. Co ciekawe mimo tegoż przeświadczenia 2 grudnia 2012 r. wysłał do sądu zapytanie listelowe, na które sąd odpowiedział 4 grudnia 2012 r. — o czym aplikant dowiedział się 6 grudnia 2012 r. (sic!).

WSA niestety odmówił przywrócenia terminu na złożenie wniosku o uzasadnienie wyroku — warunkiem skutecznego przywrócenia terminu jest bowiem brak winy w uchybieniu tego terminu, tymczasem w tej sprawie nie zaszło nic więcej jak niezachowanie należytej staranności przy prowadzeniu własnych spraw. Poza tym zdaniem sędziów w świetle doświadczenia życiowego niemożliwe jest, by ktoś nie mógł się dodzwonić do sądu przez bite dwa miesiące, zarazem wezwanie na rozprawę wraz z pouczeniem zostało mu prawidłowo doręczone — zaś sam wyrok nie został mu doręczony z urzędu z tego względu, iż został ogłoszony na rozprawie.

Aspirujący do togi wniósł zatem do NSA zażalenie: skoro przez dwa miesiące bezskutecznie próbował się dodzwonić do sądu, to nie można powiedzieć, że brak winy nie jest uprawdopodobniony. Co więcej „jako asystent sędziego jest osobą o nieskazitelnym charakterze i nieposzlakowanej opinii, a wszystkie okoliczności niniejszej sprawy jednoznacznie wskazują, iż dołożył należytej staranności w prowadzeniu swoich spraw. Nie mogąc dodzwonić się do Sądu być może padł ofiarą szczególnego pecha, lecz to nie oznacza, że nie mógł mu się ów pech przydarzyć”.

Niestety, NSA nie podzielił jego stanowiska: prawnik powinien był w sposób wiarygodny uprawdopodobnić istnienie przesłanki wskazującej na brak winy w uchybieniu terminu (uprawdopodobnienie to nie jest przy tym dowodem, lecz jego ekwiwalentem). W takim przypadku przez brak winy rozumie się wykazanie, iż obywatel dopełnił maksymalnej staranności przy dokonywaniu czynności procesowej — natomiast sąd nie jest związany twierdzeniami wniosku.

Skoro tak, to skarżący rzeczywiście nie uprawdopodobnił braku winy w niedochowaniu terminu na złożenie wniosku o uzasadnienie wyroku. Twierdzenie o dwumiesięcznej niemożności skontaktowania się z WSA w Warszawie uznane zostało za gołosłowne, zwłaszcza, że można było ustalić inny numer telefonu, adres poczty elektronicznej lub numer faksu. Odczekanie aż 2 miesięcy od znanej daty wyrokowania na podjęcie efektywnych działań świadczy o przekraczającym wszelką miarę braku staranności.

Tak oto nie ma precedensu, pech nadal nie trafił na listę przyczyn, które można podać w standardowym wniosku o przywrócenie terminu na dokonanie czynności procesowej.
Co za pech!

13 comments for “Pech a uchybienie terminu na złożenie wniosku o uzasadnienie wyroku

  1. b52t
    13 maja 2016 at 14:01

    czyli słowem kluczem w wyszukiwarce orzeczeń było „pech”.

    • 13 maja 2016 at 14:20

      Tak, to z okazji dzisiejszego święta :)

      • b52t
        13 maja 2016 at 14:27

        To jest jeszcze klika w wyszukiwarce orzeczeń administracyjnych. ;-)

  2. ajax
    13 maja 2016 at 16:32

    Olgierdzie to nie pech w piątek 13-tego. To TY! z pełną świadomością znęcasz się nad nami małymi żuczkami z premedytacją podkopując resztki wiary w sądownictwo ;-) i w depresję nas wszystkich wpędzasz.
    Skoro asystent sędziego prezentuje taką wiedzę o prostej w końcu procedurze dotyczącej ogłaszania wyroku to nie tylko ręce i macki opadają. Taka osoba miałaby wyrokować? Wolałbym rzut monetą – daje większe szanse na rozsądny wyrok

    • b52t
      13 maja 2016 at 19:56

      Asystent sędziego „jedynie” może przygotowywać projekty uzasadnień do wyroków i postanowień.

      • ajax
        14 maja 2016 at 10:34

        Gdy jest asystentem tak. Ale zakładam w sposób dorozumiany, że nie był to ostatni etap jego aspiracji. Dość logiczny przebieg kariery prawniczej po rozpoczęciu aplikacji sędziowskiej: stażysta->asystent->sędzia, stąd zastosowałem skrót myślowy. Przypuszczałem, że dość zrozumiały, ale widocznie nie wyraziłem wystarczająco jasno.

        • 14 maja 2016 at 13:35

          asystent->radca prawny :)

        • b52t
          15 maja 2016 at 18:12

          ino w tym przypadku ktoś aspirował do bycia radcą prawnym.

          • ajax
            16 maja 2016 at 17:32

            Nie doczytałem. Ale reszta pozostaje jak była. Przy takim „radcy” też i ręce i macki opadają. A gdybym był pracodawcą z takim „radcą” to też zamiast wysyłać go do sądu wolałbym rzucać monetą. Miałbym te 50% na wygraną

            • b52t
              17 maja 2016 at 09:12

              Ale to nie jest nic zaskakującego. Ostatnio znajoma radca opowiadała mi jak w mieście wojewódzkim, w którym mieszka i pracuje, chciała zatrudnić aplikantkę III roku aplikacji radcowskiej. Chciała. Aplikantka nie odróżniała SN od TK (sic!). Popularyzacja dostępu na aplikacje o ile należy oceniać dobrze, bo zakończyliśmy etap, gdy 9/10 kandydatów do dzieci lub bratanice, to sito powinno być gęste, żeby odsiać tych, którzy nie nadają się do zawodu.

              • ajax
                17 maja 2016 at 20:09

                „Ale to nie jest nic zaskakującego”.
                Zgadzam się.
                To jest bardzo smutne do jakiego poziomu dochodzimy. Niedługo pewnie będzie doktorat z mycia podłóg, czy habilitacja z sortowania nieczystości (tłumaczę na polski: segregacja śmieci)

    • 14 maja 2016 at 06:59

      Być może stąd biorą się Twoi procesowi purpuraci — tj. tamci są na tyle sprytni, że jednak im się udaje włożyć togę na grzbiet :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.