Podszywanie się pod adwokata

A teraz coś z nieco innej beczki: czy podszywanie się pod adwokata, w celu bezprawnego wydębienia od innej osoby wyimaginowanego roszczenia, może naruszać dobra osobiste tego prawnika? Co jednak jeśli nie chodziło o posłużenie się czyjąś tożsamością, lecz wybór imienia i nazwiska był całkowicie przypadkowy? (na podstawie wyroku Sądu Apelacyjnego z 17 lutego 2016 r., sygn. akt I ACa 1559/15).

Rzeczy miały następujący przebieg: pewna pani nabrała przekonania, że jej mąż ma romans z inną panią. A ponieważ wszystko wskazuje na to, że była równie nierozsądna co mściwa, założyła fałszywe konto na przypadkowe nazwisko A.C., po czym zaczęła — podpisując się jako pełnomocnik-adwokat — pisać do swej wyimaginowanej rywalki: że wskutek zdrady małżeństwo się rozpadło, że musi się leczyć, że rzekoma kochanka męża musi zapłacić 20 tys. złotych za jej leczenie („unikając rozgłosu i afery proszę o wpłacenie odszkodowania w kwocie j.w. na konto z dopiskiem — „dobrowolna wpłata na leczenie”), bo jak nie to powiadomi jej męża i dyrektora szkoły (do męża też pisała, jako „A.C. aplikant adwokacki”).

Adresatka tych listeli oburzyła się, że jakaś adwokatka lub aplikantka adwokacka posługuje się oszczerstwami w celu wyłudzenia pieniędzy, odszukała więc kancelarię, w której faktycznie pracowała aplikanta o nazwisku A.C. Zadzwoniła więc do jej patrona — i zrobiła się afera: chociaż prawniczka wszystkiego się wyparła, patron zapowiedział, że jeśli dyskwalifikująca sprawa się nie wyjaśni, będzie musiał się z nią rozstać, a do tego czasu odsunął ją od pracy, nie dopuszczał do rozmów z klientami, a w środowisku była pytana „co nawywijała”. Wszystko to spowodowało u aplikantki stres i traumę (m.in. bała się o egzamin z etyki), wypadały jej włosy, traciła na wadze, miała problemy z koncentracją, wycofała się z życia towarzyskiego.

Co ciekawe usiłowaniem wyłudzenia tych 20 tys. złotych zajęły się organy ścigania, które wszystko raz-dwa ustaliły — w tym to, że sprawczyni „w chwili popełnienia zarzucanego jej przestępstwa miała ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznania znaczenia czynu i do pokierowania swoim postępowaniem” (słowem: takie było u niej wzburzenie wyimaginowaną zdradą męża…) — jednak w ramach mediacji zobowiązała się do zapłaty aplikantce 7,5 tys. złotych zadośćuczynienia.

Na tym nie koniec, bo aplikantka wytoczyła także powództwo o ochronę dóbr osobistych i zadośćuczynienie, które zostało w znacznej mierze uwzględnione. Sąd wskazał, że z punktu widzenia naruszenia dóbr osobistych aplikantki nie ma znaczenia, że zazdrosna żona wymyśliła to nazwisko, skoro „trafiła” w autentycznie istniejącą osobę. Natomiast bezprawność działania nie podlega kwestionowaniu: żądanie zapłaty 20 tys. złotych byłoby oceniane w środowisku adwokatów jako wysoce nieetyczne, nielicujące z zawodem — tak zresztą korespondencję odebrał patron aplikantki i inne osoby, które dowiedziały się o sprawie.
Zważywszy natomiast na to, że naruszenie dóbr osobistych miało charakter zawiniony (art. 448 kc) — świadczy o tym posłużenie się cudzymi personaliami dla wyłudzenia pieniędzy jest działaniem sprzecznym z zasadami współżycia społecznego oraz świadczy o negatywnym stosunku do naruszonego dobra (prywatności, dobrego imienia osoby) — żądanie zapłaty zadośćuczynienia zostało uwzględnione — sprawczyni kłopotów ma zapłacić aplikantce 16,5 tys. złotych.

Nie ma przy tym znaczenia stwierdzona w postępowaniu karnym ograniczona poczytalność pozwanej, niezależnie bowiem od tego czy sąd cywilny jest związany ustaleniami sądu karnego w tym zakresie, ustalenia w zakresie wyłączenia odpowiedzialności karnej (art. 31 kk) nie pozwalają na postawienie znaku równości z wyłączeniem świadomości albo swobody (art. 425 kc nie przewiduje możliwości zmniejszenia stopnia poczytalności).

Słowem: masz problem, idź do prawnika, ale nie wyciągaj go z kapelusza jak Filip z konopi…

20 comments for “Podszywanie się pod adwokata

  1. 6 maja 2016 at 08:46

    Jak to często u Olgierda, wyczytuje się z tekstu więcej, niż on pisze :)

    ‘założyła fałszywe konto na przypadkowe nazwisko A.C.’ ‘do męża też pisała, jako „A.C. aplikant adwokacki”’

    ‘faktycznie pracowała aplikanta o nazwisku A.C.’

    Średnio wierzę w przypadkowość…

    ‘ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do rozpoznania znaczenia czynu ’
    Gdyby napadła na konkurentkę i ją obiła – to uważałbym okoliczności za usprawiedliwiające.
    Ale żądanie pieniędzy? Eeee…

    • 6 maja 2016 at 08:56

      Sąd II instancji nie dał wiary tej przypadkowości utrafienia w nazwisko. Niemniej takie było twierdzenie pozwanej.

      • b52t
        6 maja 2016 at 09:06

        Bo i gdyż twierdzenia podczas rozprawy można używać dowolnie, choć i tutaj można naruszyć dobra osobiste. A twierdzenie, że pszypadeg co do zasady trudno obalić, ale też i trudno potwierdzić.
        Ale sprawa ciekawa, można by zrobić z tego odcinek serialu. Może nawet pociągnąć jako wątek poboczny przez parę odcinków jakiegoś serialu pseudo-prawniczego.

        • 6 maja 2016 at 09:28

          Myślę, że po prostu sąd nie miał podstaw by uwierzyć w aż taki przypadkowy przypadek — wyszedł z założenia, że babka pogóglowała, coś tam wyłowiła, coś tam napisała.

          Inna sprawa, że skoro szła na pieniądze, to być może mąż w ogóle miał jej już dość…

          • b52t
            6 maja 2016 at 09:44

            Toteż właśnie pójście w pszypadeg w dobie Internetów (z siedzibą w Warszawie) jest mało wiarygodny.

      • maho
        6 maja 2016 at 11:35

        Jeżeli dobrze pamiętam anegdotę, to Bolesław Prus będąc reporterem jakiejś gazety, zmyślał różne zdarzenia typu „sołtys ukradł kurę”. Traf chciał że trafił na personalia i miejsce zamieszkania kogoś prawdziwego i tenże go przyszedł do redakcji obić.

        • 6 maja 2016 at 11:56

          Ciekawe czy szukał Bolesława Prusa czy Aleksandra Głowackiego ;-)

  2. Adam314
    6 maja 2016 at 11:19

    Ciekawe czy na podstawie takiego działania mąż ma szanse na rozwód z winy żony. Gdybym napisał w pozwie o rozwód „utrata zafania do żony jako do osoby odpowiedzialnej i praworządnej” – jak sąd oceniłby taki pozew?

    • 6 maja 2016 at 11:27

      Mogę tylko gdybać (na rozwodach nie znam się nawet teoretycznie) ale popełnienie przez żonę przestępstwa z niskich pobudek — próba wyłudzenia i oszustwa (choćby i w stanie pomroczności jasnej) — to chyba dobra przesłanka do żądania rozwodu.

  3. Janek
    9 maja 2016 at 10:26

    Oj, a ja bym dodał, że chyba tej Pani nieco zaszkodziła przegrana w sprawie karnej. Trzeba było nie przegyrywac karnej, zrobić z siebie wariatkę (wtedy? chwilowa niepoczytalność itp.) i nawet mogła by mieć męża w szachu, że jak się rozwiedzie to będzie jej rente płacił… słowem poszła do słabego prawnika na początku lub prawnik jej nie doradził skutecznej drogi (ciekawe czemu…)

    Nie lubię prawników – pojedynczy prawnik bywa OK, ale sumarycznie większość to dupki.

    • 9 maja 2016 at 10:51

      Nie lubię prawników – pojedynczy prawnik bywa OK, ale sumarycznie większość to dupki.

      Dupkowatość nie może wynikać z ew. sumaryczności zjawiska ;-) Przyznam, że zdarza się czasem pewne parcie na manierę (może i sam nie jestem od tego wolny?), ale znam wielu prawników i chociaż zdarzają się i dupki, są też fajni ludzie :-)

      • b52t
        9 maja 2016 at 11:18

        Smutna prawda jest taka, że studia + praktyka w zawodzie może nieco zlasować głowę i prawnikom zdarza się mieć o sobie za wysokie mniemanie, tudzież traktować ludzi z góry.
        Ale wciąż to nie wszyscy.

    • ajax
      10 maja 2016 at 20:25

      Ja z kolei raczej lubię. Zwykle jako osoby, niejednokrotnie tez jako przedstawicieli palestry.
      Bardzo lubię (schadenfreude, a co złośliwy jestem a „Nic tak nie cieszy jak cudza bezmyślność” – T Urban) gdy zaczynają pisać głupoty wynikające z niewiedzy. Jeszcze bardziej, gdy jedna głupota przeczy drugiej głupocie. Zwłaszcza tuż obok siebie. Mam wtedy niemałą satysfakcje, gdy wykazuję takie sytuacje posługując się prostą logiką i równie prostą fizyką (zwykle wystarcza na poziomie szkoły podstawowej). Miny i barwy (pąsy, purpury, niekiedy karminy wypływające spod oblamowania togi) bywają wspaniałe. Odgłosy dziwnie tłumionego parskania od strony Wysokiego Sądu też maja swój ogromny urok .
      Niestety, zdarza się to coraz rzadziej – zwykle gdy pojawiają się jakieś „młode wilki”

      • b52t
        10 maja 2016 at 22:36

        Ale młode wilczki w purpurze, to po lewicy i prawicy najjaśniejszego, czcigodnego wysokiego sądu?

        • 11 maja 2016 at 07:44

          Tuszę, że chodzi o purpurę nachodzącą na zieleń lub błękit.

          • b52t
            11 maja 2016 at 09:23

            Młodzi tak mają, że bywają za bardzo przejęci swoją rolą. ;-)

            • 11 maja 2016 at 09:32

              To chyba troszkę jak w tytule („podszywanie się”) ;-)

              • b52t
                11 maja 2016 at 09:33

                To ktoś ich przejmuje. ;-)

          • ajax
            11 maja 2016 at 20:39

            „statystyka” z pamięci: zieleń (tendencja malejąca), błękit (tendencja ostatnio wzrastająca – taki jeden ubezpieczyciel z zagramanicy ;-)), czerwień (rzadkość, częściej przebija zmęczenie, wypalenie, sztampowość)

        • ajax
          11 maja 2016 at 20:34

          Zwykle w ławach stron. Ostatnio jakby przesuwa się na stronę pozwanego ubezpieczyciela, choć i po stronie powodowej też bywało. Kiedyś nawet usłyszałem, że pismo procesowe „pisałem szybko na kolanie”. (sic)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.