Adwokat odpowiada za przegrany proces klienta tylko jeśli można mu zarzucić brak należytej staranności

Stary temat: czy pełnomocnik procesowy (adwokat, radca prawny) może odpowiadać za to, że przegrał proces klienta? Jak ocenił sąd w omawianym dziś orzeczeniu: tylko jeśli można mu zarzucić brak należytej staranności rozumiany jako zachowanie sprzeczne z przepisami — a także jeśli ta przegrana sprawa w ogóle rokowała.

wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 19 lutego 2016 r. (I ACa 1230/15)
Do stosunku zastępstwa prawnego, jaki powstaje na podstawie umowy pomiędzy pełnomocnikiem „z wyboru” a jego klientem, należy stosować przepisy kc o zleceniu, bowiem celem działania pełnomocnika nie jest uzyskanie oczekiwanego przez stronę rezultatu, ale działanie z zachowaniem należytej staranności. Niedochowanie przez pełnomocnika należytej staranności, przez co należy rozumieć postępowanie w sprawie oczywiście sprzeczne z przepisami mającymi zastosowanie albo z powszechnie aprobowanymi poglądami doktryny lub ustalonym orzecznictwem znanym przed podjęciem czynności stanowi podstawę przewidzianej w art. 471 kc odpowiedzialności za nienależyte wykonanie zobowiązania.

Orzeczenie zapadło w następującym stanie faktycznym: klient pozwał swojego adwokata o odszkodowanie w wysokości przeszło 300 tys. złotych — za nienależyte wykonywanie obowiązków pełnomocnika procesowego. Chodziło o brak wniesienia apelacji od wyroku, błędną informację o dacie otrzymania wyroku z uzasadnieniem, a także brak zaangażowania się w sprawie i wysyłanie na rozprawy substytutów — czego konsekwencją było niewykazanie okoliczności wyłączających odpowiedzialność członka zarządu z art. 299 ksh.

Zdaniem pozwanego adwokata powództwo powinno być oddalone: po pierwsze zaprzeczył, iżby wskazał błędny termin do wniesienia apelacji, a po drugie strony ustaliły, że apelować będzie inny pełnomocnik powoda.

W toku sprawy okazało się, że feralny wyrok doręczono adwokatowi 6 marca, po czym sekretarka kancelarii osobiście poinformowała powoda o terminie na wniesienie apelacji i przesłała mu skan orzeczenia (ale nie wskazała mu terminu doręczenia orzeczenia do kancelarii). Natomiast 7 marca znajdujące się w kancelarii akta sprawy były kopiowane przez innego adwokata powoda (a 18 marca był tam jeszcze inny adwokat).
21 i 24 marca powód nadał pocztą dwie identyczne apelacje, które podpisał osobiście; sąd apelację odrzucił jako wniesioną po terminie; 31 marca powód wypowiedział adwokatowi pełnomocnictwo.

Sąd powództwo oddalił: nie dał wiary powodowi, że ten zapłacił adwokatowi kolejne 5 tys. złotych za apelację, że sekretarka powiedziała, że wyrok przyszedł 10 marca. Za tym, że apelację miał pisać ktoś inny przemawiało m.in. to, że powód dostał skan z uzasadnieniem, że akta były kopiowane przez kolejnych adwokatów, a także to, że pismo było pisane przez profesjonalnego pełnomocnika (aczkolwiek podpisał je osobiście powód). Poza tym skoro kolejni pełnomocnicy powoda przeglądali akta, to mogli zauważyć kiedy apelacja została doręczona. I nawet jeśli adwokat nie nalegał na sformalizowanie kwestii wypowiedzenia pełnomocnictwa, to powód nie może dochodzić roszczeń odszkodowawczych — bo przecież nie ma dowodu, że nawet gdyby apelacja została wniesiona, to sprawa byłaby wygrana.

Od wyroku apelował powód, jednak sąd II instancji nie znalazł przesłanek pozwalających na jej uwzględnienie — czyli przyjęcie, że adwokat nie wywiązał się z przyjętego zobowiązania:

  • jeśli powód twierdzi, że sekretarka podała mu błędną datę otrzymania wyroku z uzasadnieniem, to powinien przedstawić na tę okoliczność dowód;
  • okoliczności sprawy wskazują, że powód podjął decyzję o rezygnacji z usług tego adwokata: w przeciwnym razie nie dowiadywałby się o terminy i nie prosił o skan wyroku;
  • dowodzi tego także fakt, że powód wynajął dwóch innych adwokatów do przeglądania akt — a w dodatku sama apelacja została napisana przez prawnika (acz podpisana przez powoda) — co oznacza, że mimo braku formalnego wypowiedzenia pełnomocnictwa powód nie chciał by to ten adwokat zajmował się dalej sprawą;
  • o samym terminie na wniesienie apelacji powód mógł też dowiedzieć się bezpośrednio w sądzie (hmm, o ile wróciłaby już zwrotka od doręczyciela…).

Reasumując adwokat nie ponosi odpowiedzialności za rzekomy brak należytej staranności — pełnomocnik nie odpowiada wobec klienta za rezultat swoich działań procesowych (taka umowa nie jest umową o dzieło), lecz za zachowanie należytej staranności (jak przy zleceniu). Skoro zatem nie sposób zarzucić pozwanemu działań prowadzących do niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania (art. 471 kc) — zarazem

adwokat i radca prawny odpowiadają za szkodę wyrządzoną mocodawcy na skutek swoich zaniedbań i błędów prowadzących do przegrania sprawy, której wynik byłby korzystny dla strony, gdyby pełnomocnik zachował należytą staranność ocenioną przy uwzględnieniu profesjonalnego charakteru jego działalności

to dopóki powód nie wykaże, że nawet przy zachowaniu tejże należytej staranności miałby duże szanse na wygranie procesu — odszkodowania za przegraną sprawę od adwokata nie będzie.

Tu sąd podpowiada, że analiza akt feralnej sprawy dowodzi, iż nawet prawidłowo wniesiona apelacja nie dałaby pożądanego skutku: powód jako członek zarządu ponosił odpowiedzialność za nie spłacone długi spółki — stąd też żadnego odszkodowania od adwokata nie będzie.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

13 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze