Czy biegły rewident może powiedzieć „won mi stąd” do uporczywie natrętnej klientki?

Proste pytanie na dziś brzmi: czy jeśli ktoś publicznie powie do innej osoby „won mi stąd!”, to można mówić o naruszeniu dóbr osobistych? Pytanie nieco trudniejsze: czy naruszenie dóbr osobistych w postaci godności zawsze musi dotykać także dobra osobistego w postaci czci? I pytanie na rozluźnienie: a może jednak rozsądna jest teza, że ośmiesza się ów gbur i impertynent — dostatecznie wyraźnie, by uznać, że właściwie jest on bardziej „samo-pokrzywdzony”? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z 31 sierpnia 2016 r. (sygn. akt I ACa 584/16).

Podczas konsultacji audytorskiej u klienta doszło do przykrego zdarzenia: ponieważ nie zgadzały się dane w tabelach, kierowniczka działu kadr zadała biegłemu rewidentowi kilka dodatkowych pytań. Ten jednak, zniecierpliwiony jej zachowaniem, miał ją odepchnąć ze słowami „won mi stąd”. Kobieta wyszła roztrzęsiona chamskim zachowaniem, a kilkanaście dni później straciła dziecko (lekarze jako przyczynę poronienia wskazywali stres).
Stąd pozew o ochronę dóbr osobistych — w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej i godności osobistej oraz prawa do poczucia bezpieczeństwa w miejscu pracy powódka zażądała przeprosin oraz zadośćuczynienia w wysokości 10 tys. złotych.

Pozwany przyznał, że jako biegły rewident prowadził konsultacje u klienta. Podczas rozmowy z inną osobą do pokoju weszła powódka, która natrętnie trzy razy powtórzyła to samo pytanie, chociaż odpowiedział już za pierwszym razem. Pozwany nie miał dużo czasu, więc istotnie zwrócił się do powódki słowami „won mi stąd”, ale na pewno jej nie popchnął. Zresztą tego samego dnia jeszcze dwukrotnie rozmawiał z kobietą — a prawdziwym źródłem problemu jest presja pracodawcy powódki, z którym pozwany jest w sporze o sposób wykonania umowy.

Sąd uwzględnił roszczenie w zakresie ochrony niemajątkowej i nakazał pisemne przeprosiny („[pozwany] składa wyrazy ubolewania z powodu bezprawnego naruszanie w grudniu 2014 roku dóbr osobistych [powódki] poprzez niestosowne zachowanie wobec niej w miejscu pracy”). Działanie pozwanego naruszyło zarówno godność powódki (naruszenie godności rozumianej jako „wewnętrzny” aspekt czci nie wymaga działania przy świadkach) jak i jej reputację (to ta „warstwa” czci, której naruszenie wymaga publicznego działania).

Zdaniem sądu powódka miała prawo oczekiwać traktowania z szacunkiem i cierpliwością, dociekliwość jest wszakże przejawem starań o jak najlepsze wywiązywanie się z obowiązków pracowniczych — tymczasem pozwany potraktował ową dociekliwość jako uporczywe natręctwo. Zwrot „won mi stąd” ma konotację obelżywą, zatem sposób publicznego potraktowania jej osoby mógł wpłynąć negatywnie na poczucie wartości i komfort psychiczny powódki. Przed konsekwencjami naruszenia dóbr osobistych nie chroni rzekomy brak złych intencji.

Jednakże dla usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych powódki wystarczy wystosowanie przez pozwanego przeprosin (art. 24 par. 1 kc). Sąd odmówił zasądzenia zadośćuczynienia, zwłaszcza dlatego, że powódka nie wykazała, iżby utrata ciąży miała związek z zachowaniem pozwanego.

Od orzeczenia apelowała powódka, lecz sąd II instancji nie podzielił jej stanowiska. Oceniono, że okoliczności zdarzenia nie były na tyle drastyczne, by uzasadniały jego zasądzenie, zaś „cała sytuacja miała, w pierwszej kolejności, wydźwięk absurdalny” — zwłaszcza, że w obliczu zdarzenia wszelkie negatywne konsekwencje mogły zwrócić się wyłącznie przeciwko pozwanemu, który jako „starszy mężczyzna o dużym doświadczeniu życiowym i zawodowym, będący biegłym rewidentem, profesjonalista” okazał się osobą nieopanowaną, nieprofesjonalną, której zachowanie budzi przede wszystkim zażenowanie.

Stąd też uzasadnione są roszczenia powódki w zakresie ochrony jej godności — natomiast w żadnym przypadku nie można mówić o tym, iżby owo „won stąd” naruszało dobre imię powódki. W takim przypadku całkowicie wystarczającą formą rekompensaty jest obowiązek przeprosin, natomiast żądanie zasądzenia zadośćuczynienia na uwzględnienie nie zasługuje. Równocześnie przypomniano, że zadośćuczynienie (art. 448 kc) ma charakter kompensacyjny, a nie represyjny — zaś w tej sytuacji bardziej uzasadnione byłoby żądanie zapłaty określonej kwoty na cel społeczny.

Reasumując: za zachowanie w stylu chamskiego barana należą się przeprosiny — ale nie każde chamskie zachowanie musi kończyć się zadośćuczynieniem.

15 comments for “Czy biegły rewident może powiedzieć „won mi stąd” do uporczywie natrętnej klientki?

  1. lowlaw
    11 października 2016 at 09:53

    „Równocześnie przypomniano, że zadośćuczynienie (art. 448 kc) ma charakter kompensacyjny, a nie represyjny”.

    A czy sąd potrafi określić kwotowo kiedy kończy sie charakter kompensacyjny, a zaczyna represyjny?

    „Oceniono, że okoliczności zdarzenia nie były na tyle drastyczne, by uzasadniały jego zasądzenie”

    Znaczy utrata dziecka to był pikuś?

    I jak tu bronić przed PiSem TK i sądów jak takie rzeczy się czyta.

    • 11 października 2016 at 10:07

      Znaczy utrata dziecka to był pikuś?

      Powódka nie wykazała, że utrata ciąży była związana z tym zdarzeniem — zwłaszcza, że powód wykazał, że po zdarzeniu normalnie z nim rozmawiała.

      Zadośćuczynienie nigdy nie ma na celu represji (dolegliwości dla sprawcy, etc.). Ba, może być nawet pomniejszone ze względu na różnicę w majątku (zamożniejszego) poszkodowanego i (uboższego) sprawcy.

    • b52t
      11 października 2016 at 11:58

      Wygląda jakby wymknęła się spod uwagi najważniejsza zasada, która dotyczy również prawa karnego: wina/krzywda musi być udowodniona. Póki skutek nie jest powiązany z przyczyną (czyli nie ma dowodów na to, że ta konkretna sytuacja i tylko ona spowodowała poronienie) mamy do czynienia z twierdzeniem.

      • 11 października 2016 at 12:22

        Akurat tu kombinacja jest wielowymiarowa:

        – skoro to naruszenie dobra osobistego i delikt, to oczywiście mamy odwrócony ciężar dowodu
        – więc wystarczy, że powódka wykaże, że doszło do naruszenia tego dobra,
        – a pozwany musi wykazać okoliczności zwalniające go z odpowiedzialności…

        – no ale właśnie: powódka wykazała naruszenie dobra osobistego w postaci niegrzecznej odzywki — ale nie wykazała „połączenia” tej odzywki z pogorszeniem stanu zdrowia.

        • b52t
          11 października 2016 at 12:27

          Tak, zdaję sobie z tego sprawę, nawet zacząłem o tym pisać w komentarzu, ale się wycofałem, żeby nie gmatwać ponad miarę. A dodatkowo uprościłem to właśnie dlatego, że o ile powiedzenie do kogoś nieładnie łatwo wykazać, a tutaj nawet nie trzeba było tego robić, bo pozwany sam to przyznał, to już taki skutek wymaga pewnego udowodnienia. Już nie wspomnę o rozpiętość czasowej między „przyczyną” a jej „skutkiem”.

  2. RYBY
    11 października 2016 at 10:52

    I stąd biorą się opóźnienia w sądach i innych instytucjach. Mógł facet (jak to facet) kupić kwiata i kobitę przeprosić. Ale nie – on profesjonalista z doświadczeniem nie będzie czapkować jakiejś paniusi, ona „bardzo ważna osobistość w firmie” nie pozwoli sobie na szarganie reputacji (a nuż jakiś ktoś w pracy się spoufali i też tak jej przygada).
    I trzeba było czasu adwokatów, sądów, papieru i nerwów zmarnować.

    • 11 października 2016 at 11:04

      BTW ciekawie rozkładają się koszty:

      – za I instancję facet płaci kobicie 877 złotych kosztów procesu (+ 100 zł na Skarb Państwa),
      – za II instancję kobita płaci facetowi 900 zł.

      Czyli pozwany jest 77 złotych do tyłu, powódka 23 złotych w plecy (nie licząc jakichś kosztów, którymi sąd się nie zajmował).

      • BOReK
        11 października 2016 at 11:56

        Przy tym sądy i Skarb Państwa „zarobiły” łącznie 1877 złotych, a strony procesu są w plecy razem tylko 100 złotych. Manna z nieba. :D

        • b52t
          11 października 2016 at 11:58

          tylko czas w plecy, na bicie piany.

        • RYBY
          11 października 2016 at 15:20

          No nie, sąd i SP zarobiły 100zł. Reszta to rozliczenia wzajemne stron.

          A koszty pracy sądu (sędzia, protokolantka, papier, prąd, CO itd.) – eh, szkoda gadać

          • 11 października 2016 at 15:26

            Jeszcze był wpis (opłatę sądową wniosła powódka, w tych 877 zł jest zwrot na jej rzecz). Powódka próbowała też wnosić o dowód z opinii biegłego psychologa, ale sąd ten wniosek dowodowy odrzucił.

  3. jako gość i nie gość ;)
    11 października 2016 at 11:48

    mógł powiedzieć „proszę won mi stąd” czy było by to z konotacją?

    • Borek
      11 października 2016 at 11:58

      Mógł powiedzieć, że w ten sposób gwałtownie odmówił przyjęcia łapówki w obcej (koreańskiej – won) walucie. Wtedy dopiero sprawy przyjęłyby ciekawy obrót.

      • b52t
        11 października 2016 at 12:00

        Sąd w sądzie raczej nie rozbawiłbym się tym twierdzeniem. Konwencja i zasady gry nie pozwalają.

      • 11 października 2016 at 12:19

        LOL :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.