Czy brak fizycznego kontaktu psa z poszkodowanym zwalnia właściciela z odpowiedzialności za szkodę?

I kolejne ciekawe orzeczenie z cyklu: masz psa? masz fajnie! — ale też musisz mieć na uwadze, że pies to także odpowiedzialność sensu stricto. Dziś czas na szukanie odpowiedzi na kolejne ciekawe pytania: czy odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez psa musi wynikać z kontaktu fizycznego zwierzęcia z poszkodowanym? Czy można zwolnić się z odpowiedzialności powołując na naturalne zachowania behawioralne psa? A także czy trzeba być właścicielem czworonoga, żeby ponosić konsekwencje jego zachowań?

wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie z 30 maja 2014 r. (sygn. akt IX Ca 137/14)
1. Istotą odpowiedzialności z art. 431 par. 1 kc jest nie tyle ustalenie, że pozwana jest właścicielką psa, a to, czy można uznać jej za osobę chowającą zwierzę.
2. Zwierzę chowa ten, kto przez dłuższy czas sprawuje nad nim pieczę dla własnych celów (niekoniecznie oznaczających korzyść), dostarczając mu schronienia i utrzymania.


odpowiedzialność szkoda wyrządzona przez psa

Odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez psa nie można uniknąć powołując się na brak kontaktu fizycznego z psem. Pies na obrazku jest psem siedzącym, w dodatku tylko na obrazku (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rzeczy potoczyły się następująco: kobieta pozwała swoje sąsiadki (matkę i córkę) żądając 7 tys. złotych zwrotu kosztów leczenia oraz 30 tys. złotych zadośćuczynienia za krzywdzę wywołaną zaatakowaniem przez psa. Zdarzenie miało miejsce na klatce schodowej — powódka wchodziła po schodach, kiedy zza drzwi mieszkania sąsiadek wyskoczył owczarek, szczerząc zęby i warcząc. Powódka wystraszyła się, straciła równowagę i spadła ze schodów, wskutek czego orzeczono 23-procentowy uszczerbek na zdrowiu.

Sąsiadki wniosły o oddalenie powództwa wskazując, że powódka po prostu potknęła się na schodach i przez nieuwagę upadła — a poza tym, że nie są właścicielami psa (należy on do syna i synowej, którzy mieszkają gdzie indziej).

Wezwana do udziału w procesie właścicielka psa (synowa, która wychodziła z psem na spacer) stwierdziła, że nie dość, że powódka zna psa od dawna, to w chwili wypadku dzielił ją od czworonoga spory dystans, a pies spokojnie czekał na spacer — więc nikt nie może odpowiadać za to, że się przestraszyła samego widoku zwierzęcia.

Sąd I instancji zasądził solidarnie (art. 441 par. 1 kc) od właścicieli psa 15,5 tys. złotych. Zasadniczą przyczyną wypadku i uszczerbku na zdrowiu było zachowania psa — aczkolwiek także zachowanie samej powódki było współprzyczyną wypadku. Gdyby powódka — nie w pełni sprawna 62-letnia emerytka, która ledwie zakończyła leczenie poprzedniego złamania kości śródstopia — korzystała z poręczy, to nawet odruchowe odchylenie pod wpływem impulsu nie spowodowałoby spadnięcia ze schodów.

Zgodnie z art. 431 kc odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez zwierzę spoczywa na osobie, która je chowa (sprawuje nad nim pieczę dla własnych celów, dostarczając mu schronienia i utrzymania) lub się nim posługuje (czyli w sposób bardziej dorywczy opiekuje się zwierzęciem). Pies stanowił współwłasność małżeństwa, zatem to oni — nie sąsiadki, u których pies przebywał w gościnie — powinni zrekompensować kobiecie doznaną szkodę.
Stąd też uznano, że żądana kwota 30 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia jest adekwatna do rozmiarów i dolegliwości krzywdy — jednak z racji nieostrożności powódki, którą uznano za współprzyczynienie się, zatem na podstawie art. 362 kc obniżono kwotę o połowę — do 15 tys. złotych. Oddalono natomiast roszczenie o odszkodowanie za koszty leczenia, a to dlatego, że koszty te zwrócił wcześniej ubezpieczyciel.

Sąd II instancji podkreślił, że z punktu widzenia odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez zwierzę nie ma znaczenia, iż nie doszło do kontaktu fizycznego między psem a poszkodowaną osobąNie można także zwolnić się z odpowiedzialności powołując się na zachowania behawioralne psa — pies warczy sam z siebie (nie był szczuty na kobietę), nie ma też znaczenia czy był szkolony w zakresie posłuszeństwa lub czy należy do rasy uznawanej za niebezpieczną. Między zachowaniem psa a szkodą istnieje adekwatny związek przyczynowy, co jest podstawą do przyjęcia odpowiedzialności odszkodowawczej (art. 361 par. 1 kc). Nie ma też znaczenia czy pies należał do majątku wspólnego małżonków — odpowiedzialność na zasadzie ryzyka dotyczy osoby, która zwierzę chowa lub się nim posługuje. 



Niemniej z racji ponadprzeciętnej podatności powódki na urazy kostne oraz jej wiek („istotnym elementem indywidualizującym wysokość zadośćuczynienia jest wiek poszkodowanego. Intensywność cierpień z powodu kalectwa jest większa u człowieka młodego, skazanego na rezygnację z radości życia, jaką daje zdrowie, możność pracy i osobistego rozwoju”) sąd przyjął, że zadośćuczynienie za doznaną krzywdę powinno być obniżone do 20 tys. złotych.
Dla odmiany sąd stwierdził, że nie można mówić o przyczynieniu się pokrzywdzonej do wypadku: kobieta szła klatką schodową, którą dobrze znała i miała zajęte ręce, zatem żądać od niej, żeby trzymała się poręczy jest nie na miejscu.

Słowem: odpowiedzialność z art. 431 kc nie dotyczy wyłącznie pogryzienia przez psa (czy też poturbowania przez inne zwierzę), szkoda może powstać „na odległość”, pod warunkiem oczywiście, iż można poprowadzić linię związku przyczynowego między zachowaniem zwierzęcia a powstałą szkodą. Wyrok odpowiada też chyba na wcześniejsze wątpliwości — czy przewodnik psa może próbować powołać się na fakt, że poszkodowanemu brak było znajomości psiego języka (do których zaliczają się przecież także owe zachowania behawioralne): osoba chowająca zwierzę będzie ponosić konsekwencje wszystkich zachowań, nie tylko intencjonalnych (ukierunkowanych przez przewodnika), ale i behawioralne. Poszkodowany nie ma przy tym obowiązku zastanawiać się nad rzeczywistym charakterem tego zachowania.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

16 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze