O tym czy fałszywe oskarżenia o zakłócanie ciszy nocnej mogą skończyć się w sądzie (i jak)

Temat może niekoniecznie na tę porę roku — problemy związane z całonocnym wietrzeniem się domostw to domena miesięcy letnich — ale odpowiedzialność za fałszywe oskarżenia o zakłócenie ciszy nocnej powinna interesować wścibskich sąsiadów całorocznie.
Piąteczek, dziś zatem kilka akapitów o tym czy pomówienie o organizowanie hałaśliwych imprez może naruszać dobra osobiste rzekomego awanturnika, a także jakie konsekwencje może mieć notoryczne ponawianie zawiadomień na policję? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 9 marca 2016 r., (sygn. akt I ACa 808/15).


fałszywe oskarżenia zakłócanie ciszy nocnej

Fałszywe oskarżenia o zakłócanie ciszy nocnej mogą naruszać dobra osobiste pomówionego sąsiada (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rzeczy miały się następująco: sąsiad jest od lat w sporze z ex-sąsiadką, która jego zdaniem organizuje hałaśliwe spotkania w ogródku przylegającym do swojego mieszkania (sąsiad mieszka na pierwszym piętrze, okna wychodzą na podwórko, na dole są ogródki). Zgłosił nawet sprawę na policję, ale sąsiadka została dwukrotnie uniewinniona od wykroczenia zakłócania spokoju i wypoczynku poprzez głośne zachowanie i używanie słów nieprzyzwoitych (art. 51 kodeksu wykroczeń).
Sąsiadka cały czas twierdziła, że to niemożliwe: była właścicielką mieszkania od 2007 r., ale 3 lata później darowała je innej osobie i od tamtego czasu przebywa w nim sporadycznie.

W 2012 r. został wydany wyrok zobowiązujący mężczyznę do przeprosin za naruszenie dóbr osobistych kobiety oraz wpłatę 5 tys. złotych na cel społeczny, ale nadal wielokrotnie wzywał policję do rzekomych przypadków naruszenia ciszy nocnej (np. 17 maja 2013 r., 18 i 19 maja 2013 r., 5 czerwca 2013 r. — za każdym razem wykrywano co najwyżej kilka osób rozmawiających w ogródku, czasem szeptem, rozmów tych nie słyszano z domu sąsiada).

Ale sąsiad pisał dalej: na policję, do prokuratury (m.in. o „zastosowanie sprzętu operacyjnego w celu „udokumentowania socjopatycznych zachowań Pani, a tym samym udowodnienie kłamstwa sądowego dotyczącego poświadczenia nieprawdy o nieprzebywaniu tej Pani pod podanym adresem i nienaruszaniu ciszy nocnej”). Do wspólnoty mieszkaniowej pisał o konieczności zdyscyplinowania kobiety, załączył listę rzekomych ekscesów, których miała się dopuszczać.

Feralne pismo do wspólnoty mieszkaniowej stało się kanwą do wniesienia pozwu o ochronę dóbr osobistych. Sąd I instancji uwzględnił argumenty powódki i nakazał wysłanie pisemnych przeprosin — do powódki oraz do wspólnoty i na komisariat policji — oraz zasądził 20 tys. złotych zadośćuczynienia. Po pierwsze żadna interwencja policji nie wykazała, iżby dochodziło do zakłócenia ciszy nocnej. Po drugie zeznania innych świadków nie potwierdziły takich zdarzeń. Po trzecie nawet jeśli w mieszkaniu lub ogródkach były organizowane spotkania towarzyskie — których hałaśliwości nie stwierdzono — to pozwany nie wykazał ich uciążliwości ponad miarę. Po czwarte mieszkanie w bloku w wielkim mieście jest zawsze odczuwalne dla sąsiadów wizualnie i słuchowo, zaś pozwany ma problem z akceptacją wszelkich rzeczy, które mają wpływ na jego życie (m.in. włączone światło, nocne rozmowy sąsiadów) — lecz nie może kierować się przeświadczeniem, iż na osiedlu musi panować przyjęty przez niego porządek („na budowanie roszczeniowej postawy pozwanego wpływ ma także fakt, że w bloku, który on zajmuje mieszka w większości jego rodzina, która dostosowuje się do przyjętych zasad”).

Oznacza to, że pozwany nie może bronić się tym, że korzystał z przysługujących mu jako obywatelowi uprawnień w ramach obowiązującego porządku prawnego w obronie prawa do wypoczynku — zatem nie obalił domniemania bezprawności naruszenia dóbr osobistych (art. 24 ust. 1 kc). Nie tylko nie potwierdziły się zarzuty pozwanego wobec sąsiadki — która została dwukrotnie uniewinniona od zarzutu wykroczenia, wygrała też z nim wcześniej podobną sprawę — ale i formułowane wypowiedzi ocenne były nieuprawnione.
Z tych właśnie przyczyn sąd stwierdził, iż wina pozwanego jest bezsporna, zatem uwzględnione zostało także żądanie zapłaty zadośćuczynienia w wysokości 20 tys. złotych (art. 448 kc).

Rozpoznając apelację sąd II instancji podkreślił, że każdy ma prawo kierować różne pisma do wspólnoty mieszkaniowej i wzywać policję w sytuacjach wymagających interwencji — jednak oskarżanie powódki o notoryczne zakłócanie ciszy nocnej, skoro wcześniej była już prawomocnie uniewinniona od takich zarzutów, a także wygrała z nim proces o ochronę dóbr osobistych, jest działaniem bezprawnym.

Niemniej kwota zasądzonego zadośćuczynienia została uznana za nieco wygórowaną — pismo pozwanego skierowane do wspólnoty mieszkaniowej zostało uznane za dość oględne, pozbawione inwektyw i innych rażących sformułowań. Zarzuty socjopatycznych zachowań pojawiały się w innych pismach, jednak powódka oparła powództwo wyłącznie na tym jednym liście, zatem sąd nie może wykraczać w ocenie poza materię objętą powództwem. Stąd też adekwatna wysokość zadośćuczynienia należnego powódce wynosi 7 tys. złotych, zatem w pozostałej części powództwo zostało oddalone.

To dość ciekawy przykład orzeczenia, które można skwitować wypowiedzianym boratowskim akcentem „wolnoć Tomku w swoim domku” — gdzie Tomkiem wydaje się nie tyle fałszywie oskarżona o imprezowanie kobieta, ile sąsiad o charakterze sierżanta z wojska, któremu się wydaje, że każdy będzie chodził jak on zażąda. Wiem (z zasłyszanych opowieści), że tacy sąsiedzi potrafią zatruć życie — jeśli macie taki przypadek, najprościej po prostu podesłać mu linka do tego tekstu ;-)

9 comments for “O tym czy fałszywe oskarżenia o zakłócanie ciszy nocnej mogą skończyć się w sądzie (i jak)

  1. kjonca
    18 listopada 2016 at 09:40

    „nakazał wysłanie — do powódki oraz do wspólnoty i na komisariat policji —”
    Wysłanie czego?
    „to nie pozwany nie wykazał ich uciążliwości ponad miarę.” chyba za dużo o jedno nie (albo czegoś nie rozumiem)
    (Po poprawce można skasować komentarz.)

    • 18 listopada 2016 at 11:50

      Dzięki, poprawione — komentarzy nie usuwam :) niech będą dla mnie przestrogą :)

  2. Adam314
    18 listopada 2016 at 14:29

    Ciekawy wyrok. Zastanawia mnie tylko czy już wcześniej ów sąsiad otrzymywał mandaty za nieuzasadnione wzywanie służb.

    A sąsiadka mogłaby zastosować monitoring swojego własnego ogródka, gdzie łącznie z widoczną godziną widać byłoby że nie zakłóca ciszy nocnej. Taki dowód na pewno byłby chętnie przyjęty przez sąd.

    • 18 listopada 2016 at 15:55

      Taki dowód byłby całkowicie niewiarygodny — przecież mogę rejestrować siebie w momentach, kiedy jest mi to na rękę — to i zaraz by się skończyło sprawą za wścibskość — czyli sąsiedzki monitoring…

      • ajax
        18 listopada 2016 at 16:20

        Byłby wiarygodny, gdyby rejestracja trwałaby 24/365. Co do reszty … niestety (albo …stety) masz rację

    • Waldemar Bulkowski
      19 listopada 2016 at 22:19

      Nie ma ciszy nocnej! Tzn. jest, ale tylko w sanatoriach.

  3. fisz
    19 listopada 2016 at 12:36

    A mnie ciekawi co innego — przecież taki wyrok to dla sąsiadki praktycznie glejt na nieograniczone imprezowanie :) Sąsiadowi teraz już nikt nie uwierzy.

    • 19 listopada 2016 at 14:04

      No wiesz, jak babka otworzyłaby tam bar 24/7 to na pewno udałoby mu się coś *udowodnić* — wierzyć mu nie trzeba, wystarczą dowody…

      • fisz
        21 listopada 2016 at 16:32

        Ja bardziej mówię o sytuacji, kiedy sąsiad znów zadzwoni na Policję:
        – Panie władzo, ale ta Pani naprawdę hałasuje!
        – Ta, jasne.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.