O tym, że lepiej nie pozywać, jeśli się kompletnie nie ma racji — lub nie ma nawyku sprawdzania papierów przed wysłaniem do sądu

Tak się składa, że większość opisywanych przeze mnie wyroków ma to do siebie, że stanowią ciekawe rozwikłanie pewnej intelektualnej zagadki — albo dzięki zaskakującemu podejściu (człowiek myślał, że da się tak, a przecież da się też inaczej — z zupełnie innym skutkiem), albo przypominają, że mieć rację to nie wszystko — trzeba jeszcze umieć swych racji dowieść. (Osobiście dodam, że sam dużo się uczę z tego, co tu piszę ;-)

Rzadko zdarza mi się opisać orzeczenie, które można skwitować w prosty sposób: lepiej nie pozywać jeśli się kompletnie nie ma racji. A nawet jeśli się rację ma — lepiej nie pozywać jeśli się nie ma dowodów albo też po prostu nie ma nawyku sprawdzania papierów przed wysłaniem do sądu (bazując na wyroku Sądu Apelacyjnego z 5 sierpnia 2016 r. w Warszawie, sygn. akt I ACa 1461/15).

Sprawy miały się następująco: macedoński przedsiębiorca działający w branży rolniczej złożył polskiemu przedsiębiorcy ofertę sprzedaży kapusty, zapewniając o jej doskonałej jakości. Po dwóch tygodniach ciężarówka z kapustą już jechała do odbiorcy. Niestety, dojechała na Urząd Celny, ale ze względu na brak świadectwa spełniania warunków zdrowotnych towar nie mógł być rozładowany. Dokumenty dotarły do celników dopiero po tygodniu, ale okazało się, że jakość kapusty odbiegała od zapewnień sprzedawcy. Odbiorca próbował jeszcze pomóc Macedończykowi w sprzedaży warzyw obniżonej jakości, ale nie było zainteresowanych, zatem poprosił sprzedawcę o odebranie przechowywanego towaru.

Odpowiedź sprzedawcy była prosta: kapusta była prima sort, więc trzeba za nią zapłacić, a nie komunikować się jak „banditos”. Równocześnie inna osoba (o tych samych inicjałach, każdy Macedończyk w uzasadnieniu wyroku to „A.S.”) wysłała do różnych podmiotów z branży rolno-spożywczej szereg listeli, w których przestrzegała przed współpracą z odbiorcą nieszczęsnej kapusty, który nie dość, że nie płaci za towar, to jest „wariatem” i „idiotą”, jego przedsiębiorstwo to „pierdolona spółka”…

…a po tym wszystkim sprzedawca nieświeżej kapusty pozwał polskiego odbiorcę o ochronę dóbr osobistych, żądając 50 tys. zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (naruszenia czci, dobrego imienia oraz wizerunku, a także utraconych korzyści z prowadzonej działalności gospodarczej w następstwie naruszenia tychże dóbr) oraz wystosowania przeprosin wobec przedsiębiorcy z Macedonii „zajmującego się produkcją rolną oraz eksportem świeżych warzyw i owoców, za rozpowszechnianie fałszywych informacji, jakoby ten był osobą nieuczciwą, nierzetelną i powiązana ze światkiem przestępczym oraz świadczącą usługi niskiej jakości”.

Jego zdaniem odpowiedzialność pozwanego wynikała z faktu, że nie zamawiając transport kapusty nie miał on uprawnień importera, przez co towar 5 dni leżał na granicy, zatem po 2 tygodniach warzywa musiały być nieświeże. A na końcu rozpowszechniał nieprawdziwe informacje o dostawcy — że jest nierzetelny, że jest przestępcą i straszy przestępcami, że jest agresywny i niezrównoważony (jest osobą „nieuczciwą nierzetelną i o charakterze przestępczym (straszy przestępcami)”, „jest typkiem, który nie tylko, że jest nieuczciwy w biznesie ale również bardzo agresywny i niezrównoważony” oraz że „przemycał białą kapustę na teren UE”, „niezrównoważony kręt”).

Sąd prawomocnie oddalił powództwo. W przypadku opublikowania zniesławiających informacji w internecie zadanie powoda nie wykraczało poza przedstawienie dowodów, iż strona pozwana dopuściła się tego, co jest jej zarzucane — to pozwany ma udowodnić, że jego działania nie naruszają dóbr osobistych powoda. W tym celu powinien był wykazać, że naruszające dobra osobiste opinie rzeczywiście pojawiły się na stronach internetowych i w listelach wysyłanych przez pozwanego.

Niestety, mimo tego, że pozew przywoływał te dowody na poparcie zarzutów naruszenia dóbr osobistych, dowody nie zostały załączone do pisma — nie było wydruków wiadomości i stron internetowych. Zatem jedynym dowodem, na którym opierał się sąd były zeznania samego powoda — z nich zaś wynikało, że powód wyłącznie znalazł w sieci informację o sprzedaży kapusty złej jakości, zaś nie widział żadnych pomówień (i nawet nie umiał powiedzieć w jakim języku informacje te zostały napisane).
A sąd, który nie ma materiału badawczego, nie może orzekać o konsekwencjach tego, co mu nie zostało pokazane.

art. 381 kpc
Sąd drugiej instancji może pominąć nowe fakty i dowody, jeżeli strona mogła je powołać w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji, chyba że potrzeba powołania się na nie wynikła później.

Strona powodowa próbowała naprawić swój błąd w postępowaniu przed sądem II instancji — wydruki zostały dołączone do apelacji — ale taki wniosek dowodowy musiał zostać oddalony jako spóźniony (tzw. prekluzja dowodowa, art. 381 kpc). Błędu w postaci nieprzedstawienia dowodu wraz z pozwem nie można naprawić w postępowaniu apelacyjnym.

Niemniej sąd II instancji przejrzał zgromadzoną dokumentację i zauważył, że na fotografiach widać… nieświeżą kapustę. Jednak ocena przyczyn i skutków nieprawidłowego wykonania umowy nie należy do sądu w postępowaniu dotyczącym naruszenia dóbr osobistych — co więcej rozstrzygnięcie sprawy gospodarczej nie ma wpływu na ocenę ewentualnego naruszenia dóbr osobistych (taka sprawa jest zawisła w sądzie gospodarczym).

Cała przyjemność kosztowała powoda, oprócz opłaty sądowej, koszty procesu zasądzone na rzecz pozwanego — 7,5 tys. złotych za pierwszą oraz 5,6 tys. złotych za drugą instancję.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze