Czy zleceniobiorca umowy o promocję serwisu internetowego odpowiada za rezultaty swoich usług?

Najpierw dygresja, później konkret. Otóż rozśmieszają mnie wpisywane w umowach klauzule, iż „w zakresie nieuregulowanym stosuje się przepisy kodeksu cywilnego”. Sęk w tym, że skoro to relacje biznesowe, to kodeks cywilny w tle chodzi zawsze — a to co by się przydało to choćby doprecyzować, że strony miały na myśli „dzieło” lub „zlecenie” (różnica bardzo ale to bardzo zasadnicza).


Umowa na promocję serwisu internetowego

Umowa na promocję serwisu internetowego jest umową starannego działania jeśli jej treść nie wprowadza wyraźnej odpowiedzialności wykonawcy za osiągnięte cele


Konkret jest taki: czy umowa na promocję serwisu internetowego może być zakwalifikowana jako umowa o dzieło — a zatem usługodawca będzie rozliczany za osiągnięte rezultaty? A może właściwie nie ma to najmniejszego znaczenia?

wyrok Sądu Rejonowego w Białymstoku z 24 listopada 2014 r. (sygn. akt VIII GC 1225/14)
Umowa o świadczenie usług z zakresu public relation w celu budowy wizerunku i promocji serwisu internetowego jest umową starannego działania (z art. 734 kc w zw. z art. 750 kc), a nie umową kreującą zobowiązanie rezultatu. W sytuacji, gdy strony nie opisały w umowie w sposób szczegółowy i enumeratywny zakresu usług będących przedmiotem umowy i sposobu raportowania ich po wykonaniu, sposób wykonania umowy należy oceniać w kategoriach staranności działania w zakresie objętym umową i okoliczności towarzyszących wykonaniu umowy w całym okresie jej obowiązywania. Staranność ta ma być należyta i odpowiadać wzorcowi profesjonalnemu w rozumieniu art. 355 § 2 kc.

Powód zawarł z pozwaną spółką umowę, na podstawie której zobowiązał się, w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, do świadczenia usług promocyjnych — obsługi PR i działań marketingowych dotyczących serwisu internetowego, za wynagrodzeniem 1,1 tys. złotych netto miesięcznie. Usługodawca wyświadczył usługi i wystawił trzy faktury, z czego pozwana spółka zapłaciła za pierwszą i trzecią, więc sprawa trafiła do sądu.

Pozwana spółka wniosła o oddalenie powództwa. Jej zdaniem przedsiębiorca nie wywiązał się z umowy, były zgłaszane zastrzeżenia, ale powód nie poprawił jakości usług. Co więcej zawarta umowa nie mówiła o wynagrodzeniu comiesięcznym lecz jednorazowym (1,1 tys. złotych za cały okres świadczenia usług). W dodatku nie otrzymano prawidłowo wystawionej faktury za luty — zamiast dokumentu papierowego powód wysłał fakturę w postaci elektronicznej.

art. 735 kodeksu cywilnego
§ 1. Jeżeli ani z umowy, ani z okoliczności nie wynika, że przyjmujący zlecenie zobowiązał się wykonać je bez wynagrodzenia, za wykonanie zlecenia należy się wynagrodzenie.
§ 2. Jeżeli nie ma obowiązującej taryfy, a nie umówiono się o wysokość wynagrodzenia, należy się wynagrodzenie odpowiadające wykonanej pracy.

Sąd uwzględnił roszczenie i zasądził na rzecz powoda 1353 złotych brutto. Chociaż zawarta umowa nie grzeszyła precyzją, zdaniem sądu jej charakter odpowiadał umowie o świadczenie usług, do której stosuje się przepisy o zleceniu (art. 750 w zw. z art. 734 kc). Usługi świadczone na podstawie umowy zlecenia są z defaultu odpłatne (art. 735 par. 1 kc).

Przede wszystkim nie budziło wątpliwości, że powód wykonał usługi określone umową: zamówione publikacje o serwisie internetowym pojawiły się w mediach, logo portalu pojawiło się na nośnikach reklamujących turniej paintballa, kampania marketingowa była prowadzona w serwisach społecznościowych. To wszystko zostało prawidłowo przez zleceniobiorcę udokumentowane. Wraz z fakturą pozwany otrzymał — chociaż zgodnie z umową powód nie był zobowiązany do przedstawienia raportu (lub też monitoringu mediów) — wycinki z gazet, nagrania audio, odnośniki do stron, na których pisano o portalu prowadzonym przez spółkę. Nie potwierdziły się zarzuty rzekomo wielokrotnie kierowanych próśb o poprawę jakości (pozwana nie przedstawiła żadnych dowodów na tę okoliczność).

art. 65 § 2 kodeksu cywilnego
W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu.

Zdaniem sądu charakter zawartej umowy przesądził, że była ona umową starannego działania (zlecenie), nie umową rezultatu (dzieło) — bo wykonawca zobowiązał się do świadczenia określonych usług (które w dodatku nie zostały opisane w sposób szczegółowy), nie do osiągnięcia efektu w postaci podwyższenia wizerunku rynkowego spółki. Nie można zatem zarzucać powodowi, że nie podjął przywołanych przez pozwaną spółkę czynności ani też, że wykonane usługi marketingowe były „za słabe”. Dopuszczalna jest natomiast ocena poziomu staranności dochowanej przez zleceniobiorcę, jednak skoro raport został przedstawiony, a wykonanie usług udokumentowane, to jedynym kryterium mogłoby być odstępstwo od ustalonego w umowie harmonogramu.

Co ciekawe umowa na promocję serwisu internetowego rzeczywiście nie mówiła, że umówione wynagrodzenie miało być płatne miesięcznie — ani też o tym czy płatność jest z góry czy z dołu i w jakim terminie — jednak skoro spółka pozwana najpierw opłaciła dwie inne faktury, a później podważyła kolejną fakturę jako nienależną, to wszystko wskazuje, że zgodnym zamiarem stron były płatności comiesięczne (art. 65 par. 2 kc). Nie uwzględniono także zarzutów odnoszących się do tego, że faktura została przesłana listelem: pozwana w ten sam sposób otrzymała obie faktury, których nie kwestionowała, zatem odmowa uwzględnienia trzeciej z faktur, tylko dlatego, że nie ma postaci papierowej, była nieracjonalna.

Reasumując w tym akurat przypadku sąd stwierdził, że zawarta umowa na promocję serwisu internetowego była umową o świadczenie usług, zatem przyjmujący zlecenie nie odpowiada za osiągnięcie określonego rezultatu.
Z łatwością potrafię sobie jednak wyobrazić sytuację odwrotną — że treść zobowiązania wyraźnie określa cele do zrealizowania, przez co wykonawca odpowiada za osiągnięcie założonych wyników. Wszystko zależy od słów (a słowa od prawników).

Q.E.D.

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Lukas
Gość
Lukas

A jakby się umówili na „podwyższenie wizerunku rynkowego spółki” to czy to byłaby umowa o dzieło, w jaki sposób? Kodeksowy rezultat to po prostu konkretny wytwór np. krzesło, opinia prawna, plakat, itp. istniejący samoistnie a nie szeroko rozumiany efekt.

Olgierd Rudak
Gość

Patrząc na to co ostatnio mówi ZUS — w kontekście dochodzenia składek — pewnie nie poradziłaby nawet umowa na „napisanie 11 notek prasowych, stworzenie 101 tekstów na stronę”, etc.

sjs
Gość

„rozśmieszają mnie wpisywane w umowach klauzule, iż „w zakresie nieuregulowanym stosuje się przepisy kodeksu cywilnego””

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się by prawnik klienta wywalił ten zapis z umowy. Za to nie raz chcieli dopisywać prawo do utrwalania serwisu lub systemu internetowego na taśmie filmowej i magnetofonowej.

Olgierd Rudak
Gość

No widzisz, ja czasem to wycinam, ale chętniej — jeśli charakter umowy nie jest jasny (albo można włos dzielić na czworo) — dopiszę „zlecenie / dzieło”. Bo inaczej IMHO nie ma sensu.