Powiedział co wiedział #46 — Szef opozycji sejmowej — czyli czwórpodział władzy ante portas?

Wszyscy wiemy, z jakimi wydarzeniami mieliśmy do czynienia w parlamencie. Chciałbym spojrzeć na to od pozytywnej strony. Jesteśmy przed świętami. Chcielibyśmy, żeby ten czas przyniósł spokój i pozytywną perspektywę. Propozycje umocnienia pozycji klubów opozycyjnych w parlamencie pozostają aktualne. Chcielibyśmy, by szef opozycji — jesteśmy przekonani, że powinna istnieć taka instytucja — miał pewne uprawnienia. My sobie to cenimy, demokracja to przecież starcie poglądów i prawa mniejszości. Np. w Wlk. Brytanii co piąte posiedzenie parlamentu ma porządek układany przez opozycję. Można przedyskutować takie rozwiązanie Jarosław Kaczyński i jego pomysł na lepszy parlamentaryzm w Polsce

Na pozór wysunięta przez Pierwszego Konsula propozycja powołania instytucji „szefa opozycji sejmowej” to ukłon w stronę posłów PO i .N: niech no się wreszcie dogadają, będziemy wiedzieć z kim rozmawiać.
Rzecz jasna nie można też wykluczać, że manichejski plan ma na celu dokładne skłócenie opozycyjnych deputowanych — nawet gdyby procedurę wyboru szefa opozycji w parlamencie wpisać do regulaminu Sejmu (i zaznaczyć, że nie głosują posłowie większości), łatwo sobie wyobrazić sytuację, w której mniejszość mniejszości ma pretensje do większości mniejszości, że ta nie uwzględnia jej roli, pozycji i stanowiska…

Rozbawiły mnie nieco odniesienia do Wielkiej Brytanii — super, instytucja Oficjalnej Opozycji Jej Królewskiej Mości oraz jej Lidera jest czymś wspaniałym — ale warto zauważyć pewne subtelne różnice: otóż oni co do zasady mają system dwupartyjny (ostatnio nieco zaburzony), stąd też założenie jest takie, że partia aktualnie opozycyjna może być partią niedługo rządzącą, zatem warto mieć ów Gabinet Cieni, którego członkowie będą cały czas w gotowości do objęcia stanowisk rządowych. Szefem tejże opozycji jest zatem zawsze przewodniczący partii, która uzyskała drugi wynik w wyborach do Izby Gmin (Jeremy Corbyn) — bo premierem Rządu Jej Królewskiej Mości zawsze zostaje u nich szef partii, która wybory wygrywa.

A w Polsce? Brak tradycji łączenia stanowisk szefa rządu i lidera rządzącej partii (mamy z tym dużą dowolność, czego zresztą jesteśmy świadkami obecnie); płynność jeśli chodzi o istniejące i nieistniejące partie polityczne; niejasność procedur ustalania kandydatur w partiach (pamiętacie „prawybory” w PO?). Jak tu sensownie mówić o sformalizowaniu opozycji lub chociaż jej szefa? (Rzecz jasna z punktu widzenia Pierwszego Konsula to nie jest problem: przecież chodzi o to, żeby pieski się pogryzły.)

Gorzej, że z tego śmiechu wychodzą wcale niewesołe myśli: poczynania partii, która już w swej w nazwie nie szydzi z nas tylko spójnikiem, przywodzą na myśl raczej zarządzenia najeźdźcy niźli rządu, który po prostu wygrał wybory, co mu daje duże — ale nie nieograniczone — kompetencje. Zagalopowawszy się w manifestacyjnym okazaniu, że opozycja w legislatywie nie jest im do niczego potrzebna, mogą próbować odkręcić to z nadgorliwością, która jak chce popularne porzekadło, jest gorsza od faszyzmu. Strukturalne rozbicie opozycji na „opozycję kierującą” i „opozycję kierowaną” (gdzie co do zasady opozycja nie musi ze sobą współdziałać w krytyce lub współpracy z rządem) to oczywiście jakiś pomysł z cyklu ulepszania ustrojowego — skoro trójpodział władzy jest passé, to przejdźmy krok dalej — do czwórpodziału władzy.

Najlepiej na egzekutywę formalnie kierującą legislatywą, kulawe sądownictwo oraz zglajchszaltowaną opozycję wyrzuconą gdzieś tam na margines — a wszystkim tym zaopiekuje się nasz ukochany przywódca, Pierwszy Konsul, który wszystko wie, wszystko dostrzega i potrafi podpowiedzieć rozwiązanie każdego problemu. Bo on już wie, że szef opozycji sejmowej to podstawa.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

23 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze