A skoro wczoraj było o tym, że rowerzysta ma obowiązek jechać drogą dla rowerów nawet jeśli jest ona po lewej — bo takie są przepisy, że tak stawia się znaki — to dziś chyba dobry moment dla podkreślenia, że w przypadku reguł ruchu drogowego zastosowanie ma stara zasada precedencji:
(1) szef/znak ma zawsze rację,
(2) a co jeśli szef/znak nie ma racji?
(3) patrz pkt 1.

Oczywista oczywistość jest konsekwencją kardynalnej zasady ruchu drogowego — czyli hierarchii dyrektyw kierowania uczestnikami ruchu. Otóż zgodnie z art. 5 ust. 1 pord każda osoba na drodze:
- w pierwszym rzędzie kieruje się do tego co pokazuje (macha, świeci) osoba kierująca ruchem (policjant, drogowiec, funkcyjny na pielgrzymce, etc.);
- niżej w hierarchii jest sygnalizacja świetlna (np. czerwone-żółte-zielone) — która jest ważniejsza od znaków, ale nie jest ważniejsza od policjanta;
- na trzecim szczeblu mamy znaki drogowe — które są ważniejsze od przepisów ruchu drogowego, ale nie są ważniejsze od sygnalizacji.
art. 5 ustawy prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z 2017 r. poz. 1260)
1. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze są obowiązani stosować się do poleceń i sygnałów dawanych przez osoby kierujące ruchem lub uprawnione do jego kontroli, sygnałów świetlnych oraz znaków drogowych, nawet wówczas, gdy z przepisów ustawy wynika inny sposób zachowania niż nakazany przez te osoby, sygnały świetlne lub znaki drogowe.
2. Polecenia i sygnały dawane przez osoby kierujące ruchem lub uprawnione do jego kontroli mają pierwszeństwo przed sygnałami świetlnymi i znakami drogowymi.
3. Sygnały świetlne mają pierwszeństwo przed znakami drogowymi regulującymi pierwszeństwo przejazdu.
Reasumując: niezależnie od tego, że znaki stawia się po prawej — chyba że są wyjątki — i takim wyjątkiem są znaki na drodze dla rowerów — a także niezależnie od tego, że ruch prawostronny obowiązuje w obrębie jezdni, nie w obrębie jakiegoś areału — to nawet znak drogowy niezgodny z przepisem jest obowiązujący dla pedałującego.
Q.E.D.