Wino Templářské sklepy Müller Thurgau — bohater dzisiejszej recenzji — to najlepszy dowód, że wiem o winach na tyle dużo, że mogę uchodzić co najwyżej za samozwańczego eksperta. Muszę się bowiem przyznać do poważnego błędu: otóż tę butelkę kupiłem wyłącznie pod wpływem impulsu, nie patrząc na etykietkę — i nie zastanawiając się cóż to za jegomość ten Herr Hermann Müller z Turgowii… (nie mylić z Hermanem Millerem!).
Impuls podyktowany był oczywiście założeniem, że w miesiącach letnich na łamach „Czasopisma” pojawiać się będą wyłącznie recenzje win białych; stanąwszy zatem przed pełną półką w pewnym sklepiku nie dostrzegłem, że to przecież víno bílé polosladké (jako żywo w oczach musiała zagrać sugestia, że na pewno polosuché…).
Odkorkowawszy — nalałem — półsłodkie jak nic!
Nie byłbym obiektywny gdybym zdecydował się na jakąkolwiek wina Templářské sklepy Müller Thurgau ocenę — skoro większość win białych wytrawnych jest dla mnie mało wytrawna, to co powiedzieć o winie słodkim?
Stąd też poprzestanę na stwierdzeniu (nomen-omen) suchych faktów: butelkę tego wina kupiłem za 89,90 koron, liczy sobie ono 11% alkoholu — na przyszłość muszę dokładniej oglądać etykietki…