Potrącenie rowerzysty na chodniku

Potrącenie rowerzysty na chodniku to chyba dobry asumpt do krótkiego tekstu o odpowiedzialności kierowcy za kolizję z rowerzystą, który naruszył obowiązek z art. 33 ust. 5 pord (nieprawomocny wyrok Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej z 31 marca 2017 r., sygn. akt VII W 2842/16).


potrącenie rowerzysty chodniku

Niniejszy obrazek dedykuję tym, którzy uważają, że pogięte jedno koło w rowerze uniemożliwia dalszą jazdę. Są tacy, którzy nigdy nie widzieli dwóch kółek — i się tym wcale nie przejmują! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Kierujący samochodem został obwiniony o to, że podczas skrętu w lewo — wjeżdżając pomaluśku na stację paliw — nie zachował należytej ostrożności i nie upewnił się czy ktoś porusza się chodnikiem, przez co potrącił jadącego chodnikiem rowerzystę (art. 86 par. 1 kw). Po zderzeniu poszkodowany (16-latek jadący do szkoły) podniósł się i pomachał, że nic mu się nie stało, ale ze względu na pogięte koło rower musiał dalej prowadzić. Na to wszystko nadjechała (samochodem) matka chłopaka i zażądała zwrotu kosztów naprawy, jednak kierowca odmówił, wskazując, że nie jest winny.

Zdarzenie zgłosił na policję sam kierowca — nawet nie dlatego, że w jego aucie „uszkodzona została przednia lampa (odprysk na szkle), przednia szyba (odprysk na szkle) oraz porysowana została powłoka lakiernicza na przedniej masce, przednim zderzaku i lewym przednim błotniku” — ale dlatego, że nie czuł się winny. (O ile dobrze rozumiem właśnie owo auto-da-fé dało asumpt do wniesienia o ukaranie.)

Sąd uniewinnił obwinionego od zarzutów: biegły wykazał (m.in. na podstawie zapisów z monitoringu), że chociaż samochód poruszał się bardzo powoli, kierowca nie mógł zauważyć roweru jadącego chodnikiem — nie było więc możliwe uniknięcie kolizji. Zachowanie prowadzącego samochód przed zdarzeniem było prawidłowe (art. 22 pord): nie tylko miał on prawo, ale i obowiązek wykonać ten skręt, oczywiście po upewnieniu się, że nie zagraża innym pojazdom, ale nie miał obowiązku zakładać, że jakiś rower będzie poruszał się chodnikiem, na którym nie było drogi dla rowerów (por. „Ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście”).

Niezależnie od tego, że w ocenie poszkodowanego gęsty ruch na jezdni usprawiedliwiał jazdę chodnikiem, w rzeczywistości przepisy ruchu drogowego mówią coś innego (por. „Rowerem po chodniku”) — chłopak miał prawo prowadzić rower, ale nie jechać wzdłuż chodnika.

Oznacza to, że feralne potrącenie rowerzysty na chodniku było następstwem nieprawidłowego zachowania samego poszkodowanego, za co obwiniony nie może ponosić odpowiedzialności.

Zamiast komentarza: ucieszonym, że sąd orzekł, że można rozjeżdżać źle przechodzące babcie (tak sobie uproszczę, na potrzeby publicystyki, spotykany czasem w dyskusji pogląd) przypominam, że obowiązuje jeszcze zasada ograniczonego zaufania, zatem czasem może się okazać, że owszem, poszkodowany sam sobie winien, ale to nie oznacza, że przytomny uczestnik ruchu nie powinien był tego przewidzieć — dostrzec — reagować.

52
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
44 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Piotr Stanek
Gość

A jakby pieszego – biegnącego – nie zauważył?

Jan Bartnik
Gość

Albo „pieszego” (ta sama osoba, jadąca z tą samą prędkością, tyle że za nią jedzie dziecko lat 8, którym się ta osoba opiekuje).

patchworked
Gość
patchworked

Rozumiem (poniekąd…), czemu ktoś woli jechać chodnikiem, ale niech podczas takiej jazdy ma oczy dookoła głowy, rękę ciągle na hamulcu (najlepej na obu) a prędkość rozsądnie niską :/. Nawet na przejazdach rowerowych zasadę ograniczonego zaufania trzeba traktować, nomen omen, śmiertelnie poważnie, a co dopiero jadąc nielegalnie po chodniku. 16-latek to już przecież nie jest małe dziecko i powinien mieć trochę oleju w głowie.

Jan Bartnik
Gość

To ja tak – być może przewrotnie – zapytam: czy sąd jest pewien swojego stanowiska? Wydaje się ono tak bez sensu, że aż mnie zęby bolą – jak duża w widoczności jest różnica pomiędzy jadącym na rowerze rowerzystą, a pieszym (również jadącym na rowerze)?

Borek
Gość
Borek

O bez sensie piszesz, a jednocześnie masz pieszego jadącego na rowerze – nie gryzie Ci się to? ;) Ponieważ nie było tam DDR ani przejazdu, dlatego sytuację można swobodnie porównać do takiej, gdzie po chodniku jedzie samochód. Tu już wątpliwości mieć nie będziesz, prawda? Poza tym widoczność zależy nie tylko od aury oraz sylwetki celu (wielu przegapia rowerzystów na prostej drodze), ale też od kształtu drogi i przydrożnych obiektów. Z jakiegoś powodu biegły orzekł, że dokładnie „nie mógł zauważyć roweru poruszającego się chodnikiem”. Pewnie właśnie taka sytuacja zaszła, jakiś krzak czy murek zasłania chodnik i tyle. Gdyby jechał jezdnią to… Czytaj więcej »

gordon.shumway
Gość
gordon.shumway

Odnośnie „zasady ograniczonego zaufania” – to właśnie użycie takiej potocznej, skrótowej nazwy wprowadza właśnie w błąd odnośnie jej sensu.
Bo zgodnie z art 4 PoRD jest to raczej „zasada zaufania, które nie może być jednak nieograniczone”.
No ale wiedza większości uczestników ruchu pochodzi od instruktorów prawa jazdy, którzy kultywują i krzewią taka specyficzną wersję PoRD wynikającą raczej z nawarstwiania się interpretacji i przekazów ustnych niż literalnego brzmienia przepisów.
I jak ktoś słyszy o „zasadzie ograniczonego zaufania” to włącza mu się tryb „przede wszystkim nikomu nie ufać”…

Jan Bartnik
Gość

Moim zdaniem nie można porównać, bo przepisy są dość jasne i osoba jadąca samochodem nie będzie nigdy pieszym. Natomiast rzeczą względnie normalną jest pieszy jadący rowerem – co wynika z PoRD i definicji pieszego (w szczególności: „osobę w wieku do 10 lat kierującą rowerem pod opieką osoby dorosłej”). Dlatego należy się spodziewać, że na chodniku może się znaleźć szybko jadący rower. Tak samo jak ulicą jednokierunkową pod prąd może jechać pojazd uprzywilejowany, z żółtymi migającymi światłami, na wstecznym, czy rowerzysta (jeśli dopuszczono ruch rowerowy pod prąd, a prędkość maksymalna na odcinku nie przekracza 30 km/h)… i dowolny uczestnik ruchu powinien… Czytaj więcej »

Borek
Gość
Borek

Ale to nie jest „nie zauważył go” tylko „nie mógł go zauważyć”. Młody człowiek na rowerze będący pod opieką osoby dorosłej nie ma natomiast legalnego sposobu by jechać szybko chodnikiem – opiekun musi poruszać się albo pieszo, albo jadąc rowerem po chodniku musi to robić powoli i ostrożnie bo znajduje się na chodniku, a do tego opiekuje się drugą osobą. No nie da się odpowiedzialnie i bezpiecznie sprawować nad kimś opieki jadąc rowerem 30km/h po niesprzyjającym terenie, bo chodniki są zawsze wyboiste i nieprzyjazne rowerom – tak przynajmniej twierdzą rowerzyści. ;) Sorry, rowerzysta to nie jest najświętsza osoba na drodze,… Czytaj więcej »

Jan Bartnik
Gość

Pieszo może i się nie da ale „pieszo” (hulajnoga, rolki etc.) już tak. Jak dla mnie sprawa jest oczywista (nie mówię tu o wyroku sądy tylko zdrowym rozsądku) – nie tylko osoba na rowerze może się przemieszczać legalnie po chodniku ale i czymś pospolitym (choć nagannym i niezgodnym z prawem) jest jazda rowerzystów wzdłuż po chodniku i przejściach dla pieszych. Dlatego wydaje mi się słuszne założenie, że chodnikiem/przejściem może pomykać rowerzysta, a co za tym idzie kierujący samochodem powinien był upewnić się (a nawet zatrzymać i wysiąść z samochodu, jeśli ma takie problemy ze wzrokiem – tak, jak ma to… Czytaj więcej »

Borek
Gość
Borek

W skrócie: z jednej strony wymagasz by ktoś nie tylko przestrzegał prawa co do joty, ale nawet aby zrzekł się swoich uprawnień i wyszedł poza ustawowe obowiązki w imię ostrożności, z drugiej – by ktoś inny mógł łamać to samo prawo i być zwolnionym z ponoszenia związanych z tym konsekwencji, w dodatku bez żadnego rozsądnego uzasadnienia. Twoje propozycje w mojej opinii są kompletnie sprzeczne z obowiązującą nas ustawą zasadnicza, zgodnie z którą prawo wobec każdego obywatela należy stosować w taki sam sposób.

W związku z powyższym nie ma możliwości abym mógł się z Tobą zgodzić, przykro mi.

Jan Bartnik
Gość

Kompletnie błędna interpretacja mojej wypowiedzi. Wyraźnie zaznaczam, że rowerzysta w tym konkretnym przypadku był winny (co nie oznacza, że inni są niewinni). Nie ja wymagam i nie ostrożności – wymaga ustawa (PoRD), a wymaga w tym konkretnym przypadku szczególnej ostrożności. Ta sama ustawa dopuszcza sytuację, aby osoba na rowerze znajdowała się całkowicie zgodnie z przepisami na tym chodniku, a jedyną różnicą jest wiek jadącego i bycie pod opieką osoby dorosłej. Tymczasem sąd orzeka kompletnie bez sensu: owszem, są wyjątki od reguły… ale kierowca o tych wyjątkach nie musi wiedzieć i może z góry założyć, że taki nie zaistnieje na drodze…… Czytaj więcej »

Mike
Gość
Mike

zaraz, zaraz, przecież wjazd na stację raczej nie jest chodnikiem, więc pieszy czy rowerzysta powinien zachować ostrożność, a co więcej rowerzysta powinien rower przeprowadzić a nie nań przejeżdżać (co się tyczy również pasów)….

Jan Bartnik
Gość

Korzystam z wiedzy z artykuły „przez co potrącił jadącego chodnikiem rowerzystę”.

maho
Gość
maho

Ej no przecież wyrażnie stanowiskiem J.B jest to że nieprawdą jest stanowisko sądu że nie można od obwinionego wymagać żeby się spodziewał tam roweru, skoro są przypadki kiedy rower może tam legalnie jechać.

Nawet jak rower jedzie 10km/h, a przypomnę że na tym blogu są tacy którzy twierdzą że przy tej prędkości nie można nawet utrzymać równowagi, może być uczestnikiem kolizji i może być niezauważony nawet na prostej drodze.

mall
Gość
mall

Dokładnie tak: kierowca auta może doprowadzić do katastrofalnego uszczerbku na zdrowiu niezależnie od tego czy spowodował kolizję czy też nie. W związku z tym to w jego interesie jest wyjście poza ustawowe obowiązki.

Olgierd Rudak
Gość

Biorąc pod uwagę definicję pieszego i pojazdu (art. 2 pkt 18 pord) mam coraz większe wątpliwości czy jadący hulajnogą (tudzież na rolkach) jest pieszym. Ba, nawet definicja pojazdu coraz bardziej mi pasuje — że to są pojazdy (hulajnoga na 99%, rolki powiedzmy na 50%).

Bo jeśli nie to czym są te różne elektro-wynalazki, które coraz częściej widujemy na chodnikach?

Jan Bartnik
Gość

Ja te wątpliwości mam od dawna i obecnie chyba jedynym argumentem przeciw uznaniu tych pojazdów za rowery jest odpowiedź na interpelację poselską w tej sprawie. Elementem tego argumentu jest stwierdzenie, że przecież hulajnogi mają inne przeznaczenie niż rower – czyli służą rekreacji lub do sportu… z czego mi z kolei wynika, że np. BMX nie jest rowerem.

Olgierd Rudak
Gość

Ani rower górski, ani szosowy, bo te generalnie też służą rekreacji i uprawianiu sportu :)

Ból w tym, że ustawodawca zauważył rower i go powpisywał do kodeksu drogowego, ale całej reszty możliwości nie zauważył — i teraz można co najwyżej dywagować czy mu bliżej do pojazdu, czy jednak do pieszego, który ma na nogach „coś”.

Olgierd Rudak
Gość

Właściwie to masz rację, ale nie bierzesz pod uwagę jednego — uzasadnienie orzeczenia to nie wypracowanie, które musi wyczerpać zadany temat, lecz musi odnosić się do istniejącego stanu rzeczy.

Mnie np. denerwują uzasadnienia, w których sąd odnosi się do innych (niezwiązanych ze stanem faktycznym) ocen — „gdyby, gdyby”. Bo gdyby było inaczej, to sąd by pewnie inaczej sprawę ocenił.

Jan Bartnik
Gość

Co zaś się tyczy uzasadnienia orzeczenia – dla mnie i tak pozostanie absurdem, że wina kierowcy samochodu została w nim niejako uzależniona od wieku potrąconego (bo gdyby doszło do identycznego wypadku, tylko z udziałem 6 lat młodszego obywatela, okazałoby się, że kierowca miał jednak prawo spodziewać się roweru w tym miejscu… albo może właśnie nie – będzie wypadek bez winnych :) )

Olgierd Rudak
Gość

Nie, brak winy kierowcy wynikał nie z tego, że nie mógł się tam spodziewać roweru, ile z faktu, że ten rowerzysta nie miał prawa tamtędy jechać.

Postaram się poszukać orzeczenia o potrąceniu pieszych na pasach — i uniewinnieniu kierowcy. Zobaczymy czy to też jest takie proste jak się wydaje :)

cxrewzre crexzexz
Gość
cxrewzre crexzexz

wczoraj mialem taka sytuacje, auto na chodniku, lewe kola na krawezniku rozdzielajacym chodnik od sciezki rowerowej, prawe drzwi pasazera otwarte na pelna szerokosc co w sumie wyzerowalo szerokosc chodnika dostepna pieszym, wystarczylo wyjecie telefonu aby kierowca mial pretekst do wszczecia awantury, przeciez robil dostawe do sklepu, oczywiscie majac wizje fotograficznej dokumentacji szybko wskoczyl do auta i odjechal calkiem szybko, i tu smaczek, mozliwy zjazd z chodnika mial na skrzyzowaniu 2 bloki dalej, ktos moze podpowiedziec jakie paragrafy zostaly zlamane?

SpeX
Gość

Niestety (przynajmniej tu) sąd nie pisze, czy jednak nie było przesłanek legalizujących jazdę po chodniku.

Inna sprawa, jeśli coś ograniczało widoczność, np. szyldy stacji (ostatnio dość mocno stawiają parawany z promocjami), to czy takie działanie stacji nie przyczyniło się do zdarzenia.

Olgierd Rudak
Gość

Myślę, że gdyby były przyczyny po temu, sąd dałby temu wyraz. Byłoby jasne, że jechał po chodniku, bo mógł, a kierowca nie wziął tego pod uwagę i go puknął.

Mariusz Herich
Gość
Mariusz Herich

Niezależnie od decyzji sądu uważam, że rowerzysta, jadąc wbrew przepisom, powinien mieć oczy dookoła głowy, tym bardziej, że widoczność z roweru jest niewspółmiernie większa niż z samochodu, a i samochód można usłyszeć, a kierowca rowerzysty, nawet zipiejącego, nie usłyszy. Tak na zdrowy rozsądek.

Borek
Gość
Borek

Dwa miejsca, w których życie uczy nie oczekiwać zdrowego rozsądku to publiczna droga i budynek parlamentu. ;)

Olgierd Rudak
Gość

Gorzej, że nierzadko mam sytuację następującą:

– wjazd na stację paliw,
– przecinający drogę dla rowerów (fakt, że taką za chodnikiem),
– auto zwalnia przed przecięciem,
– więc zwolniwszy początkowo, śmiało jadę — a w tym momencie auto gwałtownie przyspiesza….

robal_pl
Gość
robal_pl

Popieram wyrok. Generalnie bardzo mnie dziwi to usilne dawanie pierwszeństwa rowerzystom na drogach tylko dla rowerów. Ani to bezpieczne ani ekologiczne ani tanie. Widoczność z samochodu „w prawo do tyłu” jest praktycznie zerowa, szczególnie że im nowszy samochód to ma mniejsze okna. Dodatkowo takie zatrzymywanie się samochodów aby puścić rowerzystów jest mało ekologiczne bo zużywa niepotrzebnie energię na ponowne ruszenie, a uruchomienie roweru to dużo mniejsza masa a więc i energia potrzebna do nabrania prędkości. A rowerzysta patrzy do przodu, nie ma widoczności ograniczonej słupkami i dużo łatwiej mu zauważyć przed sobą samochód. Innymi słowy ze względów bezpieczeństwa to rowerzyści… Czytaj więcej »

patchworked
Gość
patchworked

Dodatkowo takie zatrzymywanie się samochodów aby puścić rowerzystów jest mało ekologiczne bo zużywa niepotrzebnie energię na ponowne ruszenie, a uruchomienie roweru to dużo mniejsza masa a więc i energia potrzebna do nabrania prędkości. Rower w mieśćie to środek transportu a nie zabawa w kolarstwo – ciekawe kto się bardziej spoci od tego zatrzymania i ruszenia, kierowca czy rowerzysta ;) Kierowca (każdego pojazdu) ma uważać na rowerzystów, pieszych, rolkarzy, deskorolkarzy i generalnie każdego komu przecina drogę na oznakowanym przejśćiu/przejeździe. Tyle i aż tyle. Ekologiczne byłby całkowity zakaz poruszania się samochodami w dużej części miasta, więć powoływanie się na ekologię w kontekśćie… Czytaj więcej »

maho
Gość
maho

w przepisach dot poruszania się jednostek pływających, jest zasada (niech mnie poprawi ktoś kto się jachtuje, znam to tylko ze słyszenia i czytania) że pierwszeństwo ustępuje ten któremu łatwiej wymanewrować. Czyli kajak żaglówce, żaglówka statkowi wycieczkowemu, statek barce itd…. To nie jest taka głupia zasada i miałaby sens w ruchu drogowym. Mi jako rowerzyście, z wielu względów, dużo łatwiej zauważyć samochód niż samochodowi zauważyć rower. Więc na chłopski rozum, powinno być tak że albo ja schodzę z prędkością do pieszego, wtedy kierowca mnie doskonale widzi i wtedy ja mam pierwszeństwo, albo nie mam takiego obowiązku żeby zejść z prędkością, ale… Czytaj więcej »

Olgierd Rudak
Gość

Wynika to zapewne z tego, że prawo morza jest dość stare.

Prawo lądu kiedyś było dość podobne — kasztelan ustępował orszakowi królewskiemu, poczet rycerski kasztelańskiemu, kmieć rycerzowi…

maho
Gość
maho

no ale tutaj mamy (za https://sailbook.pl/artykul/6754-przepisy-srodladowe-prawo-drogi-w-pigulce ) sytuację kiedy byle ciura na barce spławiającej drzewo, ma pierwszeństwo przed kasztelańskim synem na jachcie. A ten znowu ustępuje orszakowi królewskiemu płynącemu na motorówkach, chyba że te płyną na sygnale.

maho
Gość
maho

errata: a temu znowu ustępuje orszak królewski ….

Olgierd Rudak
Gość

Przeczytałeś tekst do końca? Bo odnoszę wrażenie, że nie dość, że sprawa jest bardziej skomplikowana, to jeszcze lokaj kniazia na ślizgaczu ustępuje królewskiemu jachtowi, który znów ma pierwszeństwo przed motorówką cesarza ;-)

Olgierd Rudak
Gość

Generalnie to brzmi jak pomysł na zakazanie poruszania się autami po mieście — nic nie widać, ciężko skręcać… prawie jak karabin w rękach szaleńca…

b52t
Gość
b52t

Argument-samobij. ;-)
Nie ten, kto może realnie stworzyć większą szkodę, ale ten, kto jest większy powinien mieć łatwiej. Wychodzi z tego, że narzekanie na kierowców TIR-ów (bez przyczepiania się formalnego, kolokwializm zrozumiały przez wszystkich), jest bezcelowe, bo są więksi, ich przejazd ma większą wartość niż jeżdżenie jedynie do pracy, z dziećmi, na zakupy.

Olgierd Rudak
Gość

Nie mówiąc o zakazie wyprzedzania TIR-em na A4 (odcinek z Wrocławia ku Bolesławcowi)… Wczoraj widziałem jak wygląda desuetudo w praktyce.

robal_pl
Gość
robal_pl

Prawie. generalnie bardziej powinien uważać ten, kto może ponieść większą szkodę w razie wypadku. Czyli nie wymuszasz pierwszeństwa samochodem osobowym na TIRze, a rowerem na samochodach TIRem na pociągach.
Piękny przykład jest tu:

https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,zjezdzalem-ze-skrzyzowania-rower-pojawil-sie-nagle,242632.html
Czy na prawdę na nagrobkach musi być napisane ” Miał pierwszeństwo…”

Olgierd Rudak
Gość

Pytanie czy przepis ma sankcjonować takie podejście do zdrowego rozsądku?

robal_pl
Gość
robal_pl

Przepis działający wbrew zdrowemu rozsądkowi nie powinien w ogóle być uchwalony ! Kto najlepiej zadba o swoje własne dobro ? Kierowca o rowerzystę czy rowerzysta o siebie ? Osobiście uważam, że na skrzyżowaniu drogi dla rowerów i jezdni to rower powinien zawsze ustępować pierwszeństwa. SZCZEGÓLNIE jeżeli ma to miejsce na skrzyżowaniu gdzie samochody skręcają i przecinają wtedy DdR. Ludzie czytają przepisy wybiórczo. Albo w ogóle nie czytają tylko coś tam usłyszeli w radiu. A rowerzyści , niestety, nie muszą znać żadnych przepisów ruchu drogowego. Także usłyszy taki, że ma pierwszeństwo i będzie pełnym gazem wjeżdżał pod samochody, które powinny się… Czytaj więcej »

b52t
Gość
b52t

Kuraki, to niepotrzebna generalizacja. Znów, zdrowo rozsądkowy człek, wie, że z samochodem, motorem czy nawet skuterem (osobne tematy) nie ma szans, więc powinien mieć osiem oczu dookoła głowy. Nie będzie jeździł przez przejazdy dla rowerów z poczuciem wyższości i pewności wynikającej z ustawowego pierwszeństwa, ale nie może też być sytuacji absurdalnej, że jednak mając pierwszeństwo będzie czapkował kierowcy, bo ten jest przecież większy i może mu zrobić krzywdę. Ta logika powinna doprowadzić do sytuacji, że babuleńki, chuderlak na widok przypadkowanego dresa powinni bez pytani, groźby czy spojrzenia wyskakiwać z kasy. Wszystkich uczestników ruchu obowiązują określone zasady, jeśli nie podobają się,… Czytaj więcej »

Olgierd Rudak
Gość

Paczpan, a jadę 2 dni temu przez ten DDR i noga sama na środkowy pedał chodzi, jak tylko pieszy — byle Kurt czy inna Helga, żaden Zyklisten nawet! — podejdzie do zebry… Myślę, że Niemiec głupi nie jest, reparacji nie zapłacił i nie zapłaci, a pierwszeństwo — od nich przecież i Herr Diesel, i Herr Benz (a nawet Fraulen Mercedes) pochodzą — mają we krwi…

b52t
Gość
b52t

Gorzej jest pod tym względem w Helwecji.

Olgierd Rudak
Gość

Znajomy się przeprowadził parę lat temu, opowiadał:

– wracasz tramwajem z pracy i pijesz piwo — keine problem,
– wyrzucasz butelkę do kontenera (a jest po 17.00) — przejeżdżający patrol zatrzymuje się i poucza, że za późno na takie hałasy (bo śmieci wolno wyrzucać w określonych godzinach).

b52t
Gość
b52t

Inna sprawa to znaki w Niemczech, Szwajcarii i Austrii – między 22:00 a 6:00 ograniczenie prędkości, żeby nie hałasować w strefach zamieszkania. Nie do pomyślenia w Polsce. Mentalnie nie do przejścia przez kolejne dekady (pokolenia).

mall
Gość
mall

Piękne odwołanie ale w takim razie pytanie:
– jak rowerzysta ma zadbać o siebie w sytuacji, gdy ze strachu przed autami jedzie chodnikiem i MIMO TO na zakręcie auto wjeżdża na chodnik i niemal rozjeżdża rowerzystę? Przypadek z 2 ręki- jakiś chuj niemal mi tak mamę rozjechał.

Olgierd Rudak
Gość

Jak widać — tak czy inaczej wina Tuska ;-)

robal_pl
Gość
robal_pl

I jeszcze niesamowicie obrzydliwy jest wynalazek chwilowej drogi dla rowerów czyli np. jest chodnik mieszany pieszo-rowerowy ale przed wjazdem na stację benzynową, przecinającym tenże chodnik, zostaje wydzielona droga dla rowerów na odcinku 10 metrów przed wjazdem. Co za złośliwy i nienawidzący rowerzystów urzędnik mógł coś takiego wymyślić ? Czyli rowerzysta jedzie sobie ostrożnie po mieszanym chodniku ale gdy ma przejazd, którym jeżdżą samochody może przyspieszyć i na nic nie zważać bo ma kawałek drogi dla rowerów. A kierowca znowu musi okazać się jasnowidzem …

mall
Gość
mall

Może w trakcie jazdy kierowcy powinni zacząć patrzeć na drogę a nie tylko na jezdnię? Wystarczy więc „widzenie” a nie „jasnowidzenie”.

b52t
Gość
b52t

Oczywiście, że powinien. ale jaką paranoją jest sytuacja, gdy mając do przejechania 1200 km najbardziej obawiałem się ostatnich (albo pierwszych) 200 km w Polsce. U na drogach jest taki poziom chamstwa, agresywności, braku uwagi i działania wbrew zdrowemu rozsądkowi, że jest to stresujące. O ile zawsze trzeba mieć na uwadze, że coś może pójść nie tak, to jeżdżąc wspomnianą niżej A4 mam nerwa zanim wsiądę.

robal_pl
Gość
robal_pl

Z tym się zgadzam. Pojechałem motorem na wycieczkę do Włoch. Jechałem przez Czechy, Austrię, Włochy oczywiście, Niemcy. Najbardziej nieprzyjemny był powrót w Polsce na S8 z Wrocławia do Warszawy. Jakoś tak było dziwnie i nie czułem się bezpiecznie. Mimo że ruch w sumie nie był duży bo było akurat święto.

Katarzyna Kamińska
Gość
Katarzyna Kamińska

takie przypadki zdarzają się bardzo często i uważam, że wina leży po obu stronach.