Czy opłata likwidacyjna za zerwanie polisolokaty może sięgać 99% wpłaconych kwot?

W ostatnich czasach jakby mniej słychać o problemach z fikuśnymi produktami inwestycyjnymi, jednak wierzę, że odpowiedź na kilka pytań może się komuś przydać. Dziś zatem na tapetę idą takie tematy: czy opłata likwidacyjna za zerwanie polisolokaty może sięgać 99% kwot wpłaconych przez klienta? i czy brak informacji o wysokich opłatach likwidacyjnych jest nieuczciwą praktyką rynkową? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 28 września 2016 r., sygn. akt VI ACa 721/15).

W 2008 r. mężczyzna — prawnik po „jednej z aplikacji prawniczych” — zawarł umowę ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi, którą doradca inwestycyjny przedstawił jako produkt inwestycyjny, służący do pomnażania gromadzonych kwot, nie jako formę ubezpieczenia. Klient zobowiązał się do stałych wpłat po 500 złotych miesięcznie, a podpisując umowę klient, że zapoznał się z OWU, że wie o ryzyku inwestycyjnym oraz o tym, że wartość jednostek uczestnictwa jest zmienna, zaś cała usługa jest płatna.
Po dwóch latach towarzystwo wypowiedziało umowę ze względu na brak zapłaty składki i poinformowało ubezpieczonego, że po potrąceniu opłaty likwidacyjnej może odebrać pozostałą kwotę — czyli 200 złotych.

Klient wystąpił z żądaniem unieważnienia umowy o polisolokatę, którą zawarł wskutek stosowania nieuczciwej praktyki rynkowej, albo do uznania, iż nie wiąże go opłata likwidacyjna. Powództwo obejmowało także żądanie zakazania pozwanemu stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych polegających na nieinformowaniu konsumentów o zamieszczaniu we wzorcach umownych postanowień umożliwiających jednostronne rozwiązanie umów przez ubezpieczyciela przy zajęciu całości zgromadzonych składek, a także złożenia stosownego oświadczenia.

Sąd I instancji częściowo uwzględnił powództwo: warunki OWU nie zostały uzgodnione z konsumentem indywidualnie — były z góry narzucone i nie negocjowane — zaś postanowienia dotyczące opłaty likwidacyjnej (która nie jest głównym świadczeniem stron) kształtują prawa i obowiązki klienta w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając interesu konsumenta. Opłata likwidacyjna w rażąco wygórowanej wartości (prawie 100% wpłaconych środków) zastrzeżona w przypadku wcześniejszego rozwiązania umowy nie wynikała z ponoszonych przez pozwaną kosztów. Nie mogą być to ogólnie wskazane wydatki, jak np. prowizja dla agenta, która jest kosztem związanym z prowadzeniem działalności gospodarczej, a nie ma związku z zakończeniem samej umowy.

Stąd uwzględniono roszczenia w zakresie zwrotu pieniędzy — ale zdaniem sądu zaprezentowanie produktu finansowego w sposób korzystny, nawet jeśli może wiązać się ze stratami finansowymi oraz brak informacji o opłacie likwidacyjnej sięgającej 100% składek nie jest wprowadzaniem w błąd konsumenta (art. 12 upnpr). Powód nie był zwykłym konsumentem, lecz prawnikiem, w dodatku podpisał oświadczenie, że zapoznał się z warunkami ubezpieczenia, zatem musiał mieć świadomość, że umowa wiąże się z określonym ryzykiem.

Od wyroku apelacje wniosły obie strony, jednak sąd uwzględnił wyłącznie argumenty powoda.
Przerzucenie całego ryzyka finansowego (kosztów akwizycji) z tytułu umowy ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym narusza przepisy ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, właśnie przez to, że produkt był przestawiany w sposób wyjątkowo korzystny, z pominięciem informacji o ryzyku finansowym.

Stosowana przez pozwanego praktyka rynkowa była nieuczciwa, albowiem polegała na wprowadzaniu w błąd konsumentów powodując podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy. Praktyka taka może polegać na rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji lub rozpowszechnianiu informacji prawdziwych, lecz wprowadzających w błąd (art. 6 upnpr).
Oznacza to, że nieuczciwą praktyką rynkową jest dezinformowanie i wprowadzanie w błąd konsumentów poprzez brak jasnej i jednoznacznej informacji o wysokości opłat likwidacyjnych po rozwiązaniu polisolokaty oraz wpływie opłaty likwidacyjnej na efektywność inwestycji.

Sąd II instancji podkreślił także, iż nie jest istotne czy powód może być traktowany jako przeciętny konsument — kluczowa jest ocena, czy zarzucane nieuczciwe praktyki rynkowe mogą zniekształcać zachowanie przeciętnego konsumenta (niekoniecznie powoda).

[Pozwana] oświadcza, iż stosowała nieuczciwe praktyki rynkowe polegające na zatajaniu wobec konsumentów informacji o ryzyku związanym z zawarciem umowy ubezpieczenia na życie z funduszem kapitałowym (…) oraz wprowadzała konsumentów w błąd poprzez nieprzekazywanie w sposób jasny i jednoznaczny informacji o wysokości opłat pobieranych w związku z obsługą umowy oraz rezygnacją z jej kontynuowania, a także wpływu takich opłat na efektywność przedsiębranej inwestycji. [Pozwana] oświadcza, iż dochowa najwyższej staranności w celu wyeliminowania tej nieuczciwej praktyki z umów zawartych z konsumentami oraz, że nie będzie stosować w przyszłości wobec konsumentów nieuczciwych praktyk rynkowych.

Dlatego uwzględniono też żądanie usunięcia skutków niedozwolonych działań poprzez upublicznienie odpowiedniego oświadczenia w dwóch ogólnopolskich dziennikach — roszczenie takie ma funkcję informacyjną, wychowawczą, prewencyjną i kompensacyjną, a informacja taka pozwoli konsumentom poznać zachowania przedsiębiorcy oraz wyrobić sobie opinię na temat takich praktyk.

Q.E.D.

3 comments for “Czy opłata likwidacyjna za zerwanie polisolokaty może sięgać 99% wpłaconych kwot?

  1. gordon.shumway
    28 grudnia 2017 at 16:20

    Pamiętam jak swego czasu (jakieś 2-3 lata temu) wysłuchałem audycji radiowej na temat polisolokat w której gościem był przedstawiciel UOKiK. Wyrażał on stanowisko, że Urząd nie widzi potrzeby interwencji właśnie w sprawie konstrukcji polisolokat i wskazywał drogę sądową jako właściwą dla niezadowolonych klientów.
    I wszystko byłoby „normalne” (w rozumieniu „typowe” dla stanowiska urzędu rzekomo mającego wspierać konsumentów w sporach z korporacjami), gdyby nie podane przez prowadzącego audycję przykłady konstrukcji niektórych polisolokat z których wynikało, że po wpłacie przez klienta kwoty 100 tys. zł była ona dzielona na prowizję „akwizytora” w kwocie 60 tys. oraz kwotę „na koncie” polisolokaty w kwocie 40 tys. – przez co wypracowanie jakiegokolwiek „zysku” ponad kwotę wpłaty było w praktyce niemożliwe (nawet w perspektywie wieloletniej).
    Co więcej analiza umowy polisolokaty wskazywała też, że również dla firmy ją oferującej jedynym scenariuszem w którym przynosiła ona dla niej „zysk” była scenariusz zerwania polisolokaty przez klienta.
    „Produkt” ten więc od samego początku pomyślany był jako pułapka na klienta, czego w żaden sposób nie chciał dostrzec UOKiK.

    Dobrze więc, że chociaż po kilku latach, to jednak sąd zauważył to czego nijak UOKiK dostrzec nie chciał.

  2. 5 czerwca 2018 at 08:31

    Zapraszamy wszystkich poszkodowanych do kontaktu na naszą stronę [s.p.a.m.].pl. Gwarantujemy pańtwu odzyskanie środków z opłat likwidacyjnych polisolokat.

  3. tomasoo
    20 czerwca 2018 at 16:15

    witam
    sam miałem podobny problem ze skandia ale udało mi się odzyskać pieniądze
    bez dobrej kancelarii praktycznie nierealne samemu wywalczyć
    po ciężkim boju odzyskawszy kapital i oplate likwidacyjna która pobrali za zerwanie umowy
    jeżeli ktoś potrzebuje to podam namiary na kancelarie
    mieszkam w krakowie

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.