Czy komentarz w internecie zniesławia, bo może zniesławić?

A teraz coś z zupełnie innej beczki: czy zniesławienie w komentarzu opublikowanym w internecie ocenia się biorąc pod uwagę wyłącznie „goły tekst”, czy jednak istotny jest kontekst wypowiedzi zniesławiającej — na przykład zamiar skrytykowania opublikowanego artykułu?

postanowienie Sądu Najwyższego z 24 października 2017 r. (V KK 278/17)
Ocena charakteru wypowiedzi umieszczonej na stronie internetowej, jako wypełniającej znamiona przestępstwa zniewagi lub zniesławienia, może być dokonana wyłącznie w drodze dokładnej analizy treści tej wypowiedzi. Nie tylko dosłowna treść wypowiedzi wpływa na jej ocenę karnoprawną, ale w równym stopniu znaczenie mają okoliczności i miejsce jej sformułowania, jak również wcześniejsze zachowanie pokrzywdzonego tą wypowiedzią oraz treść i sposób wyrażenia przez niego określonych opinii. 

Sprawa dotyczyła następującego komentarza pod artykułem opublikowanym w serwisie internetowym:

[Dziennikarzu] nie kłam i nie manipuluj ludźmi, bo ci nos urośnie jak Pinokiowi. A może już urósł, bo gdyby tak ci zależało na udzieleniu odpowiedzi rzekomym mieszkańcom, to byś pofatygował się już dawno do Urzędu Miejskiego i poślęczał nad dokumentami, których nie odmówiłby tak „rzetelnemu” dziennikarzowi… Nie oczerniaj więc ludzi. Oto przykład tego, o co pyta rzekomy mieszkaniec poprzez [dziennikarza]: „zwracam się z prośbą o wykaz wszystkich zamówionych usług we wszystkich mediach z okresu trzech miesięcy (czerwiec – lipiec – sierpień 2014 r.) oraz z analogicznego okresu roku 2013 i 2012. Proszę o podział na konkretne media, z podziałem na powyższe okresy czasowe, podanie kwot miesięcznych okresach, rodzaje (bannery, spoty, reportaże, wywiady, komunikaty, informacje … — kompletnie wszystkie) zamówionych usług oraz cele jakie miały realizować”. [Dziennikarzu], jeśli jest ci przykro i zżera zazdrość, że twoja medialna konkurencja dostaje zlecenie emisji reklam, spotów, ogłoszeń, a nie twój portal, o którego kulturę i rzetelność nie dbasz — miej pretensje do samego siebie. Tyle kalumnii i obrzydliwości ile dziennie przelewa się przez twoje strony nie daje ci prawa do osadzenia innych. Sprzątaj u siebie i bądź odpowiedzialny za słowa, które publikujesz na […]. To twój psi obowiązek. Pozdrawiam, życzę redaktorowi naczelnemu refleksji nad własnym postępowaniem i dziennikarską etyką.

Zdaniem dziennikarza komentarz ten poniżył go w opinii publicznej i naraził na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania zawodu, zatem oskarżył jego autora o zniesławienie i znieważenie za pomocą środków masowego komunikowania (art. 212 par. 2 kk w zw. z art. 216 par. 2 kk w zw. z art. 11 par. 2 kk).

Sąd I instancji uniewinnił oskarżonego od zarzutów; zdaniem sądu II instancji do przestępstwa wprawdzie doszło, ale postępowanie należało umorzyć ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu (art. 17 par. 1 pkt 3 kpk w zw. z art. 1 par. 2 kk).

Kasację od orzeczenia wniósł dziennikarz, jednak SN podtrzymał w mocy umorzenie postępowania.
Nawet jeśli oskarżony przekroczył granice dozwolonej krytyki i zniesławił pokrzywdzonego, sąd musi brać pod uwagę także treść i kontekst wypowiedzi, które mogą łagodzić wydźwięk owego zniesławienia. Komentarz był zamieszczony bezpośrednio pod tekstem, więc każdy czytelnik mógł samemu racjonalnie i krytycznie ocenić wszystkie argumenty — zarówno racje dziennikarza, jak i zarzuty stawiane przez komentującego. W przekonaniu SN to właśnie okoliczność, iż użytkownik miał możliwość łatwej weryfikacji stawianych zarzutów, przesądza o znikomej szkodliwości społecznej zniesławienia.
Istotne było także to, że inicjatorem dyskusji był dziennikarz, zaś wpływ na jej przebieg miał ton i poziom merytoryczny opublikowanego artykułu — zaś oskarżony po prostu podjął ostrą (lecz wcale nie najbardziej drastyczną) polemikę z tekstem.

Wcale nie na marginesie powyższych rozważań Sąd Najwyższy przypomniał, że penalizacja przekroczenie granic dopuszczalnej krytyki wymaga wyważenia różnych przeciwstawnych sobie wartości — ochrony czci i godności z jednej oraz wolności słowa z drugiej strony (por. ciekawy wyrok SN z 17 maja 2017 r., III KK 477/16, w którym oskarżoną była matka pomawiająca ojca dzieci — podczas rozpraw sądowych — o molestowanie seksualne ich wspólnych dzieci).
Prawo do krytyki jest jednym z pozaustawowych kontratypów, jednak powołać się na nań można skutecznie wyłącznie w przypadku obrony uzasadnionego interesu społecznego. W przypadku przekroczenia granic krytyki sąd może, biorąc pod uwagę kryteria wskazane w art. 115 par. 2 kk (por. „Czy sąd ma swobodę oceny stopnia społecznej szkodliwości czynu — czy musi „odhaczać” listę z art. 115 par. 2 kk?”), dojść do przekonania, iż stopień tej szkodliwości jest na tyle znikomy, by podjąć decyzję o umorzeniu postępowania. 

Nigdy nie można jednak z góry określić jaki rodzaj wypowiedzi może być uznany za zniesławienie lub znieważenie. Za każdym razem oceny takiej musi dokonać sąd, biorąc pod uwagę nie tylko treść penalizowanej wypowiedzi, ale też jej kontekst, w tym zachowanie pokrzywdzonego.

Q.E.D.

Dodaj komentarz