Czy bank odpowiada za oszustwo, którego dopuścił się jego ex-pracownik?

Odpowiedzialność pracodawcy za wyrządzenie szkody osobie trzeciej to jedno, ale czy istnieje podstawa do tego, by pracodawca ponosił odpowiedzialność za oszustwo ex-pracownika, który okłamał poszkodowanego, że nadal pracuje w tej firmie? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 9 marca 2018 r., sygn. akt V ACa 58/18).


odpowiedzialność banku oszustwo popełnione pracownika

Odpowiedzialność banku za oszustwo popełnione przez byłego pracownika może wynikać z braku udzielenia klientowi informacji o znanych bankowi przekrętach tej osoby (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawa zaczęła się od tego, że „korzystając z zaufania” klientki pracownik założył rachunek na fikcyjną osobę, na który przelewał pieniądze z jej rachunku (128 tys. złotych). Proceder został odkryty, bank zwrócił pieniądze (i zwolnił pracownika z pracy, ale za niezachowanie procedur, nie za oszustwo), o czym nie powiadomił kobiety (powiedziano jej, że korzysta z urlopu). Dzięki temu oszustowi udało mi się jeszcze raz wyzyskać naiwność kobiety: przekonał ją, że że teraz pracuje w innym oddziale, namówił do udzielenia sobie pełnomocnictwa, na podstawie którego przelał na swoje konto kwotę 97 tys. złotych.
Zdaniem klientki bank powinien ponosić odpowiedzialność za oszustwo, którego dopuścił się ex-pracownik, zatem wystąpiła z powództwem przeciwko bankowi.

W pierwszej rundzie sąd I instancji uwzględnił roszczenie. Uzyskanie pełnomocnictwa od oszukanej klientki było efektem zaufania powstałego w związku z zatrudnieniem w banku, zaś skoro bank nie powiadomił klientki, że zaufany pracownik został dyscyplinarnie zwolniony z pracy, to szeroka wykładnia art. 430 kc pozwala na przypisanie bankowi odpowiedzialności za byłego podwładnego.
Jednak w apelacji wyrok został zmieniony: bank nie może ponosić odpowiedzialności za przestępcze działania ex-pracownika, wskutek których powódka poniosła szkodę. Oszustwo dokonane przez byłego podwładnego po zwolnieniu go z pracy — na podstawie udzielonego pełnomocnictwa, które z definicji nie ma związku z wykonywaniem pracy w banku (wewnętrzna procedura wykluczała udzielenie pełnomocnictwa pracownikowi banku) — oznacza, że brak jest związku przyczynowego między działaniem banku a wyrządzoną szkodą, zaś w każdym przypadku można mówić co najmniej o przyczynieniu się powódki do powstania szkody.

Skuteczna okazała się skarga kasacyjna wniesiona przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Bank nie może ponosić odpowiedzialności za byłego pracownika na podstawie art. 430 kc, nawet jeśli nie dochował on tajemnicy bankowej, nie miał także obowiązku informowania klientki, że pracownik został wyrzucony z pracy — ale nie powinno się wprowadzać jej w błąd co do przyczyn nieobecności (rzekomy urlop, a w istocie zwolnienie z pracy za naruszenie obowiązków pracowniczych), zatem w kontekście tego, że pracownik został „przydzielony” do jej obsługi, można rozważać naruszenie kryteriów prawidłowego wykonania zobowiązania (art. 354 par. 1 w zw. z art. 725 kc) — bo bank nie powinien udzielać klientom nieprawdziwych, nierzetelnych i nieścisłych informacji w relacjach z klientami.
Co więcej skoro bank poinformował klientkę, że pracownik jest na urlopie, to nie można obciążać jej skutkami tego, że się nie dowiedziała czy mężczyzna nadal jest pracownikiem banku — w konsekwencji można mówić, że bank brał udział (choćby nieświadomie) w zaaranżowaniu operacji polegającej na uzyskaniu pełnomocnictwa przez oszusta (gdyby kobieta wiedziała o jego zwolnieniu, nie podpisałaby dokumentu) — a już na pewno powinien wyłapać to, że pełnomocnictwo udzielono osobie zwolnionej z pracy dyscyplinarnie.
W konsekwencji SN przyjął, że bank może ponosić odpowiedzialność za szkodę jako za zawiniony delikt (art. 415 kc) lub za niewłaściwie wykonaną umowę (art. 471 kc), zatem zaskarżone orzeczenie zostało uchylone (wyrok SN z 9 listopada 2017 r., I CSK 53/17).

W drugiej rundzie sąd zmienił swoje stanowisko: wprawdzie z zawartej umowy między klientką a bankiem nie wynikał obowiązek poinformowania jej o zwolnieniu z pracy „przydzielonego” pracownika, co wyklucza przyjęcie odpowiedzialności umownej (art. 417 kc), to jednak bank ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną wskutek deliktu. Działaniem banku, które spowodowało szkodę było wprowadzenie powódki w błąd co do dalszego zatrudnienia oszusta, chociaż bank był świadom wcześniejszego naruszania przez niego procedur. Od banków można i należy bowiem wymagać podwyższonego standardu staranności w relacjach z klientami — gdyby klientka znała przyczyny nieobecności w pracy, nie dałaby oszustowi pełnomocnictwa.

Sumarycznie oznacza to, że klientce — która nie miała możliwości samodzielnie ustalić statusu osoby, którą znała z pracy w banku i którą spotkała w banku — nie sposób zarzucać żadnego niedopatrzenia, a nawet przyczynienia się do powstania szkody, zatem w tym przypadku bank ponosi odpowiedzialność za oszustwo popełnione przez ex-pracownika.

11 comments for “Czy bank odpowiada za oszustwo, którego dopuścił się jego ex-pracownik?

  1. RYBY
    14 czerwca 2018 at 08:31

    Już widzę, jak we wszystkich oddziałach PKO BP, BZWBK czy innego olbrzyma wiszą informacje w stylu:
    Pan Jan Iksiński od dnia 01.01.2018 nie jest już pracownikiem Banku.

    A może pójść dalej? Jest przecież okres wypowiedzenia:
    Pan Jak Iksiński od dnia 01.08.2018 nie będzie już pracownikiem Banku. Proszę nie załatwiać u niego żadnych spraw.

    • Olgierd Rudak
      14 czerwca 2018 at 09:06

      No nie, przecież nie chodziło o to be or not to be, poszło o to, że pewnie nie chcieli przyznać, że zwolnili gościa (może antycypowali RODO? albo art. 23 kc? to całkiem możliwe — chociaż przecież można było powiedzieć „już nie pracuje”, bez wdawania się w szczegóły), przez co ona myślała, że jej doradca nadal tam pracuje.

      W dodatku najprawdopodobniej nie wiedziała o pierwszym przekręcie, z uzasadnienia (jest to napisane na okrętkę) wychodzi, że bank załatwił sprawę, przelał jej kasę, ale nie powiedział, że ten doradca robił przekręty.

      • Bankowczyni
        14 czerwca 2018 at 21:42

        A propos rodo. Pracuję w banku i niedawno dzwoniłam za dłużnikiem. Telefon odebrała matka, która powiedziała, że dłużnik mieszka za granicą. Na koniec rozmowy poprosiłam o numer kontaktowy do niego, a matka wrzasnęła „To nie słyszała pani o RODO? Nie można już takich rzeczy robić”. Co Ty na to?

        • Olgierd Rudak
          15 czerwca 2018 at 08:35

          Że jej nie wolno, czy Tobie nie wolno? ;o)
          Tobie (bankowi) wolno się spytać, wolno nawet przetwarzać tę informację, bo przecież macie w tym interes (jest dług, jest konieczność kontaktu z dłużnikiem). A matce (podobnie jak każdemu) wolno odpowiedzieć cokolwiek — nie znam, nie wiem, nie podam. Może nawet powołać się na rzekomy zakaz wynikający z RODO albo z czegokolwiek — nie poda, to nie poda i nic jej nie zmusi.

          • Tolouse
            15 czerwca 2018 at 13:33

            Podłączę się pod odpowiedź dot. RODO, bo dzisiaj spotkałem się z absurdem GUS-owskim. Wysłałem bezpośrednio ze swojej skrzynki wiadomość do nich (kancelaria ogólna) i dostałem odpowiedź automatyczną, że wszystkie wiadomości trzeba wysyłać przez formularz na stronie internetowej, bo w przeciwnym razie ignorują je, ponieważ ich nadawcy nie wyrazili zgody na przetwarzanie DO. Po co w takim razie jest w ogóle podany adres e-mail na ich stronie? Jak dla mnie, jeśli wysyłam bezpośrednio e-mail (i np. podaję w nim swoje dane, łącznie z tzw. numerem f*iuta-buta), to w sposób domniemany wyrażam zgodę, ale co ja tam wiem…

            • Olgierd Rudak
              15 czerwca 2018 at 15:33

              Absurd. Nawet jeśli prowadzenie korespondencji wymaga zgody nadawcy (sic), to oczywiście należy dorozumiewać, że wysłanie wiadomości zawiera w sobie zgodę na jej przeczytanie i udzielenie odpowiedzi.

        • RYBY
          15 czerwca 2018 at 12:11

          Mam nadzieję, że nie powiedziałaś, że dzwonisz z banku X i syn ma u was dług.
          Naruszenie tajemnicy bankowej do 3 lat więzienia i do 1 mln zł grzywny.

      • Olgierd Rudak
        15 czerwca 2018 at 20:28

        Poszukałem, nie wiedziała o wcześniejszym oszustwie, bo bank krył gościa od początku do końca:

        działała wówczas w warunkach pełnego zaufania do tej osoby jako pracownika pozwanego banku. Nie zdawała w każdym razie sobie sprawy z zamiarów tej osoby, lecz również z wcześniejszych jej działań, które doprowadziły powódkę do szkody wskutek wyprowadzenia środków z rachunku powódki, na łączną kwotę 128364 zł, naprawionej przez pozwany bank, który w tym zakresie się poczuł do odpowiedzialności wobec powódki.

  2. M
    15 czerwca 2018 at 19:16

    Ja bym podzielił odpowiedzialność po połowie…

    Pytanie czy pierwsze kontakty klientki z doradcą odbywały się w oddziale… czy też były tylko poza oddziałem.

    Jeśli kontakty mogą odbywać się tylko w oddziale, to klientka powinna ponieść całkowitą winę. Jeśli nie, to być może bank, być może współodpowiedzialność.

    Możliwe, że bank powinien udostępnić możliwość weryfikacji, czy ktoś jest pracownikiem – infolinia, strona z pracownikami. Zapewne RODO trochę to utrudni, ale jeśli ktoś pracuje w firmie x, to zakładam, że może zgodzić się na publikację na stronie www swojego imienia i nazwiska.

    • Olgierd Rudak
      15 czerwca 2018 at 20:27

      Ale ona się spotkała z tym człowiekiem w oddziale banku, mało tego:

      w oddziale banku, do którego miał zostać rzekomo przeniesiony, w obecności innego pracownika banku, namówił powódkę do udzielenia pełnomocnictwa na swoją rzecz, na podstawie którego przelał na rachunek założony na nazwisko (…)

      • M
        16 czerwca 2018 at 10:04

        dopadła mnie jakaś pomroczność jasna… w takiej sytuacji sprawa powinna być jasna w pierwszej instancji…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.