Czy wynagrodzenie za wsparcie przy sprzedaży udziałów w sp. z o.o. należy się za to, że wspólnik w końcu zbył swoje udziały?

A skoro wczoraj było o dopuszczalności nałożenia zakazu konkurencji na wspólnika spółki z o.o., dziś czas na kilka akapitów o tym czy umowa doradztwa biznesowego może być kwalifikowana jako umowa rezultatu — no i czy wynagrodzenie za doradztwo przy sprzedaży udziałów w spółce może się należeć za to, że się podpisało taką umowę, a wspólnik w końcu swoje udziały sprzedał — czy jednak trzeba się wykazać skutecznym świadczeniem takich usług? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 8 sierpnia 2017 r., sygn. akt VI ACa 1977/16).


wynagrodzenie Doradztwo przy sprzedaży udziałów

Trudno mi powiedzieć czym zajmował się Adolph Schneider i jaki był los jego przedsiębiorstwa — niemniej takie szyldy wyglądają bardzo fotogenicznie (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Spór dotyczył wynagrodzenia za świadczenie usług doradczych w postaci pomocy w sprzedaży udziałów w spółce (pozwana odziedziczyła udziały, ale była w konflikcie z innymi wspólnikami, więc chciała wyjść ze spółki). Zdaniem powoda sprzedająca zobowiązała się do zapłaty 5% ceny sprzedaży jeśli wartość udziałów będzie nie mniejsza niż 30 mln złotych, skoro więc pieniędzy nie otrzymał, wniósł powództwo o 846 tys. złotych.
W ocenie pozwanej żądane wynagrodzenie nie należało się powodowi — bo nie było żadnego wsparcia przy sprzedaży — zaś tak czy inaczej nabywcą udziałów była sama spółka, która kupiła udziały w celu ich umorzenia.

Sąd I instancji uwzględnił powództwo w całości: strony zawarły „umowę o dzieło dotyczącą doradztwa farmaceutycznego”, projekt umowy przygotował prawnik wynajęty przez pozwaną. Powód — ex-pracownik spółki i bliski współpracownik zmarłego ojca pozwanej — miał szeroką wiedzę farmaceutyczną i dużo wiedział o samej spółce — dzięki temu pozwana miała silną pozycję w negocjacjach z pozostałymi udziałowcami. Wykonując tę umowę powód pozostawał w dyspozycji klientki, spotykał się z nią osobiście i brał udział w różnych spotkaniach z potencjalnymi klientami, analizował dokumentację spółki i materiały z zebrań wspólników, zajmował się m.in. kwestiami praw autorskich, które mogły mieć wpływ na wartość zbywanych udziałów. Pozwana w rozmowach ze spółką często powoływała się na konsultacje z doradcą.
Finalnie udziały zostały sprzedane spółce za 17,2 mln złotych.

Sąd zwrócił uwagę, że umowa dotyczyła doradztwa farmaceutycznego, zaś powód takie właśnie usługi świadczył — cały mając na uwadze istotny dla powódki cel, jakim było wyjście ze spółki. Powód nie przedstawił żadnego nabywcy, bo umowa nie nakładała nań takiego obowiązku, zaś doprowadzenie do zbycia udziałów nie polega wyłącznie na poszukiwaniu i przedstawieniu klienta. Doradztwo w tym przypadku polegało na dostarczaniu takich informacji, które pozwoliły pozwanej przyjąć dobrą strategię negocjacyjną. Nie można też czynić zarzutu, że powód przekazywał informacje, które (jako ex-pracownik) powinien zachować w tajemnicy (art. 11 uoznk) — raz, że przepis ten dotyczy relacji pracodawca-pracownik, a dwa, że informacje były przekazywane wspólnikowi, który był uprawniony do dysponowania taką wiedzą.

Nie ma też znaczenia, że strony wadliwie nazwały umowę (o dzieło), doradztwo nie spełnia warunków uznania za umowę o dzieło (art. 627 kc), nawet jeśli jako warunek jej wykonania przyjęto zawarcie umowy sprzedaży udziałów osobom trzecim. W ocenie sądu była to klasyczna umowa starannego działania, zaś zbycie udziałów było tylko warunkiem nabycia prawa do wynagrodzenia (a wynikało to z faktu, że wcześniej pozwana nie miała pieniędzy, by zapłacić za usługi).
Oznacza to, że umowa jest umową o świadczenie usług (art. 750 kc) — dłużnik zobowiązał się do wykonywania czynności faktycznych zmierzających w jakimś kierunku, ale nie do osiągnięcia celu tych czynności.

Skuteczna okazała się apelacja pozwanej: umowa doradcza została prawidłowo zakwalifikowana jako umowa o świadczenie usług, którą można uznać za wykonaną nawet jeśli zbycie udziałów nastąpiło na rzecz spółki w celu ich umorzenia (co nie czyni jej umową pośrednictwa w sprzedaży udziałów). Sąd II instancji podzielił także ocenę, że wspólnik, który otrzymuje informacje od byłego pracownika spółki, nie może zarzucać mu czynu nieuczciwej konkurencji (choćby przez to, że wspólnikowi przysługuje prawo kontroli, art. 212 par. 1 ksh).

Nie oznacza to, jednak, iżby powód zwolniony był od obowiązku wykazania (art. 6 kc), że podejmowane przez niego czynności doprowadziły do sprzedaży udziałów spółce, a w szczególności nie wykazał, że dostarczył pozwanej danych, które stanowiłyby dobrą kartę przetargową w rozmowach z pozostałymi wspólnikami. Tymczasem warunkiem nabycia prawa do wynagrodzenia było doprowadzenie do zawarcia umowy, zatem występując z powództwem dotyczącym jego zapłaty powód powinien był wykazać związek przyczynowo-skutkowy między podejmowanymi przez siebie działaniami, a zbyciem udziałów.

Dowodem na tę okoliczność nie mogą być przedstawione listele i informacje o licznych kontaktach powoda z pozwaną — bo istotna jest nie częstotliwość spotkań, lecz ich merytoryczny związek z zawartą umową. Nie ma też znaczenia czy powód miał wiedzę o działalności spółki — istotne jest to, czy wiedzą tą rzeczywiście dzielił się z pozwaną. Tymczasem powód ograniczył się do ogólnikowych twierdzeń, mówiąc, że „były to informacje istotne, dotyczące produkcji i majątku”.

Stąd też sąd II instancji powództwo oddalił, dodatkowo zasądzając od powoda na rzecz pozwanej przeszło 12 tys. złotych tytułem kosztów.

Reasumując: żądając zapłaty wynagrodzenia za doradztwo przy sprzedaży udziałów warto mieć na uwadze, że sąd nie będzie patrzył na samą treść umowy, nawet jeśli (prawidłowo) zakwalifikuje ją jako umowę o świadczenie usług — kluczowe będzie jednak udowodnienie, że spełniło się warunek do żądania tych pieniędzy.

5 comments for “Czy wynagrodzenie za wsparcie przy sprzedaży udziałów w sp. z o.o. należy się za to, że wspólnik w końcu zbył swoje udziały?

    • Olgierd Rudak
      27 czerwca 2018 at 11:23

      Kruca bomba, przetrwało w tej postaci nawet DDR!?!?

  1. wojakrob
    27 czerwca 2018 at 20:46
    • Olgierd Rudak
      28 czerwca 2018 at 08:40

      Mam na myśli szyld i ruinkę. Jeśli Herr Schneider produkował za kajzera, a szyld był jeszcze w 2015 r., to oznacza, że za DDR go nie wypierniczyli.

      • b52t
        28 czerwca 2018 at 10:15

        Mogli znacjonalizować a firmę zostawić, bo miała jakąś renomę. Przecież to nic nowego w dawnych czasach, że prowadziło się GmbH z nazwiskiem, bo to ono szło przed towarami (lub usługami).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.