Zakaz windykacji przedawnionych roszczeń przeciwko konsumentom

Krótko i na temat: w Dzienniku Ustaw opublikowano nowelizację przepisów przewidujących skrócenie okresu przedawnienia roszczeń oraz zakaz windykacji przedawnionych roszczeń przysługujących przeciwko konsumentowi (ustawa z dnia 13 kwietnia 2018 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2018 r. poz. 1104).

art. 117 par. 2(1) kc
Po upływie terminu przedawnienia nie można domagać się zaspokojenia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi.

Nowelizacja kodeksu cywilnego zakłada, iż:

  • zakazane jest windykowanie przedawnionych roszczeń przysługujących przeciwko konsumentowi (art. 117 par. 2(1) kc) — początkowo projekt przewidywał wprowadzenie podobnych przepisów do ustawy o ochronie praw konsumenta;
  • jednakże w wyjątkowych przypadkach — „jeśli wymagają tego względy słuszności” — sąd może nie uwzględnić upływu okresu przedawnienia takiego roszczenia (art. 117(1) kc);
  • skróceniu — z 10 do 6 lat — ulega podstawowy okres przedawnienia, jednak termin liczony powinien być do końca roku; warto zauważyć, że art. 118 kc nie mówi jaka jest początkowa data terminu (od dnia wymagalności?), ani też do końca którego roku należy go liczyć (tego szóstego?);
  • podobnie skrócony do 6 lat zostaje termin przedawnienia roszczeń stwierdzonych prawomocnym orzeczeniem (art. 125 kc);
  • treść każdego pozwu — nie tylko przeciwko konsumentowi — powinna określać datę wymagalności roszczenia (tego w projekcie też nie było, art. 187 par. 1 pkt 1(1) kpc).

Taka ustawa wymagała niezłego zamieszania w przepisach przejściowych — i się udało:

  • skrócony okres przedawnienia dotyczy roszczeń, które powstały i się nie przedawniły przed wejściem w życie nowelizacji (art. 5 ust. 1 ustawy);
  • piętrowej logiki wymaga wykładania kolejnego przepisu przejściowego: ja to rozumiem w ten sposób, że chociaż okres przedawnienia istniejącego roszczenia się skraca, to okrągłe 6 lat należy liczyć od nowa (art. 5 ust. 2 zd. pierwsze), ale gdyby „stary” okres przedawnienia skończyłby się wcześniej, jednak liczymy termin według starych przepisów (art. 5 ust. 2 zd. drugie nowelizacji) — czyli właściwie nic się nie zmienia;
  • sąd ma obowiązek z urzędu uwzględnić okres przedawnienia także już istniejących roszczeń, nawet jeśli konsument nie podniósł takiego zarzutu (art. 5 ust. 4);
  • co ciekawe jeśli roszczenie ma konsument, już biegnące okresy liczymy według dotychczasowych przepisów (art. 5 ust. 3).

I jeszcze dwie zasadnicze wątpliwości, także w punktach, dla uwypuklenia:

  • czy nowelizacja rzeczywiście oznacza zakaz windykacji przedawnionych roszczeń przeciwko konsumentowi, czy też tylko i wyłącznie nakazuje sądowi uwzględnienie przedawnienia z urzędu (nie czekając na zarzut)? cóż, moim zdaniem „nie można domagać się zaspokojenia roszczenia” oznacza nie tylko nakaz uwzględnienia upływu terminu przedawnienia z urzędu (kodeks cywilny nie jest ustawą procesową), ani też samego zakazu wniesienia powództwa (domagać się to coś innego niż wytoczyć powództwo), ale właśnie zakaz podejmowania jakichkolwiek czynności mających na celu zaspokojenie się przez wierzyciela;
  • czy konsument może zrzec się przedawnienia? w projekcie przewidywano możliwość zrzeczenia się przedawnienia (nie zarzutu przedawnienia, lecz samego przedawnienia, art. 43a ust. 1 ustawy o prawach konsumenta), ale już nowelizacja o tym nie wspomina, zaś relacja poszczególnych paragrafów w znowelizowanym art. 117 kc — moim zdaniem — wyklucza taką możliwość.

Znowelizowane przepisy wchodzą w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia.

52 comments for “Zakaz windykacji przedawnionych roszczeń przeciwko konsumentom

  1. Anonim
    11 czerwca 2018 at 13:52

    I nagle „sąd ma obowiązek z urzędu uwzględnić okres przedawnienia”. A tyle lat tłumaczono, że to niemożliwe, żeby sąd to robił, gdy strona tego nie żądała.

    • Olgierd Rudak
      11 czerwca 2018 at 13:58

      Ponieważ nie było takiego przepisu. Ponieważ nawet teraz taki przepis nie uchroni od sporów, bo nie zawsze wiadomo jaki okres przedawnienia zastosować (a czasem nawet od kiedy go liczyć).

      Poza tym nadal uważam, że taka nowelizacja jest szkodliwa (ta jeszcze bardziej od projektu sprzed roku), a może nawet niekonstytucyjna.

      • Monika
        11 czerwca 2018 at 16:59

        Nie wiem jak Ty, Olgierdzie, ale ja odnoszę wrażenie, że dla przeciętnego Kowalskiego jest oczywiste, że przedawnienie powinno być badane przez sąd z urzędu (no bo jak to tak wymyślać sobie jakieś pozwy rzutem na taśmę i pod osłoną prawa niemoralnie, trochę licząc na przeoczenie, dochodzić pieniędzy od biedaka). Z kolei dla przeciętnego prawnika jest oczywiste, że przedawnienie powinno być uwzględniane jedynie wtedy, gdy podniesie je pozwany (1 – bo rolą sądu jest bezstronne orzekanie na podstawie tego, co do sądu przyniosą obie strony, a nie pomaganie jednej ze stron, 2 – bo pozwany może chcieć obalić pozew poważniejszym argumentem, np. takim, że roszczenie nie istnieje). Do Kowalskiego nie przemawiają takie argumenty, które odwołują się do nieuchwytnych pryncypiów. Kowalski jest pragmatyczny i mówi tak „Po co mam chcieć się gimnastykować i udowadniać, że roszczenie zostało wyssane z palca, skoro efekt tego, że sąd na wstępie powie ‚Pobite gary, minął termin’, będzie identyczny?”. Efekt będzie taki, że nie będzie musiał płacić, a nawet lepszy, bo nie będzie musiał bezsensownie przyjeżdżać do sądu. To żaden wstyd odbić pozew przedawnieniem; nigdzie się nie zapisuje to, że ktoś wygrał sprawę tylko dlatego, że się przedawniło.

        Jak byś skomentował takie podejście Kowalskiego? Czy znasz inne prawnicze argumenty, które mogłyby go przekonać?

        • Olgierd Rudak
          11 czerwca 2018 at 17:10

          Prawniczych nie znam, ale znam nieprawniczy (ale on jest bezskuteczny, bo odnosi się do niekochanych już wartości) — że długi się płaci, a nie niepłaci. I owszem, można mówić, że gapcio wierzyciel, że nie starczało mu 3 lat na ścignięcie dłużnika-konsumenta — ale można też powiedzieć, że chodzenie do sądu nie jest obowiązkowe, bo to raczej dłużnik powinien mieć na uwadze, że powinien uregulować zaległości.

          Mnie się to po prostu nie podoba, bo psuje moje fengszui (aczkolwiek dodać warto, że w życiu nie zarobiłem na windykacji tego rodzaju należności ani grosza).

          • keiran
            11 czerwca 2018 at 20:25

            Wiesz, gorzej jak ktoś windykuje należność zapłaconą. Ja akurat przechowuje kopie potwierdzen przelewu, ale kto tak robi? Ile tez trzymac taka makulature.

            • Kgorek
              11 czerwca 2018 at 23:02

              @keiran Nie wiem, czy to aktualne dane i czy czasem prawo bankowe nie wymaga obecnie bardziej, ale: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Jak-dlugo-bank-trzyma-historie-transakcji-7216758.html

              • krajzega
                12 czerwca 2018 at 12:12

                BZWBK – w bankowości internetowej jest historia za co najmniej ostatni rok, najstarsze dane są w „eWyciąg”, cała historia rachunku jest dostępna w oddziale banku po złożeniu dyspozycji.

                ING – w bankowości internetowej jest historia od 1 lutego 2011 roku, całą historię konta można przygotować na podstawie wniosku telefonicznego lub złożonego w oddziale

            • Olgierd Rudak
              12 czerwca 2018 at 12:20

              Ale mówisz o świadczeniu spełnionym w tekście, który mówi o mechanizmie przedawnienia roszczenia. Jeśli minęły 3 lata od terminu wymagalności (nie ma dłuższego okresu w relacjach przedsiębiorca-konsument), nie musisz myśleć o jakichkolwiek potwierdzeniach.

              Poza tym większość cyklicznych faktur (abonamenty) ma to do siebie, że wystawiając kolejną mój kontrahent (np. operator telefoniczny) potwierdza rozliczenie poprzedniej (nie na fakturze,

              Poprzedni stan konta — 50
              Wpłata – wpływ na konto Orange (dziękujemy) — 50

              I to też jest dowód spełnienia świadczenia w przypadku sporu.

              A zarzut przedawnienia można przedstawić zawsze, nawet jeśli od terminu płatności minął miesiąc.

              • b52t
                12 czerwca 2018 at 12:38

                I tu jest słuszność i racja – przedawnienie nie wymaga innego dowodu niż oświadczenie.

          • 13 czerwca 2018 at 14:44

            Zacznijmy od ustalenia podstawowych faktów: po co jest przedawnienie?

            • Olgierd Rudak
              13 czerwca 2018 at 14:57

              By ograniczyć ramy czasowe konsekwencji zdarzeń prawnych (ogólnie); by zdyscyplinować wierzyciela do rychłego podejmowania czynności procesowych (w tym przypadku).

  2. Albert Hofmann
    11 czerwca 2018 at 18:23

    A jaka sankcja grozi za naruszenie norm prawa cywilnego procesowego, tj. windykowanie roszczenia które jest przedawnione?

    W zasadzie to tak nie do końca wiadomo czy jest przedawnione, bo przecież ostatecznie i tak orzeka o tym sąd, biorąc pod uwagę czy nie zachodzą przesłanki żeby jednak nie było przedawnione.

    • Olgierd Rudak
      11 czerwca 2018 at 18:35

      W jednostkowym przypadku nie ma. Ale myślę, że w odniesieniu do przedsiębiorstw zawodowo zajmujących się windykacją może to stanowić naruszenie zakazu stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów.

      • b52t
        12 czerwca 2018 at 07:20

        przedsiębiorstw zawodowo zajmujących się windykacją
        Czyli zasadniczo, niemal, każdej kancelarii prawniczej, bo oprócz jakiegoś doradztwa prawnego i reprezentacji w innych sporach, prawie zawsze wpadnie roszczenie rei vindicatio (aczkolwiek w przypadku, gdy drugą stroną jest przedsiębiorca kancelaria złoży pozew na wyraźny wniosek klienta).

        Inna sprawa mnie właśnie zastanowiła: a co w takich przypadkach z możliwością zaliczenia do kosztów uzyskania przychody nieściągniętego długu? Wcześniej trzeba było się lekko nagimnastykować: dostać wyrok, względnie wykazać, że koszt ściągnięcia przewyższa wartość roszczenia, próbować egzekucji, uzyskać postanowienie o bezskuteczność, bo dłużnik nie ma majątku na pokrycie (bezskuteczność z powodu: brak TV, roweru i kasy na koncie). Decyzja sądu, że nie można dochodzić, bo przedawnione, przy dłużniku, który i o tym wiem i ma gdzieś spłacanie tamuje wszystko. Rzecz jasna, nie oczekuję spójności od prawodawcy i tego, że wziął to pod uwagę (inna możliwość: ja o czym zapomniałem).

        • 12 czerwca 2018 at 09:47

          W tej ustawie nie ma nowelizacji updof czy ustawy o CIT; na podatkach się nie znam, ale czy taka procedura odpisywania należności jest opisana w ustawie? Bo mnie coś świta, że jednak w pewnych sytuacjach można odpisać nawet bez postępowania sądowego (ale może dopiero po upadłości)?

          • b52t
            12 czerwca 2018 at 09:55

            dostać wyrok, względnie wykazać, że koszt ściągnięcia przewyższa wartość roszczenia ;-)

        • Albert Hofmann
          12 czerwca 2018 at 21:08

          Oczywiście.

          A po stronie dłużnika powstaje przychód, który to przychód urząd skarbowy z radością opodatkuje, jeśli się tylko ten urząd powiadomi..

  3. 12 czerwca 2018 at 07:51

    A co jak dłużnik ma kilka długów u tej samej osoby i tylko jeden się przedawnił?

    • b52t
      12 czerwca 2018 at 08:04

      Bieg przedawnienia liczy się osobno dla każdego roszczenia (wierzytelności), a nie od osoby. Inna wykładnia nie ma podstaw w brzmieniu i założeniach przepisów. Można przespać jeden termin przedawnienia, ale nie wpływa to na możliwość dochodzenia pozostałych należności.

  4. darjan
    12 czerwca 2018 at 10:51

    Popieram nowelizację w tym zakresie, że przedawnienie ma być uwzględniane z urzędu. W końcu jest to element stosunku prawnego, więc skoro z materiału dowodowego wynika, że roszczenie jest przedawnione, to nie widzę powodu dla którego sąd nie miałby tego uwzględniać z automatu. Moim zdaniem taka regulacja powinna dotyczyć wszystkich wierzytelności a nie tylko konsumenckich.
    Przepisy przejściowe to natomiast granda. Wierzyciel, któremu skrócono termin dostaje kopa od ustawodawcy, zgodnie z obowiązującą narracją, że to dłużnicy są biedni.

    • Olgierd Rudak
      12 czerwca 2018 at 12:21

      Ale dlaczego tylko upływ okresu przedawnienia ma być uwzględniany z urzędu? Jest więcej okoliczności, które wymagają zarzutu (nieistnienia, spełnienia, etc.) — dlaczego w tych przypadkach sąd ma biernie czekać na aktywność pozwanego dłużnika?

    • Albert Hofmann
      12 czerwca 2018 at 21:07

      Nie ma problemu, to jest jedna z form wywłaszczenia a za wywłaszczenie przysługuje odszkodowanie.

      Skarb Państwa jest póki co wypłacalny.

      • Olgierd Rudak
        12 czerwca 2018 at 21:33

        Cóż, nie załapie się nawet na delikt z art. 417 lub 417(1) kc…

        • Albert Hofmann
          12 czerwca 2018 at 22:15

          art. 21 Konstytucji RP.

          • Olgierd Rudak
            12 czerwca 2018 at 22:31

            No ale skrócenie okresu przedawnienia nie oznacza wywłaszczenia.

            BTW dostałem ciekawą opinię (może z niej skorzystam), z której wynika, że nasze pałowanie się jest o tyle bez sensu, że ta ustawa wydłuża okres przedawnienia roszczeń przeciwko konsumentom…
            …i jak człowiek zapomni o tych nieszczęsnych 6 zamiast 10 lat (które i tak nie chodziły w relacjach B2C), to ma to sens.

  5. b52t
    12 czerwca 2018 at 12:37

    IMO, bo i nieistnienie i spełnienie wymaga aktywności – dowodu lub innego oświadczenia, a przedawnienie jest obiektywnie łatwo policzalne (bo to wierzyciel – powód, musi wskazać wymagalność roszczenia, a zatem i datę powstania wymagalności).

    • Olgierd Rudak
      12 czerwca 2018 at 13:27

      Ale to tylko kwestia tego co jest łatwo zrobić (obliczyć okres przedawnienia).
      Z drugiej strony konsumentowi odbiera się nawet możliwość zrzeczenia się zarzutu przedawnienia (w sumie to o tyle logiczne, że nie ma już „zarzutu” — ale jak zwał, tak zwał).

      Zaraz się okaże, że spełnienie takiego świadczenia będzie bezskuteczne.

      • b52t
        12 czerwca 2018 at 13:39

        Nie płakałbym aż tak, choć rozumiem i podzielam konieczność regulowania swoich zobowiązań.

        Jeśli chodzi o tą regulację: chodzi też o to, żeby uwolnić sądu od tej „zbędnej” pracy, żeby poprawić statystyki, ale też (z drugiej) strony słusznie – ograniczyć hodowców odsetek.

        • Olgierd Rudak
          12 czerwca 2018 at 14:02

          IMHO ta możliwość jest wystarczająco ograniczona już dziś — roszczenie przedawnione? wypowiadam magiczne słowo („przedawnione”) i sprawa wygrana, nie muszę niczego udowadniać (wystarczy, że powołam się na przedstawiony przez wierzyciela dowód istnienia i wymagalności zobowiązania).

          No ale cóż, ja pewnie nieco staromodny jestem, lubię kontradyktoryjność, a nie załatwianie spraw choćby i za najbiedniejszych konsumentów.

          • 12 czerwca 2018 at 23:49

            Prawo nie jest dla prawników. Wiejce Czcigodny Kolego Rudak.
            Fikcja doręczenia + inne kruczki prawne to wrzód, który trzeba przeciąć.

            • b52t
              13 czerwca 2018 at 07:38

              Bez przesady, fikcja doręczeń wynika też z tego, że ludzie, którzy chcą zniknąć znikają (i co wtedy z możliwością dochodzenia roszczeń? Tylko zawsze-biedny-zawsze-pokrzywdzony dłużnik ma zyskiwać?), wynika też z tego, że jest powszechne podejście: skoro nie odebrałem, to nie wiem, a skoro nie wiem, to nic się nie wydarzyło.

            • Olgierd Rudak
              13 czerwca 2018 at 08:49

              Czyli co, wystarczy, że spryciula nie odbiera listów i jest nietykalny?

          • 12 czerwca 2018 at 23:51

            I kasujesz za pełnomocnictwo adwokatowe.

  6. 13 czerwca 2018 at 00:12

    E czemu moje komcie wypadły? Biorąc pod uwagę fikcję doręczenia i problemy np. z e-sądem można było przepychać nawet fikcyjne roszczenia. 2. Żeby powiedzieć przedawnione trzeba po pierwsze wiedzieć o rozprawie a po drugie opłacić się adwokatowi.

    • b52t
      13 czerwca 2018 at 06:48

      Adwokata czy radcy nie trzeba mieć, żeby bronić się w sądzie, to primo. Ogólnie, tak chodzi, o to chodzi, że ludzie nie wiedzą o terminach przedawnienia, ale też, ludzie mają dość powszechny dostęp do Internatów, do darmowych poradni prawnych (uniwersyteckich czy inszych), więc mogą skorzystać i się wywiedzieć na temat – nie jest to wiedza tajemna. Nie mniej, sens wprowadzonych przepisów rozumiem również i w ten sposób.

      • b52t
        13 czerwca 2018 at 07:44

        Uzupełniając samego siebie: jaki to jest odsetek spraw, gdzie wierzyciel lub skupujący wierzytelności wiedząc (co jest konieczne), że pod danym adresem nie mieszka pozwany-dłużnik przesyła do sądu pozew z tymi danymi? Mowa tak jakby to była codzienność albo wręcz systemowe działanie wierzycieli, co jest oczywistą bzdurą i małym populizmem.

    • Olgierd Rudak
      13 czerwca 2018 at 08:51

      A jakie są problemy z EPU? Takie, że pozwany dostaje kwity, poczem stwierdza, że to go nie dotyczy, więc papiery jadą do koszalina?

      Zresztą jeśli jest problem z EPU, to trzeba zrobić porządek z EPU, co ma do tego przedawnienie roszczeń?

      • Albert Hofmann
        13 czerwca 2018 at 09:34

        Nie ma problemów z EPU.

        Problem z EPU jest taki że ludzie wychowani w systemie gdzie o powadze pisma świadczyła święta pieczątka nie wiedzą jak się zachować gdy dostają jakiś-tam-wydruk. No i może jeszcze taki, że w szkole zamiast religii powinno uczyć się podstaw prawa i ekonomii. Ale to bardziej problem filozoficzny niż prawny.

        • Olgierd Rudak
          13 czerwca 2018 at 14:59

          Z tym, że większość tych „bolączek” dotyczy także zwykłego postępowania uproszczonego (nie elektronicznego).

        • Albert Hofmann
          13 czerwca 2018 at 16:35

          Artykuł z przed pięciu lat? Poważnie?

          • 13 czerwca 2018 at 23:49

            No a co?

            • Olgierd Rudak
              14 czerwca 2018 at 09:04

              Powinieneś sprawdzić czy aby w międzyczasie nie było jakiejś nowelizacji, która zmieniła takie praktyki.

              • 14 czerwca 2018 at 15:08

                nie zmienia owa nowelizacja faktu, że takie wałki były.

            • Giorgio
              14 czerwca 2018 at 11:20

              Panie Eustachy, jeśli nie zna się Pan na prawie, to proszę skorzystać z profesjonalnej pomocy (płatnej lub bezpłatnej, bo taka też jest). Ja, na ten przykład, jeśli nie znam się na kanalizacji i zapcha mi się zlew, to dzwonię po hydraulika. Jeśli natomiast nie chce mi się ani piec chleba, ani poznawać tajników pieczenia chleba, to idę do piekarza, który mi go sprzedaje. Nie wszyscy muszą (mogą) znać się na wszystkim.

              • Olgierd Rudak
                14 czerwca 2018 at 11:29

                Cóż, są ludzie, którzy myślą, że skoro prawo polega na gadaniu i pisaniu, a każdy raczej umie mówić i pisać, to większych tajemnic w tym nie ma.

                Zmienić (lub chociaż sprawdzić poziom) olej w samochodzie czy naszyć łatę na rozdarte spodnie, to jest już grubsza sprawa, do tego trzeba szkół ;-)

              • b52t
                14 czerwca 2018 at 13:22

                Wymiana oleju silnikowego inszych płynów ustrojowych pojazdów, to nie jest grubsza sprawa, ale płaci się (circa 45 zł) za usługę, bo problemem jest kwestia utylizacji zużytego (używanego) oleju i sankcje karne i administracyjne. ;-)
                Czyli jest to opłata za, tzw. święty spokój.

              • 14 czerwca 2018 at 15:07

                no i właśnie o to chodzi. Głównym celem tworzenia prawa nie może być zapewnienie koryta prawnikom.

              • b52t
                14 czerwca 2018 at 18:34

                Z prawa to poczciwy człowiek korzysta maksymalne trzy może cztery razy w życiu, a naprawa współczesnych samochodów to dopiero granda, te komputery, specjalne klucze. Rozgonić lobby producentów samochodów!

  7. Albert Hofmann
    14 czerwca 2018 at 15:51

    Przecież to posłowie uchwalają prawo a posłów wybiera społeczeństwo. Skąd więc pomysł, że oświeceni wybrańcy suwerena, wybrani w wyborach powszechnych i bezpośrednich, działaja na rzecz jakichś prawników, a nie tego suwerena?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.