„Sicario 2: Soldado” — zgrzytając zębami

Jeśli nie chodzicie do kina w środku lata — bo szkoda słońca i upału — to warto wiedzieć, że idąc na film „Sicario 2: Soldado” niewiele z tego tracicie. Atakujące nas z ekranu tumany rozgrzanego piachu aż zgrzytają w zębach, odruchowo można zacząć szukać okularów przeciwsłonecznych.
Nie idąc do kina na ten film też niewiele. 


film Sicario 2 Soldado recenzja

„Sicario 2: Soldado” — reż. Stefano Sollima, w rolach głównych Josh Brolin, Benicio del Toro, Isabela Moner — to solidny kawałek kinowej rąbanki


Pamiętacie pierwsze „Sicario”? Dla przypomnienia: Katy Mercer młoda i ambitna agentka FBI (Emily Blunt) zostaje zwerbowana do dość niesztampowego teamu kierowanego przez Matta Gravera (Josh Brolin) planującego tajną operację przeciwko gangom szmuglujących narkotyki z okolic Ciudad Juárez na północ. Rychło się okazuje, że operacja jest o tyle tajna, że ma na celu realizację dość niejasnych (i raczej szemranych) interesów, a głównym jej wykonawcą jest demoniczny cyngiel Alejandro (Benicio del Toro) — ex-prokurator, który czy to w potrzebie zemsty osobistej, czy to w celu wsparcia konkurencyjnego kartelu, włącza się do zwalczania meksykańskiej siatki…
Jest mocno, gorąco, kontrowersyjnie — momentami do pomyślenia.

Sicario „dwójka” opisuje świat równie okropny. Oto rząd amerykański wpada (za podszeptem Gravera) na iście szatański pomysł: żeby rozbić meksykańskie gangi szmuglujące nielegalnych imigrantów przez granicę (a przy okazji terrorystów), trzeba je ze sobą skłócić, a nic tak nie zadziała jak porwanie córki bossa jednego z nich. Operacja się udaje, przynajmniej do momentu, w którym konwój z „odbitą” w Teksasie dziewczyną wraca przez granice — rychło się okazuje, że eskortujący policjanci mają do wykonania inne zadania… i sprawa się rypła, więc trzeba spróbować ją posprzątać.

Film jest równie dynamiczny jak poprzednik, acz brakuje mu tych nieco humanistycznych niuansów, któremu „jedynce” dodawała rola Emily Blunt. Tym razem scenariusz zdecydowanie stawia na akcję i strzelanki, przez co brak mu tego poczucia suspensu, który towarzyszył dziełu sprzed 3 lat — jest prościej, głośniej, dosadniej.

Jeśli lubicie mocne kino sensacyjne, wybór będzie dobry. Jeśli jednak w „Sicario” Denisa Villeneuve urzekło Was coś innego — może się okazać, że będziecie zgrzytać zębami, i to niekoniecznie od tego wszechobecnego stepowego pyłu.
U mnie mocne 6/10 — plus za naturalizm (przynajmniej tak jak ja go czuję), minus za brak tych niuansów, które były naprawdę fajne.

14 comments for “„Sicario 2: Soldado” — zgrzytając zębami

  1. Patricko
    22 lipca 2018 at 02:49

    Olgierd, jakie jest Twoje TOP10 filmów wszechczasów? Osobiście przepadam za starociami w klimacie noir oraz kinem azjatyckim (od koreańskich i japońskich thrillerów oraz kryminałów do indonezyjskiego kina akcji w stylu „Serbuan maut”), ale ostatnio przestałem mieć ochotę na oglądanie czegokolwiek, bo mam wrażenie, że nie znajdę już nic ciekawego albo że już wszystko obejrzałem…

  2. Olgierd Rudak
    22 lipca 2018 at 08:34

    Podobne pytanie już tu padło — i nawet na nie odpowiedziałem:

    https://czasopismo.legeartis.org/2018/04/nigdy-cie-tu-nie-bylo-recenzja.html

  3. b52t
    23 lipca 2018 at 08:16

    Nie wiem czemu, ale już po opisie filmu miałem obawę, że będzie to sieczka zrobiona ołowiem.

    Się wybieramy (w końcu) na Zimną Wojnę.

    • Olgierd Rudak
      23 lipca 2018 at 08:57

      O tak, ołowiu nie brak.

      Tak sobie teraz myślę, że tej „ludzkiej refleksji” właściwie też nie, ale jest podana w znacznie prostszy i jednoznaczny sposób.

      • b52t
        23 lipca 2018 at 09:22

        Czyli letnie kino akcji. Toż już wolę poczekać na nowy film z serii „Terminator”

        • Olgierd Rudak
          23 lipca 2018 at 09:59

          Ech, dla mnie różnica między Terminatorem a Sicario jest taka jak między Supermanem a Batmanem ;-)

          • b52t
            23 lipca 2018 at 10:17

            Bez przesady, Terminator ma jakąś markę, Sicario dopiero ją sobie robi, a że pewne (jak wszystko teraz w holyłud jest taśmowcem), to pewnie będzie Sicario 6, jak i kolejna część T.

            • Olgierd Rudak
              23 lipca 2018 at 10:28

              Mam na myśli prawdopodobieństwo scenariusza — Sicario jest jak reportaż, od sytuacji pokazanych w Batmanie dzieli nas właściwie (z pewnymi drobnymi wyjątkami) wątpliwość czy zwariowanego multimiliardera rzeczywiście byłoby stać na pozyskanie zaawansowanej militarnej technologii, no i czy miałby czas i siły na to wszystko w pojedynkę (owszem, przy pomocy Alfreda).

              Kino akcji jest (moim zdaniem!) fajne albo wówczas, kiedy jest kompletnie odjechane (Bond), albo jeśli chociaż stwarza pozory realizmu (Bourne, Sicario).

              Osobiście nie toleruję fantasmagorii (no może z wyjątkiem tych, które wpadły mi w oko jako nastolatkowi; i teraz się dziwię, że jednak „Terminator” nie jest na tej liście).
              Od „Terminatora” 1001 razy lepsza była „Pamięć absolutna” (ale to znów IMHO).

              • b52t
                23 lipca 2018 at 10:38

                Osobną kwestią jest to, że jak Metallica skończyła się na Kill ‚em all, tak Terminator skończył się na T2: Judgement day.
                Ale generalnie zgadzam się z tym co ma robić kino akcji.
                Fantasmagorie toleruję, bo sy-fy mogę oglądać.

              • Olgierd Rudak
                23 lipca 2018 at 10:56

                Na szczęście każdy może mieć swoje zdanie, a moja racja wcale nie musi być najmojsza ;-)

              • b52t
                23 lipca 2018 at 11:12

                Niestety, są tacy ludzie i to jest najgorsze. Tacy nie dadzą okazji przejść od filmów do kwestii politycznych.

              • Olgierd Rudak
                23 lipca 2018 at 11:17

                (Metallica miała jeszcze całkiem niezłe „Garage Days Revisited”, no i są przebłyski — ale tylko przebłyski — w „…and Justice for All”.)

              • b52t
                23 lipca 2018 at 12:10

                Między płytą bez gitary basowej z Kill ‚em all były jeszcze Ride the lightning and master of puppets. ;-)
                Ale mój osobisty pogląd jest taki, że szanuję panów za to, że na Load próbowali pobawić i nagrać płytę inną. Natomiast nie mam szacunku za bezczelne odcinanie kuponów i powrót do przeszłości na ostatniej płycie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.