Czy fotografie radnych — pobrane z strony gminy — są materiałem urzędowym?

Idą wybory, poznaj swojego radnego: czy udostępnione na stronie internetowej gminy fotografie prezentujące wizerunek radnych podlegają ochronie jak każdy inny utwór? czy można je traktować jako materiał urzędowy, który jest nie-utworem? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 13 marca 2018 r., sygn. akt VI ACa 1688/16).


fotografie radnych materiały urzędowe

Ten uśmiech Giocondy oznacza, że ja jednak z orzeczeniem się nie zgadzam (fot. Madalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Spór dotyczył praw do wykorzystania fotografii (portretów) radnych pobranych ze strony internetowej gminy — bez zgody fotografa, bez zgody urzędu — przez lokalny portal internetowy.

Zaczęło się od zdjęć kandydatów na radnych, które zrobił profesjonalny fotograf w swoim studiu. Fotograf udzielił radnym ustnej licencji na korzystanie ze zdjęć w internecie przez 1 rok (za wynagrodzeniem po 800 złotych od zdjęcia). Zdjęcia pojawiły się także na stronie internetowej gminy, przy informacjach o radnych; na stronie była zachęta do korzystania z opublikowanych treści).
Pobrane ze strony gminy zdjęcia zostały wykorzystane przez lokalny serwis informacyjny na potrzeby plebiscytu, w którym użytkownicy mogli głosować (poprzez płatne esemesy) na radnych, oceniając ich dorobek i popularność. Rozpowszechniając zdjęcia wydawca portalu nie miał zgody fotografa lub urzędników na korzystanie z utworów, ani też nie wskazał jego autorstwa.

Zdaniem fotografa doszło do naruszenia przysługujących mu praw autorskich, zatem wniósł powództwo żądając od wydawcy portalu zapłaty 3,2 tys. złotych. Zdaniem wydawcy przedstawienie wizerunku radnych w urzędowych publikatorach jest materiałem urzędowym — przeto rozpowszechniając zdjęcia korzystał z materiałów urzędowych, które nie podlegają ochronie prawnoautorskiej (por. „Czy ekspertyzy zamawiane przez prezydenta są informacją publiczną?”).

art. 4 pr.aut.
Nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego:
1) akty normatywne lub ich urzędowe projekty;
2) urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole;
3) opublikowane opisy patentowe lub ochronne;
4) proste informacje prasowe.

Sąd prawomocnie uwzględnił powództwo w części, zasądzając na rzecz twórcy 1333,33 złotych: chociaż fotografie nie odbiegały istotne od przeznaczonych do dokumentów, to niewątpliwie miały charakter oryginalnych i zindywidualizowanych utworów, ponieważ ostateczny efekt zależał od inwencji autora (jeszcze łatwiej to widać porównując sporne zdjęcia ze zdjęciami innych radnych).

Nie ma też znaczenia, że fotografie zostały pobrane z internetowego serwisu gminy — bo sam fakt, że urząd prowadzi stronę internetową i publikuje wizerunki radnych nie oznacza, że zdjęcia stały się materiałami urzędowymi (art. 4 pkt 2 pr.aut.). Internetowy serwis gminy nie jest urzędowym publikatorem, lecz ma charakter platformy informacyjnej. Aby materiał uznać za urzędowy musi być wynikiem czynności podejmowanych w ramach ustawowych funkcji — w związku z wykonywaniem kompetencji władczych względem obywatela („materiałem urzędowym jest pochodzący od urzędu przedmiot, który dodatkowo dotyczy sprawy urzędowej lub powstał w rezultacie urzędowej procedury”).

Oznacza to, że portal informacyjny, który opublikował zdjęcia radnych pobrane z serwisu internetowego urzędu gminy bez zgody fotografa dopuścił się naruszenia jego autorskich praw majątkowych i osobistych (art. 16 pr.aut. i 17 pr.aut. w zw. z art. 8 pr.aut.).

Nie oznacza to jednak, że zawsze wysokość odszkodowania należnego twórcy musi być liczona od umownych stawek stosowanych przez powoda — zwykle zrobienie takiego zdjęcia (menedżerskiego lub biznesowego) kosztuje 50-80 złotych — jednak w tym konkretnym przypadku już sam nakład prac („wykonanie ich w studiu, przy udziale makijażystki, podczas kilkugodzinnej sesji zdjęciowej”) oraz okoliczność, że autorem zdjęć był uznany twórca, pozwala na przyjęcie stawek wskazanych przez powoda.
Skoro jednak roczna licencja na jedno zdjęcie kosztuje 800 złotych, a zdjęcia były rozpowszechniane w portalu przez 5 miesięcy, wynagrodzenie za wykorzystanie każdego ze zdjęć należało obliczyć dzieląc tę kwotę przez 12 miesięcy i mnożąc przez 5 — a skoro chodziło o dwa zdjęcia, zaś odszkodowanie za naruszenie autorskich praw majątkowych może wynosić dwukrotność należności, ostatecznie wyszło 1333,33 złotych.

Tytułem komentarza: z opisywanym orzeczeniem gorąco się nie zgadzam — jestem bowiem zdania, że sąd całkowicie nieprawidłowo zinterpretował pojęcie „materiału urzędowego”. Otóż uważam, że przywołana w uzasadnieniu definicja („pochodzący od urzędu przedmiot, który dodatkowo dotyczy sprawy urzędowej lub powstał w rezultacie urzędowej procedury”) odnosi się do dokumentu urzędowego — bo to one powstają w toku urzędowej procedury. Natomiast materiały urzędowe to (moim zdaniem) każda informacja pochodząca od organu władzy publicznej (która siłą rzeczy powinna mieścić się w karbach normatywnych — wszakże organy działają tylko w ramach przepisów prawa) — w tym fotografie radnych, które zostały opublikowane na stronie internetowej gminy.

Co więcej, niezależnie od tego, że gmina powinna przede wszystkim publikować informacje na stronie BIP, to dość swobodne traktowanie tego obowiązku przez urzędników (BIP nie jest sexy, sexy są portale, por. „Nowy portal Wroclaw.pl będzie jeszcze nowszy”) sprawia, że — gdyby ten pogląd się utrzymał — jako obywatele moglibyśmy być ograniczeni w prawie do informacji o jawnej działalności organów (art. 11b usg). Przełóżmy sobie orzeczenie na zdjęcia posłów i senatorów — okaże się, że także ich zdjęcia opublikowane na stronach izb podlegają ochronie.
(Zaś twórczo rozwijając myśl sądu może się okazać, że nawet gdyby zdjęcia zostały opublikowane w Biuletynie, materiałami urzędowymi nie będą — bo przecież nie ma mowy o jakiejkolwiek procedurze urzędowej…)

Inna sprawa, że mogło tu dojść do pewnego wprowadzenia w błąd przez samego radnego oraz przez prowadzącego gminny portal; owszem, trudno ocenić czy udzielona licencja zezwalała radnemu na publikację fotografii na urzędowej stronie (tak czy inaczej ta kwestia byłaby poza sporem), ale już na pewno coś jest na rzeczy, skoro na stronie była zachęta do korzystania z opublikowanych materiałów.

14 comments for “Czy fotografie radnych — pobrane z strony gminy — są materiałem urzędowym?

  1. bentlij
    5 sierpnia 2018 at 23:22

    Ładnie chociaż wyszli na tych zdjęciach? :)

    • Olgierd Rudak
      6 sierpnia 2018 at 09:21

      Zdjęcia nie są pokazane w uzasadnieniu wyroku, ale sąd pisze, że ładnie :)

  2. Joe
    6 sierpnia 2018 at 10:33

    Internetowy serwis gminy nie jest urzędowym publikatorem,

    A zatem jeśli zdjęcia są na stronie BIP np.:http://um.bip.legnica.eu/uml/rada-miejska/sklad-osobowy/13430,Sklad-osobowy-Rady-Miejskiej-Legnicy-w-kadencji-2014-2018.html
    tzn. że takie zdjęcia jako „materiał urzędowy” mogę za damo na stronie zamieszczać :)

  3. JOe
    6 sierpnia 2018 at 10:37

    Internetowy serwis gminy nie jest urzędowym publikatorem, lecz ma charakter platformy informacyjnej

    A zatem zdjęcia radnych zamieszczone na stronie BIP (urzędowy publikator) um.bip.legnica.eu/uml/rada-miejska/sklad-osobowy/13430,Sklad-osobowy-Rady-Miejskiej-Legnicy-w-kadencji-2014-2018.html
    można wykorzystywać za darmo :)

    • Olgierd Rudak
      6 sierpnia 2018 at 10:53

      Oczywiście, i tego nie zmienia nawet ten (błędny) wyrok.

      Natomiast dostrzegam pewien feler w — kiepskiej, a może nawet niedopuszczalnej — praktyce samorządów: prowadzenie „oficjalnych portali” przez spółki prawa handlowego (choćby i prowadzone przez spółkę, w której samorząd ma 100% udziałów):

      https://www.wroclaw.pl/regulamin

      • Andy
        6 sierpnia 2018 at 12:02

        Jaki to feler? Notka na dole witryny internetowej pt. „Własność spółki XYZ” nie powinna wpływać na status prawnoautorski i informacjopubliczny materiałów tam publikowanych; może co najwyżej wprowadzać w błąd tak samo jak nadmiarowo umieszczona nota copyrightowa. Za taką notę copyrightową nie ma kary, chyba że art. 115 prawa autorskiego obejmuje ten przypadek, w co wątpię (za to za lewe „r w kółeczku” kara już jest – art. 307 i 308 p.w.p.).

        Czy jest zakaz takiego outsourcowania? Czy byłoby lepiej, gdyby witrynę internetową prowadził po prostu np. rzecznik prasowy w ramach obowiązków pracowniczych albo jakiś wydział promocji urzędu gminy? Poza tym skoro wywóz odpadów czasami zleca się spółce prywatnej, to dlaczego z portalem miałoby być inaczej.

        • Olgierd Rudak
          6 sierpnia 2018 at 12:08

          Uważam, że władze publiczne nie powinny prowadzić działalności gospodarczej (gminne gazetki, gminne portale). Zwłaszcza, że później prowadzi to do takich błędnych orzeczeń — może strona nie umiała tego wyrazić? może sąd tego nie skumał? Gdyby był tylko BIP, nie byłoby wątpliwości.

      • Joe
        7 sierpnia 2018 at 12:13

        Przepraszam za dubla, ale myślałem, że z powodu linka post nie zostanie dodany :)
        Felerem jest ogólnie utrzymywanie stron www przez urzędy. Pisałem o tym kilka razy, pisał też Vagla. Po pierwsze przepalanie kasy. Kolejny raz UM w Legnicy zmienia „skórkę”, bo ta poprzednia jest już nie trendy. Po drugie wszystko co jest w BIP podpada pod UoDO i w związku z tym mogę każdy umieszczony tam materiał użyć na swoich stronach bez obaw. Po trzecie bałagan informacyjny. Nader często to co jest na oficjalnej stronie nie jest tożsame z info zawartym w BIPie, który mam wrażenie urzędnicy utrzymują z musu, wręcz z obrzydzeniem. Po czwarte „oficjalne” portale odbierają chleb lokalnym przedsiębiorcom, którzy też chcieliby prowadzić podobny portal. Nie ma też co ukrywać, że te „oficjalne” są często darmową tubą PR dla burmistrzów, wójtów i prezydentów miast.

  4. 6 sierpnia 2018 at 14:25

    Dokładnie, jeśli urząd (podatnik) zapłacił za zdjęcia to są one publiczne, tj. można z nich swobodnie skorzystać.
    A jeśli umowa z fotografem na to nie pozwala, to sąd dla urzędnika, że robi sobie sweet-focie za państwowe.

    • Mike
      6 sierpnia 2018 at 20:50

      otóż to, w materiale nie podano kto fotografowi płaci… jeśli urząd to zdjęcia są materiałem urzędowym i licencja siłą rzeczy jest nieważna… a jeśli radni ze swoich kieszeni się zrzucili to może jednak wyrok nie jest błędny…

      I jak tu być zwolennikiem praw autorskich kiedy co i rusz kłócą się ze zdrowym rozsądkiem?

      • Sylff
        6 sierpnia 2018 at 22:31

        @Mike Tylko, że – tak jak wyżej napisał Andy – żadne notki, zapewnienia czy nawet fakt umieszczenia na stronie publicznej nie sprawiają, że materiał zmienia swój status prawnoautorski, bo liczy się prawda (we własności intelektualnej nie ma winy, jest tylko bezprawność, czyli fakt, że ktoś naruszył czyjeś prawo, bez względu na przyczynę; można się bronić ewentualnie „regresowo” do tego, kto wcisnął nam kit albo względem uprawnionego przez art. 5 kc).

        Weźmy prosty przykład. Strona BIP, oddelegowana urzędniczka do prowadzenia tej strony postanawia upiększać suchy tekst jakimiś zdjęciami lub grafikami (np. przy artykule z życzeniami świątecznymi dla wyborców wkleja – wziętą z Google – pocztówkę znanego artysty). To, że pocztówka pojawiła się w tym (jakimś tam) BIP, nie oznacza, że urząd wprowadził ten utwór do domeny publicznej i każdy może sobie teraz z niego do woli korzystać. Jak się artysta zdenerwuje, to pozwie i urząd (BIP), i tych, którzy dalej przedrukowali z BIP. I oczywiście artysta będzie mieć rację.

        • Olgierd Rudak
          7 sierpnia 2018 at 09:07

          Jak się artysta zdenerwuje, to pozwie i urząd (BIP), i tych, którzy dalej przedrukowali z BIP

          Jaki zatem miałby sens art. 4 pkt 2 pr.aut.?

          Rozumiem, że istnieje zagrożenie wywłaszczania z praw autorskich (klasyczne pytanie: co będzie jeśli gmina wrzuci na swoją stronę Windowsa?), ale myślę, że jednak w przypadku korzystania z urzędowych materiałów nie ma mowy o naruszeniu praw autorskich.

          • Sylff
            7 sierpnia 2018 at 15:24

            Podstawowy problem z art. 4 pkt 2 jest taki, czy X staje się „urzędowe” przez sam fakt pojawienia się (nawet nie w jakiejś procedurze, np. wnioskowej albo przetargowej) w urzędzie (na stronie www urzędu).

            Twój przykład z Windowsem nie różni się niczym od mojego przykładu z projektem pocztówki świątecznej, który jakaś nieświadoma urzędniczka sobie dodała na BIP, bo akurat spodobał się jej w Google (może tylko tym, że przeciętny człowiek zna Windowsa i wie, że należy do Gatesa, ale może nie znać twórczości artysty zajmującego się pocztówkami świątecznymi).

            Co innego, gdyby ta urzędniczka sama na chybcika narysowała Jezuska albo jajko wielkanocne w Paint (wtedy przy okazji pytanie, czy w ogóle mamy do czynienia z utworem) albo upiększyła suchy tekst zdjęciem polityków/włodarzy lub wideo z kolędą śpiewaną wspólnie ze współpracownikami. Wtedy raczej materiał urzędowy jak w mordę strzelił. No chyba że – tak jak w sprawie sądowej ze zdjęciami – znowu ktoś ich makijażował, ktoś profesjonalnie nagrał w studio nagraniowym i ktoś przygotował profesjonalnie dekoracje…

            • Olgierd Rudak
              7 sierpnia 2018 at 15:52

              Czy to znaczy, że mam się zastanawiać, czy prawa do opublikowanych w BIK materiałów — wykonanych przez podmiot trzeci (opracowanie / analiza / studium / fotografia) zostały nabyte w sposób prawidłowy?

              Czy jednak mamy tutaj co najmniej domniemanie, że jest to informacja sektora publicznego, a zatem każdy może je wykorzystywać „w celach komercyjnych lub niekomercyjnych innych niż pierwotny publiczny cel, dla którego informacja została wytworzona”?
              (Zwracam uwagę, że ustawa o ponownym wykorzystywaniu informacji sektora publicznego przewiduje możliwość wyłączenia stosowania ustawy ze względu na prawa autorskie — art. 6 ust. 4 pkt 3), w tym może określić sposób rozpowszechniania (art. 13 ust. 2), także w trybie wnioskowym (art. 23 ust. 6).

              Ja to jednak rozumiem tak, że jeśli jakiś utwór pojawi się na stronie BIP, to nie ma gadania (chyba że jest owo zastrzeżenie), więc jeśli do kogoś twórca może mieć pretensje, to tylko do urzędnika, że go wywłaszczył.

              Inną sprawą jest relacja między w.w. przepisami a art. 4 pkt 2 pr.aut. — i ja uważam, że ten drugi ma szerszy zakres (czyli „materiałem urzędowym” może być nawet coś, co nie jest udostępniane w BIK — a przez to jest nie-utworem (znów: chyba że udostępniający ten materiał wprowadzi jakieś zastrzeżenie, chociaż z tym też bym chętnie popoplemizował — bo zaraz będą zastrzegać prawa autorskie do oficjalnych projektów ustaw, etc.).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.