Spór o zawyżone rachunki za prąd: czy to zakład energetyczny musi udowodnić, że licznik nie przekłamywał na niekorzyść klienta?

Zakładając, że odbiorca prądu jest w sporze z dostawcą — klient mówi, że licznik przekłamuje na jego niekorzyść, zakład energetyczny posądza klienta o kradzież prądu — i pamiętając, że każdy spór sprowadza się do udowodnienia swoich racji: czy wystarczy, że firma wykaże, że licznik był uszkodzony? Czy jednak niezbędne będzie wykazanie, że odczyty były zaniżone? I w drugą stronę: czy to klient musi udowodnić, że rachunki za prąd były zawyżone — czy jednak wystarczy, że powoła się na wysokie opłaty, a wówczas zakład energetyczny ma obowiązek wykazać, że przyrząd był sprawny? (wyrok Sądu Najwyższego z 21 marca 2018 r., V CSK 256/17).


Zawyżone rachunki prąd

Zawyżone rachunki za prąd mogą uzasadniać pozew o zwrot nadpłaconych kwot — jednak to klient musi udowodnić, że doszło do pobrania wyższej należności za energię (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Spór dotyczył trudnych relacji zakładu energetycznego z odbiorcą: dostawca wniósł pozew o zapłatę 28 tys. złotych tytułem nielegalnego poboru energii; w odpowiedzi klientka wniosła powództwo wzajemne żądając m.in. zwrotu nienależnych opłat, zadośćuczynienia i przeprosin za nękanie oraz bonifikaty za przekroczenie terminu udzielenia odpowiedzi na reklamację.
(Z okruszków pozostawionych w uzasadnieniu wynika, że powodem był Tauron.)

art. 57 ust. 1 prawa energetycznego
W razie nielegalnego pobierania paliw lub energii, przedsiębiorstwo energetyczne może:
1) pobierać od odbiorcy, a w przypadku, gdy pobór paliw lub energii nastąpił bez zawarcia umowy, może pobierać od osoby lub osób nielegalnie pobierających paliwa lub energię opłatę w wysokości określonej w taryfie, chyba że nielegalne pobieranie paliw lub energii wynikało z wyłącznej winy osoby trzeciej, za którą odbiorca nie ponosi odpowiedzialności albo
2) dochodzić odszkodowania na zasadach ogólnych.

Zaczęło się od kontroli instalacji elektrycznej przeprowadzonej przez osoby, które nie posiadały stosownego upoważnienia (upoważnienie zostało wystawione podczas kontroli, po telefonie od jednego z kontrolerów). Podczas kontroli wykazano znaczne uchybienia w pracy licznika, który został wymontowany i zapakowany do bezpiecznej koperty (bezpiecznej, ale nie zabezpieczającej przed działaniem pola magnetycznego), na której napisano „ekspertyza specjalna”. Badanie licznika zlecono osobie, która nie miała uprawnień do legalizacji liczników energii elektrycznej (biuro już zlikwidowane, dokumentacja zniszczona, wiadomo, że był to „licznik trójfazowy indukcyjny, wyprodukowany w 1984 r., produkcji PAFAL, legalizowany ponownie w 2005 r., napięcie 3×220/380 V, klasa dokładności 2. Ilości faktycznie zużytej energii elektrycznej mierzonej tym licznikiem nie można określić z powodu braku danych pozwalających na dokonanie obliczeń, ponieważ materiał dowodowy (rzeczowy) jest w stanie naruszonym”.)
Jasne jest jedno: u poprzednika prawnego zakładu energetycznego „panował chaos i bałagan” — nie wiadomo czego dotyczyły faktury i korekty, monity i wezwania wysyłały różne spółki z grupy Tauron, prognozy zużycia były zawsze zawyżone, klientka musiała czekać na inkasenta w „godzinach dla niej niekorzystnych” — ba, doszło nawet do wtargnięcia pracownika na posesję odbiorcy, w czasie, kiedy w domu przebywało tylko dziecko.

Sąd I instancji oddalił powództwo główne: roszczenia z tytułu nielegalnego poboru prądu nie wymagają uprzedniego przesądzenia czynu w postępowaniu karnym — wymaga wyłącznie wykazania, że energia została pobrana. Jednak ze zgromadzonych dowodów można wnosić tylko tyle, że zamontowany licznik źle mierzył pobór prądu — ale nie można ustalić czy wskazania były zaniżone, czy zawyżone. Opinie biegłych o tyle są bezwartościowe, że dostawca dopuścił do zniszczenia licznika — zaś badanie uszkodzonego urządzenia jest bezwartościowe. Oznacza to, że zakład energetyczny nie udowodnił swoich roszczeń (art. 6 kc).
Częściowo uwzględniony został natomiast pozew wzajemny klientki: wprawdzie nie udowodniła ona, iżby energetyka otrzymała 34 tys. złotych nienależnych opłat za prąd, zaś niewykonanie umowy nie może być podstawą do żądania zadośćuczynienia (art. 448 kc) — ale zasądzono bonifikatę za niedotrzymanie standardów jakościowych obsługi klienta (po 1/250 przeciętnego wynagrodzenia za każdy dzień zwłoki w rozpatrzeniu reklamacji; uzbierało się tego… 30,5 tys. złotych).

Nieco odmiennie spór ocenił sąd II instancji: żądanie zadośćuczynienia i przeprosin dotyczyło nękania, czyli naruszenia miru domowego, nie zaś niewykonania umowy — a nawet gdyby, to dopuszczalny jest zbieg odpowiedzialności kontraktowej i deliktowej (art. 443 kc), zatem uchylił zaskarżony wyrok w tej części, zwracając sprawę do ponownego rozpoznania.
W pozostałej części (czyli m.in. zwrotu nadpłaty) orzeczenie utrzymano w mocy.

Obszerną i wielowątkową skargę kasacyjną od (części) wyroku oddalającej powództwo wniosła powódka wzajemna, jednak Sąd Najwyższy nie podzielił jej zarzutów. Nie ma znaczenia, że właścicielem licznika prądu jest Tauton — ciężar dowodu, że licznik zawyża wskazania, spoczywa na kliencie (art. 6 kc). Zgodnie z zasadą kontradyktoryjności to strony są wyłącznym dysponentem postępowania dowodowego, zatem strona, która na czas nie przywołała dowodów na poparcie swych twierdzeń, ponosi ryzyko niekorzystnego rozstrzygnięcia. Sąd, zwłaszcza „przy tak profesjonalnym pełnomocniku”, jakiego miała kobieta, nie ma obowiązku prowadzenia postępowania dowodowego z urzędu, zatem nieprzeprowadzenie dowodu na podstawie art. 232 kpc nie jest podstawą do uwzględnienia kasacji.
Tymczasem kobieta (reprezentowana przez swą córkę, prawniczkę z
tytułem naukowym lub przez męża) zamiast żądać odpowiednich ekspertyz, nie tylko oponowała przeciwko powołaniu biegłego, który mógłby zbadać urządzenie i składała wniosek o wyłączenie każdego biegłego, który został powołany w sprawie — a jak już doszło do słuchania biegłego, zamiast zadawać mu pytania, skupiała się na wykazaniu braku fachowości.

Stąd też wyrok został utrzymany w mocy — jednak sąd nadal będzie badał kwestię zadośćuczynienia za nękanie przez pracowników zakładu energetycznego odpowiedzialnych za odczyt liczników prądu.

13 comments for “Spór o zawyżone rachunki za prąd: czy to zakład energetyczny musi udowodnić, że licznik nie przekłamywał na niekorzyść klienta?

  1. judykator72
    14 sierpnia 2018 at 07:10

    Tytuły naukowe szkodzą w sądzie. Ludzie z wiedzą teoretyczną uważają że jest ona praktyczna.

  2. Adam
    14 sierpnia 2018 at 08:23

    „Nie ma znaczenia, że właścicielem licznika prądu jest Tauton — ciężar dowodu, że licznik zawyża wskazania, spoczywa na kliencie” – Jak? Wezwać policję aby to ona przechowała licznik (jeśli zechce) do czasu powołania niezależnego eksperta?

    • Olgierd Rudak
      14 sierpnia 2018 at 18:47

      Nie wiemy co robiła, być może tylko twierdziła…

  3. gordon.shumway
    14 sierpnia 2018 at 21:18

    1) Ciężar dowodu, że licznik zawyża wskazania spoczywa na kliencie
    2) Ciężar dowodu, że licznik zaniża wskazania spoczywa na dostawcy
    A skąd u licha domniemanie, że licznik działa prawidłowo?
    Bo przy powództwie wzajemnym właśnie takie domniemanie przyjmie sąd – tylko na jakiej podstawie?

    • judykator72
      14 sierpnia 2018 at 21:22

      Z legalizacji licznika na przykład.

      • gordon.shumway
        14 sierpnia 2018 at 22:40

        Ale każde urządzenie techniczne, również zalegalizowane, może się zepsuć bądź rozkalibrować.
        Legalizacja oznacza, że urządzenie działało poprawnie w momencie legalizacji, skąd więc domniemanie w postępowaniu przed sądem, że nadal działa poprawnie?
        A przecież problem związany z niepoprawnym działaniem i jego skutkami dla wyników pomiaru może być trudny do odtworzenia – a biegły zapewne nie będzie przeprowadzał skomplikowanych analiz.

        • Olgierd Rudak
          16 sierpnia 2018 at 07:15

          Tutaj było o tyle łatwiej, że kobita bardzo mocno oponowała przeciwko jakimkolwiek biegłym — to chyba ułatwia sądowi życie.

  4. judykator72
    14 sierpnia 2018 at 22:48

    Ja mam legalizację (na 10 lat) na poparcie tezy że licznik działa poprawnie a pani ma co na poparcie tezy że działa nie poprawnie ? Wystąpiła pani do urzędu miar o ponowną legalizację? Czy cóś ;)

    • Borek
      15 sierpnia 2018 at 07:33

      Legalizacja miernika oznacza, że przez okres ważności legalizacji można uznawać jego wskazania za prawidłowe, co prowadzi do dwóch logicznych wniosków:
      – po pierwsze – po okresie legalizacji nie można uznawać wskazań za prawidłowe,
      – po drugie – w okresie legalizacji można, a zatem nie trzeba uznawać wskazań za prawidłowe.

      Pierwsze jest oczywiste, drugie wynika właśnie z przyjęcia że wszystko może się zepsuć. W innym wypadku jeżeli przykleję sobie magnes na licznik, a przyjdzie „kontrol” i to zobaczy to ja też mógłbym powiedzieć, że przecież jest legalizacja i mogą mi skoczyć do końca jej okresu. ;)

      • judykator72
        15 sierpnia 2018 at 07:42

        na jednak po drugie uznałbym w punkcie drugim trzeba uznawać je za prawidłowe chyba że ktoś udowodni że jest inaczej. Legalizacja – zespół czynności obejmujących sprawdzenie i stwierdzenie w drodze decyzji, poświadczonej wyłącznie dowodem legalizacji, że przyrząd pomiarowy spełnia wymagania; Spełnia wymagania = dobrze działa i mierzy to co ma mierzyć. Dopóki ma legalizację to domniemanie jest po stronie tego kto mierzy i na podstawie wskazań oblicza swoja należności.

        A wpływ na licznik nie ma nic wspólnego z legalizacją.
        nielegalne pobieranie energii – pobieranie energii bez zawarcia umowy, z całkowitym albo częściowym pominięciem układu pomiarowo-rozliczeniowego lub poprzez ingerencję w ten układ mającą wpływ na zafałszowanie pomiarów dokonywanych przez układ pomiarowo-rozliczeniowy;

        Trzeba więc tylko udowodnić wpływ na licznik i potem można żądać ryczałtu z art. 57 prawa energetycznego.

        • Borek
          15 sierpnia 2018 at 09:21

          Zostawmy na boku kradzież prądu, magnesy i podpinanie się sąsiadów na lewo, to zupełnie inna sprawa. Użyłem złego przykładu który zbił cię z tropu.

          Legalizacja licznika jest jak przegląd samochodu. Dopóki nie minął ustalony termin, możemy przyjmować że urządzenie jest sprawne – o ile okoliczności nie wskazują inaczej. Możemy, ale nie musimy bo licznik może nagle zatrzymać się w miejscu albo kręcić się szybko gdy nic nie pobiera prądu, a w samochodzie może spalić się żarówka albo pęknąć sprężyna. W takich przypadkach żaden dokument nie jest podstawą do domniemania że urządzenie jest nadal sprawne.
          Gdy natomiast minie termin legalizacji albo przeglądu, obowiązkowo należy przyjąć że urządzenie jest niesprawne i wymaga sprawdzenia.

          Podsumowując, legalizacja licznika otwiera możliwość domniemania że licznik mierzy prawidłowo, brak legalizacji zamyka taką możliwość. Gdyby to była konieczność, to brak legalizacji zamykałby tę konieczność – czyli po terminie nadal można by uznawać licznik za sprawny, co jednak według prawa nie jest możliwe.

  5. 15 sierpnia 2018 at 07:36

    Żeby stwierdzić, że był użyty magnes nie trzeba robić sekcji licznikowi – wystarczy popatrzeć, jakie były jego odczyty :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.