„Jeszcze dzień życia” — w przededniu Dnia Niepodległości Angoli

A skoro jutro Dzień Niepodległości Angoli (która uzyskała ją „od” Portugalii w 1975 r.) — ja zaś jestem od lat niezaprzeczalnym fantem twórczości Ryszarda Kapuścińskiego — to dziś na tutejszych łamach nie może zabraknąć krótkiej recenzji filmu „Jeszcze dzień życia”.


Jeszcze dzień życia recenzja

„Jeszcze dzień życia”, reż. Damian Nenow i Raúl de la Fuente; role wykorzystanie w animacji: Mirosław Haniszewski (jako Ryszard Kapuściński), Vergil Smith (jako Queiroz, Luis Alberto, Nelson), Olga Bołądź (jako Carlota); polski dubbing: Marcin Dorociński (jako Ryszard Kapuściński), Olga Bołądź (jako Carlota), Arkadiusz Jakubik (jako Queiroz),


W skrócie i nie paląc: chociaż tytuł sugeruje, iż jest to ekranizacja książki „Jeszcze dzień życia”, to w gruncie rzeczy mamy do czynienia z paradokumentalnym obrazem kawałka życia reportera. Mówiąc wprost — film jest bardziej o samym Kapuścińskim niż o wojnie domowej w Angoli, co wcale nie jest minusem, bo jego biografia niewątpliwie nadawałby się na scenariusz niezłego sensacyjnego filmu.
Biografia, ale nie hagiografia — Kapuściński z filmu nie jest postacią jednoznaczną, bo oprócz wielkiego pędu do odkrywania prawdy widzimy także małą potrzebę jej ukrywania tam, gdzie dziennikarzowi wydawało się, że jest to konieczne. I tak otwarcie sympatyzujący z MPLA Ricardo pomija w wysłanej depeszy istotną informację, że w sukurs prokomunistycznym oddziałom przybyły wojska kubańskie — bo przedwczesne jej ujawnienie mogłoby zaszkodzić sprawie (temat jest opisany w głośnej książce Artura Domosławskiego, więc szczególnego odkrycia w filmie nie ma).

Ciekawie prezentuje się strona stylistyczna dzieła: film jest animacją (jak się okazuje nakręconą przy użyciu żywych aktorów, później „podmienionych” na grafikę) poprzetykaną ujęciami z kamery (wypowiedzi bojowników i dziennikarzy towarzyszących Kapuścińskiemu w tych niełatwych chwilach, kilka przebitek sprzed czterech dekad). Paradokument animowany nasuwa jednoznaczne skojarzenia ze świetnym „Walcem z Baszirem” — a ponieważ to (momentami dość oniryczna) hybryda, na myśl przychodzi „Kongres” (który akurat niespecjalnie mi się podobał).
(Na marginesie: oryginalna ścieżka dźwiękowa filmu nie jest w języku polskim — niemniej z premedytacją (jak nigdy) zdecydowaliśmy się na obejrzenie wersji z dubbingiem. Warto, bo głos Marcina Dorocińskiego robi dużo dobrej roboty.)

„Jeszcze dzień życia” niewątpliwie nie jest filmem dla każdego, niemniej myślę, że warto go zobaczyć; u mnie ma notę 6,5/10 — plus za formę i tematykę, minus za nieco zbyt duży odlot wizualny (momentami).

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.