O tym, czy można dostać 5 tys. mandatu za spacer z psem bez smyczy i kagańca

Wracając na chwilę do niedawnej nowelizacji kodeksu wykroczeń wprowadzającej m.in. wyższe kary za kilka „zwierzęcych” wykroczeń („Zmiany w kodeksie wykroczeń — ważne dla posiadaczy zwierząt”) — skoro media zaczęły siać głupawy i kłamliwy ferment („Od czwartku obowiązują nowe przepisy, wprowadzające wysokie kary za wyprowadzanie psów bez smyczy i kagańca. Teraz właściciele mogą zapłacić nawet do 5 tys. złotych” — takie bzdury wypisuje Gazeta.pl), godzi się na niniejszych łamach zamieścić kilka akapitów dojaśniających, a właściwie wyprowadzających z błędu.


kara spacer psem bez smyczy

Kuata się zawsze dziwi, że oczywiste oczywistości można tak przekręcić — biedna psinka nie rozumie, że głupota sprzedaje (i powiela) się najlepiej (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Będzie w punktach, bo tak łatwiej — nie tylko mi:

art. 77 kodeksu wykroczeń
§ 1. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia,
podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.
§ 2. Kto dopuszcza się czynu określonego w § 1 przy trzymaniu zwierzęcia, które swoim zachowaniem stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka,
podlega karze ograniczenia wolności, grzywny albo karze nagany.
  • na pewno przepisem takim nie jest znowelizowany niedawno art. 77 kw — norma ta od początku pozwalała li tylko na penalizację zachowania polegającego na niezachowaniu „zwykłych lub nakazanych” środków przy trzymaniu zwierzęcia; dla jasności: środki „zwykłe” to takie, które w konkretnym przypadku (konkretne zwierzę, konkretna sytuacja, otoczenie, etc.) należy użyć, zaś środki „nakazane” to te, które wprowadziła gmina (i tu rzeczywiście najczęściej czyta się o psiakach);
  • co moim zdaniem może oznaczać, że w pewnych sytuacjach nawet zestaw smycz+kaganiec mogą być niewystarczające dla uniknięcia odpowiedzialności — i to nie tylko w przypadku jeśli będę się przechadzał w centrum miasta z tygrysem bengalskim lub wprowadzę tam dyliżans zaprzężony w sześć karych koni;
  • cała magia art. 77 par. 1 kw polega na zwiększeniu potencjalnej kary: maksymalna grzywna wzrosła z 250 złotych do 1 tys. złotych, dodano także sankcję w postaci kary ograniczenia wolności;
  • druga sprawa to dodatkowa nagonka na psy znajdujące się na tzw. liście ras niebezpiecznych — nie, nowy art. 77 par. 2 kw nie oznacza, że jego przewodnik pita, rota czy kaukaza ma obowiązek permanentnego używania smyczy i kagańca (obowiązek taki może wynikać z prawa miejscowego (uchwały rady gminy);
  • ani też kara zaniemanie smyczy lub kagańca w takim przypadku nie będzie wynosiła do 5 tys. złotych (lub areszt) — postać kwalifikowana wykroczenia dotyczy konkretnego zwierzęcia (nie tylko psa, ale też kotowatego, konia, etc.), którego konkretne zachowanie stwarza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia człowieka — czyli taki mały misiek, kaukaz, jeśli jest po prostu niegrzeczny, ale nie stwarza owego zagrożenia, nie będzie przewodnika kosztował nic (nie tylko 5 tys. złotych, ale po prostu nic);
  • stąd też siany przez media FUD uważam za karygodny i skandaliczny — por. obszerny cytat z krótkiego i bardzo nieprzemyślanego, przywołanego już tekstu opublikowanego przez opiniotwórczy portal, który chciałby uchodzić za opiniotwórczy (Agoro S.A., nie idźcie tą drogą!):

Do tej pory ustawa przewidywała, że właściciele najgroźniejszych ras psów (m.in. pitbulli, buldogów amerykańskich, rottweilerów, owczarków kaukaskich) za wyprowadzanie ich bez smyczy i kagańca mogli zapłacić maksymalnie 250 złotych. Nowe, zaostrzone przepisy obowiązują od czwartku. Teraz nieostrożny właściciel może dostać grzywnę w wysokości nawet 5 tysięcy złotych. Grozić mu będzie także kara ograniczenia wolności lub nagana. 
Jeżeli pies nie będzie należał do tzw. rasy agresywnej, grzywna wyniesie 1000 złotych. 

A na zakończenie akapit o naszej polskiej głupocie, którą bardzo kochamy, bo jako prawdziwi Polacy kochamy każdą głupotę, pod warunkiem, że jest najnasza: przy okazji niedawnego pałętania się w Czeskim Raju miałem sposobność zapoznać się z wyciągiem ichniej ustawy o lasach (Zákon o lesích, č. 289/1995 Sb.), w której o psach nie ma pół słowa (stąd zatrzęsienie czeskich psów na czeskich szlakach), ale zakazuje m.in. palenia papierosów w lesie (par. 20 ust. 1 lit. k) — polskie przepisy oczywiście w lesie puszczania luzem psa zakazują (art. 166 kw, art. 30 ust. 1 pkt 13 ustawy o lasach), natomiast fajka nikomu nie przeszkadza (podobnie straży leśnej, która może Defem przez las jechać i przez okienko marudzić na psa grzecznie idącego przy nodze — ale żeby pozbierać 10 metrów dalej walające się śmieci, nawet się nie ruszą).

Dla tych, dla których tekst jest TL;DR — (i) nie, nie ma czegoś takiego jak kara w wysokości 5 tys. złotych za spacer z psem bez smyczy; (ii) nawet jeśli pies należy do rasy wpisanej na liście ras agresywnych; (iii) natomiast rzeczywiście bardzo wzrosły sankcje dla właścicieli wszystkich zwierząt, którzy nie zachowali niezbędnych środków ostrożności, a to konkretne zwierzę stworzyło niebezpieczeństwo dla innego człowieka.

Q.E.D.

16 comments for “O tym, czy można dostać 5 tys. mandatu za spacer z psem bez smyczy i kagańca

  1. sjs
    18 listopada 2018 at 16:40

    Jak ma się do tego art. 37 w związku z art. 10a ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt?

    • Olgierd Rudak
      18 listopada 2018 at 16:45

      Właściwie to nijak (IMHO) — art. 10 ust. 3 uoz mówi o tym, że psa można puścić swobodnie, jeśli jest pod kontrolą i ma adresówkę, natomiast zawsze może się znaleźć jakieś lex specialis, które mówi, że jednak nie można (las, chociaż ja uważam, że „luzem” to coś innego niż „bez smyczy”), albo że można pod pewnym warunkiem (tylko w miejscu nieuczęszczanym, etc.).

  2. 18 listopada 2018 at 20:14

    Mnie bardziej interesuje zmiana art. 97. Czy faktycznie teraz SM i policja będą mogły karać (mandatowo, nie sądowo) za wykroczenia na podstawie nagrań np. z monitoringu?

    • Olgierd Rudak
      19 listopada 2018 at 11:29

      Rozumiem, że dodanie „w szczególności” (teraz jest „stwierdzi popełnienie wykroczenia, w szczególności za pomocą przyrządu kontrolno-pomiarowego lub urządzenia rejestrującego, a sprawca nie został schwytany na gorącym uczynku lub bezpośrednio potem, i nie zachodzi wątpliwość co do sprawcy czynu”) jest tak interpretowane?

      Mnie się wydaje, że tak — może tu chodzi o te kamerki w samochodach, może dotąd w gruncie rzeczy nie było podstawy do traktowania nagrania jako dowód?

  3. Dominika
    19 listopada 2018 at 17:23

    To jak w końcu jest, trzeba obowiązkowo wszystkie psy na smyczy prowadzać, bo gdzieś czytałam, że jak pies ma identyfikator, który pozwala dowiedzieć się kto jest właścicielem i pies nas słucha, to można puszczać bez smyczy.

    Czy jak będę na spacerze w miejskim parku (albo na polu), a mój pies będzie bez smyczy, to kwalifikuję się do mandatu? Tylko na jakiej podstawie? Przecież chyba nie wystarczy, że ktoś się poskarży. Trzeba mieć dowód, np. zdjęcie.
    Czy jak pies będzie szedł obok mnie bez smyczy w parku (albo na polu) i ktoś zrobi mi zdjęcie telefonem, kwalifikuję się do mandatu?
    Czy jak mój pies podbiegnie do innego psa i zacznie na niego szczekać (albo może i ugryzie), to te przepisy w takim wypadku też mają zastosowanie? Czy one tylko do ludzi się odnoszą, a nie do innych psów/zwierząt?
    I jaka jest różnica między puszczaniem psa „luzem” i „bez smyczy”, bo ja nie widzę żadnej :)

    • Olgierd Rudak
      19 listopada 2018 at 19:42

      Większość z tych tematów jest — mniej lub więcej — opisana, dwa podstawowe linki:

      https://czasopismo.legeartis.org/tag/art-77-kw

      https://czasopismo.legeartis.org/tag/pies

      Co do różnicy między „luzem” a „bez smyczy” — moim zdaniem pies, który grzecznie idzie (może nie przy nodze, ale grzecznie), prowadzony na niewidzialnej lince, nie jest psem „luzem”.

      Bo jeśli liczy się ta smycz — czy pies ze smyczą przy obroży, ale hasający swobodnie, jest luzem, czy jest na smyczy?

      • sjs
        19 listopada 2018 at 19:54

        Z tą niewidzialną linką to byłbym bardzo ostrożny. Wg mnie pies „nie luzem” to pies trzymany na smyczy przez opiekuna.

        • Olgierd Rudak
          20 listopada 2018 at 09:04

          Można i tak to rozumieć. Orzecznictwa nie widziałem, codzienna praktyka bywa taka, jak mówisz — ale gdzieś widziałem frazę „pies na otoku” (naprawdę nie pamiętam czy w jakimś przepisie), a to by oznaczało, że jednak jest różnica.

          • sjs
            20 listopada 2018 at 10:03

            Ale otok to jednak jest rzeczywista linka, więc pies zdecydowanie jest na smyczy, długiej ale jednak smyczy.

            • Olgierd Rudak
              20 listopada 2018 at 11:20

              No więc właśnie, jeśli przepis nr 1 nakazuje prowadzenie „na otoku”, a nr 2 zakazuje „puszczania luzem”, to być może (zakładając racjonalność ustawodawcy) jest różnica.

              Aczkolwiek być może ten otok widziałem w czymś innym niż przepis prawa, naprawdę nie pamiętam.

      • 19 listopada 2018 at 23:45

        Czyli jeśli to raczej pies wyprowadza właściciela, to wtedy mamy do czynienia z psem „luzem na smyczy”?

  4. jaga
    20 listopada 2018 at 21:40

    Dzisiaj zostałam zaatakowana na osiedlu przez człowieka, który krzyczał, że nie stosuję się do nowych przepisów, bo prowadzę psa na smyczy, ale bez kagańca. Pies nie ma jeszcze roku, jest grzeczny i bardzo boi się obcych ludzi ( został podrzucony na wiejską działkę, a ja próbuję go przyzwyczajać do miejskiego zgiełku). Zatem mam pytanie, jak bronić się przed takimi agresywnymi typami? Czy są jakieś sankcje za stresowanie psa i jego właściciela?

    • Olgierd Rudak
      21 listopada 2018 at 15:00

      Za stresowanie psa — ale takie naprawdę — jest art. 78 kw.

  5. marek
    20 listopada 2018 at 23:06

    Czyli tu, nawet w tytule, (https://bezprawnik.pl/wyprowadzanie-psow-bez-smyczy/) bzdury popisali?

    • Olgierd Rudak
      21 listopada 2018 at 15:01

      Ta smycz to jakiś fetysz ;-)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.