Brak wyraźnej informacji o opłacie likwidacyjnej po zerwaniu polisolokaty stanowi nieuczciwą praktykę rynkową

Czy opłata likwidacyjna po zerwaniu polisolokaty może być traktowana jako nieuczciwa praktyka rynkowa? Czy „prawnik po aplikacji” jest przeciętnym konsumentem, czy jednak powinien wiedzieć i rozumieć więcej — i czy to w ogóle ma znaczenie w przypadku zakwalifikowania działania przedsiębiorcy jako nieuczciwej praktyki rynkowej? No i czy polisolokata to właściwie produkt ubezpieczeniowy, czy jednak inwestycyjny?

wyrok Sądu Najwyższego z 28 września 2018 r. (I CSK 179/18)
1. Zastrzeżenie przez przedsiębiorcę prawa do potrącenia całości sumy składki podstawowej w razie rozwiązania umowy przed upływem dwóch lat od jej zawarcia, wskutek zaprzestania opłacania tej składki oraz jej znacznej części, w sytuacji rozwiązania w ten sposób umowy po upływie dwóch lat, jest niewątpliwie sprzeczne z dobrymi obyczajami.
2. Za nieuczciwą praktykę rynkową należy uznać brak poinformowania konsumenta o ryzyku, jakie spowoduje rozwiązanie umowy wskutek zaprzestania opłacania składki ubezpieczeniowej, przeznaczanej do inwestowania, czyli o utracie całości zainwestowanych środków lub ich znacznej części.
3. Zakwalifikowanie określonych zachowań przedsiębiorcy jako nieuczciwych praktyk rynkowych stwarza dla konsumenta, którego interes został zagrożony lub naruszony, ze względu na charakter powództwa opartego na przepisach ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, uprawnienie do zgłoszenia roszczeń zmierzających do znacznie szerszej ochrony prawnej, aniżeli w razie przesłankowego stwierdzenia abuzywności konkretnych zapisów umownych.

Dla przypomnienia (orzeczenie dotyczy sprawy opisywanej w tekście „Czy opłata likwidacyjna za zerwanie polisolokaty może sięgać 99% wpłaconych kwot?”): spór dotyczył wysokości opłaty likwidacyjnej po jednostronnym zerwaniu przez ubezpieczyciela polisolokaty ze względu na zaprzestanie opłacania składek (umowa była na 10 lat, jednak klient przestał opłacać składki znacznie wcześniej — ubezpieczyciel wypowiedział umowę, potrącił opłatę likwidacyjną i wypłacił zaledwie 200 złotych).

Zdaniem klienta (prawnika „po jednej z aplikacji prawniczych”) ubezpieczyciel powinien wypłacić mu całą wartość zgromadzonych środków (10,5 tys. złotych), więc w pozwie do sądu klient zażądał: (i) unieważnienia zawartej umowy umowy o ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi ze względu stosowanie nieuczciwej praktyki rynkowej lub z racji tego, że stanowią klauzulę abuzywną; (ii) zakazania stronie pozwanej stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych polegających na zamieszczaniu we wzorcach umów postanowień pozwalających na jednostronne wypowiedzenie polis z prawem do potrącenia opłat likwidacyjnych; (iii) zobowiązania strony pozwanej do zmiany wzorca poprzez wykreślenie opłaty likwidacyjnej; (iv) złożenia 5-cio krotnego oświadczenia na łamach wskazanych dzienników; (v) a także zasądzenia 1 tys. złotych na rzecz Federacji Konsumentów.

Sąd I instancji uwzględnił roszczenie tylko w części zwrotu opłaty likwidacyjnej — bo ustalenie jej wysokości na prawie 100% wpłaconych środków jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i rażąco narusza interesy konsumenta, zaś strona pozwana nie wykazała, iżby kwoty te znajdowały uzasadnienie w ponoszonych kosztach. Jednak zaprezentowanie produktu jako korzystny, kiedy w rzeczywistości może wiązać się on ze stratami finansowymi oraz pominięcie informacji o tak wysokich opłatach likwidacyjnych nie jest praktyką rynkową wprowadzającą w błąd w rozumieniu art. 5 upnpr. Co więcej z racji swego wykształcenia i zawodu powód nie może być traktowany jako przeciętny konsument.

Częściowo skuteczna okazała się apelacja powoda: skoro powód oparł roszczenia o przepisy ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, to bezzasadne było odnoszenie się do przepisów kodeksu cywilnego o klauzulach niedozwolonych i dywagacje czy powód odpowiada wzorcowi przeciętnego konsumenta. Zaś działanie ubezpieczyciela stanowiło nieuczciwą praktykę rynkową polegającą na dezinformowaniu i wprowadzaniu w błąd konsumentów — przy czym czymś innym jest zgoda konsumenta na ryzyko poniesienia strat finansowych wskutek inwestowania na giełdzie, a czymś innym całkowite przerzucenie na konsumenta ryzyka związanego z kosztami zawartej umowy (czyli przerzucenie opłaty likwidacyjnej na klienta). Stąd też wyrok został częściowo zmieniony — sąd nakazał dwukrotne opublikowanie oświadczenia („[pozwana] oświadcza, iż stosowała nieuczciwe praktyki rynkowe polegające na zatajaniu wobec konsumentów informacji o ryzyku związanym z zawarciem umowy ubezpieczenia na życie z funduszem kapitałowym „Plan Inwestycyjny […]” oraz wprowadzała konsumentów w błąd poprzez nieprzekazywanie w sposób jasny i jednoznaczny informacji o wysokości opłat pobieranych w związku z obsługą umowy oraz rezygnacją z jej kontynuowania, a także wpływu takich opłat na efektywność przedsiębranej inwestycji. […] Towarzystwo Ubezpieczeń S.A. oświadcza, iż dochowa najwyższej staranności w celu wyeliminowania tej nieuczciwej praktyki z umów zawartych z konsumentami, oraz że nie będzie stosować w przyszłości wobec konsumentów nieuczciwych praktyk rynkowych”). (Apelacja strony pozwanej została oddalona.)

Do Sądu Najwyższego wpłynęły dwie skargi kasacyjne — SN nie podzielił stanowiska żadnej ze stron.
Polisolokata to klasyczna umowa mieszana, o charakterze po części ubezpieczeniowym, po części inwestycyjnym, w której część środków jest alokowana w jednostki ubezpieczeniowego funduszu kapitałowego, inwestowanego zgodnie z umową i zarządzanego przez ubezpieczyciela na koszt i ryzyko ubezpieczającego — ale istotnym elementem też jest powiązane ubezpieczenie. Kluczowa dla oceny prawnej konkretnej umowy jest analiza, który cel produktu jest dominujący (inwestycyjny czy ubezpieczeniowy) — jeśli dominuje cel inwestycyjny, to w przypadku wypowiedzenia umowy nie chodzi o zwrot części nadpłaconej składki, lecz o wypłatę zgromadzonych i inwestowanych oszczędności (por. uzasadnienie uchwały SN z 10 sierpnia 2018 r., III CZP 20/18).
Niezależnie od tego, iż obowiązujące w czasie zawierania umowy o polisolokatę przepisy nie nakazywały określania proporcji elementu w postaci ubezpieczenia na życie i elementu inwestycyjnego, ani zasad rozliczenia po rozwiązaniu umowy — czyli pozostawiono te kwestie do ustalenia stronom — to jednak postanowienia umowne nie mogą naruszać praw konsumenta, dobrych obyczajów i zasad współżycia społecznego.

W spornej umowie suma ubezpieczenia wynosiła 100 złotych, co oznacza, że jej cel był inwestycyjny, niezależnie od tego, że przedmiotem było życie ubezpieczonego, zaś świadczenie w przypadku śmierci ubezpieczonego składało się z sumy ubezpieczenia powiększonej o wartość polisy. Oznacza to, że wysokość składki (która wynosiła 500 złotych miesięcznie) nie miała wpływu na sumę ubezpieczenia — a wysokość świadczenia uzależniona była wyłącznie od wartości polisy.

Oznacza to, że jeśli ubezpieczyciel miał zamiar zastrzec możliwość pobierania opłaty likwidacyjnej, to powinien dokładnie określić jej charakter (z czego ona wynika) oraz podać sposób kalkulacji jej wysokości, a także poinformować o ryzyku jej poniesienia przy wcześniejszym rozwiązaniu umowy — zwłaszcza, że klient płacił też opłatę administracyjną (9,90 złotych miesięcznie) oraz opłatę za zarządzanie funduszami (od 2% do 2,85% wartości zgromadzonych środków).

Pozwala to na przyjęcie, że pozwana strona stosowała w ten sposób nieuczciwe praktyki rynkowe poprzez zatajanie informacji o ryzyku związanym z wcześniejszym wykupem oraz poprzez brak przekazania informacji o podstawach naliczenia opłaty likwidacyjnej w razie rozwiązania umowy (takie rozłożenia ryzyka czyniło uprawnienie konsumenta do wcześniejszego wykupu polisy iluzorycznym). Zaniechanie (art. 6 ust. 3 pkt 1 upnpr) tego rodzaju jest sprzeczne z dobrymi obyczajami i nieuczciwe — bo taka opłata likwidacyjna pełniła w rzeczywistości rolę ukrytej kary umownej, mającej zrekompensować przedsiębiorcy zakładane korzyści wynikające z umowy. Strona pozwana nie sprostała ciężarowi dowodu, iż stosowana praktyka nie stanowi nieuczciwej praktyki rynkowej (art. 13 upnpr). Nie budzi też wątpliwości legitymacja bierna strony pozwanej, bo odpowiedzialności za stosowanie nieuczciwej praktyki rynkowej nie można przerzucać na agenta ubezpieczeniowego (podmiotu, który sprzedał polislokatę) — bo warunki produktu określały OWU i Tabela Limitów i Opłat ustalana i stosowana przez ubezpieczyciela.

Zakwestionowany produkt był masowy (pozwana próbowała przekonać sąd, że polisoloata była „szyta” tylko dla tego jednego klienta), co niezależnie od rzeczywistej ilości klientów-konsumentów — co uzasadnia nakazanie złożenia przedsiębiorcy stosownego oświadczenia (art. 12 ust. 1 pkt 3 upnpr). Upublicznienie informacji o stosowaniu przez przedsiębiorcę nieuczciwych praktyk rynkowych umożliwi innym konsumentom wyrobienie sobie lepszej opinii o produktach przedsiębiorcy — jest w tym także cel prewencyjny (w tym zakresie oświadczenie powinny wziąć do serca także inne podmioty oferujące polisolokaty), ale także kompensacyjny. Nie ma znaczenia, że strona pozwana zaprzestała oferowania takich produktów w 2012 r. — bo to oznacza, że aż do 2022 r. każdy klient może mieć być problemy z wykupem wcześniejszej polisolokaty.

W sprawie nie ma znaczenia czy prawnik po aplikacji może być traktowany jako przeciętny konsument: powód nie ma obowiązku podania podstawy prawnej roszczeń — to obowiązkiem sądu jest odnalezienie i wskazanie podstawy, która pozwala na ew. uwzględnienie roszczeń. Skądinąd sam fakt abuzywności spornych zapisów (a także stwierdzenie stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych) czyni zasadnym żądanie zwrotu bezpodstawnie zatrzymanych należności jako niewiążących dla konsumenta  (art. 385(1) par. 2 kc w zw. z art. 405 kc) — zaś katalog możliwości wynikający z art. 12 upnpr jest znacznie szerszy.

Bezskuteczna była także skarga kasacyjna powoda, który domagał się nakazania zmiany stosowanego wzorca (jako podstawę żądania wskazując żądanie usunięcia skutków praktyki, art. 12 ust. 1 pkt 2 upnpr): nakazanie ubezpieczycielowi oferującemu polisolokatę złożenia oświadczenia w określonej treści realizuje także obowiązek zaprzestania na przyszłość podobnych działań („dochowa najwyższej staranności w celu wyeliminowania tej nieuczciwej praktyki z umów zawartych z konsumentami, oraz że nie będzie stosować w przyszłości wobec konsumentów nieuczciwych praktyk rynkowych”).

Q.E.D.

10 comments for “Brak wyraźnej informacji o opłacie likwidacyjnej po zerwaniu polisolokaty stanowi nieuczciwą praktykę rynkową

  1. Wiktor
    23 listopada 2018 at 12:13

    Lege Artis nie pisało (jeszcze?) nic o polskich przekrętach na Black Friday, więc spytam. Żołnierz może odmówić wykonania rozkazu, gdy rozkaz jest sprzeczny z prawem. Czy pracownik (zleceniobiorca) może odmówić w pracy wykonania polecenia pt. „W środę zawiesić cenówki z podwyżką po to, aby w piątek zawiesić nowe cenówki z pozorną obniżką”? W komentarzach na Bezprawniku ktoś wspominał, że ma brata pracującego w Empik i miał takie właśnie zadanie. Czy ten brat mógłby odmówić wykonania zadania („Panie pracodawco, ma pan nielegalny zamiar, nie robię”), czy też musi wykonać zadanie, ale powinien zgłosić to do UOKiK? W praktyce, gdyby pracodawca (zleceniodawca) usłyszał, że jego podwładny odradza klientowi zakup („Cena Black Friday jest faktycznie wyższa od ceny tradycyjnej, proszę przyjść po weekendzie”), to byłaby niezła chryja, działanie na szkodę biznesu i dyscyplinarka.

    • Olgierd Rudak
      23 listopada 2018 at 12:35

      Uważam, że takie działanie stanowi nieuczciwą praktykę rynkową (wprowadzenie w błąd co do „ceny, sposobu obliczania ceny lub istnienia szczególnej korzyści cenowej”, art. 5 ust. 3 pkt 5 upnpr).

      Pracownik ma obowiązek wykonywać polecenia przełożonego, ale też dbać o dobro zakładu pracy (art. 100 par. 2 pkt 4 kp) — biorąc pod uwagę, że działanie chlebodawcy może być zakwalifikowane j/w, odmowa — moim skromnym zdanie — nie może podlegać żadnej formie dyscyplinowania (być może co innego rozgłaszanie przez owego pracownika informacji o takiej praktyce).

      • mall
        25 listopada 2018 at 21:03

        Tak właściwie to gdzie tu jest wprowadzenie w błąd co do do ceny?
        Czwartek: cena A. Wywieszona publicznie, przejrzyście napisana, nie zatajona.
        Piątek: cena B. Wywieszona publicznie, przejrzyście napisana, nie zatajona.
        Gdzie więc wprowadzenie w błąd?

        Klient i tak nic nie wie o „sposobie obliczenia ceny”- może mieć najwyżej domysły, ale nawet jeżeli to jak miałby to wykazać w sporze przeciw firmie?

        • Olgierd Rudak
          26 listopada 2018 at 09:00

          IMHO właśnie ze względu na ów zamiar — podwyższyć, żeby obniżyć — ale mogę się mylić :)

          • mall
            26 listopada 2018 at 12:17

            Ja to rozumiem, ja tą praktykę potępiam i uważam za nieuczciwą. Tylko dalej nie widzę wprowadzania w błąd. W którym konkretnie miejscu jest wprowadzanie w błąd, jeżeli sklep w jasny i przejrzysty sposób prezentuje cenę A i cenę B? Wprowadzaniem w błąd mogło by być prezentowanie ceny B na półkach i posługiwanie się ceną A w kasie. Ale przy jasnej i przejrzystej komunikacji ze strony sklepu to można im zarzucić najwyżej „chęć maksymalizacji zysków”….. więc podstawę kapitalistycznego działania.

            A gdzie tu do wykorzystywania zdobyczy IT do podrzucania cen w sklepach internetowych dopasowanych do prawdopodobnej zasobności portfela odwiedzającego?

    • Borek
      24 listopada 2018 at 15:03

      Pracownik jak najbardziej może, a nawet ma obowiązek odmowy wykonania polecenia sprzecznego z prawem. Przykład – polecenie jazdy niesprawnym samochodem służbowym. Tylko mój przykład jest oczywisty, a ten z cenami – nie wiem. Wszak to „jakaś” polityka cenowa sklepu żeby na kilka dni przed okresem promocyjnym podbić ceny, a skoro klienci dają się potem nabierać na niby-obniżkę bo nie obserwują wahań ceny… Serio, nie mam jednoznacznej opinii na ten temat.

      • Olgierd Rudak
        24 listopada 2018 at 15:09

        Różnica jest taka, że „każdy wie”, że jazda niesprawnym samochodem jest nielegalna, a już anty-konsumenckie manipulacje… nie każdy wie.

        Oczywiście różna jest skala przewinienia, ale co do zasady te przypadki są dość podobne:

        • panie Zdzisiu, pan pojedzie — ale ja piłem — nie szkodzi, pan pojedzie!
        • pani Zosiu, trzeba operować — panie dyrektorze, przecież jestem tylko rejestratorką — nie szkodzi, pacjent czeka!
        • panie Marku, będą promocje, proszę zalepić te promocje — ale tak nie wolno — nie szkodzi, będzie BLACK FRAJDA, ludzie łykną wszystko.
        • Borek
          24 listopada 2018 at 19:39

          No tak, dochodzi jeszcze świadomość pracownika na temat bezprawności żądanego działania, a z tym bywa już różnie. Rzekłbym, że w kwestii tych cen to nawet klienci nie są twardo przekonani że to może być bezprawne, wiedzą jednak dobrze że to zwykła ściema. Trochę jak z Krajowym Rejestrem Sądownym, tfu. ;)

  2. Anonim
    23 listopada 2018 at 16:48

    ale też dbać o dobro zakładu pracy
    Czyli może rozwieszać wyższe ceny, bo zakład pracy zarobi więcej, czyli robi to dla jego dobra :)
    Myślę, że realia są takie, że nie dość, że poleciałby z pracy to jeszcze przegrał w sądzie.

    • Olgierd Rudak
      23 listopada 2018 at 17:50

      Tag ‚blockquote’ warto zamykać po cytowanej wypowiedzi, nie po całym komentarzu ;-)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.