Czy urzędnik samorządowy może dostać dyscyplinarkę za samo podejrzenie stronniczości?

Czy ważny urzędnik samorządowy może świadczyć pracę na rzecz podmiotów, których działalność jest zależna od wydawanych przezeń decyzji — czy jest to podstawą do dyscyplinarnego zwolnienia? A czy przed dyscyplinarką może chronić specjalnie na tę okazję założony (razem z rodziną i znajomymi) związek zawodowy? (wyrok Sądu Najwyższego z 8 listopada 2018 r., III PK 107/17).

Sprawa dotyczyła naczelniczki wydziału architektury i budownictwa w starostwie powiatowym, która została zwolniona z pracy w trybie dyscyplinarnym (art. 30 ustawy o pracownikach samorządowych) za to, że (i) w czasie zajmowania stanowiska urzędniczego pełniła funkcję kierownika budowy lub inspektora nadzoru budowlanego (łącznie 23 przypadki w l. 2011-13); (ii) w dodatku część tych prac wykonywała w czasie zwolnienia lekarskiego; (iii) utratę zaufania — prokuratura skierowała przeciwko niej akt oskarżenia za przestępstwo przeciwko dokumentom (po czasie kobieta została prawomocnie uniewinniona od zarzutów).

Co ciekawe kilka tygodni przed dyscyplinarką pracownica założyła związek zawodowy, którego została przewodniczącą — pismo wskazujące ją jako podlegającą ochronie trafiło do starostwa 3 dni przed rozwiązaniem umowy.

art. 30 ustawy o pracownikach samorządowych
1. Pracownik samorządowy zatrudniony na stanowisku urzędniczym, w tym kierowniczym stanowisku urzędniczym, nie może wykonywać zajęć pozostających w sprzeczności lub związanych z zajęciami, które wykonuje w ramach obowiązków służbowych, wywołujących uzasadnione podejrzenie o stronniczość lub interesowność oraz zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy.
2. W przypadku stwierdzenia naruszenia przez pracownika samorządowego któregokolwiek z zakazów, o których mowa w ust. 1, niezwłocznie rozwiązuje się z nim, bez wypowiedzenia, stosunek pracy w trybie art. 52 § 2 i 3 Kodeksu pracy lub odwołuje się go ze stanowiska.

Do sądu trafił pozew, w którym kobieta zażądała przywrócenia do pracy oraz wynagrodzenia za cały okres pozostawania bez pracy (189 tys. złotych za 3 lata).

Sąd prawomocnie uwzględnił żądanie w części, przywracając kobietę do pracy oraz nakazując wypłatę wynagrodzenia za 3 miesiące. W przypadku takich naruszeń podstawowych obowiązków pracowniczych starostwo mogło zastosować dyscyplinarkę — ale pod warunkiem zachowania warunków formalnych czynności. Tymczasem pracodawca nie zawiadomił związku zawodowego o zamiarze rozwiązania umowy o pracę, a także przekroczył miesięczny termin wynikający z art. 52 par. 2 kp. Odmówiono jednak zapłaty wynagrodzenia za cały okres pozostawania bez pracy: kobieta założyła związek zawodowy we własnym partykularnym interesie — w obawie przed konsekwencjami procesu karnego — zaś cała działalność związku była pozorna, zatem uwzględnienie roszczeń stanowiłoby nadużycie prawa.

Skargę kasacyjną od wyroku wniosła pracownica, której zdaniem podejmowanie innego zatrudnienia powiązanego z obowiązkami służbowymi nie mogło być traktowane jako ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych, zaś jako nadużycie ochrony związkowej można traktować tylko działania podjęte pod wpływem działań pracodawcy zmierzających do rozwiązania umowy o pracę, podczas gdy kobieta nie mogła spodziewać się takich reperkusji. Co więcej osoba, której stosunek pracy podlega szczególnej ochronie powinien otrzymać wynagrodzenie za cały okres pozostawania bez pracy, zwłaszcza, że dyscyplinarka była przejawem dyskryminacji ze względu na pełnienie funkcji związkowych.

Sąd Najwyższy ocenił skargę kasacyjną jako bezzasadną i bezpodstawną — zaś orzeczenie o przywróceniu do pracy jako „kontrowersyjne”.
W przypadku wykonywania obowiązków w zakresie nadzoru inwestorskiego przez osobę kierującą wydziałem architektury i budownictwa — która równocześnie wydaje decyzje administracyjne w tej materii — urząd ma normatywną podstawę do rozwiązania stosunku pracy bez wypowiedzenia, nawet jeśli „taka patologiczna praktyka była tolerowana także wobec innych pracowników samorządowych” lub miała bezpodstawne oparcie w „nieprofesjonalnych opiniach prawnych”.

Bezpodstawne były także zarzuty odnoszące się do charakteru założonej przez powódkę organizacji związkowej: niewątpliwie założenie związku zawodowego wraz z osobami spokrewnionymi i zaprzyjaźnionymi w zamiarze uzyskania ochrony wynikającej ze statusu działacza związkowego może być traktowane jako nadużycie prawa (art. 8 kp) niweczące skutek wynikający z art. 32 ust. 1 ustawy o związkach zawodowych. Z tego samego względu nietrafne były zarzuty odnoszące się do rzekomej dyskryminacji — nie jest nią reagowanie przez pracodawcę na budzące poważne wątpliwości co do stronniczości działania urzędnika, który próbuje zasłaniać się specjalnie utworzonym związkiem zawodowym.

Niezależnie zatem od tego, że sądy „wyjątkowo tolerancyjnie” oceniły uchybienie jednomiesięcznego terminu (SN wprost powiedział, że powtarzalność i ciągłość nagannych zachowań pozwalała zakładać, iż do przekroczenia terminu na dyscyplinarkę nie doszło), nie zmienia to oceny, iż zasądzenie wielotysięcznego wynagrodzenia za cały okres pozostawania bez pracy stanowiłoby nadużycie prawa.
Jednakże ze względu na to, że starosta nie zdecydował się na wniesienie skargi kasacyjnej od wyroku przywracającego kierowniczkę do pracy, SN nie mógł przekuć swojego poglądu w praktykę.

Słowem: gdyby chlebodawca nie czekał tak długo z rozwiązaniem umowy po informacji o wszczęciu postępowania prokuratorskiego, sąd nie miałby okazji schrzanić sprawy z błędną oceną przekroczenia miesięcznego terminu do wręczenia dyscyplinarki — ale też SN nie miałby sposobności wypowiedzieć kilku ważkich zdań.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze