Kierowca nie odpowiada za wypadek jeśli przekroczył ograniczenie prędkości wynikające z nielegalnego znaku drogowego

Nastał dłuższy weekend, dziś zatem dobry moment na kilka akapitów o tym czy można ponieść konsekwencje przekroczenia prędkości ograniczonej nielegalnym znakiem drogowym — ustawionym niezgodnie z dokumentacją techniczną drogi? — i od razu wyjaśniam, że zdaniem sądu nie można, ale i tak warto czytać dalej.


nielegalny znak drogowy odpowiedzialność wypadek
(fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)

wyrok SO w Sieradzu 19 września 2018 r. (sygn. akt II Ka 223/18)
Niedostosowanie się przez kierującego pojazdem do znaku ograniczającego prędkość administracyjnie dopuszczalną ustawionego nielegalnie nie może skutkować odpowiedzialnością za niepodporządkowanie się dyrektywie wynikającej z tego znaku.

Orzeczenie wydano w sprawie kierowczyni oskarżonej o nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym — kierując samochodem osobowym przekroczyła dozwoloną prędkość na drodze, przez co podczas wyprzedzania potrąciła rowerzystkę, która nieprawidłowo wykonywała manewr skrętu w lewo (art. 177 par. 2 kk, z uzasadnienia wynika, że poszkodowana poniosła śmierć).

Sąd I instancji uniewinnił oskarżoną od zarzutów: przyczyną wypadku było wyłącznie nieprawidłowe skręcanie przez rowerzystkę — która nie upewniła się i nie zasygnalizowała zamiaru skrętu. Co więcej prowadzącej auto nie można przypisywać przekroczenia dozwolonej prędkości, bo znak drogowy (B-33) był postawiony nielegalnie (wbrew dokumentacji technicznej drogi); nie jechała też z prędkością niebezpieczną (w rozumieniu art. 19 ust. 1 pord); nie można też jej przypisać naruszenia zasady ograniczonego zaufania (art. 4 pord), bo nie miała możliwości przewidzenia, że rowerzystka wykona niedozwolony manewr zmiany kierunku jazdy.

art. 19 ust. 1 pord
Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać z prędkością zapewniającą panowanie nad pojazdem, z uwzględnieniem warunków, w jakich ruch się odbywa, a w szczególności: rzeźby terenu, stanu i widoczności drogi, stanu i ładunku pojazdu, warunków atmosferycznych i natężenia ruchu.

Od wyroku wpłynęły dwie apelacje: zdaniem prokuratora niedopuszczalne jest przyjęcie, że ograniczenie prędkości nie obowiązuje, bo znak B-33 postawiony został z naruszeniem obowiązującej procedury; natomiast pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego wskazał m.in., iż chociaż nie została przekroczona prędkość dozwolona administracyjnie, to jednak nie była to prędkość bezpieczna.

Sąd II instancji nie podzielił tych argumentów. Odpowiedzialność za wypadek, którego przyczyną miało być zignorowanie dopuszczalnej prędkości, nie może wynikać ze znaku drogowego B-33, który został ustawiony wbrew prawu (por. wyrok SN z 17 marca 2016 r., V KK 34/16). Jest to wynikiem konstytucyjnej zasady, iż odpowiedzialność karna może dotyczyć naruszenia normy określonej w ustawie (art. 42 ust. 1 Konstytucji RP, art. 1 par. 1 kk) — zatem nie może dotyczyć naruszenia reguł nie znajdujących potwierdzenia w akcie prawnym tej rangi. (I nie oznacza to, że odtąd każda sprawa tego rodzaju będzie się zaczynała od analizy legalności ustawienia znaku drogowego.)

Niepodporządkowanie się przez uczestnika ruchu drogowego zakazowi określonego zachowania wynikającemu ze znaku drogowego ustawionego przez podmiot nieuprawniony i bez zachowania obowiązującej procedury, przy braku naruszenia innych nakazów i zakazów nie może być podstawą ustalenia bezprawności czynu — bo ta ma wówczas charter pozorny.

Nie sposób zatem przyjąć, iżby przekroczenie dozwolonej prędkości samo w sobie wyczerpywało znamiona czynu określonego w art. 177 par. 2 kk — istotne jest wystąpienie określonego skutku, nie zaś samo niezastosowanie się do zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Przekroczenie dozwolonej prędkości jest tylko poszlaką wskazującą na uchybienie zasadzie bezpiecznej prędkości (która jest zmienna, a zależy także od warunków atmosferycznych, natężenia ruchu, samopoczucia kierowcy, etc.) — tymczasem prokurator zamiast skupić się na tym czy oskarżona jechała z prędkością niebezpieczną, skupiał się na pobocznym i nieistotnym elemencie.

Oskarżonej nie można zarzucać naruszenia zasad bezpieczeństwa podczas wyprzedzania rowerzystki: w terenie zabudowanym jechała z prędkością ok 75-81 km/h, na prostym odcinku suchej i czystej drogi (na którym „znaki drogowe nie wprowadzały zakazu przekraczania prędkości niższej niż 90 km/h” — przyznam, że tego passusu w kontekście rozważań o legalności znaku ograniczającej prędkość nie rozumiem), zaś wyprzedzając zjechała aż na przeciwny pas, czyli znacznie dalej niż wymagany 1 metr. Natomiast to manewr wyprzedzanej był nagły i nieoczekiwany, niesygnalizowany i wykonany w sposób niezgodny z przepisami ruchu drogowego — co wyklucza przyjęcie, iżby kierująca samochodem naruszyła zasadę ograniczonego zaufania. Oceny takiej nie zmienia fakt, że oskarżona widziała, że 200-300 metrów wcześniej rowerzystka wykonała taki sam manewr, a w dodatku rozmawiała przez telefon.

Nałożenie na uczestnika ruchu drogowego obowiązku przewidzenia wszystkich, nawet najbardziej irracjonalnych zachowań innych uczestników ruchu, prowadziłoby w prostej linii do jego sparaliżowania i faktycznie uniemożliwiłoby korzystanie ze zdobyczy cywilizacyjnych.

Art. 4 pord obliguje do uwzględnienia nieprawidłowych zachowań uczestników ruchu jedynie wówczas, gdy okoliczności wskazują na możliwość zachowania innego niż przewidziane przepisami — nie jest to zasada nieufności do uczestników ruchu, norma zakłada raczej przestrzeganie przez nich reguł ruchu drogowego. Okoliczność, że na 200-300 m przed miejscem  wypadku rower już skręcał bez sygnalizowania nie oznacza, że kierująca autem powinna zachować szczególną ostrożność (podobnie jeśli rowerzystka rozmawiała przez telefon lub trzymała kierownicę jedną ręką).

Tytułem komentarza: omawiane orzeczenie idzie pod prąd poglądowi wynikającemu z tekstu sprzed kilku tygodni („Zajechanie drogi wyprzedającemu — na zakazie, na linii ciągłej — jest naruszeniem zasad ruchu”). Oczywiście można dyskutować z konkluzjami dotyczącymi zasady ograniczonego zaufania (czy widząc błąkającego się wężykiem rowerzystę, który gada przez telefon, kierowcy nie powinien włączyć się sygnał ostrzegawczy)? Z drugiej strony: czy naruszenie owej reguły może wystarczyć do przypisania odpowiedzialności za przestępstwo z art. 177 kk?

Natomiast za niezwykle kontrowersyjny uważam pogląd, iż uczestnik ruchu nie może ponosić konsekwencji niezastosowania się do nielegalnie ustawionego znaku drogowego (nb. orzeczenie SN, na które powołał się sąd, dotyczy odpowiedzialności z art. 92 kw, co stawia sprawę w nieco innym świetle). Wydaje mi się, że pogląd ten jest nie tylko contra legem — wszakże art. 5 ust. 1 pord wyraźnie mówi, że „znaki idą przed przepisami” — ale także contra logika, właśnie z przyczyn, które sąd dość lakonicznie zbywa zdaniem „za nieprozumienie Sąd uznaje argumentację prokurator, jakoby pogląd przeciwny obligował do tego, by rozpoczynać analizę każdego zdarzenia drogowego od sprawdzenia czy znak drogowy, do którego nie zastosował się kierujący pojazdem (…) ustawiony został z zachowaniem wszystkich wymaganych procedur”.
Rzecz właśnie w tym, że skoro każdy widzi taki sam znak drogowy — a nie każdy zna aspekty formalne jego pojawienia się w określonym miejscu — to nie możemy kombinować (domniemywać? zakładać?), że być może pojawił się on tam wbrew prawu.
(Być może oczywiście sądowi o tyle łatwiej przyszły takie konkluzje, że i tak naruszenie dopuszczalnej prędkości — jego zdaniem — nie miało wpływu na wypadek.)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

24 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
24
0
komentarze są tam :-)x