Czy Świadkowie Jehowy są „tajnym związkiem” w rozumieniu kodeksu karnego?

A skoro idą święta ku czci prapoczątków pewnej żydowskiej sekty, która po początkowym okresie represjonowania przerodziła się w ogólno-światową religię — dziś kilka zdań o tym czy zdelegalizowany związek religijny może być traktowany jako związek przestępczy — czyli czy władze PRL rzeczywiście mogły traktować Świadków Jehowy jako tajny związek antypaństwowy? (wyrok Sądu Najwyższego z 11 lipca 2018 r., III KK 312/18).

Orzeczenie wydano w sprawie mężczyzny prawomocnie skazanego w 1951 r. na 11 miesięcy więzienia za to, że brał udział w nielegalnym związku, którego istnienie miało być tajemnicą wobec władzy państwowej (art. 36 małego kk) — czyli był głosicielem w ramach wspólnoty Świadków Jehowy.

Po latach kasację na korzyść skazanego wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich, którego zdaniem działania oskarżonego nie wyczerpywały znamion zarzucanego mu przestępstwa.

Sąd Najwyższy ocenił skargę jako oczywiście zasadną: wspólnota o charakterze wyznaniowym, taka jak Świadkowie Jehowy, nie będąc połączona więzią organizacyjną, lecz wyłącznie religijną, nie może być traktowana jako „związek” w rozumieniu prawa karnego. Zarzucane oskarżonemu działania („po uzyskaniu we wspólnocie stopnia »głosiciela« często wyjeżdżał w teren by propagować hasła tej organizacji, wyjaśniać Pismo Święte, a przede wszystkim werbować nowych członków”) to nic innego jak wspólnotowe formy sprawowania kultu religijnego — z pewnością nie oznaczało to prowadzenia działalności antypaństwowej.

Oceny nie może zmieniać fakt, iż wspólnota religijna Świadkowie Jehowy została zdelegalizowana w 1950 r., a jej członkowie nadal prowadzili swą działalność; starając się równocześnie o ponowną rejestrację wysyłali liczne pisma do różnych organów, co oznacza, iż jej działalność nie stanowiła tajemnicy dla władz państwowych. Sam fakt odmowy zalegalizowania organizacji nie może być rozumiany jako jej tajność (chyba że „za tajne uznawano to, czego władza państwowa nie chciała przyjąć do wiadomości”, por. wyrok SN z 12 stycznia 1995 r., II KRN 232/94) — zaś represjonowanie członków wspólnoty było sprzeczne zarówno z obowiązującą wówczas ustawą zasadniczą, jak i dekretem o wolności sumienia i wyznania.

Z tego względu w ocenie SN rozszerzająca wykładnia art. 36 m.kk prowadziła do naruszenia reguły nullum crimen sine lege — zatem zaskarżony wyrok został uchylony, a oskarżony uniewinniony.

Wcale nie na marginesie: jeśli ktoś myśli, że prześladowania innowierców to tylko ciężkie czasy stalinizmu — w niedawnym wyroku Sąd Najwyższy podobnie ocenił podobne orzeczenie z 1974 r., w którym grupę Świadków Jehowy skazano za „udział w nielegalnym związku „Świadkowie Jehowy”, którego organizacja i konspiracyjna działalność pozostaje tajemnicą wobec organów państwowych” (prowadzenie nielegalnej introligatorni na potrzeby religijne) oraz za to, że „pełnili kierownicze funkcje w nielegalnym związku „Świadkowie Jehowy”, którego organizacja i konspiracyjna działalność pozostaje tajemnicą wobec organów państwowych” (wydawanie i przechowywanie owej literatury) — różnica taka, że wyroki były w zawieszeniu (wyrok SN z 21 listopada 2018 r., III KK 527/18).

PS zasłyszane poniekąd z pierwszej ręki: ponieważ Świadkowie Jehowy za PRL odmawiali m.in. uczestniczenia w wyborach, zaś lokalni kacykowie chcieli wykazać się 99,9% frekwencją — za poradą mądrych głów członków tej wspólnoty… wykreślano z list wyborców (zgodnie z zasadą: nie chcesz, to nie musisz).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze