Czy hodowca odpowiada za chorobę psa — bo w umowie zapewnił, że zwierzę jest zdrowe?

Sobota, imieniny kota. Czy hodowca, który sprzedał psa, a w umowie oświadczył, że zwierzę jest dobrego zdrowia, ponosi odpowiedzialność za jego stan zdrowia — za choroby, które ujawniły się po kilku miesiącach? Czy jednak odpowiedzialność hodowcy za wady sprzedanego psa może być z jakichś przyczyn wykluczona?


odpowiedzialność hodowcy choroba sprzedanego psa

Odpowiedzialność hodowcy za chorobę psa nie obejmuje — całkiem możliwych i prawdopodobnych — przyszłych chorób psa, bo nikt nie gwarantuje, że zwirzę nigdy nie zachoruje (fot. RTG © Przychodnia Weterynaryjna)


wyrok* SR w Człuchowie z 26 października 2018 r. (sygn. akt I C 400/16)
Kupując żywe zwierzę nabywca musi się liczyć, iż na skutek bardzo licznych czynników, w trakcie jego życia mogą wystąpić choroby. Nie można obarczać sprzedawcy odpowiedzialnością za choroby jako takie, w tym reakcje alergiczne czy podtrucia i niezbędne zabiegi pielęgnacyjne tj. usuniecie kamienia nazębnego, szczepienia czy profilaktykę pcheł i kleszczy, tym bardziej, iż nie ma on wpływu na pielęgnację, odżywianie i warunki bytowe zwierzęcia po jego sprzedaży. Nie można też wymagać od sprzedawcy by odpowiadał za przyszłe choroby psa, tylko na tej podstawie, że zapewniał kupującego w chwili sprzedaży, że pies nie ma żadnych wad.

Sprawa dotyczyła odpowiedzialności za sprzedaż psa, który okazał się chory.
Zaczęło się od kupienia (we wrześniu 2013 r.) 5-miesięcznego rasowego maltańczyka za 3,5 tys. złotych. W umowie hodowczyni oświadczyła, że pies jest po kontroli miotu, odrobaczony i szczepiony, dołączyła metrykę, a także zastrzegła, że wady uzębienia, inne wady niewidoczne w momencie wydania zwierzęcia, a także brak oceny doskonałej na wystawie nie stanowią podstawy do zwrotu psa lub innych roszczeń. W momencie wydania psa był on w dobrej kondycji zdrowotnej, co kupująca poświadczyła w treści umowy.

Po jakimś czasie psiak zaczął chorować, a kilkunastu miesiącach stwierdzono u niego nawykowe zwichnięcie rzepki w obu kolanach (w ocenie właścicielki choroba miała podłoże genetyczne, a jej źródło nie leżało w urazie) i nieprawidłowo wykształconą nerkę (co powoduje białkomocz), a także stany lękowe (zdaniem właścicielki spowodowane nieprawidłową socjalizacją na etapie hodowli), zatem do sądu trafił pozew, w którym zażądała zwrotu zapłaconej ceny oraz zapłaty 4,3 tys. złotych tytułem kosztów leczenia (jako podstawę roszczenia wskazując przepisy o niewykonaniu lub nienależytym wykonaniu zobowiązania (art. 471 kc).
W ocenie pozwanej hodowczyni powództwo powinno być oddalone: w momencie wydania psa był on pozbawiony wad, a zwichnięcie rzepki stwierdzono 15 miesięcy po sprzedaży (schorzenia nie wykryto podczas wcześniejszych wizyt u weterynarza), zatem uprawnienia z tytułu rękojmi już wygasły. Maltańczyki jako rasa mają skłonności do urazowego wypadania rzepki (np. wskutek chodzenia po schodach), zaś ten pies był wychowywany prawidłowo i nie był lękliwy, więc nie ponosi odpowiedzialności za jakiekolwiek koszty leczenia czy zabiegów.

Sąd oddalił powództwo w całości: zwierzę nie jest rzeczą, jednak w zakresie nieuregulowanym w ustawie o ochronie zwierząt należy odpowiednio stosować przepisy dotyczące rzeczy.
W przypadku wad rzeczy sprzedanej odpowiedzialność sprzedającego może wynikać z albo z przepisów o rękojmi za wady, albo z ogólnych reguł odpowiedzialności za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania, przy czym korzystanie z przepisów o rękojmi nie wyklucza sięgnięcia po reguły ogólne (art. 566 par. 1 kc) — zaś utrata uprawnień z tytułu rękojmi nie skutkuje niedopuszczalnością żądania odszkodowania na zasadach ogólnych. Różnica polega jednak na tym, że odpowiedzialność sprzedającego za wady nie ma związku z jego winą, zaś zastosowanie art. 471 kc wymaga wykazania winy po jego stronie.
Odpowiedzialność ex contactu wynika z rozbieżności między świadczeniem prawidłowym, a świadczeniem, które mogło być wymagane (art. 353 kc, art. 354 kc). Korzyści i ciężary związane z rzeczą oraz niebezpieczeństwo przypadkowej utraty lub uszkodzenia rzeczy przechodzą na kupującego z chwilą wydania rzeczy (art. 548 par. 1 kc). Na wierzycielu spoczywa także ciężar dowodu w zakresie nienależytego wykonania umowy, istnienia szkody oraz adekwatnego związku przyczynowego między tymi okolicznościami — a także obowiązek wykazania, iż szkoda jest następstwem okoliczności, za którą dłużnik ponosi odpowiedzialność (okolicznością taką jest niezachowanie należytej staranności, art. 472 kc).

Powódka nie oparła żądania na przepisach o rękojmi za wady: nie odstąpiła od umowy, nie żąda wymiany pieska na wolnego od wad, nie wniosła o obniżenie ceny — jej roszczenia odszkodowawcze wynikają z oceny, iż była zainteresowana psem w dobrej kondycji, zatem wady wrodzone oznaczają, że zapewnienia hodowczyni były nieprawdziwe.

Powołany biegły sądowy ocenił, iż ze względu na brak radiogramu przedoperacyjnego nie można stwierdzić jakie jest źródło zwichnięcia rzepki (wrodzone czy urazowe), zaś korekta głębokości bloczka kości udowej nie dowodzi genetycznego podłoża schorzenia. Sprzedająca ani kupująca w momencie sprzedaży psa nie mogły wiedzieć o ewentualnych zmianach i obniżeniu odporności zwierzaka w przyszłości — nie ma też żadnego dokumentu, ani wyniku badań weterynaryjnych, które dowodziłyby istnieniu takiego schorzenia już u pięciomiesięcznego psiaka.

Oznacza to, że powódka nie wykazała, że choroba psa jest wrodzona (genetyczna) — nie udowodniła zatem okoliczności niezbędnych do przyjęcia odpowiedzialności hodowczyni, a zwłaszcza tego, że dostała psa chorego, w złym stanie zdrowia — skądinąd przecież w umowie sprzedaży oświadczyła, że dostaje psa zdrowego i w dobrej formie. A przecież kupujący czworonoga musi brać pod uwagę, że zwierzę może zacząć chorować — a za te choroby nie można obarczać odpowiedzialnością hodowcy, nawet jeśli ten zapewniał, iż pies jest pozbawiony wad.

Za przegraną sprawę powódka musi zwrócić pozwanej hodowczyni 2,4 tys. złotych tytułem kosztów procesu oraz dopłacić 550 złotych kosztów sądowych (ponad uiszczoną zaliczkę na biegłego).

Zamiast komentarza: powództwo oddalono, bo właścicielka maltańczyka nie udowodniła wrodzonej choroby psa (czyli okoliczności, na którą się powoływała). Jestem ciekaw jak wyglądałoby rozstrzygnięcie gdyby podłoże genetyczne choroby zostało wykazane (czy fakt, że za chorobę odpowiadają geny pozwala na przypisanie winy hodowcy?), albo też gdyby od razu szła w kierunku odpowiedzialności sprzedającego za choroby nieuwarunkowane genetycznie. (Na marginesie przypominam, że mamy w obiegu kontrowersyjny wyrok dotyczący odstąpienia od umowy sprzedaży psa chorego na dysplazję, por. „Czy psa chorego na dysplazję można zwrócić hodowcy?”).

 

* Nie mam pojęcia o jego prawomocności, orzeczenia nie ma w serwisie orzeczenia.ms.gov.pl, zaś ze strony orzeczenia.czluchow.sr.gov.pl zdążył już zniknąć

3 comments for “Czy hodowca odpowiada za chorobę psa — bo w umowie zapewnił, że zwierzę jest zdrowe?

  1. Kajfasz
    19 stycznia 2019 at 18:42

    Czy pisownia „Kłata” na zdjęciu RTG jest poprawna? Zawsze myślałem że Kuata.

    Oddalenie powodztwa może i słuszne, ale zastanawiam się, czy właściciel hodowli wcześniej obnosił się przed kontrahentem wiedzą o tym, ze maltańczyki mają złe kolana. Bo jeśli jako profesjonalista nie uprzedził lojalnie konsumenta, że taki piesek powinien mieć windę i biegać po płaskim, to coś jest nie halo.

    • Olgierd Rudak
      19 stycznia 2019 at 21:31

      Właściwie to ona powinna się pisać „Cuata” (z hiszpańska), ale mała psinka kiepsko umie ortografię, więc przestaliśmy ją już pouczać ;-) (a imię trudne, wiele osób każe sobie wręcz literować).

      Co do zdrowia (lub innych predyspozycji) pewnych ras — część nabywców jest świadoma, gorzej, że niektórzy nawet nie próbują się niczego dowiedzieć (albo wiedzą, ale ignorują). Stąd np. biedne beagle lub stłamszone yorkshire teriery.

  2. Gość
    23 stycznia 2019 at 11:36

    A jak jest w drugą stronę? Co z odpowiedzialnością nabywcy wobec takich zapisów w umowie jak konieczność wykonania zabiegu kastracji psa ze względu na niezstąpienie jąder czy np. konieczność poinformowania hodowcy o zmianie właściciela psa? Może jakiś felieton na ten temat, bo zdania w internetach są mocno podzielone

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.