Slovenské Vinice Frankovka Modrá 2016 — niech się topią lodowce, niech się leje woda na turbiny

A skoro tydzień temu było o nowym trendzie na wyrzucanie psów-turystów ze słowackich Tatr, dziś będzie kilka zdań o trendzie znacznie ciekawszym: jednej marce winiarskiej dla różnych winnic. Do czego pretekstem niechaj będzie kolejna butelczyna, która ostała się po naszych tatrzańskich wojażach — Slovenské Vinice Frankovka Modrá 2016.


slovenske vinice frankovka modra

Slovenské Vinice Frankovka Modrá 2016 to kolejne ciekawe czerwone wytrawne wino ze Słowacji (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Czas na krótką dygresję (ździebko a propos pomysłowi na zielone tablice rejestracyjne dla eko-aut na prąd i wodór): my tu się martwimy globalnym ociepleniem, martwią się i Helweci — ale nie załamują rąk, którzy zamiast załamywać ręce, zaprzęgli topiące się lodowce do produkcji prądu. Zwiększona masa uwolnionej wody pozwalają zaspokoić zwiększone zapotrzebowanie na energię; 100% problemów w ten sposób Szwajcarzy nie rozwiążą, bo „górka” energetyczna przypada poza okresem, kiedy prąd przydałby się najbardziej (lodowce topnieją latem, gros konsumpcji przypada na zimę), ale zawsze coś („Where Glaciers Melt Away, Switzerland Sees Opportunity”).
(Na marginesie przypominam, że z globalnym ociepleniem mierzyć muszą się także producenci win, por. „Habánské sklepy Müller Thurgau 2016 — co z tym globalnym ociepleniem?”.)

Inna skala, ale problem podobny: jak poradzić sobie ze zmieniającym się światem, w tym ekspansją wielkich marek, które mimo hipsterskich klimatów (por. „Niech żyje bioróżnorodność!!”) nadal trzymają się mocno? Na ciekawy pomysł wpadła spółka St. Nicolaus a.s. (producent naprawdę różnych trunków), który zdecydował się na powołanie jednej flagi, pod którą mogą sprzedawać różne, konkurujące ze sobą, winnice.
Kontrowersyjne, nieco pod prąd (ale nieco z prądem, wszakże na podobnej zasadzie działają przecież różne „marki własne” sieci handlowych) — na etykiecie bowiem widać wyłącznie duży napis Slovenské Vinice, dopiero kontretykieta przynosi informację o rzeczywistym producencie (Dufrex s.r.o.).

Dla bieżącego konsumenta najważniejszy jest jednak efekt, ten zaś, jak przystało na każdą frankovkę, jest bardzo dobry. To proste a solidne, czerwone wytrawne wino, z tych, co to chce się pić, ale nie trzeba od razu brać się za degustację — świetnie wchodzi zarówno z „Siwą Damą” jak i potrawach na makaronie.
Butelczynę tego wina kupiłem bodajże w Tesco, bodajże za ok. 4,50 euro, co jest ceną przyzwoitą jak za taką jakość (chociaż ichnie tańsze wina wcale nie są gorsze).

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o