O tym, czy telewizja miała prawo ujawnić wizerunek i dane protestujących, którzy zaatakowali Magdalenę Ogórek

Media wałkują temat: czy telewizja miała prawo ujawnić wizerunek i dane osobowe agresywnych uczestników protestu pod gmachem TVP, którzy zaatakowali (mniej lub bardziej werbalnie) Magdalenę Ogórek? (por. „Protesty pod siedzibą TVP. Czy złamano prawo publikując wizerunki osób?”).


Ujawnienie wizerunku agresywnych uczestników protestu

Ujawnienie wizerunku agresywnych uczestników protestu pod gmachem TVP to nieco zakręcona sprawa, bo i orzecznictwo bywa zakręcone (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Niepytany, chętnie dorzucę jednak swoje trzy grosze, w krótkich punktach:

  • z wizerunkiem jest chyba najciekawszy problem: z jednej strony oczywiście podlega on ochronie, zatem jeśli konkretny protestujący nie był osobą powszechnie znaną z prowadzonej działalności publicznej, albo też nie był to „ogólny kadr”, rozpowszechnianie wizerunku co do zasady jest niedopuszczalne (art. 81 pr.aut.);
  • co więcej wizerunek człowieka stanowi jedno z podlegających ochronie dóbr osobistych wprost wymienionych w art. 23 kc (należy jednak pamiętać, że naruszenie dóbr osobistych może skutkować odpowiedzialnością wyłącznie w przypadku działania bezprawnego);
  • w orzecznictwie podchodzi się do tego różnorako, chociaż zaryzykowałbym tezę, iż dominuje nurt, w myśl którego „przepis jaki jest, każdy widzi, a co ponad to, niedozwolone jest”. Stąd np. orzeczenie, w którym powiedziano, że ujawnienie wizerunku policjantki, która łamała prawo, skutkowało bezprawnym naruszeniem jej dóbr osobistych (wyrok SN z 10 listopada 2017 r., V CSK 51/17, por. „Czy prasa może ujawnić wizerunek policjanta, który naruszył prawo?”);
  • dlatego też krytykowany był poseł PO, który opublikował filmik przedstawiający twarze co bardziej gorliwych policjantów rozpraszających demonstrantów pod gmachem parlamentu (por. „O szczuciu na policjantów poprzez ujawnienie ich wizerunku”) — ten przypadek chyba bardzo pasuje do rozróby pod telewizją (biorąc także poprawkę wynikającą z różnicy między funkcjonariuszem, który być może nadużywa siły a osobami prywatnymi, które chyba nadużywają prawa do pokojowych manifestacji i wyżywają się na bogu ducha winnej celebrytce;
  • ale przecież mamy też wyrok tego samego SN, który powiedział, że prasa ma prawo opublikować wizerunek anonimowego aktywisty politycznego w pełnym rynsztunku, bo służy to realizacji prawa do informacji (por. „Czy media mogą opublikować wizerunek nieznanego z twarzy aktywisty politycznego?”);
  • na ujawnienie wizerunku agresywnych uczestników protestu nakładają się jeszcze dwa inne wątki: do publicznej wiadomości podano także ich dane osobowe (czyli RODO) wraz z informacją, że wobec tych osób prowadzone są postępowania (co miało naruszyć stosowny zakaz, art. 13 ust. 2 pr.pras.);
  • (pomijając, że informacja o postępowaniach mogła być jednym z fejkniusów, podobnym do tego o podejrzanym Jarosławie Kaczyńskim, a także to, że postępowania mogły jeszcze nie zostać wszczęte w chwili publikacji materiałów, por. „Zakaz publikowania danych osobowych z postępowania prokuratorskiego”): tu też sprawy nie są tak oczywiście oczywiste, bo przecież są zarówno orzeczenia, w myśl których ujawnienie danych i wizerunku może być podyktowane realizacją interesu społecznego (por. „Czy główny oskarżony w aferze Amber Gold może żądać zadośćuczynienia po publikacji w prasie jego nazwiska i wizerunku?”), można także rozważać inne okoliczności wyłączające bezprawność działania mediów (por. „Publikacja danych skazanego sprawcy wypadku nie narusza prawa do prywatności przestępcy” i „Czy media, które publikują zdjęcie i nazwisko zbiegłego więźnia naruszają jego dobra osobiste?” — od razu zastrzegam, że teksty traktują o sprawach znacznie poważniejszego kalibru, chcę jednak wskazać, że tematu nie można traktować zero-jedynkowo);
  • (całkowicie na marginesie przedstawię moje prywatne stanowisko, może nieco contra legem, ale mnie się ono podoba: uważam, że każdy, kto — w jawny sposób, publicznie — narusza porządek prawny, w tym dobra osobiste innego człowieka, musi liczyć się ze stosowną reprymendą, w skład której może wchodzić publiczne napiętnowanie, rzecz jasna w rozmiarze adekwatnym do jej zachowań. Nie rozumiem bowiem stanowiska, że oto osoba naruszająca godność, cześć i prywatność, choćby i osoby publicznej, jaką jest telewizyjno-internetowa celebrytka, na końcu afery może skryć się pod płaszczykiem przepisów o ochronie jej dóbr osobistych i prawa do prywatności — bo skoro wolność słowa może służyć także publikacji opinii szokujących, niepokojących i niewygodnych dla pewnych osób, etc. etc. … Ot i proszę, czytam w pewnym popularnym serwisie, że „Dziennikarz dopadł hejtera, wycisnął z niego przeprosiny i pieniądze na cel charytatywny” — o tym właśnie mówię.)

Słowem: jeśli nie umiesz się zachować przyzwoicie w miejscu publicznym, siedź w domu i wywnętrzaj się w kajecie, bo każde ujawnienie karalnego chamstwa i prostactwa może spotkać się z bardziej dotkliwymi dolegliwościami niż banalne „wezwanie na komendę”.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

10 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze