Maciej Górny, Włodzimierz Borodziej, „Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody” [recenzja]

Mawia się czasem, że w gruncie rzeczy II Wojna Światowa była tylko kontynuacją Wielkiej Wojny, przedzieloną krótkim okresem pokoju lat 1918-39 (albo do 1937 r., jeśli przyjąć, że II WŚ zaczęła się w Azji, zaś jedna z pierwszych poważniejszych bitew zakończyła się dokładnie dzień przed agresją niemiecką na Westerplatte).
Jednak czytając książkę „Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia. 1917-1923. Tom II. Narody” autorstwa Macieja Górnego i Włodzimierza Borodzieja nie sposób nie odnieść wrażenia, że to bujda na resorach — bo jeśli 1918 r. oznaczał jakiś pokój, to nie dla naszej części kontynentu. 


górny borodziej nasza wojna europa środkowo-wschodnia recenzja

Maciej Górny, Włodzimierz Borodziej, „Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia 1917-1923. Tom II. Narody”, wydawnictwo W.A.B., na papierze 622 strony


Od początku na tutejszych łamach z lubością kładę do głów P.T. Czytelników, że przypadające na 11 listopada Święto Niepodległości de facto wyznaczono na datę, która w historii Polski nie oznacza zbyt wiele. Samozwańczy rząd Daszewskiego powołał się kilka dni wcześniej, władzę polityczną Piłsudski dostał od Rady Regencyjnej kilka dni później, formalnie władza polityczna ukonstytuowała się jeszcze później (wszystko jest w Dzienniku Praw Państwa Polskiego). W dodatku w Warszawie (a zwłaszcza na wschodzie, częściowo wewnątrz tego, co miało stać się granicami II RP) stały bardzo silne oddziały — już nie poddane kajzerowi, lecz republice, ale zawsze przecież niemieckie, które mogły nieźle namieszać (i troszkę namieszały, z tym, że nie w Polsce).
Skąd to wszystko wiadomo? Ano dlatego, że nie brak przecież książek poświęconych historii 20-lecia międzywojennego, przewrotu bolszewickiego i jego wpływu na kształt Europy, zmagań Rzplitej z bolszewikami. Natomiast nie ukazuje się u nas wiele rzeczy poświęconych historii kształtowania się — Czechosłowacji, Finlandii, Łotwy, Litwy, Estonii, SHS, etc. oraz temu, co nazywa się (bodajże za Churchillem) „wojnami pigmejów” (to w opozycji do „wojny imperiów”, które rozpadły się wiosną 1917 i jesienią 1918 roku).

Tutaj właśnie w sukurs przychodzi książka Macieja Górnego i Włodzimierza Borodzieja (nb. przypominam, że rok temu recenzowałem tom pierwszy dzieła), w którym z odpowiednią dozą swady i merytoryki powiedziano m.in. o tym, że:

  • Czechosłowacja była efektem nieomalże spisku gabinetowego — odczuwanej przez czeskich demokratów (z T.G. Masarykiem na czele) potrzeby posiadania swojego imperium, które zostało im podarowane w Wersalu. Nie oznacza to, że nie wszyscy Słowacy chcieli jednego państwa z Czechami (chciał go przecież np. Milan Rastislav Štefánik, ten od schroniska pod Ďumbierem; nb. niejasne okoliczności jego śmierci podpowiadają niektórym, że Štefánik mógłby przeszkadzać tym i owym), ale wychodzi na to, że ich głosu raczej nikt nie słuchał;
  • (chodzi oczywiście o historię, która raczej dzieliła niż łączyła: wygaśnięcie południowej linii Jagiellonów rzuciło Królestwo Czech w objęcia Habsburgów, którzy panowali także na ziemiach słowackich, ale Czechy były częścią Cesarstwa Rzymskiego, podczas gdy Słowacja pozostawała pod wpływami madziarskimi (co było szczególnie wyraźne po 1867 roku); ten dryf był tak silny, że przecież dziś Czechów i Słowaków właściwie łączą tylko wspólna historia do 1992 r. i… język — mówią, że čeština i slovenština to właściwie dialekty tego samego języka (więcej różnic jest między odmianami niemieckiego);
  • skoro jesteśmy przy moich ulubionych tematach: cały czas fascynuje mnie przypadek bitnego Korpusu Czechosłowackiego, utworzonego w Rosji spośród jeńców i dezerterów z armii C.K., który zdążył wesprzeć republikańskie władze Rosji, aby później (w toku ewakuacji po przejęciu władzy przez bolszewików) napędzić niezłego stracha Leninowi, Trockiemu i ich kompanom (legioniści obawiali się, że po traktacie brzeskim zostaną wydani zwycięskim Niemcom — i skończą jak dezerterzy);
  • ciekawe są też opisy mechanizmów władzy: jak tylko mieszkańcom państw centralnych głód zajrzał w oczy, władza (i propaganda) sięgnęły po argumenty naukowe — o tym, że w pogoni za bilansem energetycznym organizmu i kaloriami nie można zapominać o dobroczynnych skutkach niedojadania, bo przecież im mniej tłuszczu, tym lepiej dla zdrowia człowieka;
  • (każda) władza potrzebuje też cichego wroga, a w zmaganiach pomogą jej fachowcy. Wielka Wojna zbiegła się czasowo z największymi odkryciami genetyki i naukowych teorii oraz klasyfikacji rasowych przenoszonych na grunt narodowy (podobieństwo fizjonomii jako podwaliny narodu, czy to nie brzmi idiotycznie?), skąd już krok do antysemityzmu naukowego — oraz szukania winnych dosłownie wszędzie: od medialnie nagłaśnianej fali pokąsania ludzi przez wściekłe psy, poprzez infekcje roznoszone przez uchodźców (autorzy cytują tryumfalny nagłówek z lwowskiej prasy — „Huculi przeniesieni”), spekulantów (miasta głodowały, a chłopskie chałupy zapełniały się pianinami oddanymi za prosiaka);
  • niemało uwagi autorzy poświęcają bolszewickim rewolucjom na Węgrzech, reakcji Rumunii, zmaganiom w Estonii i Łotwie (gdzie niemieckie oddziały odegrały istotną rolę) oraz mitologii związanej z uzyskaniem niepodległości (znów bezlitośnie smagając Czechosłowację i mit przewrotu 28 października 1918 r., która to data została zmyślona przez Masaryka wbrew faktom historycznym, a na pewno wbrew słowackiej deklaracji niepodległości — a tymczasem krytycy „przypominali, że prawdziwi bohaterowie znajdowali się jesienią 1918 roku na Syberii, a nie w Pradze”);
  • interesująco brzmią także rozdziały poświęcone konferencji wersalskiej — jak to gromada ludzi pełnych dobrych intencji ale niekoniecznie wiedzy musiała zmierzyć się z górnolotnymi hasłami, które musiały powodować problemy: samostanowienie narodów, wyznaczanie granic według kryteriów narodowościowych, etc. — na przykładzie choćby Czechosłowacji (w kontekście Słowacji, Niemców sudeckich, Rusi Zakarpackiej, ale też części Śląska Cieszyńskiego, do tego szwejkizm), Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców (do którego włączono Czarnogórców i Bośniaków), Węgier, Bułgarii…
  • (wiedzieliście? bo ja nie wiedziałem: jeszcze przed podpisaniem traktatu wersalskiego, jego projekt zakomunikowano Niemcom i przedłożono do akceptacji, brak zgody (a rząd berliński uważał za niesprawiedliwe obciążanie Niemiec wyłączną winą za wybuch wojny) oznaczał kolejną wojnę; wyznaczone ultimatum wygasało 23 czerwca 1919 r., Reichstag zatwierdził dokument na 80 minut przed upływem terminu).

Słowem: książka świetna, acz dość specyficzna, zarówno ze względu na temat jak i podejście do niego — zdecydowanie polecam, acz raczej nie każdemu.

6
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
4 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
b52t
Gość
b52t

Oba tomy są na mojej liście do przeczytania. Gdybym tylko nie miał tak rozbieganych zainteresowań czytelniczych, to pewnie bym był już mocno obczytany w tych rejonach, tym bardziej, że mnie niezmiernie interesują.
Polecam B. Tuchman: Sierpniowe Salwy i Wyniosła Wieża – o tym co chwilę przed i na początku.

mmm777
Gość
mmm777

Jak wspominał Lem: “Ostatnia przed maturą wakacje letnie spędziłem na obozie przysposobienia w Delatynie. Było tam jak w wojsku, na manewrach: mieszkaliśmy w namiotach po osiemnastu chłopa, nad wysokim, urwistym brzegiem Prutu, ze wszystkim jak się należy — ranną pobudką, musztrą, ćwiczeniami polowymi, obiadem z kotła, zajęciami taktycznymi i wieczornym apelem. Pierwszy to raz znalazłem się już całkowicie poza sferą rodziny — nikt prócz drużynowych i podoficerów nade mną nie czuwał. Dano też nam od razu do zrozumienia, że traktuje się nas jak dorosłych, wojskowych ludzi — kapitan bowiem przestrzegał przed kontaktami z żeńską ludnością okoliczną, ponieważ wśród Hucułów endemicznie… Czytaj więcej »