Mariusz Szczygieł, „Nie ma” — na szczęście jest co czytać

A skoro wczoraj wieczorem wywołałem, pół-przypadkiem, pół-celowo, Mariusza Szczygła (a to przy okazji snucia wakacyjnych miraży), to dziś czas na kilka akapitów jego najnowszej, bo wydanej niecałe pół roku temu, książki — czyli „Nie ma”.


Mariusz Szczygieł nie ma recenzja

Mariusz Szczygieł, „Nie ma”, wyd. Dowody na Istnienie, na papierze 336 stron


Miewam spore problemy z percepcją autorów, których bardzo polubiłem za twórczość lekką w formie i łatwo przyswajalną w treści, acz niegłupią i dającą do myślenia — a którzy po jakimś czasie najwyraźniej (w mej subiektywnej ocenie) ruszają w trudniejszych kierunkach. Tak jakby postanowili odeprzeć (być może wypowiedziane) zarzuty: nie, nie jestem pisarzem funky, bliżej mi Lutosławskiemu.
Nabiwszy sobie głowę takimi obawami wziąłem się za „Nie ma” autorstwa Mariusza Szczygła, którego Bohemian trilogie uważam za jedno z naj-dzieł współczesnego lekkiego literackiego reportażu — obawami, bo opis wydawcy („Nie ma kogoś. Nie ma czegoś. Nie ma przeszłości. Nie ma pamięci. Nie ma widelców do sera. Nie ma miłości. Nie ma życia. Nie ma fikcji. Nie ma właściwego koloru. Nie ma komisji. Nie ma grobu. Nie ma siostry. Nie ma klamek. Nie ma niebieskich tulipanów. Nie ma nie ma.”) brzmi dość przerażająco, a co gorsza ponuro; jeszcze tego brakuje, żeby czytać jakieś depresyjne miazmaty.

Na szczęście nie ma tragedii ani depresji — owszem, jak przystało na reportaż, są trudniejsze tematy (w głowie na długo zostaje zwłaszcza nieco rozbudowany „Śliczny i posłuszny”, za którego Szczygieł został przecież nie raz uhonorowany), ale też opowieść o siostrach-samobójczyniach, albo ta o żywotach transseksualisty.

Na szczęście jest też klasyka: Mariusz Szczygieł bawi, Mariusz Szczygieł uczy, Mariusz Szczygieł nie-tumani, Mariusz Szczygieł zastanawia — jest też troszkę obowiązkowej czechistyki (rozbawiła mnie opowieść o radio-maryjnym ojcu, który „w Czechach ewidentnie się demoralizuje”, ciekawa jest też opowieść o praskiej Willi Mülleróv)…

…a ponieważ trudno opowiedzieć taką książkę (choćby ze względu na jej konstrukcję), w tym miejscu przerywam — i mocno zachęcam do sięgnięcia po nią, nie tylko zadeklarowanych miłośników Czeskiej Republiki.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o